O sprawiedliwą ocenę kibiców, czyli tytułem odpowiedzi Panu Maciejowi Eckardtowi

Po przeczytaniu tekstu Pana Macieja Eckardta „Panu Łukaszowi Wielickiemu małe ad vocem” będącego polemiką z moim artykułem „Maciejowi Eckardtowi do sztambucha” postanowiłem napisać kilka słów tytułem odpowiedzi.

W swojej polemice Pan Maciej napisał: „Z tekstu mojego adwersarza dowiedziałem się już na wstępie, że działam ręka w rękę z Donaldem Tuskiem i „Gazetą Wyborczą”, ponieważ ośmielam się mieć do tzw. kultury kibicowskiej stosunek niekompatybilny z Łukaszem Wielickim”. Otóż w swoim poprzednim artykule wyraźnie stwierdziłem, że nie w tym rzecz, iż Pan Eckardt ma- używając jego nomenklatury- do kibiców stosunek niekompatybilny z moim. Problem w tym, że przedstawił w nich jednostronny, negatywny ich obraz. Tymczasem środowisko kibiców piłkarskich jest bardziej złożone- jak to przedstawiłem w poprzednim artykule- i kibice robią wiele dobrych rzeczy, których Pan Maciej nie był łaskaw zauważyć. Dlatego powtarzam: nie jest istotą sporu fakt różnicy poglądów w ocenie kibiców pomiędzy nami, ale to, że Maciej Eckardt dopuścił się manipulacji przedstawiając tylko negatywny kontekst ich działalności.

Stąd zarzut o nieprawdziwe, uogólnione i prymitywne przedstawienie przez niego zagadnienia. Nigdy nie uczyniłem i nie uczynię Panu Maciejowi zarzutu, że nie zgadza się ze mną w tej (kibiców) czy innej kwestii. Natomiast nigdy nie zgodzę się z przedstawianiem w przestrzeni informacyjnej tylko jednej, tej negatywnej strony kibiców, bo taki proceder jest zwyczajną manipulacją. Pan Maciej raczył zauważyć tylko chuligański aspekt działalności ludzi, którzy kibicami nie są, ale zwyczajnymi bandziorami. A jeśli dostrzega jakiś inny, to jest nim ten stadionowy- stricte kibicowski. Natomiast jest także inna płaszczyzna w działalności kibiców: charytatywna, pomoc Domom Dziecka, działalność na niwie patriotycznej- tego Pan Maciej nie raczył i- jak widać po jego ad vocem- nadal nie raczy zauważać, stąd jego opisowi kibiców bliżej do Gazety Wyborczej niż do obiektywnej prawdy.

W swoim artykule- w przeciwieństwie do Pana Macieja Eckardta- przedstawiłem pozytywne i negatywne strony w społeczności kibiców. Nie chowam głowy w piasek i nie udaję, że w środowiskach kibicowskich wszystko jest OK, bo nie jest. Ale nigdy nie będzie zgody na „dorabianie buzi” chuliganów i bezrozumnych prymitywów przygniatającej większości normalnych ludzi jakimi są kibice.

Oczywiście w zachowaniu kibiców np. podczas dopingowania na stadionie można dostrzec elementy, które Pan Maciej nazywa „stadnymi”, a które osobiście wolę określać psychologią tłumu. Pan Maciej napisał w tym kontekście: „Dumałem, jakie to zasady cywilizacji łacińskiej, mocno przecież personalistycznej, odróżniającej stadność (patrz kibice) od wspólnotowości (patrz naród) złamałem, skoro autor sięgnął po broń aż takiego kalibru”. Jak widać Pan Maciej nadal z upodobaniem zarzuca kibicom „stadność” nie przyjmując do wiadomości faktu, że kibice są zorganizowani. Powtórzę raz jeszcze: na stadionie podczas kibicowania, owszem, tego typu zjawisko jak „stadność” można dostrzec. Nie mam w zwyczaju zaprzeczać faktom.

Jednakże jak wcześniej wspomniałem jest jeszcze jedna płaszczyzna działalności w organizacjach zrzeszających kibiców: charytatywna i patriotyczna. Tych działań nie sposób nazwać „stadnymi”. Dlatego Pan Maciej po raz kolejny przeholował, bo ten charytatywny i patriotyczny aspekt działalności kibiców, to klasyczne zjawisko oddolnej organizacji narodu i jest to typowo łacińskie. Niestety Pan Maciej nie raczy tego dostrzec pozostając zacietrzewiony na swoich pozycjach. Tylko co to ma wspólnego z obiektywnym postrzeganiem zjawiska kibiców w Polsce?

Kibice Legii Warszawa przygotowują pozew zbiorowy przeciw Wojewodzie Mazowieckiemu. Podobnie kibice Lecha Poznań. I co? Jest to odruch „stadny”, czy zorganizowana działalność w ramach obowiązującego systemu prawnego?

Autor polemiki ze mną napisał: „Dostaje mi się zatem po głowie za nazwanie rzeczy po imieniu. Za to, że świat kultury kibicowskiej, którym tak zafascynowany jest autor, nie jest moim światem, m.in. ze względów estetycznych, kulturowych i mentalnych”. Pan Maciej dopuścił się tutaj kolejnej manipulacji. Czy gdziekolwiek i kiedykolwiek napisałem, że musi się zgadzać z moim poglądem na kwestię kibiców? Nie. Czy w swoim poprzednim artykule czyniłem mu zarzut, że nie jest zafascynowany światem kibiców? Nie. Zwróciłem tylko uwagę na kwestię jednostronnego- negatywnego przedstawienia przez niego działalności kibiców, a przez to zmanipulowanego- żywcem wyjętego z Gazety Wyborczej. Apelowałem tylko o obiektywność w opisie zagadnienia. Tylko tyle i po ad vocem Pana Macieja widzę, że aż tyle…

A krytyka kibiców? Jak najbardziej tak, ale po obiektywnym przedstawieniu stanu faktycznego, a nie uwypukleniu negatywów i przemilczaniu pozytywów, bo to nie tworzy klimatu do rzeczowej i merytorycznej dyskusji.

Jeśli chodzi o poruszoną kwestię Cywilizacji Łacińskiej, to chyba Pan Maciej mnie źle zrozumiał. Otóż miałem i mam na myśli to, że od człowieka Cywilizacji Łacińskiej zajmującego się publicystyką wymaga się prawdy i rzetelności, a nie powielania utartych stereotypów i wrzucania wszystkich do jednego worka. Dlatego uważam, że Pan Maciej Eckardt, który przyznał się do tego, że kibicowanie nie interesuje go, a więc nie zna tego zagadnienia w swojej retoryce dał się zaprząc w rydwan propagandy Gazety Wyborczej i TVN24. Zresztą proszę porównać teksty Pana Macieja z tym co pisze GW i podaje TVN24.

Pan Maciej w obydwu swoich tekstach do jednego worka z napisem „stadność” wrzucił wszystkich: chuliganów i normalnych, spokojnych kibiców. Także takie osoby jak nieżyjący już, nieodżałowany śp. Wiesław Giler, który był zagorzałym kibicem Legii, założycielem i właścicielem sieci sklepów „Pelcowizna”. Masę swoich pieniędzy i czasu włożył w pomoc potrzebującym oraz warszawskim Domom Dziecka. Zawsze to robił jako kibic Legii Warszawa pozyskując dzięki temu nowe rzesze Legionistów. Nigdy od nikogo nic nie chciał i nie wziął za to, że pomagał ludziom. Był kibicem „pełną gębą”: jeździł za ukochaną przez niego Legią na mecze wyjazdowe i bywał w „młynie”. Był także człowiekiem sukcesu, bo w życiu zawodowym udało mu się zbudować dobrze funkcjonujący biznes. Uczył nas- młodszych wiekiem i stażem kibiców Legii, że w tym co robimy nie tylko o kibicowanie chodzi, ale także o patriotyzm. Nie z bogoojczyźnianymi frazesami na ustach, ale patriotyzm codziennej pracy. Powtarzał nam jak mantrę, że jeśli się jest patriotą, to należy nie tylko pokazywać „charakterność”, ale działać w swojej lokalnej społeczności, bo tenże patriotyzm zaczyna się od swojego podwórka, ulicy, dzielnicy i stadionu ukochanego klubu. Takich ludzi jak Pan Wiesław w skali kraju w środowiskach organizacji kibicowskich jest wielu i ich właśnie swoją publicystyką Pan Maciej wrzucił do jednego worka ze zwykłymi bandytami. I pomyśleć, że to mojej osobie Pan Maciej Eckardt zarzuca grę „słów pełnych pychy, arogancji, buty i wyższości”.

Pan Maciej napisał także: „Tylko po co autor używa Pana Boga w grze słów pełnych pychy, arogancji, buty i wyższości. Ale widocznie dla kibiców Pan Bóg, to po prostu słaby gość. A takim, wiadomo, do „młyna” wstęp wzbroniony”. Jak widać oprócz tego, że w pierwszym swoim artykule Pan Maciej Eckardt odsądza kibiców od czci, bo odmawia im prawa do śpiewania hymnu narodowego przed meczami, to w drugim odsądza ich od wiary. Tylko po raz kolejny okazuje się, że w swoich stwierdzeniach daleki jest od rzeczywistości, bowiem powszechnie znanym faktem jest to, że w środowiskach kibicowskich i w organizacjach zrzeszających kibiców są księża Kościoła katolickiego (osobiście znam księdza, który jest zagorzałym kibicem chodzącym na mecze). Odbywają się pielgrzymki kibiców na Jasną Górę, a ich koordynatorem jest ks. Jarosław Wąsowicz SDB. Wśród części kibiców w Polsce dużym szacunkiem i poważaniem cieszy się m.in. ks. Leszek Królikowski z tradycjonalistycznego Instytutu Dobrego Pasterza o którym powszechnie wiadomo, że w młodości udzielał się w „młynie” Arki Gdynia i do tej pory deklaruje się jako kibic piłkarzy oraz rugbystów z Gdyni. Z własnego Legijnego podwórka dodam, że co roku odbywają się Msze św. za duszę Kazimierza Deyny w rocznicę jego tragicznej śmierci i zawsze kościół jest zapełniony ludźmi w szalikach Legii na szyi.

I ostatnia kwestia. Zarzuca mi Pan Maciej, że użyłem sformułowania: Bóg wybacza- kibice nigdy. Specjalnie, z premedytacją użyłem tego stwierdzenia bardzo popularnego wśród kibiców, bo nie jesteśmy chłopcami z III Zakonu Franciszkanów. Mamy tego świadomość i w przeciwieństwie do środowiska w którym Pan Maciej Eckardt się obraca, czyli polityków nie udajemy pod publiczkę kogoś kim nie jesteśmy. Głośno mówimy to co myślimy i jeśli Pan Maciej zaczepił kibiców w mało wyrafinowany sposób, to zawsze może liczyć na kontrę, bo w kaszę jako środowisko nie damy sobie dmuchać. Po tym jak się nas uderzy nie nadstawiamy drugiego policzka, ale najpierw pytamy: za co? A później oddajemy z nawiązką o czym boleśnie przekonali się (i jeszcze przekonają) Donald Tusk i Adam Michnik.

Łukasz Wielicki

A. Me.

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.