O nierówności grzechów

                Jednym z istotnych elementów wiary chrześcijańskiej jest przekonanie o istnienie grzechu, który psuje duszę (i często ciało) człowieka. Gdyby grzech nie istniał, nie byłoby konieczności ofiary chrystusowej. Ta jednak miejsce miała, zatem i grzech istnieje, w co nie wątpią nawet najbardziej radykalni heretycy. Niestety, ale na tym często kończy się prawowierna nauka o grzechu, a podejściem heretyckim o nim. W tym tekście chciałbym odeprzeć jedną z owych idei, a otóż „o równości wszystkich grzechów”.

            Najpierw należy przyjrzeć się omawianej idei. Równość wszystkich grzechów oparta jest o konkretne fragmenty z Pisma Świętego:  1J 3, 8; Jk 2, 10; Rz 6, 23. Z fragmentów tych wynika, że nie jest ważne w jaki sposób grzeszymy, ale sam fakt zgrzeszenia skazuje nas na potępienie. W tym przypadku często stosowane jest porównanie do wypożyczenia samochodu – w wielu wypożyczalniach w USA opłata za np. uszkodzenie kierunkowskazu oraz rozbiciem samochodu jest taka sama. Tak samo ma być i z ludźmi na Sądzie Ostatecznym.

             Ogólnie rzecz biorąc mogliby mieć oni rację, gdyby jednak nie to, że Biblię należy czytać całościowo, a nie na wyrywki. Cofając się do Starego Testamentu znaleźć można wiele przypadków jednoznaczności tego, że grzech grzechowi równy nie jest. Najlepiej pokazują to zalecenia ofiarne za nieprawości. W IV rozdziale Księgi Kapłańskiej zostało uwzględnionych kilka przypadków ofiar przebłagalnych za grzechy, jednak nie ma omówienia o jakim grzechu jest mowa (jest ogólne stwierdzenie „postępowania wbrew jednemu z przykazań”). Jest jednak rozróżnienie na podmiot, który zgrzeszył. Jaki jest z tego wniosek? Można do sprawy podejść materialistycznie i stwierdzić, że po prostu jest to jakaś uśredniona wartość ówczesnych kosztów – namiestnik rodu może sobie pozwolić na ofiarowanie koziołka bez skazy, w przeciwieństwie do zwykłego człowieka. Częściowe potwierdzenie tej tezy można znaleźć w następnym rozdziale, gdzie jest mowa o ofiarach, które mają być składane przez biednych. Na nieszczęście dla tej teorii, w V rozdziale jest też wspomnienie o tym, że inne mają być ofiary za pewne grupy czynów – lekkomyślne przysięgi, nieświadome przywłaszczenia, dotykanie padliny i inne. Za te czyny ma być inna ofiara, zatem z tego kontekstu wynika, że i grzechy te nie są równe, względem „postępowania wbrew jednemu z przykazań”. Inne rozróżnienia można znaleźć także w Księdze Liczb – w rozdziale XV, w wierszach 22-31 mamy omówienie grzechów wywołanych przez nieuwagę, za które należy się ofiara całopalna (i rozróżnienie na osobę pojedynczą i na grupę), zaś za działalność wykonaną świadomie, osoba ta nie ma możliwości złożyć ofiary za grzech, więc musi zostać wyrugowana ze społeczności. W tym samym rozdziale w wersach 32-36 mamy do czynienia z człowiekiem, który złamał szabat – karą za to było ukamienowanie. Przykładów różnych kar i ofiar za grzechy znaleźć można wiele, a tą różnorodność  odczytać można sensownie tylko w jeden sposób – wszystkie występki, zbrodnie, nieprawości itd. mają różną wagę.  

            Co jednak jest zapisane w Nowym Testamencie? On też rozróżnia grzechy. Bardzo ważne rozróżnienie mamy w Łk 12, 10 – są grzechy przeciwko Synowi Człowieczemu (które mogą zostać wybaczone) oraz przeciwko Duchowi Świętemu (dla których nie ma wybaczenia). W Nowym Testamencie mamy także wykaz przedstawicieli, którzy nie mają szans na zbawienie – 1Kor 6, 9 oraz Ga 5, 19-21. Sam Jezus także dokonał porównania „wielkości grzechu” przed Piłatem (J 19, 11).

            Zaobserwować można pewną sprzeczność pomiędzy przetoczonymi fragmentami. Jak zatem należy odnieść się do całości? Jeżeli chodzi o kwestie starotestamentowe zwykle zwolennicy teorii o równości wszystkich grzechów wskazują na symboliczny i prospołeczny charakter ofiar i kar. Ofiary te miały nie mieć rzeczywistego wpływu na stan duszy starożytnych Żydów a jedynie miały skonsolidować i unormować ich społeczność. Przyjmując taki stan dochodzimy do sytuacji, że Bóg świadomie miałby okłamywać Żydów. Dlaczego? Tego to już nie powiedzieli. Nie powiedzieli także, co miałoby się dziać z duszami owych Żydów (i innych nacji nie-żydowskich przed ofiarą chrystusową), zwłaszcza że posiadanie grzechu całkowicie powinno uniemożliwiać zbawienie. Dodatkowo sens traci przypowieść o bogaczu i łazarzu (Łk 16, 19-31) – łazarz nie powinien trafić na łono Abrahama. Jeżeli chodzi o fragmenty z Nowego Testamentu to zwolennicy „równości grzechów” raczej to ignorują.

            Jak zatem ostatecznie powinna wyglądać sprawa ciężarów grzechów? „Równość wszystkich grzechów” ma naprawdę słabe podstawy, wprowadza wiele sprzeczności i niejasności. Najbardziej właściwym podejściem wydaje się podejście tradycyjne, że grzechy mają różną wagę i wszystkie one dają inne rezultaty.

Michał Łuba

a.me.

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *