O totalitarnym państwie PO, policyjnym reżimie Tuska i „męczeństwie na pluszowym misiu”

Oczywiście, nie wszystkie z tych zarzutów są stawiane w formie dosłownej – niektóre z nich wszak odziane są w szatę bardziej dwuznacznych aluzji i sugestii. Jednak, część z nich bywa głoszona otwarcie i jednoznacznie, np. twierdzenie o totalitaryzmie czy praktycznej likwidacji wolności słowa, zdarzało mi się już słyszeć niejednokrotnie i to nie w formie aluzji, lecz jawnych stwierdzeń. Przypatrzmy się zatem bliżej wszystkim tym zarzutom. Czy i na ile są one uzasadnione?

                    Państwo totalitarne, brak wolności słowa?

Zarzutu o totalitarnym charakterze rządów PO i faktycznej likwidacji wolności słowa, aż nie chce się komentować. Trudno bowiem na poważnie dyskutować z zarzutami absurdalnymi. A gdy owe absurdy są wygłaszane przez osoby, których społeczno-materialny statut bynajmniej nie wskazuje na odczuwanie przez nie skutków owych rzekomo totalitarnych rządów (co dokładnie mam na myśli – o tym dalej), to chęć na podjęcie polemiki spada niemal do zera. Mimo wszystko jednak, postaram się poważnie podyskutować z rzeczonymi tezami.

W Polsce mogą swobodnie działać i startować w wyborach ugrupowania od skrajnej lewicy do skrajnej prawicy. Czasami dzieje się tak, nawet, gdy program niektórych z tych organizacji nastręcza poważnych wątpliwości, czy nie naruszają one konstytucyjnego zakazu propagowania ideologii typu komunizm czy faszyzm. Mamy wszak u nas tak legalnie działające Komunistyczną Partię Polski oraz (oraz otwarcie pro-stalinowski) portal „Lewica bez cenzury”, jak i Narodowe Odrodzenie Polski (które reklamowało się hasłem typu: „Faszyzm?!? My jesteśmy gorsi!!!„). Mimo pewnych prób ukrócenia bezkarnej działalności takich organizacji, przez wiele lat w naszym „totalitarnym państwie” nie udało się zdelegalizować nawet takich inicjatyw. Praktyka polityczna III RP jest zatem bardziej liberalna niż przewiduje to litera jej konstytucji. Czy ktoś w ogóle mógłby podać przykład choćby jednego człowieka, który pod rządami Tuska został rzeczywiście sądownie skazany za głoszenie skrajnie odmiennych od linii ideowej PO poglądów politycznych?

Z totalitaryzmem ściśle wiążę się też brak wolności słowa. Jakie jednak mamy dowody na to, iż w Polsce poważnie choćby tylko ograniczana jest wolność słowa? Czy czymś takim jest fakt regularnego zapraszania do niemal wszystkich publicznych i komercyjnych mediów nawet najbardziej zawziętych krytyków rządu, prezydenta i PO? W którym to „totalitarnym państwie” w jednym z publicznych kanałów TV pozwalano by, aby jeden z publicystycznych programów prowadzony był przez gorliwego zwolennika największej z opozycyjnych partii, a zarazem gorącego przeciwnika rządzącego ugrupowania? A wydawanie w setkach tysięcy egzemplarzy radykalnie opozycyjnych wobec rządu dzienników i tygodników („Nasz Dziennik”, „Gazeta Polska”, „GPC”, itp.) też się nie liczy?

Powie ktoś: „Ale przecież, ludzie Platformy doprowadzili do przejęcia „Rzeczpospolitej” i „Uważam Rze” z rąk krytyków rządu w ręce ludzi bardziej mu przychylnych!„. Jakie jednak są rzeczywiste dowody na poparcie tego twierdzenia? Ktoś pokazał nagrania, w których Donald Tusk lub któryś z jego podwładnych dzwoni do Hajdarowicza (obecnego wydawcy „Rzeczpospolitej”) mówiąc mu coś w rodzaju: „Albo zwolnisz Lisickiego, albo my cię załatwimy, tak, że będziesz skończony!„? Rynek prasowy – czy nam się to podoba, czy nie – ma po prostu, to do siebie, że ludzie dysponujący wielkimi pieniędzmi, mają w nim dużo do powiedzenia. A właściciele poszczególnych gazet mają różne przekonania polityczne i odmienne wizje funkcjonowania podległych sobie tytułów. Trudno mieć o to pretensje do rządu. Poza tym, o ile „Uważam Rze” zapewne nie będzie już miało swego dawnego pro-pisowskiego oblicza, o tyle nie oznacza to jeszcze, że stanie się tubą propagandową rządu czy też czymś głosem „koncesjonowanej opozycji”. Jak na razie, wiele wszak wskazuje na to, że ton temu pismu będą nadawać ludzie związani niegdyś z UPR, Kongresem Nowej Prawicy czy „Najwyższym Czasem” – a więc środowisko, które względem premiera Tuska i prezydenta Komorowskiego też potrafi być ostro krytyczne.

A co ze sławetnym miejsce na „Multiplexie” dla TV Trwam? Czy odmowa takowego nie jest dobitnym dowodem na to, że „wolność słowa” praktycznie w Polsce nie istnieje? Cóż, nawet, gdyby rzeczywiście za rzeczoną niekorzystną decyzją dla medium ks. Rydzyka stały nie rzeczywiste prawno-administracyjne, lecz polityczno-ideowe względy, to i tak trudno by było w tym przypadku mówić o choćby jakiejś poważnej próbie ograniczania wolności słowa. Praktycznie rzecz biorąc bowiem brak miejsca na tzw. multiplexie jest nieznacznym utrudnieniem dla funkcjonowania TV Trwam (dalej wszak będzie mogła być obecna w ofercie telewizji kablowych). Poza tym, ów ograniczony zasięg z tego wynikły będzie dotyczył TV Trwam, a nie Radia Maryja. To ostatnie medium zaś cieszy się znacznie większą popularnością niż TV Trwam. Oczywiście, ja osobiście wolałbym by miejsce na Multiplexie dostała telewizja ks. Rydzyka, a nie „Polo TV” czy jakaś inna „Viva”, ale nie widzę powodu by z armaty strzelać do muchy.

                         Bieda, nędza i skrajne ubóstwo?

Radykalni krytycy PO sugerują także obraz polskiego społeczeństwa jako nieuchronnie zmierzającego do skrajnego ubóstwa, by nie powiedzieć wręcz nędzy. Cóż, muszę powiedzieć, że sam jestem osobą, która wedle przyjętych w Polsce kryteriów i wskaźników ekonomicznych żyje w ewidentnej biedzie. Wraz z jeszcze jedną osobą utrzymuję gospodarstwo domowe za kwotę 800, w porywach do 1000 złotych miesięcznie. Z tego zaś odliczyć trzeba co najmniej 400 złotych na czynsz i inne comiesięczne rachunki, tak też na jedzenie, odzież i inne wydatki dla dwóch osób zostaje nam ok. 500 złotych miesięcznie. Perspektywy na znalezienie stałej pracy też mam nikłe, jednak nie winię za to rządów PO, Tuska czy Komorowskiego, ale zdaję sobie sprawę z tego, iż po części jestem sam sobie temu winien, a po części odpowiedzialność za ten stan rzeczy ponosi klimat „polskiego piekiełka„, który wokół mej osoby wytworzył się w środowiskach prawicowo-konserwatywnych (można by o tym dużo pisać, ale nie ta okoliczność jest wszak tematem artykułu). Nie czuję się jednak, bym żył w „skrajnej biedzie”. Codziennie mam co jeść (niemal każdego dnia też jem mięso), co pić, mieszkam w domu z ciepłą wodą i ogrzewaniem, ze szczelnym dachem. Wiem, że setki tysięcy Polaków żyje w większej biedzie i współczuję im tego. Ale znam też proporcje i zdaję sobie sprawę z tego, iż ilość ludzi w Polsce, które codziennie nie dojada, mieszka w rozpadających się ruderach, nie ma stałego dostępu do ogrzewania i ciepłej wody, w żaden sposób nie uprawnia do kreowania wizji naszego społeczeństwa, jako tonącego w biedzie i nędzy, ograbianego „przez złodziejskie podatki” i „materialnie niszczonego przez PO„. Poza tym, trzeba spojrzeć prawdzie w oczy i powiedzieć sobie, że smutny fakt, iż niektóre dzieci nie jedzą pierwszego śniadania w domu bardziej jest winą ich rozpijaczonych ojców (a czasami też matek), aniżeli takiego czy innego rządu. Wizja zaś Polski jako kraju zdążającego na skraj „materialnej przepaści” tym bardziej jakoś mi się kłóci z obrazem pełnych zagranicznych samochodów parkingów przez zapełnionymi ludźmi hipermarketami, z których do kas ustawiają się kolejki nieraz po brzegi wyładowanych wózków na towary.

                                  Państwo policyjne?

A co z domniemaną bezkarnością policji mającą objawiać się np. rzekomym prowokowaniem uczestników tegorocznego „Marszu Niepodległości” do zamieszek. Tezie o policyjnej prowokacji 11. 11. 2012 r., poświęciłem odrębny tekst : https://konserwatyzm.pl/artykul/6600/kto-prowokowal-11-listopada, więc nie będę się w tym aspekcie powtarzał. Pozwolę sobie jednak i tym razem odwołać się do swych osobistych doświadczeń w tej dziedzinie. Otóż, przeszło rok temu, wraz z kolegą zostaliśmy przeszukani przez policję w związku z podejrzeniem popełnienia jednego z przestępstw. Mój kolega, jako, że delikatnie mówiąc nie lubi policji, przez długi czas odmawiał poddania się rewizji, a jednym z pierwszych zdań, jakie wygłosił do policjantów było: „Na takich jak wy, piszą po murach: <Jeb**ć psy>„. I co? Mimo, że nie mieliśmy żadnego immunitetu i na pewno swą zewnętrzną powierzchownością nie wyglądaliśmy na „wpływowych obywateli” żaden z policjantów nie podniósł na nas ręki, a znaczna część rozmowy z ich strony zawierała zwroty w stylu: „Proszę pana„, etc. Jeśli zatem żyjemy w państwie, w którym policja czuje się bezkarnie, to ja i mój znajomy, musieliśmy trafić na wyjątkowo łagodnie usposobionych funkcjonariuszy. A tak na poważnie, to w państwie policyjnym zbito by do nieprzytomności mego niefrasobliwego kolegę (choćby za wyrażenie: „Jeb**ć psy„), a i mnie dostałoby się co najmniej kilka pał na plecy za ową podejrzaną znajomość. Na 99 proc. przygoda ta skończyłaby w ten (jeśli nie gorszy) sposób w Rosji, gdzie poczucie bezkarności i wszechwładzy tamtejszej milicji i tym podobnych służb jest bardzo wielkie. Warto więc czasami spojrzeć się za naszą wschodnią granicę, zanim zacznie się powtarzać w odniesieniu do III RP pod rządami PO tezy o „policyjnym państwie”, „policji – gestapo” i tym podobne rewelacje.

                      „Męczeństwo na pluszowym misiu”

Jeden z dziennikarzy nazwał postawę swych bardziej konserwatywnych kolegów względem politycznej rzeczywistości w Polsce mianem „męczeństwa na pluszowym misiu„. Im bardziej przypatruję się postawie co bardziej radykalnych naszych opozycjonistów, tym trudniej mi nie przyklasnąć temu określeniu. Jak inaczej można bowiem nazwać twierdzenia o tym, że żyjemy „w totalitarnym państwie” z ust człowieka, który właśnie w tym państwie stworzył wielki medialny koncern i ma spore wpływy w największej opozycyjnej partii??? Jak na poważnie traktować wyznania o tym, że „wolność słowa praktycznie już w Polsce nie istnieje” z ust człowieka w dobrze skrojonym garniturze, zajmującego wysokie stanowisko w jednym z banków? Albo, czym jak nie rzewnym kiwnięciem głową skomentować wizje Polski jako kraju chylącego się ku materialnej przepaści deklarowane na forum internetowym, gdzie co rusz ktoś oznajmia, że był na wycieczce w Turcji, Francji, czy we Włoszech? Nikomu tego nie życzę, ale dwutygodniowy pobyt w Korei Północnej mógłby niektórym przywrócić znaczenie i powagę takich wyrażeń jak: „totalitaryzm„, „brak wolności słowa”, „bieda i nędza„.

Rozsądek, a nie histeria

Celem tego tekstu nie jest bynajmniej przekonywanie konserwatywnych czytelników, iż – parafrazując słowa jednego z przebojów – „jest super, jest super, więc o co Wam chodzi?„. Sam nigdy nie głosowałem na ludzi związanych z PO, w żadnego rodzaju wyborach, ani też nie zamierzam tego czynić w przyszłości. Moje wybory polityczne to: Marek Jurek, Lech Kaczyński, Jan Łopuszański, Prawica Rzeczpospolitej, LPR i prawe skrzydło PiS-u. Zdecydowanie krytycznie też oceniam niektóre z posunięć i sygnałów, jakie rząd Tuska i kierownictwo PO daje na płaszczyźnie obyczajowej. Bronienie niczym świętości i dogmatu „aborcyjnego kompromisu”, zapowiedź legalizacji „in vitro”, prawny zakaz rodzicielskich klapsów (a także części z innych słusznych prerogatyw ojców i matek), „oko” puszczane do homoseksualnych ruchów – to z pewnością nie jest dobry kierunek dla żadnego z narodów. Z drugiej strony, nawet na tej płaszczyźnie, trudno jest kreować Donalda Tuska na jakiegoś „polskiego Zapatero” czy „nadwiślańskiego Obamy”. Wszak twarde stanie przy „historycznym kompromisie w kwestii aborcji” jest de facto odmawianiem sprawiedliwości setkom nienarodzonych dzieci rocznie, ale w ogóle nie widać, by PO chciało od tego przejść do poszerzenia legalności aborcji. Także zapowiedzi Tuska o tym, że pod jego rządami homoseksualiści nie będą się bać, choć są faktycznym zaprzeczeniem katolickiego o tym, że (między innymi) sodomia powinna być prawnie karana, ale z drugiej strony daleko jeszcze od nich do realizacji prawnej legitymizacji i uprzywilejowania takich związków (zdecydowana większość posłów PO głosowała zresztą przeciw takim pomysłom). Oczywiście, względna kompromisowość Tuska i PO w kwestii aborcji i homoseksualizmu jest obiektywnie godna nagany, a nie pochwały, ale to nie znaczy, że należy wyolbrzymiać i rozdmuchiwać ową postawę do monstrualnych i nieprawdziwych rozmiarów.

O co zatem chodzi w niniejszym tekście? Wbrew podejrzeniom, które mogą się pojawić u niektórych bardziej złośliwych czytelników tego artykułu, nie chodzi mi o „zbijanie politycznego kapitału” ani też o zapisanie się do „prawego skrzydła PO”. Rzecz, po prostu w tym, by mówieniu o grzechach, nieprawościach i wadach popełnianych przez innych (w tym wypadku przez rządzących) zachować sprawiedliwą miarę, uwzględniając różne historyczne analogie i proporcje. Jeśli ktoś pluje nam w twarz, to oczywiście nie znaczy, że mamy mówić „pada deszcz”. To prawda. Ale czy to oznacza, że wytarganie za ucho trzeba nazywać „masakrą piłą łańcuchową„, a grypę „dżumą, cholerą i ciężkim nowotworem z rozległymi przerzutami„? Tak też, drodzy „antysystemowcy”, „Rebelyanci” i „rycerze niepodległości”: mniej histerii, więcej zdrowego rozsądku i rozwagi; mniej internetowego robienia z siebie męczenników, a więcej godności oraz dziękczynienia za to co się ma, a o czym wielu innych ludzi nie może nawet marzyć. I przede wszystkim: mniej lekkomyślnych posądzeń i oskarżeń, monstrualnych przejaskrawień, a więcej sprawiedliwości i uczciwości także wobec swych politycznych przeciwników.

www.salwowski.msza.net

cristiada3@wp.pl

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “O totalitarnym państwie PO, policyjnym reżimie Tuska i „męczeństwie na pluszowym misiu””

  1. Niech Pan nastepny artykul napisze o polskim antysemityzmie i o tym, jak to Polacy mordowali Zydow w Jedwabnem.Albo o zbiorowej odpowiedzialnosci Polakow jako narodu za smierc 7 milionow Zydow w czassie II WS.

  2. Ad. Antoine Ratnik – widzę, że stosuje Pan metodę „reductio ad Hitlerum”, tyle, że „a rebours”.

  3. Bardzo dobry, merytoryczny i wyważony tekst. Rząd jest słabiutki i bez pomysłu, ale oczywiście nie ma nic wspólnego ani z „totalitaryzmem”, ani z „komuną”. Problemem jego jest i to, że ulega „trendom światowym”, a te wieją na lewo. To rząd raczej administrujący, niż rządzący.

  4. No no, względnie dobry i zrównoważony artykuł. Autor tym razem nawet na szczęście zrezygnował z idiotycznego grzmocenia na lewo i prawo cytatami z Biblii. Są oczywiście potknięcia, które zaraz wytknę: 1) Ograniczanie wolności słowa/wypowiedzi/ekspresji istnieje jak najbardziej. O ile na symbolikę komunistyczną przymyka się u nas oczy, o tyle za nazistowską można spokojne pójść siedzieć (patrz przypadki allegro, Mein Kampf, inne). Albo głośny ostatnio przypadek skazania „Antykomora”… Kiboli śpiewających o Tusku-matole… Przykładów jest znacznie więcej, wystarczy chwilę poszukać. 2) „Czy czymś takim jest fakt regularnego zapraszania do niemal wszystkich publicznych i komercyjnych mediów nawet najbardziej zawziętych krytyków rządu, prezydenta i PO? W którym to „totalitarnym państwie” w jednym z publicznych kanałów TV pozwalano by, aby jeden z publicystycznych programów prowadzony był przez gorliwego zwolennika największej z opozycyjnych partii, a zarazem gorącego przeciwnika rządzącego ugrupowania?” Niech Pan sobie zda wreszcie sprawę, że PO i PiS nie są żadnymi przeciwnikami, tylko dwiema stronami tego samego medalu. Potrzebują siebie nawzajem, by przyklejona do telewizorów hołota myślała, że się zawzięcie zwalczają, a z tą demokracją to wszystko tak naprawdę. Bo gdy przychodzi co do czego, czyli do rżnięcia nas wszystkich i zwalczania cywilizacji łacińskiej, podziały zanikają. 3) „Cóż, nawet, gdyby rzeczywiście za rzeczoną niekorzystną decyzją dla medium ks. Rydzyka stały nie rzeczywiste prawno-administracyjne, lecz polityczno-ideowe względy, to i tak trudno by było w tym przypadku mówić o choćby jakiejś poważnej próbie ograniczania wolności słowa.” Jestem daleki od wielbienia Rydzyka, ale prowadzona przez „tolerancyjnych” kampania nienawiści wobec niego i jego mediów przyprawia mnie o odruch wymiotny. Faktycznie może nikt otwarcie nie ogranicza tu wolności słowa, ale próba zohydzenia jedynego imperium medialnego, które nie powstało przy pomocy ubecji jest ewidentna i skuteczna. Wystarczy spytać dowolnego „młodego, wykształconego” o jego stosunek do RM, a odpowiedzią będzie coś na kształt „zakazać!”. 4) „ilość ludzi w Polsce, które codziennie nie dojada,(…) w żaden sposób nie uprawnia do kreowania wizji naszego społeczeństwa, jako tonącego w biedzie i nędzy, ograbianego „przez złodziejskie podatki” i „materialnie niszczonego przez PO”. Ależ jak najbardziej można i trzeba! Dodawszy „…i przez inne partie dotychczas rządzące”. 5) „Na 99 proc. przygoda ta skończyłaby w ten (jeśli nie gorszy) sposób w Rosji” A był Pan tam kiedyś, Panie rusofobie? Doświadczył brutalności? Wątpię. 7) „dwutygodniowy pobyt w Korei Północnej mógłby niektórym przywrócić znaczenie i powagę takich wyrażeń jak: „totalitaryzm”, „brak wolności słowa”, „bieda i nędza”. Otóż nie mógłby, bo tamtejsze NKWD nie odstępuje od turystów ani o krok i robi wszystko by im pokazać, że KRLD jest gites majonez. Co głupsi nabierają się na to. Mógłbym jeszcze przyczepić się do paru rzeczy, ale już dość się naprodukowałem. Za to chwalę ostatni akapit.

  5. @Antoine Ratnik| P. Mirosław jest tam blogerem, nie publicystą. W zasadzie nie mam do tekstu zastrzeżeń poza drobnymi związanymi z wolnością osobistą (szafowanie pozwami o obrazę, „ochronę dóbr osobistych”), problem z multipleksem tkwi w samym istnieniu KRRiT, które racjonalnie nie ma prawa bytu w wolnym społeczeństwie. Co do pauperyzacji, jest faktem że polski potencjał gospodarczy jest marnowany w ogromnej mierze, podatki bynajmniej nie spadają, posiadamy przebiurokratyzowaną gospodarkę, jako taki poziom trzyma się jeszcze m. in. dzięki bohaterom ryzykującym działalność w szarej strefie, czy transferom kasy od emigrantów. Obecny trend można porównać w zasadzie do powolnego gnicia (fasada napędzana długami jeszcze trwa), problem pojawi się gdy masa krytyczna zostanie przekroczona i rozpocznie się szybki zjazd po równi pochyłej. Cała „banda czworga” nadaje się na śmietnik historii. Nie będę bynajmniej płakać z powodu krachu tworu prawno – administracyjnego o nazwie III RP.

  6. Skoro w Polsce jest tak swietnie pod rzadami PO, to dlaczego 4 miliony ludzi wyjechaly na Zachod? W Warszawie na St.Miescie w przeciagu roku miasto podwoilo komorne, mali handlowcy nie sa w stanie utrzymac swoich sklepow i zamykaja jeden po drugim.W Chelmie byly rewizje, przesluchania licealistow w Krakowie…. Na jaka nagrode i od kogo Pan liczy wymierzajac swym tekstem taki policzek szarym ludziom, ktorzy ,wbrew temu co Pan pisze, wlasnie nie dojadaja.

  7. W ilości emigrantów w 2010 Polska jest po: Chinach, Rumunii i Indiach. A tutaj jakiś członek establiszmętu tłumaczy – dobrze jest! Bo punkt widzenia zależy od punktu siedzenia – politycy nie emigrują.

  8. Ad. Antoine Ratnik – a kto mówi, że „jest świetnie” w Polsce pod rządami PO??? Oczywiście, że rządy PO są kiepskie choćby w porównaniu z rządami PiS. Chodzi tylko o to, by nie wpadać w histerię i zachować odpowiednie proporcje w ocenie różnych negatywnych zjawiska. Nie należy strzelać do much czy wróbli z armaty, a przeziębienia nazywać nowotworem. Tego wymaga uczciwe i sprawiedliwe podejście do swych politycznych przeciwników. A poza tym, po co się Pan pyta, na jaką nagrodę liczę, pisząc ten tekst, skoro Pan już zna odpowiedź? Oczywiście, że chodzi mi o ministerialny stołek w kancelarii obecnego prezydenta albo przynajmniej ciepłą posadę w rządzie Tuska 😉

  9. Trochę mnie dziwi ten tekst, bo zazwyczaj prezentuje się Pan jako człowiek skrajnie zasadniczy, a jak dochodzi do krytyki rządu który stosuje rewolucję małymi kroczkami, wprowadza miękki zamordyzm, wojuje z Kościołem (lekko bo lekko, ale zawsze), walczy z rodziną i przygotowuje swoją nieodpowiedzialną polityką katastrofę która dopiero nadejdzie wraz z załamaniem się systemu finansów publicznych, to wykazuje Pan zadziwiająco dużą dozę zrozumienia. I tak, z tymi policjantami to mieliście Panowie po prostu duże szczęście. Co do biedy – w ramach programu Szlachetna Paczka można było przeczytać o warunkach w jakich żyją niektórzy ludzie, którym nawet na opał na zimę nie starcza. A nadchodzi gorsze.

  10. Jak rzadko w całości się zgadzam z tezami P. Salwowskiego. A oponentom przypomnę, że rząd chwiejny, zależny od zagranicy i nieodpowiedzialny, nawet skrajnie, jest różny od rządu tyrańskiego, totalitarnego czy rewolucyjnego. Owszem, może mieć opłakane skutki ekonomiczne czy polityczne, ale to za mało by używać skrajnych określeń.

  11. ElDesmadre, ” Trochę mnie dziwi ten tekst, bo zazwyczaj prezentuje się Pan jako człowiek skrajnie zasadniczy, […] to wykazuje Pan zadziwiająco dużą dozę zrozumienia”. Nie ma tu żadnych powodów do zdziwienia. Salwowski boi się Boga i „każdej rzeczy, która jego jest”. Władza jest w szczególności rzeczą Boga, bo samą istotą miłości, wiary i moralności jest w ujęciu p. Salwowskiego właśnie władza, rozumiana najczęściej jako czysta przemoc i strach przed nią. Nie dlatego bowiem kochamy dobro, że jest dobre i przyjemne, lecz kochamy je bo taki jest nakaz. Nie Pan się zatem nie spodziewa niczego poza wazeliniarstwem pod adresem każdorazowej władzy. „Władza jest dana od Boga”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.