Motas: Paszkwil na Doboszyńskiego

29 sierpnia br. minęła 90. rocznica śmierci wybitnego działacza i ideologa obozu narodowego inż. Adama Doboszyńskiego. Stała się ona pretekstem dla „Gazety Wyborczej” do przypomnienia sylwetki tego polityka. W dodatku historycznym „Ale Historia” z 26 sierpnia br. w artykule zatytułowanym „Prawie jak Mussolini” Krzysztof Janicki zarysował postać autora „Gospodarki narodowej”.

Dodatkowym asumptem dla napisania tekstu stały się, jak można się domyślać, niedawne działania, mające na celu uhonorowanie osoby polityka, m.in. odsłonięcie tablicy pamiątkowej oraz nadanie jego imienia ulicy w rodzinnych Chorowicach. Niedawno też Prezydent Andrzej Duda włączył Doboszyńskiego w poczet „żołnierzy wyklętych”.

Jak łatwo przewidzieć, na plan pierwszy wysunięte zostały poglądy Doboszyńskiego na problem żydowski. Znamiennie brzmi już sam podtytuł artykułu: „Adam Doboszyński, naczelny antysemita II RP”. W typowy dla gazetowyborczej maniery sposób polityk ukazany został jako zoologiczny antysemita, owładnięty prawdziwą obsesją radykał, tropiący wszędzie masońskie spiski. Doboszyńskiemu odmówiono w tekście wszelkich pozytywnych cech, wśród nich nieprzeciętnej inteligencji, niepodważalnej żołnierskiej odwagi, czy wreszcie płomiennego patriotyzmu.

Niechętny i napastliwy ton artykułu dobrze oddają następujące jego fragmenty: „Kilka rysów biograficznych Adama Doboszyńskiego juniora, spisanych przez krewnych i wyznawców, bardziej robi wrażenie żywotów świętego niż krytycznych monografii. Z tych tekstów wyłania się złote dziecko, geniusz od najmłodszych lat i perfekcyjny student. Ale nawet w tych hagiografiach można wypatrzyć ślady jego nienawistnych poglądów. Już na studiach technicznych w Gdańsku uchodził za antysemitę. A tolerancyjnego ojca przestrzegał w zachowanym liście, że robiąc interesy z Żydami, plami honor rodziny. (…) Potem bliżej mu było do niebieskiego ptaka niż do żołnierza. Ukończywszy studia nie chciałem bezpośrednio przechodzić do pracy zawodowej – wspominał. Nie spieszyło mu się do zarabiania, choć schorowany ojciec z trudem wiązał koniec z końcem. Zamiast tego pojechał do Paryża, tym razem do szkoły nauk politycznych. Do kraju wrócił, gdy skończyły się pieniądze. (…) Był inżynierem, ale sam uznał się za eksperta w dziedzinie ekonomii. W 1934 r. wydał książkę «Gospodarka narodowa». Zdaniem jego akolitów cenną i nowatorską, ale łatwo dostrzec, że cały projekt gospodarczy Doboszyńskiego sprowadzał się do jednej kwestii: trzeba się z Polski pozbyć Żydów, a ich własność przekazać ludziom oddanym całkowicie sprawie narodowej”.

Czy czegoś nam to aby nie przypomina? Warto zestawić zacytowany fragment z ustępem innej pracy, nieco bardziej krytycznie oceniającej biografię Doboszyńskiego: „Niewątpliwie odrażająca jest sylwetka Adama Doboszyńskiego. Poczynając od napisanej w latach studenckich książki «Słowo ciężarne», książki z której aż bucha pogardą dla ludu, dla prostego człowieka, książki przesyconej najbardziej zoologicznym nacjonalizmem i kultem «führera» – aż do ostatnich etapów jego działalności, poświęconej gorliwie służbie dla wywiadu amerykańskiego – Adam Doboszyński staje przed nami jako zaciekły wróg ludu polskiego, a płatny najmita imperialistycznych wywiadów, jako klasyczny przykład burżuazyjnego nacjonalisty, którego nacjonalizm sprowadza się w praktyce do zdrady narodowej, jako niezwykle charakterystyczny typ faszystowskiego «pseudoradykalnego społecznika», ukrywającego za tym swoim pseudoradykalizmem i pseudospołecznikostwem pospolite wysługiwanie się wielkiemu kapitałowi”.

Fragment powyższy pochodzi z odredakcyjnego wstępu do pracy „Proces Adama Doboszyńskiego. Stenogram z rozprawy sądowej” (Warszawa 1949), stanowiącej ocenzurowaną wersję stenogramu rozprawy toczącej się od 18 czerwca do 7 lipca 1949 r., zakończonej, jak wiadomo, wyrokiem śmierci. Zaiste zastanawiające pozostaje podobieństwo narracji „Gazety Wyborczej” do języka powojennej komunistycznej propagandy. Na tym podobieństwa się jednak nie kończą. W artykule wyeksponowany został zaledwie jeden wątek z bogatej biografii polityka i ideologa, jakim jest wyprawa myślenicka.

Autor tekstu, zastanawiając się nad celowością podobnego aktu politycznego, zdaje się przychylać do tezy, iż miał on być „punktem wyjścia do budowy polskiej nacjonalistycznej dyktatury na wzór tych, które przejęły władzę we Włoszech i Niemczech”. Przy opisie akcji w Myślenicach patos miesza się w artykule ze sztubacką błazenadą. Całość zaś, łącznie z okolicznościami towarzyszącymi kolejnym odsłonom przedwojennego procesu Doboszyńskiego, stanowić ma dowód na postępującą „faszyzację” przedwrześniowej Polski. Jak wskazywali autorzy biografii polityka, także powojenny proces, w zamysłach jego inicjatorów, miał stanowić dowód na „stopniowe «faszyzowanie się» ustroju Polski w latach trzydziestych XX w.” (K. Kaczmarski, P. Tomasik, „Adam Doboszyński 1904-1949”, Rzeszów 2010).

Pozytywnym bohaterem artykułu pozostaje bez wątpienia dr Adam Doboszyński, ojciec Adama: „Doboszyński senior miałby zadatki na patrona. Wprawdzie z wioską niewiele go łączyło (chodzi o Chorowice – przyp. M.M.), ale w jego biografii trudno znaleźć ciemne plamy. Mąż stanu na prowincjonalną skalę, trochę filantrop, trochę człowiek kultury, ale przede wszystkim demokrata i liberał, który tolerancję i wolnościowe poglądy wcielał w życie. Wydawał znaną z inkluzywności i stonowanej linii gazetę «Nowa Reforma».”. Szczery demokrata i liberał skonfrontowany został z synem, którego radykalizm miał go stawiać poza nawias macierzystego Stronnictwa Narodowego. Opisując wojenne losy Doboszyńskiego, autor tekstu nie uczynił go co prawda współodpowiedzialnym za zagładę Żydów, stwierdził jednak wprost, iż „wprawdzie potępiał metody III Rzeszy, ale zarazem twierdził, że Żydzi… sami byli winni Zagłady, bo przecież mogli wynieść się z Polski”.

Autor tekstu nawet przez chwilę nie zastanowił się nad motywacjami i wyborami politycznymi opisywanej postaci. Artykuł prezentuje w dość szablonowy sposób poglądy na omawiane zagadnienie, i szerzej na obóz narodowy, prezentowane przez „Gazetę Wyborczą” konsekwentnie już od trzech dekad. Ze smutkiem należy jednak skonstatować, że mamy tu do czynienia z pewnym regresem. Dużo większą dozę krytycyzmu i deklaratywną przynajmniej próbę wniknięcia w intencje podejmowanych działań przejawia bowiem „GW” od kilku już lat w odniesieniu na przykład do Bolesława Piaseckiego, który swoją polityczną drogę rozpoczynał mniej więcej w tym samym miejscu co autor „Ekonomii miłosierdzia”.

Warto na zakończenie przypomnieć też fragment artykułu wspomnieniowego o Doboszyńskim autorstwa Wojciecha Wasiutyńskiego, który w opublikowanej w 1982 r. pracy pt.: „Czwarte pokolenie”, wskazywał: „Donoszą mi z Polski, że chcą wystawić nagrobek Adamowi Doboszyńskiemu i radzą się, co na nim wyryć. I rzeczywiście co? Ostatni romantyk? Inżynier, ekonomista, powieściopisarz, dramaturg? Polityki nieokiełznany? Katolik, nacjonalista, rewolucjonista? Realistyczny fantasta? Człowiek nie znający trwogi i kompromisu? Najwybitniejsza z ofiar terroru bierutowskiego? Dwie rzeczy można napisać na pewno: że urodził się w Krakowie w pierwszych latach XX w. jako syn znanego wydawcy o poglądach demokratyczno-liberalnych i że został stracony przez komunistów w latach czterdziestych po procesie, w którym był oskarżony o szpiegostwo na rzecz Niemiec, w co nie wierzył nikt, nawet propagandziści partyjni i trzymani na łańcuchu literaci.” (W. Wasiutyński, „Dzieła wybrane”, t. I, oprac. W. Turek, Gdańsk 1999).

Rozpiętość ocen i opinii formułowanych o Doboszyńskim, jak wskazywał dobrze znający go Wasiutyński, jest rzeczywiście duża. Czy w związku z tym zasługuje on jedynie na powielanie, w złagodzonej nieco formie, propagandowych haseł z przełomu lat 40. i 50. ubiegłego wieku? Także i dziś, dokonując oceny spuścizny ideowej Adama Doboszyńskiego, warto wyjść poza schemat, z jednej strony zupełnie nieadekwatnego w stosunku do niego terminu „żołnierz wyklęty” (wrócił po wojnie do kraju, aby zapobiec groźbie wybuchu kolejnego powstania), z drugiej zaś, prymitywizującego jego dorobek, określania go mianem „naczelnego antysemity II RP”.

Maciej Motas
Fot: K. Kaczmarski, P. Tomasik, „Adam Doboszyński 1904-1949”.
Myśl Polska, nr 37-38 (8-15.09.2019)

[Głosów:7    Średnia:5/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *