Niech się wykrwawią na śmierć

Oprócz oczywistego poparcia dla ataku na Syrię ze strony AIPAC-u (American Israel Public Affairs Committee – Amerykańsko-Izraelski Komitet Spraw Publicznych), głównej organizacji lobby proizraelskiego w Stanach, oraz neokonserwatystów, odliczyli się również: The Conference of Presidents of Major American Jewish Organizations (Konferencja Prezesów Głównych Amerykańskich Organizacji Żydowskich), Marvin Hier w imieniu Centrum Szymona Wiesenthala, Abe Foxman w imieniu Anti-Defamation League (of B’nai B’rith), The Republican Jewish Coalition (Żydowska Koalicja Republikańska) oraz sam Eric Cantor, republikański – a jakże! – lider większości w Izbie Reprezentantów.

Bardzo ciekawie wyglądają sondaże w Izraelu. Wg przeprowadzonych niedawno przez „The Jerusalem Post”, Żydzi izraelscy w stosunku 7 do 1 NIE CHCĄ udziału Izraela w nowej wojnie, natomiast 2/3 spośród nich CHCE udziału amerykańskiego. Można powiedzieć, że mentalność przeważającej większości przeciętnych Żydów izraelskich wyraża (może nawet częściowo nieświadomie) rzeczywistość polityczną stosunku pomiędzy USA a Izraelem, a mianowicie, że to Stany Zjednoczone są klientem Izraela, a nie odwrotnie. Po co mają ginąć obrzezani, cenni chłopcy, skoro mogą głupki z Teksasu, nieprawdaż?

A co do samej Syrii i jej wewnętrznego konfliktu? Najpierw Alon Pinkas, były konsul generalny Izraela w Nowym Jorku, powiedział (za „New York Times” z 5.09.2013): „To sytuacja jak w play offie, kiedy chciałbyś, żeby obie strony przegrały, a co najmniej, żeby jedna z nich nie wygrała – i w której zadowolilibyśmy się remisem. Niech obie strony krwawią, niech to będzie śmiertelny krwotok: jest to myśl strategiczna. Jak długo ta sytuacja trwa nie ma rzeczywistego zagrożenia ze strony Syrii”. Przynajmniej szczerze i wprost! Wreszcie, 17.09.13 w wywiadzie dla „The Jerusalem Post”, ustępujący ambasador Izraela w USA Michael B. Oren stwierdził, że Izrael pragnie obalenia prezydenta Asada [przez USA]. „Zawsze chcieliśmy, żeby Asad odszedł, zawsze woleliśmy czarne charaktery, których nie wspiera Iran od czarnych charakterów wspieranych przez Iran. Jest tak nawet w sytuacji, jeśli inne czarne charaktery są powiązane z Al-Kaidą. Zdajemy sobie sprawę, że to bardzo czarne charaktery, choć nie dotyczy to całej syryjskiej opozycji, niemniej, dla Izraela największym zagrożeniem jest strategiczny sojusz Teheranu, Damaszku i Bejrutu, a reżim Asada pełni w tym sojuszu rolę kluczową” – wyjaśnił Oren. Dodajmy, że Oren, urodzony jako Bornstein w Nowym Jorku, to nie jakiś pośledni dyplomata izraelski. To jeden z pięciu najbardziej wpływowych amerykańskich Żydów wg magazynu „The Jewish Daily Forward”, oraz jeden z dziesięciu najbardziej wpływowych Żydów na świecie wg „The Jerusalem Post”. Jest zwolennikiem praw homoseksualistów, w 2012 r. wygłosił nawet entuzjastyczne przemówienie na tzw. Forum Równości LGBT [Lesbian, Gay, Bisexual, Transgender] pt. „Izrael pionierem praw osób LGBT”.

Jednocześnie, na rzecz wojny, także wojny z Iranem z pominięciem Syrii, działają dwaj znani propagatorzy idei amerykańskich gangsterskich wojen – senatorowie Lindsey Graham i John McCain. Graham zamierza przeprowadzić rezolucję pozwalającą Obamie na dokonanie ataku na Iran bez pytania Kongresu o zgodę. Jego antyirański fanatyzm koresponduje z ostatnimi wypowiedziami premiera Izraela, Netanjahu, który stwierdził, że Iran musi zaprzestać wzbogacania uranu oraz oddać jego wszelkie zgromadzone do tej pory zapasy. Takie rozwiązanie, zdaniem Netanjahu, można osiągnąć jedynie zastosowaniem wariantu libijskiego – masowymi nalotami zmuszającymi władze Iranu do kapitulacji.

I to wszystko dzieje się w sytuacji, gdy nowy prezydent Iranu wykonuje pojednawcze gesty wobec społeczności międzynarodowej zaniepokojonej domniemanym programem atomowym Iranu, kiedy mianuje, zdaniem Pata Buchanana, najbardziej prozachodniego ministra spraw zagranicznych od 40 lat, kiedy potępia użycie broni chemicznej w Syrii, a przywódca duchowy Iranu ajatollah Ali Chamenei stwierdza, że Iran nie potrzebuje broni nuklearnej, gdyż jest to sprzeczne z przekonaniami narodu irańskiego.

Nie sposób powyższych faktów widzieć w oderwaniu od naszej sytuacji wewnętrznej. Przecież McCain i Graham to idole, wręcz duchowi przewodnicy naszych rusofobów, a wokół powrotu loży B’nai B’rith do Polski prezydent Lech Kaczyński urządził niezłą szopkę, podczas której prezydencka minister Ewa Junczyk-Ziomecka wygłosiła pean na cześć tej organizacji. Przecież – słowami m.in. Witolda Waszczykowskiego i Joachima Brudzińskiego – PiS zdecydowanie popiera twardy mccainowski kurs wobec Syrii, mający ewidentne ostrze antyrosyjskie.  Rusofobi mają tu jednak poważny problem – czy się to komuś podoba, czy nie, to Rosja Putina i Ławrowa stoi dziś na straży prawa międzynarodowego, słuszności i zdrowego rozsądku, a nawet – nie bójmy się tego powiedzieć – na straży chrześcijańskich pojęć cywilizacyjnych. Ta Rosja, zdegradowana niegdyś przez importowany z zachodu komunizm, wprowadza dziś prawa broniące normalności, broniące chrześcijańskiego ducha w organizmie państwowym, broni lichego, ale jednak koniecznego by nie popaść w stan wojny wszystkich ze wszystkimi, układu międzynarodowego.

Tym bardziej przygnębia perspektywa przejęcia władzy w Polsce przez tych, dla których irracjonalna nienawiść do Rosji (a także szczególnie agresywna nienawiść do samego Putina) jest tym, czym krew dla organizmu. Pozostają oni w kręgu archaicznych i wielokrotnie negatywnie zweryfikowanych pojęć XIX-wiecznych. Tymczasem świat się zmienił i ci, do których oni zanosili i zanoszą swe nadzieje, nie są dzisiaj po naszej stronie – nadają sankcję prawną patologiom, mają za nic prawo międzynarodowe, zaś ci ciągle znienawidzeni chronią dziedzictwo i moralność chrześcijańską, i pouczają jak należy szanować międzynarodowy ład. Wśród chorych na Moskala są tacy, do których nigdy nie dotrze nic, ale pozostaje wierzyć, że większość deklarujących poparcie dla obecnej opozycji po prostu nienawidzi PO, a nie pragnie ostrzenia szabli na Rosję, dziś ostrzenia – de facto – w obronie patologii, multikulturowości i lewackiej poprawności. Wiara to jednak za mało. Trzeba tych ludzi nieustannie uświadamiać, tłumaczyć, przekonywać.

Adam Śmiech

Myśl Polska. Nr 39-40 (29.09-6.10.2013)

aw

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *