Opcja prorosyjska Jędrzeja Giertycha

Po II wojnie światowej na przymusowym uchodźstwie pozostało tysiące Polaków. Postanowili kontynuować walkę o niepodległość. Za główną przeszkodę dla realizacji tego celu uznawali Rosję-Związek Sowiecki (nazwy te, co symptomatyczne, stosowane były wymiennie). Emigranci, określani mianem, „niezłomnych” wskazywali, że zasadniczym krokiem dla przywrócenia Polsce wolności musiało być rozbicie imperium sowiecko-rosyjskiego. Sojuszników upatrywali w zachodnich demokracjach licząc, że nacisk z ich strony doprowadzi, prędzej czy później, do upadku „kremlowskiej tyranii”. Na tym tle wyraźnie odróżniały się koncepcje Jędrzeja Giertycha. 

Giertych urodził się w 1903 roku w Sosnowcu. Od 1932 roku związany był z obozem narodowym, stając się niebawem jednym z przywódców frakcji „młodych” Stronnictwa Narodowego. Po zakończeniu II wojny światowej osiadł w Anglii. W 1956 związał się z „Horyzontami” pismem wydawanym przez grupę działaczy endeckich krytycznie ustosunkowanych do polityki prowadzonej przez władze Stronnictwa Narodowego (którym zarzucano odejście od programu Romana Dmowskiego). W latach 70. i 80. J. Giertych wydawał i redagował pismo „Opoka”. Był autorem wielu książek. Aktywny pisarsko pozostał do śmierci w 1992 roku. 

J. Giertych swój program rosyjski sformułował w połowie lat 50. Impulsem do podjęcia tej kwestii było odprężenie między największymi mocarstwami globu. Publicysta, obserwując ewolucję sytuacji międzynarodowej, był przekonany, że zimna wojna zmierza ku końcowi. Uważał, że ZSRR i Stany Zjednoczone zdecydują się na porozumienie na płaszczyźnie podziału stref wpływów. W takich okolicznościach, utrzymywał, koncepcje dominujące na emigracji traciły rację bytu. Nadzieje na pomoc mocarstw zachodnich przeciw Moskwie pozbawione były podstaw. Stany Zjednoczone nie miały interesu by interweniować na rzecz Polski.

W ocenie publicysty oczekiwanie na wybuch globalnego konfliktu było nie tylko wyrazem braku realizmu cechującego emigrację londyńską – stanowiło również przejaw skrajnej nieodpowiedzialności. Skutki potencjalnej wojny byłyby dla Polski tragiczne. Działania zbrojne, niezależnie od ich ostatecznego wyniku, doprowadzić musiały do zniszczenia kraju i śmierci tysięcy Polaków.

Giertych pozostawał także nieufny wobec koncepcji unifikacyjnych, które postępowały na kontynencie. Uważał, że stanowiły one efekt imperialnych aspiracji Republiki Federalnej Niemiec. W połowie lat 60. pisał: „Zjednoczona Europa jest planem niemieckim… W naszym interesie narodzenie się tej Europy nie leży. A już w żadnym razie nie leży w naszym interesie znalezienie się w jej obrębie. Gdybyśmy się znaleźli w tej zjednoczonej Europie, znaleźlibyśmy się w uścisku niemieckim. Już nie mówiąc, że byliśmy niemiłosiernie eksploatowani…”. Oparcie o Niemcy uznawał J. Giertych za rozwiązanie niedopuszczalne z punktu widzenia interesów polskich. „Polityka szukania pomocy niemieckiej w naszym sporze z Rosją – dowodził – byłaby z naszej strony wręcz polityka samobójczą”. Był przekonany (podobnie jak pół wieku wcześniej R. Dmowski), że to Niemcy, a nie Rosja, stanowiły dla Polski większe zagrożenie: „ze strony Niemiec, o ile nie zostaną skutecznie pohamowane, może nam tylko grozić całkowita zagłada”.

Giertych utrzymywał, że niemieckie dążenia były niezmienne od wieków. Chodziło o poróżnienie Polaków i Rosjan, a następnie wykorzystania konfliktu między dwoma największymi narodami słowiańskimi dla realizacji własnych narodowych interesów: restauracji przedwojennych granic, odbudowania hegemonii w Europie, narzucenia Polsce dominacji. „Doświadczenie uczy nas – pisał – że najgroźniejsze klęski spadają na Polskę wtedy, gdy Niemcy występują w roli naszego przyjaciela”.  Publicysta uważał, że to Niemcy inspirowali nastroje antyrosyjskie (antysowieckie), które dominowały na emigracji. Jako „odwieczni wrogowie Polski”, jak ich nazywał, dążyć mieli do pchnięcia Polski do wojny z Rosją. Ubolewał, że tego rodzaju działania natrafiały na podatny grunt: „nie brak jest w polskim narodzie naiwniaków i durniów, ale także i niemieckich agentów, (…) których łatwo (na nieszczęście zresztą samej Polski) przeciwko Rosji podjudzić”. 

W obecnych realiach geopolitycznych, utrzymywał Giertych, Polska musiała odrzucić wszelkie plany konfrontacji z Rosją. Jakiekolwiek próby wystąpienia przeciw Moskwie mogły przynieść jedynie negatywne konsekwencje: wykrwawienie narodu, ograniczenie istniejących swobód, a w najgorszym wypadku – sprowokować porozumienie niemiecko-rosyjskie zakończone kolejnym rozbiorem, likwidacją państwa polskiego. Polacy mieli zbyt wiele do stracenia. „Polityka narodu – przekonywał Jędrzej Giertych – nie jest loterią ani grą w pokera. Nie stawia się bytu państwowego ani losu 28 milionów ludzi na jedną kartę po to, by wygrać niepewną stawkę albo przegrać także to co się ma”.

Publicysta zdecydowanie odrzucał zatem program rozbicia Związku Sowieckiego, który głoszony był przez ośrodki emigracyjne. Uważał, że w miejscu pobitej Rosji powstałaby próżnia, którą nieuchronnie zapełniliby Niemcy. W 1970 roku Giertych pisał: „Polska czuje się dziś bezpieczna dlatego ponieważ istnieje potęga rosyjska”. Rok po wprowadzeniu stanu wojennego dowodził: „Polska, o ile nie ma prowadzić polityki samobójczej, musi całą siłą pomagać Rosji do utrzymania się w roli wielkiej potęgi”. 

Jędrzej Giertych oceniał, że przełom 1956 roku przyniósł Polsce wiele korzyści, których nie można było zmarnować. Należało unikać jakichkolwiek posunięć mogących doprowadzić do utraty uzyskanych przywilejów. Konieczny był spokój. Do niepodległości, wskazywał, prowadziła długa, „kamienista droga”, pełna przeszkód i wyrzeczeń. Ale innego rozwiązania po prostu nie było: „Naród w położeniu takim jak Polska nie ma przed sobą innej drogi, niż owa »polityka myszy pod miotłą« (…) polityka przetrwania, ostrożnego lawirowania, unikania niebezpieczeństw, mozolnego troszczenia się o to wszystko co jest praktyczne i realne do osiągnięcia – i czekania na lepsze czasy”.

Według Giertycha należało pogodzić się z okolicznościami jakie zaistniały po II wojnie światowej. Polska, mimo formalnego znalezienia się w obozie zwycięzców, de facto została pokonana. Na jej terytorium stacjonowały sowieckie wojska, na wycofanie. których w aktualnej sytuacji międzynarodowej, nie było szans. Polacy nie mieli pola manewru. Musieli zaakceptować konieczność pozostania w sowieckiej strefie wpływów, unikając działań, które mogły pogorszyć stosunki z Kremlem. Winni zachowywać się lojalnie i to w sposób niedwuznaczny, tak by Rosja wiedziała, że ma w nich pewnych sojuszników. Akceptując zwierzchnictwo Kremla na arenie międzynarodowej należało jednocześnie walczyć o suwerenność w sprawach wewnętrznych, ochronę polskich interesów ekonomicznych, możliwość propagowania wartości chrześcijańskich, zwiększania roli Kościoła w życiu społecznym.

Przekonanie, że oparcie o Rosję było jedynym realnym kierunkiem polskiej polityki niepodległościowej stanowiło przez wiele lat fundament myśli politycznej Giertycha. W 1973 roku publicysta przekonywał: „nie ma dziś pola do prowadzenia przez naród polski innej polityki zagranicznej, niż ta, którą prowadzi rząd warszawski. Sojusz z Rosją Sowiecką, przynależność do Paktu Warszawskiego, (…) to są założenia polskiej polityki zagranicznej, z którymi musi się dziś zgodzić każdy Polak (…) sojusz z Rosja jest dla Polski koniecznością i jest to konieczność nie koniunkturalna, lecz trwała”.

Publicysta utrzymywał, że Polska i Rosja, mimo dzielących ich różnic (kulturowych, ideologicznych, polityczno-ustrojowych) były naturalnymi sprzymierzeńcami. Istniała między nimi zgodność podstawowych interesów. Chodziło przede wszystkim o powstrzymywanie ekspansjonizmu niemieckiego. Sojusz polsko-rosyjski zabezpieczał Polskę przed zagrożeniem ze strony Niemiec oraz gwarantował nienaruszalność terytorialną państwa polskiego (zachowanie granicy na Odrze i Nysie).

Publicysta wychodził z założenia, że na dobrowolnej (a nie przymusowej) współpracy skorzystać mogła nie tylko Polska. Związek Sowiecki, mimo swej potęgi, znajdował się w trudnej sytuacji. Zagrażały mu szybko rozwijające się Chiny oraz Niemcy, dążące do odbudowania swojej pozycji na Wschodzie. Giertych zakładał, że pogarszająca się sytuacja międzynarodowa, prędzej czy później zmusi Kreml do zmiany polityki wobec Polski. W interesie Związku Sowieckiego leżało, aby mieć u zachodniej granicy kraj zaprzyjaźniony, zapewniający bezpieczeństwo przed możliwą inwazją w razie zaabsorbowania na innych jej granicach albo kłopotami wewnętrznymi. Pozyskanie Polaków byłoby dla Moskwy wartością trudną do przecenienia.  Według Giertycha podstawowym warunkiem zapewnienia sobie lojalności Polaków przez ZSRR było przyznanie im suwerenności w sprawach wewnętrznych.

W liście otwartym jaki w grudniu 1959 redakcja pisma „Horyzonty” wystosowała do Nikity Chruszczowa (w jego powstaniu znaczący udział miał Giertych) wskazywano: „Polska potrafi być lojalnym i pewnym partnerem – ale tylko z własnej woli, a nie pod przymusem. Polska w pełni niezależna może się stać dla Rosji cenną sojuszniczką, może odegrać wybitną rolę jako współorganizatorka Europy w duchu dla Rosji pożądanym. Ale Polska pozbawiona swobody rządzenia się wedle swej woli i mająca stanowisko na wpół kolonialne jest upokorzona w swej dumie i może się stać łatwym łupem wpływów, które ku jej własnej zgubie będą chciały te jej pogłębioną dumę zużytkować przeciw Rosji”. Przekonywano w nim, że Moskwa, myśląc o pozyskaniu Polski musiała traktować ją jak partnera, nie jak wasala. Przede wszystkim konieczne było przyznanie Polakom prawa do samodzielnego wyboru rządu.  

Jędrzej Giertych wskazywał, że w realiach PRL nie można było mówić o autentycznym sojuszu Polski z Rosją. Był to de facto sojusz z partią komunistyczną, z kliką sprawującą w Polsce władzę, mającą przeciw sobie niemal cały naród. Taka sytuacja nie gwarantowała stabilności przymierza miedzy Moskwą a Warszawą.  W przypadku ewentualnej wojny doszłoby do obalenia rządów PZPR i wystąpienia nowych władz przeciw Sowietom. Aby ZSRR mógł być pewny poparcia Warszawy potrzebował sojuszu z autentycznymi przedstawicielami narodu polskiego. „Rzeczywisty sukurs może dać Rosji tylko Polska prawdziwa, troszcząca się o swoje rzeczywiste interesy, solidarna w swej postawie i rządzona przez prawdziwych, uczciwych polskich patriotów”. W przekonaniu Giertycha prawdziwe oparcie mogli dać Moskwie jedynie przedstawiciele obozu narodowo-katolickiego. 

Do pozyskania Polaków, pisał Giertych, konieczna była likwidacja w Polsce systemu komunistycznego. Władze sowieckie musiały zrozumieć, że Polska była różna od Rosji. Była krajem katolickim, przywiązanym do swej tradycji, historii. Polakom komunizm był obcy i nienawistny. Odrzucał ich materialistyczny światopogląd. „Aby sojusz polsko-rosyjski stał się faktem trwałym i opartym na rzetelnej woli nie tylko Rosji, ale polskiego narodu, potrzebnym jest, by się Polska wewnętrznie przekształciła w duchu ideałów Boga i Ojczyzny i w duchu porządku politycznego i gospodarczego, opartego na wolności i prywatnej własności i by Rosja to uznała”. Wskazywał, że „przerabianie Polski na modłę rosyjską było nie tylko głęboko oburzające i budzące wstręt ze stanowiska polskiego”, było także błędem z punktu widzenia interesów rosyjskich. Takie

próby mogły przynieść tylko jeden skutek: pogłębić istniejącą niechęć i odepchnąć Polskę od Rosji. 

Giertych głosząc ideę porozumienia z Moskwą zdawał sobie sprawę z pewnej sprzeczności. Jako zdeklarowany antykomunista nawoływał do współpracy z państwem komunistycznym, odwołującym się do ideologii całkowicie sprzecznej z narodowo-katolickim systemem wartości. Próbował rozwiązać ten dysonans podkreślając, że de facto chodziło mu o porozumienie nie z czynnikami komunistycznymi, lecz z „prawdziwą Rosją”. Wskazywał, że jego koncepcje dotyczyły Rosji „wiecznej”, narodu rosyjskiego, niezależnie od tego jaki ustrój w Rosji panuje i jak grupa ludzi tam rządzi. Według Giertycha nie można było stawiać znaku równania między komunizmem a Rosją. Problemu rosyjskiego nie należało rozpatrywać jedynie w odniesieniu do jego przywódców: „Komunizm jest naszym śmiertelnym wrogiem, ale z Rosją jako narodem, mimo wszelkich przeciwieństw i mimo złych wspomnień łączy nas wiele wspólnych interesów. Czy naprawdę nie możemy brać w rachubę narodu rosyjskiego jako odrębnego od aparatu komunistycznego, który go opanował?”. 

Autor „Tragizmu losów Polski” liczył na upadek komunizmu w ZSRR. Był przekonany, że prędzej czy później w ZSRR musiała nastąpić ewolucja stosunków w duchu narodowym. Uważał, że to właśnie Polacy winni odegrać decydującą rolę w przekształcaniu się Rosji na powrót w kraj chrześcijański. Nawiązując do słynnego listu biskupów polskich do biskupów niemieckich, wzywał emigrację do ogłoszenia podobnej deklaracji wobec Rosjan: „powinniśmy wszyscy razem, głośno oświadczyć, że przebaczamy Rosji, przebaczamy Katyń, przebaczamy zabór ziem wschodnich (co nie znaczy, że jesteśmy z nim na zawsze pogodzeni), przebaczamy wysiedlenia, przebaczamy więzienia łagry i egzekucje”. 

Publicysta ubolewał, że prezentowane przez niego stanowisko nie zdobywało popularności wśród rodaków. „Są Polacy tak wpatrzeni w wielkość Polski, że skoro nie widzą pola dla wielkich polskich tryumfów, raczej woleliby wielką polską katastrofę, jakąś wielką i monumentalną, polską tragedię, na której widok świat cały skamieniałby ze zgrozy, od tryumfów i osiągnięć w skali sklepikarskiej”. Taka postawa była co prawda wyrazem dumy narodowej, ale nie była wyrazem miłości ojczyzny. „W życiu narodu nawet najbardziej szara, smutna i choćby nawet pełna upokorzeń wegetacja jest zawsze lepsza od katastrofy”. 

Koncepcję sojuszu z Rosją budował Giertych przez kilkadziesiąt lat. Jej zasadnicze przesłanie nie zmieniło się w tym czasie. Tylko współpraca z Rosją mogła przynieść Polsce pełną niepodległość i zabezpieczyć przed zagrożeniem ze strony Niemiec. Szczere porozumienie, leżące w interesie obu narodów, można było osiągnąć poprzez sojusz polskich narodowców z Kremlem ponad głowami PZPR. Polska powinna być swoistym strażnikiem interesów rosyjskich w Europie Środkowej. 

Koncepcje Giertycha uderzały w fundamenty myśli politycznej emigracji. Nic więc dziwnego, że spotkały się z krytyką. Zarzucano mu brak realizmu, cynizm, a nawet zdradę polskich interesów. Za swoje poglądy na początku lat 60. Giertych został usunięty ze Stronnictwa Narodowego. 

Program formułowany przez Giertycha nie przyniósł oczekiwanych efektów. Z dzisiejszej perspektywy wydaje się, że jego idee nie miały szans na realizację. Kreml nie potrzebował sojuszu z przedstawicielami obozu narodowego. Wystarczające oparcie zapewniała mu polska partia komunistyczna. Trudno było przyjąć, że polscy narodowcy (czy szerzej – przedstawiciele środowisk prawicowych) będą pewniejszymi sojusznikami niż PZPR ściśle podporządkowana Moskwie. Co więcej nastroje antyrosyjskie/antysowieckie dominujące w Polsce nie dawały podstaw do wiary, że po przyznaniu Polsce suwerenności, ta będzie gotowa do współpracy z Rosją. 

Stosunki polsko-rosyjskie ukształtowały się inaczej niż zakładał to Jędrzej Giertych. Związek Sowiecki się rozpadł, a między Moskwą a Warszawą powstał blok niepodległych państw. Polska polityka wschodnia budowana była w oparciu o inne wytyczne. Inspirowano się raczej ideami paryskiej „Kultury” niż programem lansowanym przez Giertycha. Jego program pozostał kontrowersyjną, nigdy nie zrealizowaną, propozycją.

Tomasz Tokarz

a.me.

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

0 thoughts on “Opcja prorosyjska Jędrzeja Giertycha”

  1. “Kreml” był w sojuszu nie tyle z PZPR co bermanowcami, którym takze sjonistyczne KGB odmówilo prawa kontynuacji “Akcji Cezary” tj prowokacyjnego organizowania “polskego pdziemia niepodległościowego” w cerlu formalnego opanowania lub zastąpienia delegatury pierwotnego WiN przy rownież kontrolowanej przez sjonistów CIA.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Prywatny: Opcja prorosyjska Jędrzeja Giertycha

Po II wojnie światowej na przymusowym uchodźstwie pozostało tysiące Polaków. Postanowili kontynuować walkę o niepodległość. Za główną przeszkodę dla realizacji tego celu uznawali Rosję-Związek Sowiecki (nazwy te, co symptomatyczne, stosowane były wymiennie). Emigranci, określani mianem, „niezłomnych” wskazywali, że zasadniczym krokiem dla przywrócenia Polsce wolności musiało być rozbicie imperium sowiecko-rosyjskiego. Sojuszników upatrywali w zachodnich demokracjach licząc, że nacisk z ich strony doprowadzi, prędzej czy później, do upadku „kremlowskiej tyranii”. Na tym tle wyraźnie odróżniały się koncepcje Jędrzeja Giertycha. 

Giertych urodził się w 1903 roku w Sosnowcu. Od 1932 roku związany był z obozem narodowym, stając się niebawem jednym z przywódców frakcji „młodych” Stronnictwa Narodowego. Po zakończeniu II wojny światowej osiadł w Anglii. W 1956 związał się z „Horyzontami” pismem wydawanym przez grupę działaczy endeckich krytycznie ustosunkowanych do polityki prowadzonej przez władze Stronnictwa Narodowego (którym zarzucano odejście od programu Romana Dmowskiego). W latach 70. i 80. J. Giertych wydawał i redagował pismo „Opoka”. Był autorem wielu książek. Aktywny pisarsko pozostał do śmierci w 1992 roku. 

J. Giertych swój program rosyjski sformułował w połowie lat 50. Impulsem do podjęcia tej kwestii było odprężenie między największymi mocarstwami globu. Publicysta, obserwując ewolucję sytuacji międzynarodowej, był przekonany, że zimna wojna zmierza ku końcowi. Uważał, że ZSRR i Stany Zjednoczone zdecydują się na porozumienie na płaszczyźnie podziału stref wpływów. W takich okolicznościach, utrzymywał, koncepcje dominujące na emigracji traciły rację bytu. Nadzieje na pomoc mocarstw zachodnich przeciw Moskwie pozbawione były podstaw. Stany Zjednoczone nie miały interesu by interweniować na rzecz Polski.

W ocenie publicysty oczekiwanie na wybuch globalnego konfliktu było nie tylko wyrazem braku realizmu cechującego emigrację londyńską – stanowiło również przejaw skrajnej nieodpowiedzialności. Skutki potencjalnej wojny byłyby dla Polski tragiczne. Działania zbrojne, niezależnie od ich ostatecznego wyniku, doprowadzić musiały do zniszczenia kraju i śmierci tysięcy Polaków.

Giertych pozostawał także nieufny wobec koncepcji unifikacyjnych, które postępowały na kontynencie. Uważał, że stanowiły one efekt imperialnych aspiracji Republiki Federalnej Niemiec. W połowie lat 60. pisał: „Zjednoczona Europa jest planem niemieckim… W naszym interesie narodzenie się tej Europy nie leży. A już w żadnym razie nie leży w naszym interesie znalezienie się w jej obrębie. Gdybyśmy się znaleźli w tej zjednoczonej Europie, znaleźlibyśmy się w uścisku niemieckim. Już nie mówiąc, że byliśmy niemiłosiernie eksploatowani…”. Oparcie o Niemcy uznawał J. Giertych za rozwiązanie niedopuszczalne z punktu widzenia interesów polskich. „Polityka szukania pomocy niemieckiej w naszym sporze z Rosją – dowodził – byłaby z naszej strony wręcz polityka samobójczą”. Był przekonany (podobnie jak pół wieku wcześniej R. Dmowski), że to Niemcy, a nie Rosja, stanowiły dla Polski większe zagrożenie: „ze strony Niemiec, o ile nie zostaną skutecznie pohamowane, może nam tylko grozić całkowita zagłada”.

Giertych utrzymywał, że niemieckie dążenia były niezmienne od wieków. Chodziło o poróżnienie Polaków i Rosjan, a następnie wykorzystania konfliktu między dwoma największymi narodami słowiańskimi dla realizacji własnych narodowych interesów: restauracji przedwojennych granic, odbudowania hegemonii w Europie, narzucenia Polsce dominacji. „Doświadczenie uczy nas – pisał – że najgroźniejsze klęski spadają na Polskę wtedy, gdy Niemcy występują w roli naszego przyjaciela”.  Publicysta uważał, że to Niemcy inspirowali nastroje antyrosyjskie (antysowieckie), które dominowały na emigracji. Jako „odwieczni wrogowie Polski”, jak ich nazywał, dążyć mieli do pchnięcia Polski do wojny z Rosją. Ubolewał, że tego rodzaju działania natrafiały na podatny grunt: „nie brak jest w polskim narodzie naiwniaków i durniów, ale także i niemieckich agentów, (…) których łatwo (na nieszczęście zresztą samej Polski) przeciwko Rosji podjudzić”. 

W obecnych realiach geopolitycznych, utrzymywał Giertych, Polska musiała odrzucić wszelkie plany konfrontacji z Rosją. Jakiekolwiek próby wystąpienia przeciw Moskwie mogły przynieść jedynie negatywne konsekwencje: wykrwawienie narodu, ograniczenie istniejących swobód, a w najgorszym wypadku – sprowokować porozumienie niemiecko-rosyjskie zakończone kolejnym rozbiorem, likwidacją państwa polskiego. Polacy mieli zbyt wiele do stracenia. „Polityka narodu – przekonywał Jędrzej Giertych – nie jest loterią ani grą w pokera. Nie stawia się bytu państwowego ani losu 28 milionów ludzi na jedną kartę po to, by wygrać niepewną stawkę albo przegrać także to co się ma”.

Publicysta zdecydowanie odrzucał zatem program rozbicia Związku Sowieckiego, który głoszony był przez ośrodki emigracyjne. Uważał, że w miejscu pobitej Rosji powstałaby próżnia, którą nieuchronnie zapełniliby Niemcy. W 1970 roku Giertych pisał: „Polska czuje się dziś bezpieczna dlatego ponieważ istnieje potęga rosyjska”. Rok po wprowadzeniu stanu wojennego dowodził: „Polska, o ile nie ma prowadzić polityki samobójczej, musi całą siłą pomagać Rosji do utrzymania się w roli wielkiej potęgi”. 

Jędrzej Giertych oceniał, że przełom 1956 roku przyniósł Polsce wiele korzyści, których nie można było zmarnować. Należało unikać jakichkolwiek posunięć mogących doprowadzić do utraty uzyskanych przywilejów. Konieczny był spokój. Do niepodległości, wskazywał, prowadziła długa, „kamienista droga”, pełna przeszkód i wyrzeczeń. Ale innego rozwiązania po prostu nie było: „Naród w położeniu takim jak Polska nie ma przed sobą innej drogi, niż owa »polityka myszy pod miotłą« (…) polityka przetrwania, ostrożnego lawirowania, unikania niebezpieczeństw, mozolnego troszczenia się o to wszystko co jest praktyczne i realne do osiągnięcia – i czekania na lepsze czasy”.

Według Giertycha należało pogodzić się z okolicznościami jakie zaistniały po II wojnie światowej. Polska, mimo formalnego znalezienia się w obozie zwycięzców, de facto została pokonana. Na jej terytorium stacjonowały sowieckie wojska, na wycofanie. których w aktualnej sytuacji międzynarodowej, nie było szans. Polacy nie mieli pola manewru. Musieli zaakceptować konieczność pozostania w sowieckiej strefie wpływów, unikając działań, które mogły pogorszyć stosunki z Kremlem. Winni zachowywać się lojalnie i to w sposób niedwuznaczny, tak by Rosja wiedziała, że ma w nich pewnych sojuszników. Akceptując zwierzchnictwo Kremla na arenie międzynarodowej należało jednocześnie walczyć o suwerenność w sprawach wewnętrznych, ochronę polskich interesów ekonomicznych, możliwość propagowania wartości chrześcijańskich, zwiększania roli Kościoła w życiu społecznym.

Przekonanie, że oparcie o Rosję było jedynym realnym kierunkiem polskiej polityki niepodległościowej stanowiło przez wiele lat fundament myśli politycznej Giertycha. W 1973 roku publicysta przekonywał: „nie ma dziś pola do prowadzenia przez naród polski innej polityki zagranicznej, niż ta, którą prowadzi rząd warszawski. Sojusz z Rosją Sowiecką, przynależność do Paktu Warszawskiego, (…) to są założenia polskiej polityki zagranicznej, z którymi musi się dziś zgodzić każdy Polak (…) sojusz z Rosja jest dla Polski koniecznością i jest to konieczność nie koniunkturalna, lecz trwała”.

Publicysta utrzymywał, że Polska i Rosja, mimo dzielących ich różnic (kulturowych, ideologicznych, polityczno-ustrojowych) były naturalnymi sprzymierzeńcami. Istniała między nimi zgodność podstawowych interesów. Chodziło przede wszystkim o powstrzymywanie ekspansjonizmu niemieckiego. Sojusz polsko-rosyjski zabezpieczał Polskę przed zagrożeniem ze strony Niemiec oraz gwarantował nienaruszalność terytorialną państwa polskiego (zachowanie granicy na Odrze i Nysie).

Publicysta wychodził z założenia, że na dobrowolnej (a nie przymusowej) współpracy skorzystać mogła nie tylko Polska. Związek Sowiecki, mimo swej potęgi, znajdował się w trudnej sytuacji. Zagrażały mu szybko rozwijające się Chiny oraz Niemcy, dążące do odbudowania swojej pozycji na Wschodzie. Giertych zakładał, że pogarszająca się sytuacja międzynarodowa, prędzej czy później zmusi Kreml do zmiany polityki wobec Polski. W interesie Związku Sowieckiego leżało, aby mieć u zachodniej granicy kraj zaprzyjaźniony, zapewniający bezpieczeństwo przed możliwą inwazją w razie zaabsorbowania na innych jej granicach albo kłopotami wewnętrznymi. Pozyskanie Polaków byłoby dla Moskwy wartością trudną do przecenienia.  Według Giertycha podstawowym warunkiem zapewnienia sobie lojalności Polaków przez ZSRR było przyznanie im suwerenności w sprawach wewnętrznych.

W liście otwartym jaki w grudniu 1959 redakcja pisma „Horyzonty” wystosowała do Nikity Chruszczowa (w jego powstaniu znaczący udział miał Giertych) wskazywano: „Polska potrafi być lojalnym i pewnym partnerem – ale tylko z własnej woli, a nie pod przymusem. Polska w pełni niezależna może się stać dla Rosji cenną sojuszniczką, może odegrać wybitną rolę jako współorganizatorka Europy w duchu dla Rosji pożądanym. Ale Polska pozbawiona swobody rządzenia się wedle swej woli i mająca stanowisko na wpół kolonialne jest upokorzona w swej dumie i może się stać łatwym łupem wpływów, które ku jej własnej zgubie będą chciały te jej pogłębioną dumę zużytkować przeciw Rosji”. Przekonywano w nim, że Moskwa, myśląc o pozyskaniu Polski musiała traktować ją jak partnera, nie jak wasala. Przede wszystkim konieczne było przyznanie Polakom prawa do samodzielnego wyboru rządu.  

Jędrzej Giertych wskazywał, że w realiach PRL nie można było mówić o autentycznym sojuszu Polski z Rosją. Był to de facto sojusz z partią komunistyczną, z kliką sprawującą w Polsce władzę, mającą przeciw sobie niemal cały naród. Taka sytuacja nie gwarantowała stabilności przymierza miedzy Moskwą a Warszawą.  W przypadku ewentualnej wojny doszłoby do obalenia rządów PZPR i wystąpienia nowych władz przeciw Sowietom. Aby ZSRR mógł być pewny poparcia Warszawy potrzebował sojuszu z autentycznymi przedstawicielami narodu polskiego. „Rzeczywisty sukurs może dać Rosji tylko Polska prawdziwa, troszcząca się o swoje rzeczywiste interesy, solidarna w swej postawie i rządzona przez prawdziwych, uczciwych polskich patriotów”. W przekonaniu Giertycha prawdziwe oparcie mogli dać Moskwie jedynie przedstawiciele obozu narodowo-katolickiego. 

Do pozyskania Polaków, pisał Giertych, konieczna była likwidacja w Polsce systemu komunistycznego. Władze sowieckie musiały zrozumieć, że Polska była różna od Rosji. Była krajem katolickim, przywiązanym do swej tradycji, historii. Polakom komunizm był obcy i nienawistny. Odrzucał ich materialistyczny światopogląd. „Aby sojusz polsko-rosyjski stał się faktem trwałym i opartym na rzetelnej woli nie tylko Rosji, ale polskiego narodu, potrzebnym jest, by się Polska wewnętrznie przekształciła w duchu ideałów Boga i Ojczyzny i w duchu porządku politycznego i gospodarczego, opartego na wolności i prywatnej własności i by Rosja to uznała”. Wskazywał, że „przerabianie Polski na modłę rosyjską było nie tylko głęboko oburzające i budzące wstręt ze stanowiska polskiego”, było także błędem z punktu widzenia interesów rosyjskich. Takie

próby mogły przynieść tylko jeden skutek: pogłębić istniejącą niechęć i odepchnąć Polskę od Rosji. 

Giertych głosząc ideę porozumienia z Moskwą zdawał sobie sprawę z pewnej sprzeczności. Jako zdeklarowany antykomunista nawoływał do współpracy z państwem komunistycznym, odwołującym się do ideologii całkowicie sprzecznej z narodowo-katolickim systemem wartości. Próbował rozwiązać ten dysonans podkreślając, że de facto chodziło mu o porozumienie nie z czynnikami komunistycznymi, lecz z „prawdziwą Rosją”. Wskazywał, że jego koncepcje dotyczyły Rosji „wiecznej”, narodu rosyjskiego, niezależnie od tego jaki ustrój w Rosji panuje i jak grupa ludzi tam rządzi. Według Giertycha nie można było stawiać znaku równania między komunizmem a Rosją. Problemu rosyjskiego nie należało rozpatrywać jedynie w odniesieniu do jego przywódców: „Komunizm jest naszym śmiertelnym wrogiem, ale z Rosją jako narodem, mimo wszelkich przeciwieństw i mimo złych wspomnień łączy nas wiele wspólnych interesów. Czy naprawdę nie możemy brać w rachubę narodu rosyjskiego jako odrębnego od aparatu komunistycznego, który go opanował?”. 

Autor „Tragizmu losów Polski” liczył na upadek komunizmu w ZSRR. Był przekonany, że prędzej czy później w ZSRR musiała nastąpić ewolucja stosunków w duchu narodowym. Uważał, że to właśnie Polacy winni odegrać decydującą rolę w przekształcaniu się Rosji na powrót w kraj chrześcijański. Nawiązując do słynnego listu biskupów polskich do biskupów niemieckich, wzywał emigrację do ogłoszenia podobnej deklaracji wobec Rosjan: „powinniśmy wszyscy razem, głośno oświadczyć, że przebaczamy Rosji, przebaczamy Katyń, przebaczamy zabór ziem wschodnich (co nie znaczy, że jesteśmy z nim na zawsze pogodzeni), przebaczamy wysiedlenia, przebaczamy więzienia łagry i egzekucje”. 

Publicysta ubolewał, że prezentowane przez niego stanowisko nie zdobywało popularności wśród rodaków. „Są Polacy tak wpatrzeni w wielkość Polski, że skoro nie widzą pola dla wielkich polskich tryumfów, raczej woleliby wielką polską katastrofę, jakąś wielką i monumentalną, polską tragedię, na której widok świat cały skamieniałby ze zgrozy, od tryumfów i osiągnięć w skali sklepikarskiej”. Taka postawa była co prawda wyrazem dumy narodowej, ale nie była wyrazem miłości ojczyzny. „W życiu narodu nawet najbardziej szara, smutna i choćby nawet pełna upokorzeń wegetacja jest zawsze lepsza od katastrofy”. 

Koncepcję sojuszu z Rosją budował Giertych przez kilkadziesiąt lat. Jej zasadnicze przesłanie nie zmieniło się w tym czasie. Tylko współpraca z Rosją mogła przynieść Polsce pełną niepodległość i zabezpieczyć przed zagrożeniem ze strony Niemiec. Szczere porozumienie, leżące w interesie obu narodów, można było osiągnąć poprzez sojusz polskich narodowców z Kremlem ponad głowami PZPR. Polska powinna być swoistym strażnikiem interesów rosyjskich w Europie Środkowej. 

Koncepcje Giertycha uderzały w fundamenty myśli politycznej emigracji. Nic więc dziwnego, że spotkały się z krytyką. Zarzucano mu brak realizmu, cynizm, a nawet zdradę polskich interesów. Za swoje poglądy na początku lat 60. Giertych został usunięty ze Stronnictwa Narodowego. 

Program formułowany przez Giertycha nie przyniósł oczekiwanych efektów. Z dzisiejszej perspektywy wydaje się, że jego idee nie miały szans na realizację. Kreml nie potrzebował sojuszu z przedstawicielami obozu narodowego. Wystarczające oparcie zapewniała mu polska partia komunistyczna. Trudno było przyjąć, że polscy narodowcy (czy szerzej – przedstawiciele środowisk prawicowych) będą pewniejszymi sojusznikami niż PZPR ściśle podporządkowana Moskwie. Co więcej nastroje antyrosyjskie/antysowieckie dominujące w Polsce nie dawały podstaw do wiary, że po przyznaniu Polsce suwerenności, ta będzie gotowa do współpracy z Rosją. 

Stosunki polsko-rosyjskie ukształtowały się inaczej niż zakładał to Jędrzej Giertych. Związek Sowiecki się rozpadł, a między Moskwą a Warszawą powstał blok niepodległych państw. Polska polityka wschodnia budowana była w oparciu o inne wytyczne. Inspirowano się raczej ideami paryskiej „Kultury” niż programem lansowanym przez Giertycha. Jego program pozostał kontrowersyjną, nigdy nie zrealizowaną, propozycją.

Tomasz Tokarz

a.me.

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *