Idea narodowa, praktyka narodowa

Czy idea narodowa, wiara w solidarność narodu, może być atrakcyjna? Zapewne może. Skoro nawet ja ją pojąłem ( byłem zawsze bardzo do niej sceptycznie nastawiony), pojmą ją również inni Polacy. Tak samo, jak w początkach XX wieku czynili narodowcy, wypada więc upowszechniać wiedzę o mechanizmach. Oczywiście dziś wypada krzewić wiedzę o współczesnych mechanizmach, które powodują uciemiężenie niektórych narodów. Dziś kozak z nahajką nie jest już w służbie cara. Jest w służbie bankiera.

Karierę robi słowo „szczucie”. Że władza szczuje lekarzy na pielęgniarki i na odwrót. Że media szczują kiboli przeciwko spokojnym kibicom (i na odwrót). Rzeczywistość jest jednak znacznie groźniejsza. Poszczególne grupy wewnątrz narodu nawet o sobie nawzajem nie wiedzą. Ci, co głodują w miasteczku X w obronie historii w liceach, nie wiedzą nawet, że w sąsiednim mieście Y pielęgniarki głodują w obronie swojego szpitala. Ba! Jest jeszcze gorzej. Pielęgniarki z miasta Z zjeżdżają się tłumnie do miasta Y chcą zastąpić strajkujące koleżanki i zarobić parę złotych. Ani jednych, ani drugich nic nie obchodzi, że podwykonawcy (faktyczni budowniczowie) autostrady i stadionu nie dostali należnej zapłaty, a VAT i tak muszą zapłacić. Tych zaś nie obchodzi, że władze największych miast szykują masowe eksmisje z lokali komunalnych. Na bruk. Zagrożeni eksmisją lokatorzy mają w nosie menedżerów wpisanych na listy proskrypcyjne przez władzę. „Niech skurczybyk wreszcie pozna smak biedy” – powiada z satysfakcją zadłużony lokator czynszówki, kiedy słyszy, że robotę stracił osobnik zarabiający 20 tysięcy miesięcznie. A już niebawem podatek od wartości nieruchomości uderzy w nich wszystkich, niezależnie od tego, czy są właścicielami, czy najemcami. 

Tymczasem aktywiści narodowi debatują o rzeczach trzeciorzędnych, albo kreślą plany przyszłej, lepszej Polski. Polska zaś będzie taka, jaka będzie, jaka się uda, na jaką koniunktura pozwoli. Żeby tej koniunktury nie zmarnować, najpierw trzeba obudzić ideę narodową, ale ważniejsza jest praktyka narodowa. Kiedy pielęgniarka, menedżer, drobny przedsiębiorca (i do tego lewicowy działacz społeczny wraz z posłami dowolnej partii) przyjdą na pikietę w obronie eksmitowanej bezrobotnej matki z czwórką dzieci, idea narodowa spełni się w konkretnym życiu. Kiedy do głodówki przeciw likwidacji szpitala dołączy zredukowany nauczyciel historii, naród stanie się żywą istotą. Uczestnicy wydarzenia nie muszą nawet rozumieć, że to jest właśnie narodowa solidarność. Za kilka dni przypadnie trzydziesta druga rocznica wybuchu strajków, które doprowadziły do powołania „Solidarności”. Jasne, że w lipcu 1980 roku chodziło o kotleta. Jasne też, że chodziło o odsunięcie ekipy Edwarda Gierka, żeby mogli ją zastąpić inni starzy wyjadacze, którzy kotletów w kantynie mieli pod dostatkiem. Nie zmienia to faktu, że obecni pięćdziesięciolatkowie (i starsi) przeżyli już kiedyś doświadczenie narodowej solidarności. Ono może powrócić. Główna partia opozycji wie o tym i na swój sposób poszukuje tej szansy.
A może to wszystko jest solidarność, ale nie narodowa? Bo przecież przykład z pikietą w obronie eksmitowanych mógł równie dobrze paść w agitce działacza lewicowego… On by to nazwał „buntem społecznym”. 

Nie chodzi o bunt społeczny. Bunt społeczny nie ma podmiotu. Czyżby ktoś liczył na wskrzeszenie klasy robotniczej? Chodzi zatem o solidarność narodową. Właśnie narodową. A także o solidarność wolnych narodów. I tu tkwi sedno sprawy. Już w kryzysowych latach, kiedy Polska wstępowała do Unii Europejskiej, duża część rodaków zdawała sobie sprawę, że ograniczona i tak autonomia Polski zawęzi się jeszcze bardziej. W świecie zachodnim suwerenność państw jest rozmaita, ale generalnie niewielka. Od dwustu lat konsekwentnie bowiem budowana jest tu dominacja pieniądza nad polityką. Władza publiczna – pozorny suweren i emitent pieniądza – służy w istocie prawdziwemu suwerenowi i emitentowi pieniądza – ograniczonej grupce właścicieli i menedżerów instytucji finansowych. W razie potrzeby władza publiczna interweniuje, aby wymusić przyjmowanie fikcyjnego pieniądza emitowanego przez tych prawdziwych suwerenów. To samo zjawisko ma miejsce w Chinach, Rosji czy Indiach. Tyle tylko, że w każdym z tych krajów suwerenem jest miejscowy establishment. W świecie zachodnim natomiast ta elita realnej władzy ma charakter ponadnarodowy. Skoro władzę dzierżą finansiści, a nie politycy, upowszechnianie współczesnej idei narodowej wymaga równoległej walki z ignorancją finansową i ekonomiczną. 

Tożsamość narodowa w Europie osłabła, ale nie zanikła. To zaś sprawia, że ruchy narodowe mają potencjał antysystemowy większy niż różne lewice lekceważące tożsamości narodowe i religijne. Zresztą prawdziwe, staroświeckie lewice, o ile nie są finansowane przez „system”, także stają się elementem ruchu narodowego. Czy grecka SYRIZA zajmuje się nowo- lewicowymi sprawami? Czy walczy o parytety dla nekrofilów? Nie. Broni całego narodu greckiego przed zagrożeniem ze strony innych państw i establishmentu ponadnarodowego.

Konserwatywna kontrrewolucja nie ma dziś paliwa. Kontrrewolucja narodowa – owszem. Dlatego idea narodowa – w niczym nie ujmując jej oryginalności – jest tez szansą dla konserwatywnych marzycieli.

Marcin Masny

aw

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Idea narodowa, praktyka narodowa”

  1. bravo, dobry text.. w ruchu narodowym jest szansa na budowanie frakcji konserwtywnej a nie jak robi Pan Libicki, heheh, konserwatyzm w PO.. toz to kpina..

  2. Hehehe, … Państwa narodowe to obecnie „ostatni klin” wbijany w Europę przez USRaelskie, żydomasońskie ośrodki dywersyjne: a nuż uda się znowu cóś podpalić i ugrać na tym parę wagonów złota? Tubami propagandowymi tych ośrodków są różne PiSy, Frondy, RMy/TRWAMy etc., etc., jedni świadomie i na zimno, inni jako „użyteczni idioci”. Jedyną nadzieją jest Konsekracja Rosji, i tego boją się wzmiankowane, często w pseudokatolicką maskirowkę odziane, środowiska, oraz ich fartuszkowi mocodawcy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.