Piętka: W odpowiedzi na polemikę p. Mariusza Matuszewskiego dotyczącą zbrodni Józefa Kurasia-Ognia

 

 

Mój artykuł „Negacja zbrodni żołnierzy wyklętych”, w którym wspomniałem o dwóch znanych zbrodniach popełnionych na rozkaz Józefa Kursia-Ognia, spowodował polemikę ze strony p. Mariusza Matuszewskiego. W artykule pt. „O rzekomych zbrodniach „Ognia” – w odpowiedzi na tekst p. Bohdana Piętki” podważył on fakt popełnienia jednej ze wspomnianych przez mnie zbrodni na rozkaz „Ognia”, a drugą ze zbrodni usprawiedliwił, oraz powtórzył wszystkie znane mi od dawna argumenty, które powtarzają środowiska uprawiające kult „żołnierzy wyklętych”. Kult noszący wszelkie znamiona wiary religijnej i to bynajmniej nie „świeckiej religii”, ale religii jak najbardziej autentycznej – posiadającej własne prawdy objawione, dogmaty oraz panteon bóstw i świątków. W panteonie tym Józef Kuraś-Ogień zajmuje miejsce jednego z bóstw naczelnych, toteż jakiekolwiek poddawanie w wątpliwość jego świętości zawsze powoduje negatywną reakcję wyznawców.

Na polemikę p. Mariusza Matuszewskiego odpowiadać nie powinienem, ponieważ polemizowanie z wiarą religijną nie ma sensu. Mój adwersarz jest wyznawcą religii „żołnierzy wyklętych”, a ja nie jestem. W związku z tym żaden mój argument nie trafi mu do przekonania, ani na odwrót. Żaden z nas drugiego nie przekona i tym bardziej nie nawróci. Każdy podany przez mnie fakt, także w niniejszym tekście, zostanie przez p. Matuszewskiego odrzucony lub zanegowany jako przeczący jego wierze.

Z wiarą zatem polemizował nie będę, natomiast muszę się ustosunkować do pewnych stwierdzeń p. Matuszewskiego ze względu na możliwość dezinformacji Czytelnika.

Zacznijmy zatem od usprawiedliwienia przez mojego adwersarza zbrodni na rodzinie Zagatów-Łatanków z Gronkowa. Deprecjonuje on fakty podane w relacji krewnego ofiar – księdza dr. hab. Władysława Zarębczana – jako przykład „subiektywnej opowieści krewnego zabitych”. Dlaczego subiektywnej? Ja takiego wrażenia nie odniosłem. Zdaniem p. Matuszewskiego „Ogień” miał prawo zamordować czterech braci Zagatów-Łatanków, ponieważ byli to „bandyci i złodzieje (znani m.in. z kradzieży bydła)”. Mój adwersarz jest bardzo dobrze poinformowany w przeciwieństwie do księdza Zarębczana, który w swej relacji wyraźnie powiedział, że on i inni mieszkańcy Gronkowa chcieliby się dowiedzieć po kilkudziesięciu latach dlaczego popełniono tę zbrodnię. Niestety mój adwersarz nie ujawnił źródła swojej informacji odnośnie przynależności ofiar „Ognia” z Gronkowa do świata przestępczego. Domyślam się, że tym źródłem jest hagiograf „Ognia” – dr Maciej Korkuć z krakowskiego Oddziału IPN. Rozumiem też, że takie właśnie przedstawianie tej tragedii jest jednym z dogmatów boskiego kultu „partyzanta z Podhala” i zastosowano tutaj ten sam szablon, który stosuje się także w przypadku zbrodni oddziału Romualda Rajsa-Burego na ludności białoruskiej – winne są ofiary, rzekomo współpracujące z władzą komunistyczną. Ten sam szablon stosują również apologeci Ukraińskiej Powstańczej Armii, którzy za ludobójstwo wołyńsko-małopolskie bynajmniej nie obwiniają sprawców, ale ofiary – polskich chłopów z Wołynia, Podola i Pokucia, którzy w obronie przed UPA czasem współpracowali z partyzantką sowiecką i tym właśnie, zdaniem obecnych apologetów UPA, zawinili.

Bracia Łatankowie byli „bandytami i złodziejami”? A może było inaczej? Może było tak jak w przypadku mordów dokonanych przez oddział „Ognia” na słowackich wsiach polskiego Spisza – ofiary po prostu nie chciały wspierać materialnie oddziału „Ognia”. Nie dlatego, że sympatyzowały z władzą komunistyczną, ale dlatego, że nie miały z czego i po sześciu latach wojny pragnęły po prostu zaznać świętego spokoju. Może zatem zbrodnia popełniona w Gronkowie miała właśnie taki cel „pedagogiczny” – pokazanie kto tu rządzi i zastraszenie miejscowej ludności, niechętnej aprowizacji oddziału „Ognia”.

Humorystycznie brzmi stwierdzenie p. Matuszewskiego, że zbrodnia w Gronkowie miała „wszelkie znamiona egzekucji wyroku, wydanego w warunkach wojennych, a bazującego na upoważnieniu władz RP”. „Ogień” reprezentował jakiś rząd RP? Chyba, że sam go stworzył. Przyznam, że to jakiś nowy, nieznany mi dotąd dogmat wiary w „wyklętych”. Może jakieś nowe objawienie.

W przypadku zbrodni popełnionej na Katarzynie Kościelnej z Ostrowska i jej nienarodzonym dziecku p. Matuszewki zanegował jakąkolwiek odpowiedzialność „Ognia”, sugerując, że jest to wymysł Stanisława Wałacha. Niezupełnie. O tej i o innych zbrodniach „Ognia” wspominają także żołnierze 1. Pułku Strzelców Podhalańskich Armii Krajowej, którzy złożyli na ten temat relację 16 marca 1990 roku, przysięgając na Biblię w obecności ówczesnego proboszcza parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Nowym Targu, ks. prałata Franciszka Juraszka. Ci żołnierze AK to Włodzimierz Budarkiewicz, ps. „Podkowa”, Tadeusz Czubernat, ps. „Płomień”, Jan Kacwin, ps. „Juhas”, Franciszek Kieta, ps. „Limba”, Władysław Sowa, ps. „Celiński-Dunin”, Jan Sral, ps. „Krasny”, Bronisław Wielkiewicz, ps. „Skok” i Władysław Zagardowicz, ps. „Kukułka”. Wymienili on cały katalog zbrodni popełnionych przez „Ognia” lub jego ludzi. Stwierdzili m.in., że u „Ognia” istniał „patologiczny, odbiegający od normy, popęd płciowy. Wzywał imiennie do siebie w Gorce przez gońców kobiety, zmuszał je do uległości, a broniące się gwałcił”. Podali nazwisko jednej z tych kobiet, która po dokonaniu na niej gwałtu przez „Ognia” i jednego z jego podkomendnych została przez tegoż podkomendnego zastrzelona.

Dopóki żyli ci i inni świadkowie, dopóty jakikolwiek kult „Ognia” na Podhalu był niemożliwy. Dopiero gdy bezpośredni świadkowie zaczęli wymierać, w 2006 roku postawiono „Ogniowi” pomnik w Zakopanem. Jest to znamienne, że właśnie w Zakopanem, gdzie „Ogień” nigdy nie działał i w związku z tym nie było protestów miejscowej społeczności. W jego rodzinnym Ostrowsku do dzisiaj nie chcą słyszeć o żadnym pomniku. Podobnie jak w Waksmundzie i Nowym Targu. Rodzina „Ognia” ufundowała mu drugi pomnik na prywatnej działce w Gorcach. Dlaczego? Ludzie z Ostrowska i Nowego Targu też naczytali się Machejka i Wałacha, czy może tak jak wymienieni powyżej AK-owcy po prostu znają prawdę?

Istotą kultu religijnego „żołnierzy wyklętych”, a zwłaszcza kultu „Ognia” jest negacja popełnionych przez nich zbrodni, której nieodłącznie towarzyszy ignorowanie faktów.

Apologeci „Ognia” ignorują to, że zbrodnie ich idola zostały potwierdzone nawet przez jego hagiografów. Np. największy hagiograf „Ognia” – dr Maciej Korkuć z krakowskiego oddziału IPN – nie neguje faktu zamordowania na tle rabunkowym przez ludzi „Ognia” 3 maja 1945 roku w okolicach Krościenka 12 osób cywilnych narodowości żydowskiej, w tym dzieci. Bezpośrednim świadkiem tej zbrodni był wspomniany wyżej oficer 1. PSP AK – kpt. Jan Kacwin-Juhas. Człowiek, który położył wielkie i niedoceniane zasługi na polu poznawania historii ruchu oporu na Podhalu i utrwalania pamięci o nim. Społecznik działający na niwie Oddziału Polskiego Towarzystwa Historycznego w Nowym Targu i Komisji Historii Wojskowości przy tym Oddziale, której był założycielem. Do swojej śmierci w 2011 roku próbował on – jak dzisiaj widać bezskutecznie – przeciwdziałać lansowanemu odgórnie kultowi „Ognia”.

Ta i inne zbrodnie na Żydach (łącznie oddział „Ognia” zabił 53 Żydów, w większości cywilów) były powodem protestów ambasady Izraela wobec odsłonięcia pomnika „Ognia” w Zakopanem. Protestowała też ambasada Słowacji i mniejszość słowacka w Polsce. Słowacki IPN, po przeprowadzeniu własnego śledztwa, uznał „Ognia” winnym zbrodni na ludności słowackiej zamieszkującej polską cześć Spisza. Dla polskiego IPN „Ogień” jest bohaterem narodowym, a dla słowackiego IPN zbrodniarzem. Apologetów „partyzanta Podhala” ta dychotomia nie dziwi i im nie przeszkadza? Oni mają odpowiedź z góry przewidywalną – winne są ofiary, bo rzekomo popierały stronę komunistyczną, a to, że wśród tych polskich, słowackich i żydowskich ofiar cywilnych były też dzieci to niewarty uwagi drobiazg.

Apologeci „Ognia” – uparcie tytułujący go „majorem” – nie chcą też wiedzieć w jaki sposób ich idol, któremu podczas służby w UB komuniści potwierdzili stopień porucznika, tymże majorem został. Także minister Macierewicz, który wydał kuriozalną decyzję uznającą „Ogniowi” ten stopień, udaje, że tego nie wie. To może trzeba przypomnieć.

„Ogień” po przejściu do podziemia wobec władzy komunistycznej postanowił się awansować, ale chciał to zrobić formalnie. Dowiedział się wówczas, że oryginalne blankiety nominacyjne – podpisane in blanco przez dowódcę 1. PSP AK, mjr. Adama Stabrawę-Borowego – posiada Franciszek Zapała z Niedźwiedzia, brat mjr. Juliana Zapały-Lamparta, który był dowódcą IV. batalionu w 1. PSP AK. „Ogień” po prostu zastrzelił wezwanego do siebie Franciszka Zapałę i przejął blankiety nominacyjne. Mając blankiety rozwiązanej już wówczas Armii Krajowej awansował siebie i swoich ludzi. Kilka tych nominacji, nadanych przez „Ognia” w latach 1945-1947, zachowało się, ponieważ byli „ogniowcy” zgłaszali się z nimi potem celem weryfikacji do komunistycznego ZBoWiD-u. Fakty te opisali w swojej relacji z 1990 roku wymieni przez mnie AK-owcy, ale są one uparcie ignorowane przez apologetów „Ognia”.

Mój adwersarz neguje fakt przynależności „Ognia” do Armii Ludowej i bagatelizuje epizod jego służby na stanowisku szefa Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Nowym Targu twierdząc, że trwała rzekomo „niecałe 3 tygodnie” (ale wcześniej był też komendantem powiatowym MO). Powtarza przy tym za Maciejem Korkuciem popularną w środowisku apologetów „Ognia” tezę, że jakoby ten „nawiązał kontakt z AL, oddziałami Armii Czerwonej, a także wstąpił do bezpieki” rzekomo na polecenie podziemia niepodległościowego („przełożonych z ruchu ludowego”). Kłamliwie pisze, że z AK odszedł „w konsekwencji konfliktu z przełożonymi”. Tymczasem nawet Korkuć nie neguje tego, że w Armii Krajowej – gdzie „Ogień” miał stopień plutonowego – wydano na niego wyrok śmierci za samowolne opuszczenie pod koniec 1943 roku obozowiska partyzanckiego, w wyniku czego zostało ono zaatakowane przez Niemców.

„Ogień” nie nawiązał kontaktu z AL, ale wstąpił w jej szeregi. 1 grudnia 1944 roku złożył na ręce dowódcy oddziału AL „Za Wolną Ojczyznę” Izaaka Gutmana-Zygfryda (po wojnie Bruno Skuteli) pisemne oświadczenie, w którym deklarował poparcie dla programu i uznanie zwierzchnictwa PKWN oraz operacyjne podporządkowanie swojego oddziału. Wstąpił następnie w szeregi Polskiej Partii Robotniczej. Nawiązał też współpracę z sowieckim oddziałem partyzanckim, którym dowodził oficer NKWD Iwan Zołotar – winny sprowokowania niemieckiej pacyfikacji Ochotnicy Górnej (tzw. Krwawa Wigilia 1944 roku), a po przejściu frontu jeden z tropicieli miejscowych żołnierzy AK.

Być może p. Matuszewski o tym nie wie, ale już w 1990 roku Światowy Związek Żołnierzy AK publicznie odciął się do „Ognia”. Natomiast od 21 stycznia 2016 roku Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Oddziale IPN w Krakowie prowadzi śledztwo przeciw „Ogniowi” w związku z podejrzeniem popełnienia przez niego zbrodni komunistycznej. Znowu jakaś dziwna dychotomia: w tym samym Oddziale IPN w Krakowie pracują dr Maciej Korkuć, który uważa „Ognia” za bohatera walki z władzą komunistyczną oraz prokurator Marcin Nowotny, który prowadzi śledztwo w sprawie popełnienia przez „Ognia” zbrodni komunistycznej[1]. W związku z polityką historyczną obecnego obozu rządzącego mam obawy o rzetelność tego śledztwa. Niemniej jednak faktem jest, że takie śledztwo pion śledczy krakowskiego IPN formalnie prowadzi.

Wszczęto je na wniosek, który w październiku 2015 roku złożyli w IPN Marek Zapała – krewny wspomnianego mjr. Juliana Zapały-Lamparta oraz Tadeusz Morawa – syn Tadeusza Morawy, ps. „44”, żołnierza 1. PSP AK i działacza Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”, który w komunistycznych więzieniach spędził 10 lat. Wnioskodawcy zarzucili „Ogniowi” udział w zbrodni komunistycznej, która polegała na udzielaniu funkcjonariuszom NKWD pomocy w aresztowaniach, przesłuchiwaniu, torturowaniu i wywózce na Syberię żołnierzy AK z Podhala. Zdaniem wnioskodawców „Józef Kuraś „Ogień” wprowadził terror, całkowicie podporządkowując w tym okresie swoje działania NKWD, będąc informatorem NKWD, sporządzał listy żołnierzy z 1. Pułku Strzelców Podhalańskich Armii Krajowej przeznaczonych do aresztowania i przyczynił się wraz z podkomendnymi do ich represji i aresztowań, a w następstwie wywiezienia do łagrów sowieckich w miejscowości m.in. Bałanasz w swierdłowskiej obłasti na Uralu (…)”[2].

Szczególnie tropiony przez NKWD i UB, podczas szefowania przez „Ognia” nowotarskiej MO, a potem PUBP, był jego dowódca z AK – por. Krystian Więckowski-Zawisza, który spowodował wydanie na „Ognia” w 1944 roku wyroku śmierci. Do dzisiaj w archiwum Oddziału Światowego Związku Żołnierzy AK w Nowym Targu są przechowywane relacje Franciszka Kiety-Limby i Władysława Zagardowicza-Kukułki – AK-owców wywiezionych w 1945 roku na Syberię – w których obwiniają oni „Ognia” i podległych mu milicjantów o udział w ich aresztowaniu i przesłuchiwaniu. Dokładnie nie wiadomo ilu ludzi trafiło przez „Ognia” na Syberię. Wspomniani krewni AK-owców wiedzą, że co najmniej kilku.

W grudniu 2016 roku do Rady Miasta Zakopane wpłynął wniosek o usunięcie pomnika „Ognia”, który podpisało siedmiu członków rodzin nieżyjących już żołnierzy AK i WiN. 20 stycznia br. Komisja Kultury Rady Miasta Zakopane nie podjęła jednak żadnej decyzji, ponieważ na jej posiedzenie przybyli licznie obrońcy „Ognia” z Grupy Rekonstrukcji Historycznych jego imienia i zaistniała groźba poważnej awantury. Nie ulega dla mnie raczej wątpliwości, że dopóki w Polsce będzie rządzić obecna władza, dopóty zakopiańskiemu pomnikowi „Ognia” nic się nie stanie. To wszystko pokazuje jednak jak bardzo postać „Ognia” i jego ocena dzieli społeczeństwo Podhala po upływie 70 lat od tamtych wydarzeń. Te podziały będą się zaostrzać, jeśli historia nadal będzie zakładnikiem polityki, a nie sądzę, żeby w najbliższej przyszłości coś się w tej materii zmieniło.

W tekście p. Matuszewskiego – oprócz obrony jego wiary w „żołnierzy wyklętych” – widzę jeszcze przejaw tzw. cenzury patriotycznej. Ja cenzurze patriotycznej poddawać się nie zamierzam. „Ogień”, „Bury”, czy „Łupaszka” nigdy nie będą dla mnie bohaterami. Niekoniecznie należy od razu nazywać ich bandytami, ale też absurdalne jest kreowanie ich na bohaterów narodowych i rycerzy bez skazy. To były postacie tragiczne, uwikłane w skomplikowaną sytuację polityczną. Tak właśnie, w wyważony sposób, powinni być postrzegani i być może tak byliby postrzegani, gdyby obecna partia rządząca nie uczyniła z historii narzędzia swojej bieżącej polityki.

Dla mnie bohaterami natomiast są ppłk. Adam Stabrawa-Borowy, kpt. Jan Kacwin-Juhas i inni podhalańscy żołnierze AK, którzy nigdy nie splamili honoru polskiego munduru. Dla mnie bohaterem jest płk Franciszek Faix-Limanowski (1896-1953), dowódca 3. Pułku Strzelców Podhalańskich AK i zastępca dowódcy Grupy Operacyjnej AK „Śląsk Cieszyński”, więzień KL Auschwitz i ofiara terroru stalinowskiego, którego prawie zapomnianą postać przywróciłem przed laty pamięci historycznej. Dla mnie bohaterem jest ppłk. Stanisław Dąbrowa-Kostka – żołnierz AK i WiN oraz pisarz, którego miałem zaszczyt poznać osobiście i który umożliwił mi przywrócenie pamięci o płk. Faix-Limanowskim na łamach redagowanych przez siebie „Zeszytów Historycznych” Stowarzyszenia Żołnierzy Armii Krajowej w Krakowie.

Nie mam wątpliwości, że kult „Ognia” i innych „wyklętych” będzie narastał, a nawet najbardziej stonowane głosy rozsądku i sprzeciwu zostaną zagłuszone cynicznymi oskarżeniami i szantażem moralnym. Kult ten bowiem, którego największą ofiarą jest prawda historyczna, służy określonym celom politycznym. Są nimi: podtrzymywanie anachronicznej w ćwierć wieku po upadku ustroju socjalistycznego ideologii antykomunizmu, narzucanie społeczeństwu deprecjonującej i uproszczonej oceny PRL jako „sowieckiej okupacji” oraz – co się z tym wiąże – konserwowanie rusofobii. Identycznym celom jak kult „żołnierzy wyklętych” w Polsce służy też kult UPA na Ukrainie, „leśnych braci” i szaulisów w krajach bałtyckich, ustaszy w Chorwacji, strałkorzyżowców na Węgrzech, Żelaznej Gwardii w Rumunii, czy ludaków na Słowacji. Cele te zostały wyznaczone polskiej „prawicy” oraz jej odpowiednikom w wymienionych krajach przez politykę amerykańską pod kątem utrzymania dominacji polityczno-ekonomicznej USA na peryferiach euro-atlantyckich oraz wykorzystania tych peryferii w działaniach dezintegracyjnych wobec Rosji.

Bohdan Piętka

[1] „Bohater z Podhala był współwinnym zbrodni?!”, www.fakt.pl, 25.02.2016.

[2] L. Konarski, „Bandyta na pomnikach”, „Przegląd” nr 9 (895), 27.02-5.03.2017, s. 8-12.

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *