Nieuczyniony krok

Oczywiście, można by wrócić do kwestii historycznych, do przypomnienia, że pamiętny „List biskupów polskich do niemieckich” powstał w określonym kontekście – społecznym, religijnym, etycznym, wreszcie politycznym. Abp Bolesław Kominek inspirując tamto orędzie miał na uwadze także starania władz o ostateczne uznanie granicy polsko-niemieckiej, jak i zabiegi. ks. prymasa Wyszyńskiego o regulację statusu organizacyjnego Kościoła na Ziemiach Zachodnich. Arcybiskup wrocławski znał memorandum z Tybingi, widział pielgrzymki młodych Niemców do miejsc, w których ich ojcowie popełniali zbrodnie (co wówczas nie kojarzyło się wyłącznie z holocaustem…). Polacy z kolei znajdowali się w czasie wyjątkowym, jaki stanowiła Wielka Nowenna Tysiąclecia. Tak, to był dobry czas na wybaczenie i zrozumienie (choć przecież wiele problemów pozostało nierozwiązanymi).

A jak jest w relacjach polsko-ukraińskich? Czy Petro Poroszenko uderzył się w piersi za zbrodnie UPA, czy też wrócił do linii propagandowej gloryfikowania zbrodniarzy? Czy formacje banderowskie faktycznie są marginesem (jak prezentuje się to w mediach III RP), czy też stanowią znaczącą siłą ukraińskiego parlamentu? Czy wreszcie Kościół uniacki działa na rzecz prawdziwego pojednania, czy też abp. Ihor Woźniak i inni hierarchowie są aktywnymi piewcami chwały Bandery? Już pomijając oczywistą kwestię nierównoprawności win, niemożność zestawienia ze sobą planowanej i przeprowadzonej z wyjątkowym okrucieństwem zbrodni ludobójstwa – z jakimikolwiek innymi, nawet krwawymi aspektami wojny. Mówiąc prościej – nie ma komu wybaczać, ani nie ma podstaw do wybaczania, choć przecież win do odpuszczenia, choć nie zapomnienia – jest moc.

Ponadto, żeby było wybaczenie, musi najpierw być skrucha, żal, postanowienie poprawy. Przede wszystkim jednak konieczna jest szczerość. Czy Poroszenko zdobył się, by podejść do Kresowian wołających w Lublinie o prawdę? To byłby ten krok, którego ostatecznie zabrakło. Ba, szef kijowskiej junty nadal konsekwentnie chował się przed prawdziwymi problemami w polsko-ukraińskich stosunkach. Terminarz spotkań wielokrotnie zmieniano, z agendy usuwano wszystkie miejsca, w których Poroszenko mógłby zobaczyć pikietujących Kresowian i narodowców. Nawet rzekomo otwarte spotkanie ze studentami – zostało zorganizowane przy drzwiach… zamkniętych, za zaproszeniami dla zaufanej “elitki”. Spod lubelskiego Centrum Kultury rozczarowani odchodzili nawet ukraińscy studenci, którzy chcieli tylko zobaczyć kto nimi teraz rządzi. A kiedy niezrażeni protestujący dotarli ostatecznie pod CK – próbowano „dyskretnie” zasłonić ich busami ukraińskich mediów.

Poroszenko nie podszedł do Kresowian, ale chociaż w swej limuzynie siedział między dwoma osiłkami w kominiarkach – nie mógł nie słyszeć okrzyków „Wołyń pamiętamy!” i nie zauważyć transparentów „UPA = SS”, „OUN, UPA. Mordercom hańba – nie chwała”, „To było ludobójstwo”. Ślepych udawali natomiast politycy III RP. Już w pierwszym kwartale 2015 r. do Lublina przybędzie 18 ukraińskich oficerów stanowiących kadrę tzw. „Międzynarodowej Brygady- LITPOLUKRBRIG”. Tak oto marzenie UPA o wojsku ukraińskim na Lubelszczyźnie i Ziemi Chełmskiej – stanie się faktem.

Z kolei środowisko centroprawicowe, na czele z miejscowym aktywem Polski Razem (obecnie w koalicji z PiS) chciało uhonorować ukraińskiego gościa odsłaniając w ekspresowym tempie – za to z naruszeniem prawa, tzw. „pomnik ofiar Wielkiego Głodu”. Równolegle zaś wszystkie główne siły polityczne – sabotują powstanie monumentu upamiętniającego pomordowanych w czasie Rzezi Wołyńskiej. Tak oto, jak zresztą wielokrotnie ostrzegaliśmy – instrumentalnie wykorzystywany „antykomunizm” daje banderowcom świadectwo politycznej poprawności – no bo „co z tego, że dopuścili się ludobójstwa, skoro wcześniej w Związku Sowieckim ludzie umierali z głodu?!”. Tak się to wciska w głowy Polakom, jakbyśmy mieli cokolwiek wspólnego ze stalinowskim rozkułaczaniem i kolektywizacją i jakby tamto cierpienie wschodnich Ukraińców – w jakikolwiek sposób rozgrzeszało bestialstwo ich zachodnich pobratymców…

Wizyta Poroszenki w Polsce to cyrk na potrzeby polskiej i ukraińskiej widowni. Polakom ma osłodzić fakt, że dyplomacja III RP przy wszystkich rozstrzygnięciach w sprawach wschodnich siedzi w przedpokoju. Przed Ukraińcami – odegrano show międzynarodowego uznania dla junty w sytuacji, gdy jej szef nie jest już nawet mile widziany w Brukseli, jako przyczyna kłopotów gospodarczych i wojny handlowej z Rosją, w którą Europę wciągnęli Amerykanie. Jak zwykle więc, polityczna Warszawa wykonuje pokornie polecenia Waszyngtonu, bez większego związku z polskimi interesami i racją stanu. I dlatego tej radosnej atmosfery spotkań jednych amerykańskich wasali z drugimi nie mieli prawa zakłócać ani Kresowianie ze swymi wypominkami, ani przeciwnicy wojny z ostrzeżeniami. Ale że jedni i drudzy nie odpuścili – więc postarano się, aby nikt ich głosu nie usłyszał.

Konrad Rękas

https://www.youtube.com/watch?v=YtvOvfVntD8#t=500

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

0 thoughts on “Nieuczyniony krok”

  1. całkowita racja. napisał pan prawdę. Ukraincy gdyby nie mieli problemów z Rosja to zaatakowali by Polskę aby zabrać Lublin i Przemyśl. Nigdy za zbrodnię Wolyńska nie przeproszą (konkretnie, nie chodzi mi o ogólne stwierdzenia o przeproszeniu), nadal bedą stawiać pomniki zbrodniażą. Więcej cerkiew unicka chce na olatrze wynieść zbrodniaży.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *