Pastylka dobra ze złem

Już w latach 70. XX w. Antonina Kłoskowska pisząc o kulturze masowej sformułowała pojęcie homogenizacji kultury i opisała reguły działania tego procesu. Poprzedziła to wieloletnimi badaniami własnymi i takich wielkich poprzedników, jak S. Ossowski czy J. Chałasiński.

Według tej formuły należy spojrzeć na dzisiejszy „spór” pomiędzy tzw. genderowcami a tzw. biskupami, prowadzony głównie w telewizji i przez telewizję głównie reżyserowany. Aktorów jest zaledwie kilku, ale można odnieść wrażenie, że oto toczy się globalny spór o podstawowe wartości cywilizacji i kultury.

„Genderowcy” twierdzą, że są atakowani przez „Biskupów” z powodów pozamerytorycznych, natomiast „Biskupowie” głoszą, że „Genderowcy” swoimi działaniami propagandowymi wchodzą do tradycyjnych instytucji społecznych, jak rodzina, a nawet przedszkole, aby radykalnie zmienić paradygmat cywilizacyjny i całkowicie odciąć kościół od możliwości nauczania etycznego w przestrzeni publicznej.

Nie ulega wątpliwości, że obie strony konfliktu dążą do wyeliminowania siebie nawzajem z udziału w tym czymś, co nazywamy rynkiem idei i że są to wrogie sobie obozy. Konserwatyzm etyczny reprezentowany przez kościół katolicki (oraz inne kościoły) poddawany jest przez „Genderowców” ostrej krytyce jako rodzaj zasłony dymnej dla skłonności pedofilskich i homoseksualnych kleru, wywoływanych m.in. przez celibat. To wywołuje ożywioną dyskusję wokół celibatu w samym kościele oraz w społeczeństwie i w mediach.

Wydaje się, że obie strony sporu nie mówią prawdy o jego istocie, wmawiając sobie wzajemnie równocześnie daleko posuniętą obłudę. Ideologia gender – postrzegana dziś jako rodzaj psycho-socjologicznego frontu walki o równouprawnienie – mogłaby poprzestać na swoich „badaniach” nad zależnością pełnienia ról społecznych od płci, nie tykając kwestii religijnych i obyczajowych. Propaganda religijna kościoła mogłaby przemilczać zagrożenia za strony ideologii gender, podkreślając jednak nieustannie, że różnice płci – jako coś oczywistego – są poza dyskusją naukową. To samo mogliby powiedzieć animatorzy mediów, ale tego nie robią. Z tego powodu podejrzewani są całkiem słusznie o prowokowanie tego sporu i robienie „sztucznego tłoku”, aby na tym zarobić. Tym samym media nie liczą się ze skutkami społecznymi i cywilizacyjnymi, koncentrując się na doraźnym zarobku.

Jednakże, wysyłając do boju swoich biskupów, kościół nie potrafi sformułować jasno żadnej pozytywnej kontrpropozycji, która byłaby odpowiedzią na atrakcyjne dla niektórych formuły wolności od tradycyjnych zakazów, których pochodzenie niesłusznie przypisuje się właśnie kościołowi. Próbujący sobie z tym radzić Papież Franciszek jest raczej – do tej pory – osamotniony, a nie jest wykluczone, że nagłe ataki „Genderowców” na „Biskupów” są wywołane m.in. jego kompetentnym przeciwdziałaniem mechanizmom homogenizowania przekazu religijnego w samym kościele przy jednoczesnej słabości mediów katolickich.

Zgodnie z teorią homogenizacji kultury wg Kłoskowskiej do jednego naczynia wrzuca się dwie substancje o przeciwnych właściwościach i bezrefleksyjnie je ze sobą miele i miesza, produkując pastylki, które równocześnie zawierają w sobie Dobro i Zło.

Tę pastylkę połykają wszyscy w coraz większych ilościach. Na pewno wszystkim zaszkodzi.

*

Poniżej wybrane fragmenty z pracy Antoniny Kłoskowskiej „Kultura masowa”, które powinny pomóc w zrozumieniu tego problemu jako zjawiska o wiele szerszego i sięgającego głębiej, niż sam spór „Genderowców” z „Biskupami”:

(…) Pomimo przyjęcia zasady wspólnego mianownika kultura masowa jest eklektyczna pod względem przedmiotów i poziomów. Jedną z najbardziej charakterystycznych jej cech stanowi homogenizacja.

(…) Homogenizację można przede wszystkim rozpatrywać w dwóch aspektach: obiektywnym i subiektywnym. Pierwszy typ analizy zajmuje się zawartością przekazów rozpowszechnianych przez techniczne środki umasowienia kultury bez względu na ich recepcję.Ograniczając się do tego tylko aspektu można wyróżnić trzy typy homogenizacji: homogenizację upraszczającą, homogenizację immanentną oraz homogenizację przez zestawienie czyli mechaniczną.

Drugi typ homogenizacji jest skrajnie przeciwstawny pierwszemu. Nazwano go tutaj homogenizacją immanentną, rozumiejąc przez to włączenie do dzieła kultury wyższego poziomu elementów zdolnych przyciągnąć szeroką i popularną publiczność dokonane przez samego autora. Chodzi tu o dzieła tego rodzaju,które zgodnie z instytucjonalnym kryterium należą  bez wątpienia do wyższego poziomu, ale z uwagi na pewne właściwości treści lub formy są predestynowane niejako do masowej recepcji. Taine w Historii literatury angielskiej mówił o dramatach Shakespeare’a, że były one pisane z intencją dostarczenia wzruszeń i zabawy nie tylko publiczności lóż, ale pospólstwu zapełniającemu widownię, marynarzom z pokładu okrętów Drake’a. Do nich przemówić mógł rubaszny dowcip grabarzy z Elsynory, paplanina niańki Julii, perypetie Spodka, ale także dramat zazdrościi namiętności Otella. Celowo wewnętrznie zhomogenizowana jest Opera za trzy grosze Brechta i opowiadania Jerzego Szaniawskiego, pod których zewnętrzną prostotą ukrywa się drugie dno.

(…) Jedną z konsekwencji masowości kultury w dosłownym, ilościowym znaczeniu stanowi wielkie i nieustające zapotrzebowanie na produkcję z zakresu kultury symbolicznej, którą pochłaniają codziennie na całym świecie dzienniki, magazyny, wydawnictwa książkowe, programy radiowe i telewizyjne, studia filmowe. Mimo procesu koncentracji redukującej zróżnicowanie przekazywanych treści, rynek tej produkcji wymaga ogromnej masy coraz to nowych „towarów”.  Ilościowa skala zapotrzebowania oraz przekonanie, że wielka ilość i rozmaitość treści przyciąga najliczniejszych odbiorców, skłaniają organizatorów i producentów masowej kultury do jak najszerszego wykorzystywania wszelkich dostępnych dzieł i wytworów mających szansę trafienia do publiczności. Utworów takich poszukuje się także w dorobku wyższej kultury; pomiędzy wyższym poziomem a kulturą masową dokonuje się zatem stały, choć poddany określonym zabiegom selekcji, przepływ treści.
(…) Tylko w nielicznych wypadkach nauki humanistyczne stwarzają możność przenoszenia fragmentów lubcałości dzieł z wyższego poziomu do kultury masowej bez dokonywania żadnych symplifikacyjnych zabiegów. Inne dziedziny wiedzy przybrały charakter tak specjalny, rzec można — ezoteryczny, że stały się niekomunikatywne dla odbiorców pozbawionych fachowego przygotowania. Jeśli zatem zagadnienia z tych dziedzin wiedzy wprowadza się do kultury masowej, zasada wspólnego mianownika wymaga ich upraszczającego ujęcia. Jest charakterystyczne, że ten zabieg nazywany popularyzacją nie wywołuje zasadniczych sprzeciwów ze strony krytyków kultury masowej. Analogiczna procedura w odniesieniu do kultury estetycznej bywa określana jako wulgaryzacja i spotyka się z surowym potępieniem.

(…) Przedmiotem koncentracji dotychczasowych badań i teorii kultury masowej są zjawiska intelektualnej, estetycznej i ludyczno-rekreacyjnej (czyli zabawowo-rozrywkowej) działalności ludzkiej, związane w szczególności z oddziaływaniem tzw. środków masowego komunikowania, a więc treści rozpowszechniane za pomocą tych środków.

(…) Dzięki masowym środkom komunikowania realizują się najpełniej dwa podstawowe kryteria charakteryzujące masową kulturę: kryterium ilości oraz kryterium standaryzacji.

(…) Więź charakterystyczna dla społeczeństwa w rozumieniu Tónniesa przejawia się szczególnie wyraźnie w stosunkach wielkomiejskich. Tutaj dokonuje się obalenie tradycyjnej hierarchii społecznej, sekularyzacja poglądów, racjonalizacja postaw, indywidualizacja jednostek wyrwanych z więzów tradycyjnych instytucji społecznych. Miasto-metropolia promieniuje na cały kraj swymi wpływami ekonomicznymi, organizacyjnymi i intelektualnymi. Wszystkie stosunki ludzkie opiera ono na mechanizmie pieniądza, który staje się w społeczeństwie powszechnym i wszechmożnym środkiem oddziaływania. Komercjalizacji ulega także kultura w węższym znaczeniu — dziedzina symbolicznego komunikowania, które w „społeczeństwie” nabiera nowego charakteru. Tónnies był jednym z pierwszych socjologów, który określił rolę i charakter tzw. środków masowego komunikowania jako specyficznych organów więzi wielkiego i zindywidualizowanego społeczeństwa. Określenie to znajduje się przy tym pod niewątpli wym wpływem Marksowskiej koncepcji alienacji zaznaczającym się w szczególności w jego charakterystyce opinii publicznej: „To wszystko, co może kiedykolwiek występować w postaci opinii publicznej, doświadczane jest w świadomości poszczególnych ludzi myślących jako obca im i zewnętrzna w stosunku do nich siła. Dzieje się tak za sprawą specyficznej formy przekazywania intelektualnych treści, formy literackiej, która zdolna jest eliminować wszelkie bezpośrednie stosunki ludzkie, wiarę i zaufanie pomiędzy mówiącym i pouczającym z jednej oraz słuchającymi i rozumiejącymi z drugiej strony. Sądy i poglądy traktowane są tutaj na podobieństwo towarów w kramie u handlarza, zapakowanych i w swej obiektywnej postaci wystawionych na sprzedaż.

(…) Rodzina nowoczesna, stwarzająca warunki wspólnoty intelektualnej i moralnej, stanowi bardzo istotny czynnik pośredniczący pomiędzy jednostką a społeczeństwem jako całością. Wywiera ona duży wpływ na ustalenie zakresu i charakteru partycypacji kulturalnej swych członków i jest ogniwem kształtowania się opinii i postaw. Różnorodne treści, przekazywane przez środki masowego komunikowania, w wielu wypadkach docierają nie do odosobnionej, izolowanej jednostki, lecz do grupy rodzinnej, która pełni funkcje regulatora przy korzystaniu z tego rodzaju urządzeń, jak radio, telewizja, a w znacznym zakresie także film, książka i prasa. Rodzina nie jest jedyną małą grupą o podobnych funkcjach. Dla pewnych kategorii wieku bardzo istotną rolę wyznacznika udziału w życiu kulturalnym pełnią grupy rówieśnicze o charakterze zabawowym. Normy i kryteria ocen przyjęte w danym kręgu młodzieży decydują często w sposób rozstrzygający o aspiracjach i partycypacji kulturalnej ich uczestników, określają ich społeczno-polityczne postawy i reakcje. Mała grupa pełni tutaj, jak i w poprzednim przypadku, rolę skomplikowanego aparatu o dwukierunkowym działaniu. Z jednej strony, jak swego rodzaju sito, przesiewa i selekcjonuje wpływy docierające z różnych centrów społecznego oddziaływania; z drugiej strony formuje i reguluje reakcje wybiegające na zewnątrz. Zmieniając afiliacje grupowe młody człowiek może od zamiłowań dla boksu i jazzu przejść raptownie do zainteresowań egzystencjalizmem i antypowieścią, albo od współzawodnictwa o szkolne sukcesy do ambicji przywództwa w wyczynach kolidujących z zasadami porządku publicznego (” E. W. Burgess, H. Locke,The Family. From Institution to Companionship, New York 1945. T. Parsons, R. Bales, Family, Socialization and Interaction Process, Glencoe 1955).

(…) Tworzenie dobrowolnych stowarzyszeń sptołecznych ,i kulturalnych uważa się we wszystkich wielkomiejskich społecznościach za właściwy środek przeciwdziałania atomizującym tendencjom życia miejskiego. Podobne towarzystwa, powstające często z inspiracji oficjalnych czynników, bywają skuteczne w swym działaniu i wpływają w sposób istotny na charakter stosunków społecznych. R. C. Angell uznawał aktywność tego typu za jeden z głównych wskaźników integracji społecznej wielkich miast. Niekiedy jednak dobrowolne stowarzyszenia zachowują charakter czysto formalny lub nawet pozostają administracyjną fikcją bezsilną wobec procesów dezintegracji personalnych więzów społecznych.

(…) W wielkim społeczeństwie współczesnym obok masowych środków oddziaływania i informacji znajdujesię zatem miejsce na wpływ osobisty, wywierany na drodze bezpośredniego kontaktu. Obrazowo mówiąc, strumień treści informacji płynącej z centrów propagandy, reklamy, oświaty i rozrywki w fazie pierwszej dociera do indywidualnych odbiorców o różnym stopniu receptywności i aktywności; w fazie drugiej załamuje się w płaszczyźnie bezpośrednich ludzkich stosunków i tam ulega odkształceniom zależnym od woli, wiedzy, zainteresowań i intencji szczególnie aktywnych pod względem kulturalnym jednostek przekazujących innym członkom swoich grup informacje, opinie i rady.

(…) Współcześni krytycy amerykańscy, operujący konkretnymi przykładami sztuki popularnej, stwierdzają, że dążenie do objęcia zasięgiem komunikowanych treści możliwie najliczniejszych rzesz heterogenicznej publiczności prowadzi nieuchronnie do obniżenia poziomu tych treści. Wyjaśnienie to wydaje się najbardziej oczywiste w odniesieniu do intelektualnych kryteriów masowej kultury. W dążeniu do uniwersalizacji zasięgu jej wytworów producenci w przeciętnej, standaryzowanej produkcji dostosowują się do poziomu odbiorców o elementarnym wykształceniu. Jeśli przy tym muszą się liczyć z utratą przynajmniej części publiczności z wyższym wykształceniem, jest to ubytek liczebnie nieproporcjonalnie mały w porównaniu z tym, jakiego należałoby się spodziewać dostosowując poziom do wyższych lub średnich kwalifikacji. Rzeczywiście wspólny dla całego społeczeństwa mianownik odpowiada bowiem poziomowi najniższemu.

(…) We Francji przykładem skutecznego, zespolonego działania tych czynników było doprowadzenie do ograniczenia penetracji amerykańskich wydawnictw dla dzieci oraz kampania przeciw sentymentalnej prasie kobiecej. Zarówno we Francji, jak w Anglii,  krytyce inicjowanej przez organizacje społeczne towarzyszy ich własna inicjatywa organizacyjna w dziedzinie masowej kultury.

(…) Józef Chałasiński charakteryzował kulturę amerykańską u schyłku lat pięćdziesiątych jako kulturę bez intelektualistów; wskazywał warunki i charakter izolacji uczonych, artystów i pisarzy w społeczeństwie amerykańskim, które nawet wówczas, gdy wykorzystuje zdobycze nauki i sztuki, usuwa poza nawias spraw istotnie ważnych wiedzę i sztukę posuwając zasadę utraty dystansu i eliminacji hierarchii kulturalnych zjawisk do granic ostatecznych. (…)

Jerzy Kałwak

http://jerzy-kalwak.blog.onet.pl/2013/12/31/pastylka-dobra-ze-zlem/

a.me.

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

0 thoughts on “Pastylka dobra ze złem”

  1. A propos ideologii gender: wielka szkoda, że nikt publicznie nie analizje powodów, dla których “mozni tego świata” (media, banki, korporacjie, PAŃSTWA) ramię w ramię promują tę ideologię. Przypadek? Zaślepienie? A może konkretna biznesowa kalkulacja? Może komuś spoleczne skutki gender’u opłacają się? Co ma z tego państwo? Może pastwu skutki gender’u także ułatwią realizację jego celów? Zdziwienie? Alogiczność? Irracjonalność? Chaos? A może po prostu, jak mawiaja specjaliśi od optymalizacji i od układów dynamicznych, “nie znamy funkcji celu”, nie wiemy, co obecnie jest/stało się najistotniejszym celem np. tzw. “demokratycznego państwa prawa”? Może tzw. “tradycyjna rodzina” przeszkadza w realizacji celów biznesowych np. mediom i handlowi, szeroko pojetemu? Może “autorytet rodziców” przeszkadza w “wychodzeniu z kryzysu”? Może wychowanie w “penej rodzinie” zmniejsza dochowy państwa z VATu albo np. zmniejsza postway roszczeniowe, powodujące wzrost długu publicznego? Może generowanie długu publicznego i zadłużanie się w “lichwiarskiej miedzynarodówce” stało sie podstawowoą funkcja państwa? Czy gender sprzyja rozbicu rodzin? Czy rozbicie rodzin sprzyja podatnosci na reklame, powodując wzrost kompulsywnych zakupów i napedza koniunkturę i ZADŁUŻENIE?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *