Nowa era, nowe nadzieje

No i mamy zagadkę na Stolicy Piotrowej. Kardynał Mario Bergoglio, Argentyńczyk, zaskoczył wszystkich. Nie należał do papabili, na listach bukmacherów nikt na niego nie stawiał, a liczne i przemądrzałe grono watykanistów, kompletnie przestrzeliło w swoich typach. Oto po Janach, Janach Pawłach i Benedyktach nastaje Franciszek.

To według mnie zapowiedź wyjątkowo interesującego pontyfikatu. Umiarkowany konserwatysta o mocno społecznym spojrzeniu na sprawy gospodarcze, przeciwnik “małżeństw” homoseksualnych, posiadający doskonałe relacje ze środowiskami żydowskimi, to gwarancja tego, że jako katolicy nudzić się przy nim nie będziemy.

Przyjdzie mu zmierzyć się z arcytrudnymi wyzwaniami, choćby wściekłym i skoordynowanym atakiem na wartości chrześcijańskie, koniecznością odbudowy zachwianej reputacji Kościoła w związku z aferami pedofilskimi, podjęcie problemu zakulisowych działań środowisk homoseksualnych w Kościele, postępującą laicyzację, miejscem Boga i człowieka w globalizującym się świecie…

Czekam z niecierpliwością na jego pierwsze ruchy. Myślę, że zawiedzeni będą katoliccy tradycjonaliści ale i postępowcy. Jeśli szybko zdobędzie autorytet, będzie to z korzyścią nie tylko dla jego pontyfikatu, ale i świata. Coś czuję, że będzie to papież, proszę wybaczyć mi to niestosowne porównanie, nonkonformista. Kto wie, czy na obity i słabnący wewnętrznie Kościół, właśnie papież Franciszek nie będzie oczekiwanym panaceum.

No i nie sposób nie zauważyć, że Duch Święty naprawdę dmie kędy chce.

Maciej Eckardt
www.mysl24.pl
aw

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *