Pawłowiec: Stały diakonat jako źródło problemów

Z coraz większym smutkiem obserwuję co dzieje się z moim Kościołem. Oto nieuchronnie idzie drogą wspólnot protestanckich, na których demony wcześniej przetestowały swoje sztuczki. Wszystko dzieje się pod władzą jednego argumentu – robimy tak jak robił Kościół pierwotny. Tak tłumaczy się m.in. komunię na rękę, nadzwyczajnego szafarza i stały diakonat.

Współczesna hierarchia kościelna przywróciła po SW II funkcję stałego diakonatu (wbrew wielowiekowej Tradycji Kościoła, która funkcję tę włączyła w wyższe święcenia kapłańskie) właśnie tłumacząc to powrotem do starożytnej Tradycji.

Gdyby z tej zasady uczynić niewzruszoną regułę, to trzeba by pozamykać wszystkie seminaria i kościoły, spotykać się tylko po domach bogatszych chrześcijan, a biskupów wybierać w głosowaniu, przy czym nie musieliby być oni w momencie wyboru nawet ochrzczeni (vide św. Ambroży). Pierwszy problem z taką „tradycją” polega na tym, że zmieniała się ona w czasie i miała różne wymiary w rytmie kolejnych soborów. Stąd „starożytny” diakon nie tylko zajmował się pomocą biskupowi w administrowaniu dobrami materialnymi, czy pomocą biednym i potrzebującym, ale wypełniał też cały szereg innych posług: chrzcił, łamał Chleb, udzielał spowiedzi, czytał Ewangelię, był szafarzem Krwi Pańskiej, pilnował drzwi kościoła i porządku wśród wiernych w czasie nabożeństwa, mógł ekskomunikować diakonisę, subdiakona, lektora i kantora oraz głosił nauki i przewodniczył wspólnym modlitwom. Zawsze jednak po przyjęciu święceń musiał zachować czystość i wstrzemięźliwość seksualną, nawet jeśli był żonaty. Kolejne sobory dązyły raczej do ograniczenia tego katalogu posług, głównie w reakcji na pogłębiający się konflikt między diakonami a prezbiterami. Historia Kościoła pokazała, że te dwie funkcje źle ze sobą współpracowały a kolejne sobory musiały przywoływać do porządku diakonów, którzy wynosili się ponad prezbiterów. Działo się to też w rytmie zaostrzania zasady celibatu. Zapamiętajmy – diakoni umniejszali posługę prezbiterów…

Drugi problem polega na współczesnej recepcji „diakonatu”. Moderniści, jak to często mają w swoim zwyczaju dokonuję redefinicji pojęć używanych w Kościele pierwotnym nadając im nowe znaczenie. Podobnie jest i tutaj, z bogatej „tradycji” wybrali sobie tylko niektóre elementy dodając zupełnie nowe. Współczesny stały diakon może więc nauczać, udzielać Komunii świętej oraz chrzcić. Wspólczesny żonaty diakon nie musi już jednak zachowywać wstrzemięźliwości seksualnej, choć przez święcenia zostaje włączony w stan duchowny i podlega np. zasadzie indykarnacji. Mamy więc taki oto precedens, że można być rzymskim i katolickim duchownym i mieć żonę. Czyż to nie oczywisty wstęp do zniesienia celibatu? Niespodziewanie też stały diakon może udzielać ślubów i grzebać zmarłych. Udzielanie ślubów przez stałego diakona jest zresztą ciekawym pokłosiem innego naruszenia Tradycji. Do SW II ważne małżeństwo można było zawrzeć tylko przy obecności prezbitera (czasami niezbędni byli również świadkowie). Po SW II osoba po święceniach diakonatu została również upoważniona do asystowaniu przy zawarciu małżeństwa, głównie dzięki naciskom ze strony niemieckiego kleru (niemiecki kler odegrał niepoślednią rolę w protestantyzacji KK i zarażania go kolejnymi herezjami). Stąd pojawiła się prosta droga do udzieleniu tej możliwości również stałym diakonom (czyli świeckim). Taki stały diakon nie musi chodzi w stroju duchownego, chyba, że podczas liturgii, co akurat niezbyt odbiega od zwyczajów przeciętnego współczesnego prezbitera (przypominanie przy tym o soborach, które za ściąganie szat duchownych groziły ekskomuniką byłoby chyba w tym miejscu zbytnim okrucieństwem). W skrajnych przypadkach stały diakon może też współprzewodniczyć parafią razem z proboszczem.

Współczesny stały diakonat, luźno nawiązujący do podobnej funkcji istniejącej w Kościele pierwotnym jest przede wszystkim znakiem wielkiego zamętu w Kościele. Jest kolejnym elementem zamazującym sens Kapłana na rzecz przewodniczącego zgromadzenia. W żadnym z zachodnich kościołów partykularnych nie stanowił remedium na spadek powołań, ile raczej współgrał z nim. Niewysłowionym cierpieniem jest fakt, że czynią to sami kapłani, prezbiterzy i biskupi. Stały diakon i nadzwyczajny szafarz to forpoczta zniesienia celibatu, odrzucenia wiary w prawdziwość Eucharystii i jedynozbawczość Kościoła. Ostatecznym celem jest oczywiście pozbawienie Wiary jak największej ilości ludzi, szczególnie tych wybranych. Całe szczęście ten czas bedzie krótki…
AMDG

Daniel Pawłowiec

za: FB

[Głosów:12    Średnia:3.3/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *