Piasta: Czy wygraliśmy wojnę?

Oficjalna rządowa propaganda coraz bardziej otwarcie głosi, że Polska przegrała drugą wojnę światową. Że okupację niemiecką po roku 1945 zastąpiła inna, nawet gorsza, okupacja radziecka. Jednocześnie obecne władze ignorują fakt, że w wyniku wojny Polacy zostali ocaleni od zagłady, a Polska została zachowana jako państwo.

Fałszywa polityka historyczna wpływa zauważalnie na zmiany postaw Polaków. Według badań CBOS sprzed kilku lat na pytanie czy można uważać Polskę za zwycięzcę w tej wojnie, 27 proc. badanych odpowiedziało, że „na pewno tak”, a 33 proc. stwierdziło, że „tak, ale nie w pełni”. Natomiast blisko jedna czwarta pytanych, dorosłych Polaków, bo 22 proc. orzekło, że „trudno byłoby zaliczyć Polskę do grona państw, które wygrały II wojnę światową”.

Coraz częściej w naszej przestrzeni publicznej pojawiają się wręcz głosy, że w 1939 roku powinniśmy zawrzeć sojusz z Hitlerem, albo, że nawet taki sojusz faktycznie zawarliśmy. Nie są to jak przed laty rozważania literatów politycal-fiction czy akademickie dyskusje stanowiące rodzaj intelektualnej rozrywki. Przeciwnie, tezę taką stawiają publicyści i historycy uważający się za poważnych. Z niektórych publikacji wprost bije słabo skrywana fascynacja kolaboranckimi jednostkami SS i żal, że Polacy nigdy takowych się nie dorobili. Znak to, że poprzednie pokolenia miały w sobie jednak więcej mądrości niż współczesne. Nie ma bowiem wątpliwości, że jeśli nasi wrogowie mieliby okazję wykorzystać przeciwko Polsce jakikolwiek instytucjonalny akt kolaboracji zrobiliby to z całą bezwzględnością. Tak zresztą jak czynią to teraz usiłując obarczyć Polskę i Polaków współsprawstwem za wojenną zagładę żydów.

Na szczęście stało się inaczej. Polska nie tylko formalnie, ale i faktycznie należała do zwycięskiej koalicji. W istotny sposób przyczyniła się do militarnego zwycięstwa nad Niemcami. Polski żołnierz zdobył Berlin, inny zaś, idąc od zachodu inne niemieckie miasta. Dzięki temu na międzynarodowych konferencjach, które ustalały powojenny porządek Polska była traktowana jako państwo zwycięskie. Warto także przypomnieć, że w maju 1945 r. zwycięstwo nad III Rzeszą wywołało entuzjastyczną radość milionów Polaków.

Rzecz jasna bilans tej wojny był znacznie bardziej złożony. Utraciliśmy ziemie wschodnie, popadliśmy też w zależność polityczną od Związku Radzieckiego. Z drugiej zaś strony uzyskaliśmy cenne i rozwinięte gospodarczo Ziemie Odzyskane. Udało się wytworzyć państwo de facto monoetniczne, osadzone w zwartych, naturalnych i stosunkowo łatwych do obrony granicach. Pozyskaliśmy szeroki dostęp do morza. Przede wszystkim jednak pozbyliśmy się uciążliwego sąsiedztwa państwa pruskiego, którego istnienie przez wieki determinowało konflikt z Niemcami. Natomiast uzależnienie od Związku Radzieckiego i oparty na nim reżim przetrwały znacznie krócej niż życie jednego pokolenia.

O ile Polska wojnę w sposób oczywisty wygrała, o tyle przegrała ją koncepcja II Rzeczpospolitej. Polski w granicach post-jagiellońskich, wysuniętej na wschód, wieloetnicznej. Zdecydowało o tym kilka czynników. Podstawowy to czynnik geopolityczny. Samo istnienie Prus Wschodnich, oddzielonych od reszty Niemiec, determinowało antagonizm a nawet konflikt polsko-niemiecki. Wobec sporu terytorialnego, historycznego i ideologicznego ze Związkiem Radzieckim warunkiem przetrwania Polski w tej formie było na dłuższą metę zagwarantowanie potencjału (militarnego, gospodarczego, społecznego) skutecznie odstraszającego potencjalnych agresorów. Takiego potencjału Polska z różnych przyczyn nie zdołała wytworzyć. Dodatkowym obciążeniem okazały się Kresy, których nie udało się spolonizować w oczekiwanym stopniu. Mniejszości narodowe, zwłaszcza ukraińska i żydowska okazały się skutecznymi rozsadnikami młodej i słabej państwowości. Zatem dopiero ostateczny wynik drugiej wojny światowej: likwidacja Prus Wschodnich, uzyskanie przez Polskę Ziem Odzyskanych, ale i utrata Kresów, umożliwiły naszemu państwu osiągnięcie stabilizacji i normalny rozwój.

Polska bezsprzecznie wygrała drugą wojnę światową. Kosztem wielkiego wysiłku pokonaliśmy niemieckich agresorów. W symboliczny sposób czcimy to drugiego maja, oddając hołd polskim żołnierzom, którzy w ruinach Berlina zawiesili biało-czerwone flagi. Pomimo wszystkich ciemnych stron naszej powojennej rzeczywistości, znaleźliśmy się w obozie zwycięzców, którzy zniszczyli nazistowskie monstrum. W naszym dobrze rozumianym interesie jest utrwalanie tej świadomości zarówno w krajowej, jak i międzynarodowej opinii publicznej. Nawet wbrew własnemu rządowi. Może zwłaszcza wbrew niemu.

Przemysław Piasta

Facebook

23 thoughts on “Piasta: Czy wygraliśmy wojnę?”

  1. Dożyliśmy czasów, w których trzeba przypominać oczywiste oczywistości, tak jak w powyższym artykule.

    A przecież wystarczy oczywiste porównanie. Polska toczyła wojnę z III Rzeszą. I Polska dzisiaj jest. W całkiem dobrej kondycji. A III Rzeszy nie ma wcale. Można też ewentualnie stwierdzić że Polska toczyła wojnę także z ZSRR. I Polska dzisiaj jest. W całkiem dobrej kondycji. A ZSRR nie ma wcale. 🙂

    W ogóle czytając współczesnych czcicieli Studnickiego ma się wrażenie, że żałują oni, że Polska nie poniosła klęski w tej wojnie u boku III Rzeszy i nie została ograniczona do terytoriów Księstwa Warszwskiego, w tej formie wcielona do ZSRR i do dzisiaj posiadająca liczną wrogo nastawioną do takiego niedużego państwa polskiego mniejszość rosyjską . 🙁

    Jeszcze na ten temat:

    https://blogpilastra.wordpress.com/2012/10/17/pomnik-becka-cz-ii/
    https://blogpilastra.wordpress.com/2016/02/26/historia-dobrej-zmiany/

  2. (…)Jednocześnie obecne władze ignorują fakt, że w wyniku wojny Polacy zostali ocaleni od zagłady, a Polska została zachowana jako państwo.(…)
    Niemcy przeżyli, a Niemcy zostały zachowane jako państwa… ergo Niemcy wygrały wojnę.

  3. (…)Z niektórych publikacji wprost bije słabo skrywana fascynacja kolaboranckimi jednostkami SS i żal, że Polacy nigdy takowych się nie dorobili.(…)
    Że jak? To nie mamy dziadka Tuska?

    1. Dziadek Tuska był Volksdeutschem więc podlegał poborowi do niemieckiej armii, jako Niemiec, nie jako Polak.

        1. Skoro został powołany do wojska, to musiał otrzymać obywatelstwo Rzeszy. Mieszkańcy terenów Polski wcielonych do Rzeszy, uznani za potencjalnych Niemców(Kaszubów, jak dziadek Tuska za takich hitlerowcy uważali) otrzymywali takowe, po wypełnieniu ankiety(tzw. volkslisty) byli kwalifikowani do jednej z czterech grup- od “świadomych Niemców”, do “całkowicie spolszczonych”. Pierwsze 3 z automatu dostawały obywatelstwo Rzeszy, czwarta była uważana za “zdrajców” i dostawało się im jeszcze więcej niż “zwykłym” Polakom. Przy czym trzeba pamiętać, że za odmowę podpisania volkslisty groziła kara śmierci, a potem za odmowę stawienia się do służby wojskowej również, więc o ile nieszczęśnik nie został Volksdeutschem z własnej woli, to nie był po wojnie uważany za kolaboranta. Dziadkowi Tuska dobrowolnego podpisania raczej nie można zarzucić, bo podczas swojej służby we Francji zdezerterował przy pierwszej okazji i wstąpił do PSZ.

    2. Z tym dziadkiem Tuska to tak na serio? Niemcy wcielali Polaków do Wermachtu siłą (nie tylko Polaków, Czechów też), a do jednostek SS brani tylko ochotników. Znad Pan choćby jedną jednostką SS złożoną z Polaków? Niech Pan wymieni.

      1. 14 dywizja grenadierów waffen SS “Galizia”

        Oczywiście składała się ona z Polaków, którzy się swojej polskości wyrzekli, a samej Polski nienawidzili, no, ze zdrajców, mówiąc wprost, ale nadal pozostawali oni obywatelami polskimi, a wielu z nich wcześniej służyło w Wojsku Polskim. 🙁

  4. (…)Dzięki temu na międzynarodowych konferencjach, które ustalały powojenny porządek Polska była traktowana jako państwo zwycięskie. (…)
    I dlatego reperacje szły przez ZSRR?

  5. (…)Przede wszystkim jednak pozbyliśmy się uciążliwego sąsiedztwa państwa pruskiego, którego istnienie przez wieki determinowało konflikt z Niemcami.(…)
    Czy ja dobrze widzę? Autor twierdzi, że Prusy były wtedy państwem?

    1. Owszem Prusy były państwem aż do 1947 roku. Do 1870 państwem samodzielnym, a potem związkowym w ramach Rzeszy. I to właśnie Prusy były największym wrogiem i problemem dla Polski, a nie Niemcy. Do 1866 roku stosunki polsko-niemieckie były całkiem dobre, a sympatia wobec polskich powstańców listopadowych, czy styczniowych w Niemczech powszechna (poza Prusami). Po zniknięciu Prus w 1947 roku, Polska znów ma dobre stosunki z Niemcami, mimo że w większości znajduje się na terenach niegdyś niemieckich. Cała ta rzekoma tzw. odwieczna wrogość Niemiec do Polski zamyka się w okresie obejmujacym życie pojedynczego człowieka 1866-1947

      1. “Po zniknięciu Prus w 1947 roku, Polska znów ma dobre stosunki z Niemcami, mimo że w większości znajduje się na terenach niegdyś niemieckich”
        Równie dobrze można powiedzieć, że Berlin jest w miejscu gdzie kiedyś była polska wioska.

      2. “Cała ta rzekoma tzw. odwieczna wrogość Niemiec do Polski zamyka się w okresie obejmujacym życie pojedynczego człowieka 1866-1947” – oj nie czytało się m.in. kroniki Thietmara ani nie uważało na historii.

        1. Z kroniki Thietmara właśnie wynika, że Mieszko był konsekwentnie lennikiem i sojusznikiem Cesarstwa. Bolesław Chrobry zresztą też – wojna z Henrykiem II miała charakter wojny domowej w obrębie Cesarstwa, i Bolesław miał tam wielu sojuszników. Zresztą niewykluczone że sam mierzył w koronę cesarską. Przez kolejne stulecia Polska zwykle miała z Niemcami bardzo dobre stosunki. Ustalona w XIV wieku granica nie zmieniła się aż do rozbiorów.

  6. (…)Samo istnienie Prus Wschodnich, oddzielonych od reszty Niemiec, determinowało antagonizm a nawet konflikt polsko-niemiecki. Wobec sporu terytorialnego, historycznego i ideologicznego ze Związkiem Radzieckim warunkiem (…)
    Zatem z racji oddzielenie Obwodu Kaliningradzkiego jesteśmy skazani na wojnę z Rosją…

  7. Należy pamiętać że do zaatakowania najlepiej nadają się słabi, bez pieniędzy, własnej gospodarki i wojska. Podczas wojny nie byliśmy w żadnej koalicji, byliśmy pionkiem, podobnie jak dziś nie jesteśmy w żadnym NATO. USA sprzedadzą nas przy pierwszej okazji oskarżając jednocześnie o faszyzm, rasizm lub cokolwiek, no a z faszystami to wiadomo, nie można. Żeby coś zdziałać musimy posiadać zdolności, mieć możliwości, tak jak Niemcy którzy już oficjalnie awansowali na ofiary II wojny i są najlepiej postrzeganym państwem na świecie.

  8. Jak to napisałem kiedyś – najważniejsze jest przerwanie tezy o tym, że “Polska przegrała”. W obecnym światowym systemie panujących stereotypów stroną przegraną byli Naziści oraz ich wspólnicy. Promując tezę, że Polska przegrała powoduje, że mit o polskim wielkim i centralnym kolaboracjonizmie z Niemcami, utrwala się w świadomości mas. Utrwalenie się tego mitu będzie następnie miłym i wygodnym narzędziem w polityce antypolskiej. Nawet w procesie wynaradawiania Polaków będzie to czynnik przyspieszający. Wszyscy bojownicy o “najprawdziwszą prawdę”, “wyższość moralną” i inne takie parametry zapominają (jak zwykle w historii Polski), że to innymi rzeczami wygrywa się wojny (tak kinetyczne jak i wojny o rząd dusz).

  9. “w wyniku wojny Polacy zostali ocaleni od zagłady”. Podejrzewam, iż ten semantyczny dziwoląg to wykwit tej “żywej myśli narodowej”, którą p. Piasta chełpił się w innym swoim felietonie… Co do kwestii zasadniczej, ergo fragmentu: “Na szczęście stało się inaczej. Polska nie tylko formalnie, ale i faktycznie należała do zwycięskiej koalicji”, to prawda jest jedynie połowiczna niestety, czyli Polska tylko formalnie należała do zwycięskiej koalicji. Faktycznie “zwycięstwo” to okupiła ubytkami terytorialnymi w porównaniu do stanu przedwojennego (389 720 km² > 312 696 km²), nie otrzymała strefy okupacyjnej na terytorium pokonanych Niemiec, reparacje wojenne (na których wysokość i formę Polska nie miała wpływu) były zdecydowanie zaniżone w stosunku do wyrządzonych szkód, została wtłoczona do nieefyktywnego gospodarczo i zamordystycznego obozu, którego protektorem stało się państwo-agresor sprzed 6 lat, itp. Dla ciekawostki dodam, że Polska “do zwycięskiej koalicji należała” również całkiem niedawno, tj w II wojnie w Zatoce Perskiej. I co prawda korzyści jak zwykle nie mieliśmy z tego żadnych, to przynajmniej nie doznaliśmy uszczerbku terytorialnego czy zniszczeń, czyli “pełen sukces”…

  10. Casus USA i Kanady . Alaskę od macierzy oddziela Kanada . Jakoś to samo w sobie nie generuje powodu do wojny . Tak samo to , że większość Kanadyjczyków mówi po angielsku nie jest powodem do np. aneksji półwyspu labradorskiego .

    1. @Andrzej
      1) Jednym z powodów dlaczego Rosja sprzedała Alaskę w takim a nie innym czasie było liczenie, że ówczesne napięcia angielsko-jankeskie zaognią się i dzięki temu dojdzie do anglosaskiej wojny bratniej. To, że jednak nie doszło do walk, było kwestią przeszacowania owych przez dwór Romanowów.
      2) Czym ówczesne Prusy Wschodnie różnią się od Alaski? Niemal wszystkim. Prusy były niemal centrum niemczyzny, ważnym jako wiele symboli oraz miejsce, gdzie zgraja kluczowych osobistości miało korzenie, majątki i inne. A Alaska? Z punktu widzenia Waszyngtonu to jednak odległa prowincja, może i z wieloma surowcami ale jednak z punktu widzenia całościowej ekonomii czy idei USA – relatywnie nieważne.
      3) Na linii Stan Waszyngton a Stan Alaska jest… wielkie pustkowie bez infrastruktury i bez niczego wielkiego oraz z obcą populacją, która nie jest zbytnio pozytywnie związana z USA (uciekający Indianie z USA zostało między innymi tam ulokowanych). Tymczasem na linii Pomorze Tylne a Prusy Wschodnie są Prusy Zachodnie (gęstość zaludnienia wyższa niż w Prusach Wschodnich), z istotnymi ekonomicznie i ideowo miastami (Gdańsk) oraz populacją która ponad 100 lat ściśle związana była z Niemczyzną.

      Źle dobrany kontr-przykład. Oczywiście, sam pan Piasta nadmiernie uprościł kwestię, ale jednak…

      1. Adn. 3
        Swego czasu w Kanadzie i na Alasce była gorączka złota, a obecnie Kanada ma poważny przemysł naftowo-gazowy, a do tego ma świetne wyjście na Arktykę, gdzie kroi się nowy teatr konfrontacji geostrategicznej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *