Nie będzie sprzedaży swojskiego alkoholu

Chodzi o poselski projekt ustawy o zmianie ustawy o wyrobie alkoholu etylowego oraz wytwarzaniu wyrobów tytoniowych oraz o zmianie innych ustaw. Miał on m.in. umożliwić produkcję napojów spirytusowych oraz ich sprzedaż w miejscu wytworzenia – bez konieczności uzyskiwania zezwoleń. Podmiot prowadzący taką działalność ponosiłby niższą opłatę niż przedsiębiorcy zajmujący się sprzedażą detaliczną napojów alkoholowych, a także nie musiałby się stosować do ograniczeń wynikających z uchwał rad gmin dotyczących sprzedaży napojów alkoholowych oraz zasad usytuowania punktów ich sprzedaży na terenie gminy. Podobny system funkcjonuje z powodzeniem choćby we Francji, gdzie normandzki sadownik produkuje z własnych jabłek cydr, a jeśli chce uzyskać (i sprzedawać następnie) calvados – to wzywa sobie obwoźną (też prywatną) destylarnię, która przefermentowuje i rafinuje półfabrykat, od razu dokonując rozliczenia akcyzy. Domowymi alkoholami handlują też bez przeszkód mieszkańcy b. Jugosławii, u nas zaś z podobnymi postulatami występowali od dawna tak ludowcy, jak i np. Janusz Palikot.

Choć stanowiły o istocie całego pomysłu – rząd uznał jednak te propozycje za „sprzeczne z interesem zdrowotnym, społecznym i ekonomicznym państwa, a także niezgodne z prawem Unii Europejskiej”. Jak podkreśliła rada ministrów (zgodnie z wnioskiem resortu zdrowia) „proponowane rozwiązania skutkują większą dostępnością (fizyczną i ekonomiczną) napojów alkoholowych oraz zmniejszeniem kontroli nad ich sprzedażą, przy jednoczesnym zmniejszeniu dochodów gmin przeznaczonych na ograniczenie szkód spowodowanych ich spożyciem”. – Z badań WHO wynika, że zwiększenie dostępności fizycznej (większa liczba punktów sprzedaży) i ekonomicznej (niższe ceny) napojów alkoholowych sprzyjają pogorszeniu sytuacji epidemiologicznej, czyli nie leżą w interesie społecznym – głosi uzasadnienie rządowego stanowiska. Z całego pomysłu politykom spodobał się jego marginalny element, dopisany do projektu ewidentnie na doczepkę, czyli zobowiązanie producentów do znakowania wszystkich produktów zawierających alkohol znakiem graficznym informującym o szkodliwości jego picia przez kobiety w ciąży. Ponieważ jednak stanowi od dodatkowe utrudnienie, a nie ułatwienie dla biznesu – można być pewnym, że zostanie wdrożony w życie.

Oczywiście, prawdziwe motywy rządu (poza naturalną skłonnością do niepozostawiania obywatelom zbyt dużego marginesu błędu) ujawnia to zdanie wyjaśnień: „przewidywane niższe wpływy z akcyzy mogą mieć negatywny wpływ na dochody budżetu państwa”.

Ano właśnie. Dlatego, że państwo zwyczajowo już chce u nas wszystkim rządzić i nie może znieść, że jeden obywatel sobie legalnie napędzi, a drugi legalnie kupi za przystępną cenę, a także ze względu na pazerność fiskusa – nasza „księżycówka” jeszcze długo nie będzie rodzimą odmianą calvadosu. Z drugiej strony może to jednak i dobrze. Wszak za legalizacją przyszłyby zapewne zaraz „inspekcje sanitarne”, „normy jakościowe” i steki innych bzdurnych przepisów, które spowodowałyby, że „swojak” przestałby się nadawać do picia. No to więc po staremu, nielegalnie i bez akcyzy: oby nam się!

(karo)

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Nie będzie sprzedaży swojskiego alkoholu”

  1. A to wszystko po to, by ludziom nie przewróciło się we łbach od nadmiaru wolności. „Rząd uznał jednak te propozycje za „sprzeczne z interesem zdrowotnym, społecznym i ekonomicznym państwa, a także niezgodne z prawem Unii Europejskiej”” Zresztą jaśniej chyba się nie da? Witamy w bolszewii.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.