O rzetelną debatę na temat Ruchu Autonomii Śląska. Odpowiedz na zarzuty p. Mariusza Matuszewskiego

Pan Mariusz Matuszewski w swoim tekście „O celach Ruchu Autonomii Śląska – polemicznie” krytycznie odniósł się nie tyle do moich wypowiedzi publikowanych przez portal konserwatyzm.pl, co do całokształtu swoich wyobrażeń o RAŚ. Autor zarzuca RAŚ odwoływanie się do emocji. Sam jednak stworzył tekst niezwykle emocjonalny. I emocje te zakłócają ocenę faktów. Ograniczę się do wytknięcia kilku zasadniczych błędów.

1. Autor całkowicie błędnie definiuje cele RAŚ. RAŚ nie jest organizacją skupiającą osoby o określonej tożsamości. RAŚ zrzesza zwolenników autonomii terytorialnej. Owszem, wspieranie dążeń do oficjalnego uznania narodowości śląskiej w RP jest z punktu widzenia mass-mediów najbardziej efektownym aspektem aktywności RAŚ. Nie stanowi jednak istoty programu autonomistów.

2. Autor wygłasza ex cathedra tezę o nieistnieniu narodu/narodowości śląskiej (nie wprowadza takiego rozróżnienia, więc trudno oceniać, czy uwzględnia je w swoich interpretacjach). Tymczasem jedyną próbą zdefiniowania tego kluczowego dla jego wywodu pojęcia jest zdanie: „Naród to zespół lokalnych społeczności połączonych terytorium, świadomością narodową, językiem, tradycją, etc.”. Ślązacy mają swoje terytorium (Śląsk/Górny Śląsk), świadomość narodową (skoro kilkaset tysięcy osób deklaruje narodowość śląską), język (odrębności językowej Ślązaków trudno zaprzeczyć – słowiański śląski jest rozpoznawalny i w oczach samych użytkowników stanowi istotny atrybut ich tożsamości) i tradycję. Zwracam uwagę, że nawet na gruncie tej dość dziś niepopularnej koncepcji narodu, akcentującej tzw. obiektywne czynniki socjo-kulturowe, idea narodowości śląskiej się broni. Cóż dopiero mówić o woluntarystycznej koncepcji narodu, o której autor nawet nie wspomina.

3. Autor pisze: „Nigdy jednak nie było mowy o narodzie śląskim”. A dalej: „Jednak twórcami pojęcia „Górnoślązak” jako odrębnej narodowości byli … niemieccy politycy, podkreślający, że Górnoślązacy to wierni poddani pruscy nie mający nic wspólnego z Polakami z Małopolski czy Wielkopolski”. Zakładając, że autor nie rozróżnia między narodem a narodowością, zdania te są sprzeczne. Z drugiego wynika bowiem, że wbrew pierwszemu była mowa. Autor nie podaje żadnych argumentów na poparcie swojej tezy. Z tego, co wiadomo piszącemu te słowa, Jan Gajda, który w 1849 rozprawiał o narodowości śląskiej i postulował utworzenie Ligi Śląskiej, nie był niemieckim politykiem. Swą odezwę zamieścił na łamach „Dziennika Górnośląskiego” wydawanego przez… niejakiego Lompę.

4. Autor pisze: „Po roku 1919 podobne grupy polityczne istniały dalej. Zawsze podkreślano w nich odrębność Śląska poprzez uderzanie w polskość, zawsze też ciążyły ku Niemcom i starały się wykazać wyższość kultury niemieckiej. Hasła o śląskiej odrębności zawsze pozostawały zbieżne z interesem niemieckim”. Cóż, tezę tę przypisuję korzystaniu wyłącznie z literatury wydanej w latach PRL, kiedy independystyczne ruchy górnośląskie prezentowano jako niemiecką dywersję. Polecam lekturę pracy Guenthera Doose, wydanej w państwie, w którym naukowcy nie podlegali cenzurze. Ale także samodzielną analizę dziejów Bund der Oberschlesier / Związku Górnoślązaków, którego liderzy, kiedy okazało się jasne, że na wolne państwo górnośląskie nie ma szans, podzielili się – Latacz opowiedział się po stronie niemieckiej, bracia Reginkowie (w tym Jan – twórca projektu państwa górnośląskiego opartego na wzorach szwajcarskich) po polskiej.

5. Autor pisze: „Ale nazywajmy rzecz po imieniu: jest czymś różnym mówienie „to jest pozostałość po wpływach niemieckich, a tamto – polskich” na równych prawach, a czymś odmiennym stwierdzanie „to jest śląskie [bo niemieckie], a tamto polskie – czyli obce”. Zdanie to świadczy o braku wyczucia historycznego „timingu”. Górnośląska tożsamość kształtowała się w XIX w. i w początkach XX w. To co wówczas oddziaływało na ten proces, postrzegane jest jako integralna część górnośląskości. I tak Górnoślązak za swój uznaje niemiecki zwyczaj obchodzenia urodzin, a nie polski obchodzenia imienin. Kiedy Górnoślązacy weszli w systematyczny i intensywny kontakt z polskością ich tożsamość była już na tyle wykrystalizowana, by dokonywać oceny w kategoriach „swoje – obce”. Na tej samej zasadzie dziś Górnoślązacy nie zaabsorbowaliby pewnie niemieckich zwyczajów o nieodległym rodowodzie.

6. Dalej czytamy: „Innym twierdzeniem – filarem Ruchu jest powoływanie się w ramach deklarowania istnienia narodu śląskiego na język śląski. Język taki jako odrębny byt nie istnieje”. Po pierwsze, skąd teza, że istnienie języka śląskiego jest twierdzeniem-filarem Ruchu? W jakim dokumencie bądź oficjalnej wypowiedzi sformułowano taki związek przyczynowo-skutkowy? Po drugie, jaką definicję języka proponuje autor i co odróżnia język od dialektu? Tu mamy pewną namiastkę definicji: „Język śląski musiałby oznaczać, że każdą czynność, każdy aspekt życia i każdy proces możemy opisać słowami w znakomitej większości nie znanymi językowi polskiemu, niemieckiemu, ani też czeskiemu – poczynając od udzielenia prostej informacji aż po napisanie rozprawy habilitacyjnej z fizyki jądrowej”. Gdyby ją uznać, z listy uznawanych języków świata trzeba by skreślić… większość z nich. Rozprawy z fizyki jądrowej nie uświadczysz ani po kaszubsku, ani po walijsku, ani też po piemoncku. Na marginesie – Ślonzok godo gyburstag i wuszt. Kwestia pisowni nie jest jednoznaczna, ale w żadnej znanej mi próbie kodyfikacji słowa te nie są zapisywane jako Geburtstag i Wurst.

7. Autor zadaje szereg pytań dotyczących charakteru autonomii proponowanej przez RAŚ. Odpowiedzi na nie bardzo łatwo znaleźć na stronie www.autonomia.pl, gdzie publikowane są projekty dwóch kluczowych aktów prawnych. Autonomia jest celem politycznym, tak więc pytanie o to, czy RAŚ jest „organizacją nastawioną na określone cele polityczne” ma charakter retoryczny. Oczywiście, że jest i tego nie ukrywa.

8. By wzmocnić swój przekaz, autor powołuje się na autorytety. Są one jednak wątpliwe. Piotr Spyra to wzór politycznego koniukturalizmu, związany kolejno z ZChN, PiS, PR i PO. Od lat krytykuje RAŚ, co nie przeszkodziło mu… zagłosować na piszącego te słowa w wyborach zarządu województwa śląskiego. Prof. Franciszek Marek (literaturoznawca, a nie historyk) dyskredytuje się sam, pisząc: „Coś takiego zrodziło się w czasach Bismarcka na Śląsku Cieszyńskim, w zaborze austriackim”. Jedno zdania, a dwa szkolne błędy. Bismarck ze Śląskiem Cieszyńskim niewiele miał wspólnego, a Śląsk Cieszyński nie leżał w żadnym zaborze, gdyż w momencie rozbiorów Polski od kilkuset lat z Polską nie miał politycznych związków.

9. Autor powołuje się na moją wypowiedź na temat edukacyjnych aspiracji Ślązaków z roku 1998. To wiele wyjaśnia. W międzyczasie dokonała się pod tym względem zasadnicza zmiana. Odnoszę wrażenie, że krytycy RAŚ bardzo często nie śledzą na bieżąco procesów, które dokonują się w regionie. Odwołują się do poglądów i danych sprzed wielu lat. Tymczasem dynamika zmian jest ogromna. Kto chce zrozumieć współczesny Śląsk musi za nią nadążać.

Dr Jerzy Gorzelik

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “O rzetelną debatę na temat Ruchu Autonomii Śląska. Odpowiedz na zarzuty p. Mariusza Matuszewskiego”

  1. Ok – napiszę coś w odpowiedzi, jakkolwiek nie przed środą. Swoją drogą mam nadzieję, że Autor zechce u nas publikować również z zakresu sztuki – było by kapitalnie. Zgodzi się Pan?

  2. Swego czasu byłem mocno narodowy, żeby nie powiedzieć nacjonalistyczny. Byłem wielkim przeciwnikiem ogólnie pojętej śląskości. Do tego stopnia, że drażniło mnie nawet pisanie Ślązak wielką literą. Tylko ja wiem i Pan Bóg ile batalii stoczyłem w internecie ze Ślązakami i autonomistami na tle ideologicznym i historycznym. Byłem betonem niewrażliwym na argumenty, a jednak zacząłem czytać dużo o Śląsku bo przecież żaby wygrać kolejną potyczkę musiałem odrobić lekcje i zwiększyć swoją wiedzę w temacie. Czytałem wszystko. O historii, o języku, zwyczajach itp. i odrobinę zrozumiałem co ten „mityczny Ślązak” ma w głowie. Poznałem też nowe osoby ze Śląska. Potem zacząłem przekształcać się w klasycznego konserwatystę i uświadomiłem sobie jaki byłem ograniczony i dostrzegłem możliwość współistnienia narodów, ludów, społeczności, grup itp. Jak mówi piosenka T-Love „Nie wszystkich możesz zabić”. Można zabić prawie wszystkich, a reszty życie zamienić w piekło ale po co? Przecież to bardzo wartościowi ludzie, a szacunku do nich nie potrafię wyrazić i ciężko mi pomyśleć o tym by krzywdzić ludzi, którzy absolutnie nic złego nie zrobili mi, ani Polakom nigdy w historii tylko dlatego, że chcą być bardziej odrębni od reszty. Dlatego jestem za pełnym uznaniem narodowości śląskiej i języka śląskiego. Przecież oni nie zmienią się jeżeli zmodyfikuje się odrobinę nazewnictwo czy inne papierkowe bzdury. Chęć podporządkowania wszystkiego to lewacka retoryka. Dajmy im szansę bycia sobą, a to czy ktoś czuje się w 74% Ślązakiem, a w 26% Polakiem czy całkiem na odwrót nie gra roli bo to prywatne odczucie. Jeżeli ktoś czuje się Ślązakiem to żaden oficjalny papierek i ograniczanie wolności nie sprawi, że nagle przestanie się nim czuć. Oczywiście RAŚ też ma swoje grzechy i podczas pochodu w Opolu mówili różne rzeczy, które można uznać za pogróżki polityczne autonomistów z konurbacji w stosunku do Opolan, które jako człowiek niepowiązany odczytałem tak „dążcie do połączenia województw w jedno bo jak my wywalczymy to wy zostaniecie zadupiem Śląska”. W chwili obecnej poza zwiększeniem kompetencji władz wszystkich województw nie widzę szansy w pogodzeniu autonomistów i ich przeciwników. Zwłaszcza kwestie podatków. Może wtedy w przyszłości sabotażyści pokroju Tuska nie mogliby druzgotać kraju horrendalnymi podatkami i zadłużaniem. Może to co napisałem jest lekko chaotyczne ale to bardzo osobisty wpis.

  3. I tutaj świetnie pasują słowa Pana Janusza Korwin-Mikkego. „Jeżeli coś jest dobre to przymus jest niepotrzebny”. Jeżeli jesteśmy takim idealnym narodem to dlaczego musimy uciekać się do przymuszania by inni czuli się Polakami? Trzeba sobie postawić pytanie dlaczego nie jesteśmy na tyle atrakcyjnym narodem by inne narodowości ciągnęły do nas zamiast podkreślały różnice. Dlaczego nie chcą być tacy jak my skoro jesteśmy tacy doskonali lecz „ciążą ku Niemcom”?

  4. Blekitny: Oj zadaje Pan pytania zbyt trudne intelektualnie dla niektorych adwersarzy. Malo to takie pytanie jest trudne i zaraz ktos obrzuci tu pana blotem, wyzwie i tupnie noga. A powaznie mowiac: Tak to dobre pytanie: Zmuszanie kogos do tego aby czul sie Polakiem (przy czym zmuszanie ma dzisiaj bardziej subtelna forme i nie jest takie obcesowe jak kiedys) wynika z tego, ze panstwo nie ma zadnej sensownej oferty dla obywatela. Brak inteligencji polaczony z pycha rodzi w naturalny sposob glupote i to widzimy wsrod politykow. Co do autonomii to calkowity brak woli aby dyskutowac o tym przypomina taka postawe, jak rowniez pewnej grupy ludzi na Lubelszczyznie, kiedy stawiano im maszty telefonii komorkowej. Byly brutalne protesty, zeby nie stawiac itd. Teraz kiedy sieci sie lacza (spolka Networks) redukuja nadajniki to byly znowu protesty aby tego nie robic. Forma protestu byla dosc zywiolowa. Po prostu taka przekorna postawa to chyba cos typowego dla niektorych regionow. Nie da sie dyskutowac z kims kto ma z gory ustalony poglad i za nic w swiecie go nie zmieni.

  5. @Błękitny: Wydaje mi się, że problem jest nieco inny. Nie chodzi o autonomie kulturową. Moim zdaniem, chodzi o to, by penetracja np. gospodarcza Śląska nie musiała być prowadzona „po myśli” Warszawy, mimo wszystko jakoś tam próbującej pilnować polskiego interesu albo interesów „sponsorów” danej frakcji polityków, lecz by dać tu większą swobodę Śląskowi, co (o czym na razie cicho – sza!) z kolei spowoduje ułatwienia dla penetracji niemieckiej. Oczywiscie, burzą sie przeciw temu osrodki prorosyjskie, bo „pod Niemcem” mogłoby sie nagle okazac, że „wyngiel” może byc jednak opłacalny i nie trzeba kupowac az tyle gazu dla energetyki, burzą się środowiska dyspozycyjne wobec innych „central”, bo kraje ich dysponentów straca na Śląsku na rzecz „Niemca”. Najgorzej ma w swej schizofrenii PiS, bo to z jednej strony „stronnictwo pruskie”, a z drugiej USraelskie: jak „Niemiec” bedzie miał za duzy wpływ, to zirytuje sie zyd i jankes,jak Niemiec nie zyska, tyż niedobrze, :-).

  6. @Piotr Kozaczewski „Wydaje mi się, że problem jest nieco inny. Nie chodzi o autonomie kulturową. Moim zdaniem, chodzi o to, by penetracja np. gospodarcza Śląska nie musiała być prowadzona „po myśli” Warszawy ( …)”. Warszawa = Londyn + New York.

  7. Utwierdziłem się wczoraj co do tego że RAŚ to zbieranina obrzydliwych typów. Na portalu facebookowym sympatycy Ruchu wraz z samym p. Gorzelikiem natrząsają się z tego, że niemiecki Jugendamt chce odebrać dwójkę kilkuletnich dzieci (a właściwie już odebrał, tyle że rodzice dzieci podstępem „wykradli” i przywieźli do Polski) rodzicom z Bytomia. Ślązakowcy kręcą nosem nad tym że ktoś śmie krytykować Jugendamt w dosadny sposób, pojawiają się też komentarze w stylu, że dzieci przynajmniej będą mogły żyć w normalnym kraju. Cały ten RAŚ jak widać to zgraja rewolucyjnych szowinistów o mentalności totalitarnej. Co ciekawe, niemieccy hitlerowscy rewizjoniści mówią dokładnie takim samym językiem, wystarczy rzucić okiem na fora internetowe typu Skadi.

  8. Nie dziwi mnie, że użytkownik ElDesmadre nie pisze pod swoim imieniem i nazwiskiem. Lepiej kompromitować się anonimowo. Oto jakiej to „dosadnej krytyki” broni luminarz narodowej myśli: „Nazistom kule w łeb i sru, tym urzędniko jebanym z Jugendamtu post-Nazistowskiego, co oni szukają w Polsce WARA!!!” (pisownia oryginalna). Brawo!

  9. Nikt mnie jeszcze narodowcem nie nazwał, ale dobre i to. Zastanawia mnie jak by p. Gorzelik zareagował gdyby to polski urząd skonfiskował dzieci jakimś Niemcom? Ale byłoby rwanie szat, ile wrzasku! Krytyka owszem, dosadna, forma prymitywna, ale koncentrowanie się na krytyce miast na rzeczywistym problemie jakim jest konfiskata dzieci przez Lewiatana (niezależnie od barw 'narodowych’ tegoż!) – jest symptomatyczna. Właśnie dla takich post-heglowskich osobników, które w swoim wiernopoddaństwie idą tak daleko, że usprawiedliwiają urzędowe rozbijanie rodzin, byle tylko urząd reprezentował właściwy naród. A fuj! Nie dziwi mnie wszak, że p. Gorzelik nie raczył się odnieść do komentarzy niektórych swoich sympatyków, które ociekają takim szowinizmem niemiecko-śląskim (a raczej czysto niemieckim), że w obliczu nich krytyka jakichkolwiek ruchów narodowych przez RAŚ jest po prostu hipokryzją.

  10. Pan nie raczył natomiast odnieść się do braku elementarnej kultury i do łamania prawa.

  11. No to jeszcze raz, autocytat specjalnie dla Pana: „Krytyka owszem, dosadna, forma prymitywna”. Teraz Pana kolej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.