Piotr Napierała jeszcze raz tłumaczy odejście z konserwatyzm.pl

"Specyfika" portalu Konserwatyzm.pl II

Gdy emocje opadły stwierdziłem, że właściwie jedyną poważną rzeczą jaka mnie różni od większości pisujących na Konserwatyzm.pl jest podejście do religii.

Osobiście zawsze byłem człowiekiem areligijnym, ponieważ religia była mi niepotrzebna. Nie ufam jej, tak jak nie ufam, wielu ideologiom świeckim o charakterze profetycznym. Ludzie religijni, podobnie jak socjaliści, w mojej ocenie nie myślą w pełni samodzielnie, co wydaje mi się czymś w rodzaju samo-kastracji umysłu. Natomiast niepotrzebnie głosiłem deistyczną ewangelię wśród ludzi religijnych. Teraz widzę jakie to było bezcelowe. Tak samo jak bezcelowe są w odniesieniu do mnie wszelkie artykuły krytyczne wobec głównego nurtu oświecenia z Voltaire’m, d’Argensonem, Montesquieu, Bolingbroke’m i Humem na czele (bo wobec pobocznego nurtu demokratyczno-republikańsko-prasocjalistycznego – Rousseau-Paine-Diderot – sam jestem krytyczny) , czyli na czele z ludźmi, których uważam za dobroczyńców ludzkości.

Są to moje autentyczne przekonania, a nie jakaś agenda jaką uprawiam dla czynników zewnętrznych, jak sądzą ludzie chorzy na manie teorii spiskowych. I dla mnie są tak samo święte jak wiara katolicka dla użytkowników rzeczonego portalu.

Nie rozumiem ludzi religijnych. Moim zdaniem filozofia pełni znacznie lepiej i bezpieczniej funkcję uwznioślania duszy, a religia zawiera pewne elementy dla mnie moralnie wątpliwe jak przekonanie, że są jakieś dni święte, jak grzech pierworodny popełniony przez jakiegoś Adama wieki temu, jak nawoływanie do "powagi i refleksji" kosztem radości życia, jak dziwaczny stosunek wobec seksu, prezerwatyw, jak krytykowanie wolnych związków (jak inaczej poznać droga osobę i stwierdzić, czy będzie się nadawała na męża czy zonę, niż będąc w takim związku? Znam przypadki katolickich dziewcząt wychodzących za mąż w wieku 19-20 lat za faceta, o którym nic nie wiedziały i potem szybko następował rozwód – ze szkodą dla dzieci, które już po katolicku zdążyły się pojawić), jak uważanie, ze tylko człowiek religijny może być moralny, jak porównania ateistów do stalinowskich zbrodniarzy, jak demonizowanie "zagrożenia" dla instytucji rodziny itd. jakie stwarzają np. geje, a które jest żadne z powodu małej liczby homoseksualistów, jak przypisywanie sceptykom "egoizmu" – a czy walka o WŁASNE zbawienie nie jest egocentryczna?

Zgadzam się z Samem Harrisem, że religia powoduje, że rozmawiamy wciąż o jakichś głupotach typu prawa gejów (powinny zostać im przyznane i tyle), czy przestrzeganie postów, konsumpcjonizm, czy kapłaństwo kobiet, lub celibat, które są problemami trzeciorzędnymi. Natomiast kwestie związane z głodem na świecie, problemami energetycznymi itd. leżą odłogiem. Christopher Hitchens moim zdaniem ma rację pisząc, że zakaz używania prezerwatyw w nękanej AIDS Afryce, to zbrodnia Kościoła Katolickiego. Kościół Katolicki też zadaje Europie cios w plecy, rozprawiając o religii, i krytykując "liberalizm" podczas gdy mógłby raczej pomóc władzom zeświecczyć islamistów, którzy wbrew dziwacznemu mniemaniu "krzyżowców" nienawidzą bardziej jeszcze niż liberałów.

Wielu oburza się na moje porównania Kościoła Katolickiego z reżymami totalitarnymi. Pisałem poprzednio:

"…Czy ktokolwiek rozsądny chciałby wrócić do "politycznej władzy religii" ?

W czerwcu 1733 ścięto na Chwaliszewie pod Poznaniem wyrokiem biskupa Stanisława Józefa Hozjusza pewnego szewca za bluźnierstwa przeciw NMP i wszystkim świętym, zaś w 1730 roku w Groningen dokonano nawet egzekucji 22 mężczyzn i nastolatków skazanych za homoseksualizm. Chrześcijaństwo trzymało się jeszcze całkiem niedawno mocno utrudniając życie wszystkim, którzy ośmielili się nie zgadzać z dominującą doktryną.

– tak mamy dziś regulować sprawy miedzy sobą? Czy ktoś tego na serio chce? Jeśli tak to jak nazwiemy, kogoś kto tego chce? – okrutnik? fanatyk?…"

W 1746 roku w Poznaniu Gotfryd Levi, nawrócony z luteranizmu, odmawiał uznania trójcy św. uważając, że "trzech Bogów" czcić nie będzie – za co wyrwano mu język i spalono go. Jako historyk wiem jak dużo było takich przypadków. Nie chodzi tu o to kto zlikwidował więcej osób: Hitler czy ludzie Kościoła, lecz o moralne prawo krytykowania zbrodni. Uważam, że wojny religijne; rzeź hugenotów w Vassy, noc św. Bartłomieja, sprawa G. Bruno, Vaniniego, Łyszczyńskiego, Camerariusa, krucjaty, zbrodnie inkwizycji, prześladowanie hiszpańskich Żydów i morysków, pacyfikacja Czech po bitwę pod Białą Górą w 1620 r., los Indian południowoamerykańskich, i w końcu potępianie ciała i uwznioślanie rzekomej duszy, co prowadziło do zaniechania antycznej higieny i występowania licznych plag, nie daje Kościołowi prawa by uznawać się za coś więcej niż jedną z wielu ziemskich organizacji, która popełnia jak to ludzka organizacji – multum błędów.

Osławiona rewolucja francuska zlikwidowała kilka tysięcy ludzi w Paryżu, co było efektem walki różnych stronnictw. Wandea – to już regularna wojna powstańcza, a nie mord, choć oczywiście mordów cywilów nie popieram – w wojnie powstańczej trudno jednak odróżnić cywila od bojownika. Natomiast zbrodnie nazizmu i komunizmu miały taka skalę jaką miały przede wszystkim dlatego, że technika poszła do przodu.

Gdy mowa o nadużyciach KK, natykamy się od razu na rożne sofizmaty i tricki myślowe. Obrońcy Kościoła mówią nam na przykład, że krucjaty itd. to efekt ogólnego klimatu moralnego epok, co bardzo dobrze podsumował Stephen Fry w dyskusji na temat czy KK jest siłą dobra na świecie: "to po co wy jesteście?".

I last but not least – ja popieram prawo wyboru, sferę prywatną, deizm, religię jako kwestie tak samo prywatna jak sposób wiązania krawata,i inne ideały liberalne, które nie zgadzają się na żaden zamordyzm ani ten świecki – socjalistyczny, ani ten uświęcony – kościelny. Ludzie mają kiepską pamięć i nie pamiętają jak opresyjny społecznie charakter miała nasza cywilizacja jeszcze na początku XX wieku, a nawet przed osławionymi latami sześćdziesiątymi. Oczywiście pewne rzeczy miały się lepiej niż teraz; nie było takiego socjalizmu, etatyzmu itd. – ale to jest inna kwestia, zresztą KK nic w tej sprawie nie robi (poza wykłócaniem się z protestantami o to kto wymyślił kapitalizm), a przyklasnąłbym walce Kościoła o wolny rynek. Jak jednak KK ma walczyć o niego, skoro sam jest z niego wyłączony i krytykuje rzekomy "konsumpcjonizm".

Postęp społeczny, rozumiany nie jako ateizm itd, ale jako materialne polepszenie jakości życia i zrzucenie przez jednostkę krępujących ją więzów (nie wszystkich oczywiście, bo to niemożliwe – K.A. von Haller miał tu częściowo rację), dokonywał się wbrew Kościołowi i podobnym mu organizacjom. W XVIIII wieku w Neapolu biskupi zachowywali się jak oligarchiczna mafia i ukrócili ich dopiero ministrowie Tanucci i Caracciolo, podobnie było w Portugalii, na Sycylii, w Hiszpanii i w Austrii, w ówczesnej Holandii – kalwińscy praedikanten krytykowali wolny rynek i tolerancję utrzymywaną przez deistycznych regenten. I tak było wszędzie . KK i zbory chciały zawsze mieć pozycje monopolisty. Te protestanckie przynajmniej nie szczycą się pochodzeniem od Św. Piotra i Jezusa, więc ich szanse na zamordyzm są mniejsze. Gdyby nie reformacja – dziś zapewne nie mielibyśmy ani takiej nauki, ani techniki jaką mamy obecnie – bo po co zmieniać coś co podoba się KK?

Uważam, ze jakikolwiek idee wskrzeszenia średniowiecznej christianitas są głęboko szkodliwe społecznie, podobnie jak nieustanne straszenie gejami, masonami, teoriami spiskowymi (masoneria nie spiskowała przeciw KK, lecz otwarcie z nim konkurowała), czy odwracanie uwagi od ziemskich problemów, ku rzekomemu życiu wiecznemu.

Natomiast błędem było głoszenie takich poglądów na portalu, który z utęsknieniem patrzy na czasy, kiedy Kościół mógł wszystko, ponieważ jego elity pokrywały się z państwowymi, i w jego rękach była edukacja. Większość na konserwatyzm.pl nie podziela mojej preferencji wobec pluralizmu światopoglądowego, i jest za zamordyzmem religijnym. Straciłem tylko czas i nerwy usiłując przekonać ich do moich poglądów, obrażając głębiej niż przypuszczałem wiele osób, za co mogę jedynie przeprosić.

Zawsze uważałem, że u większości ludzi za religijnością kryje się najzwyczajniejszy snobizm, narcyzm lub masochizm, jak widać nie dotyczy to użytkowników portalu konserwatyzm.pl, którzy na serio wierzą w nagrodę w niebie i karę dla mnie. Więc rozmawiajmy o czymś innym niż kwestie religijne.

Piotr Napierała

prawica.net

=================

Komentarz od Redakcji:

1. To bardzo dobry i ciekawy tekst, pokazujący, że rozstanie dra Piotra Napierały z konserwatyzm.pl było nieuniknione. Rzeczywiście, "użytkownicy portalu konserwatyzm.pl, na serio wierzą w nagrodę w niebie i karę dla mnie". Jeśli więc celem Pana Doktora było "nawracanie" nas na agnostycyzm i religijną indyferencję, to trud był zbędny i musiał doprowadzić do mniej lub bardziej burzliwego zerwania, ponieważ myśmy Pana teksty publikowali w nadziei odwrotnej: że obcując z katolickimi tradycjonalistami Pan się nawróci na prawicę katolicką i porzuci swoje antyreligijne fobie. Gdy drogą mailową w naszej redakcji toczyły się spory czy drukować czy nie Pańskie teksty, pisałem kolegom, że „jak wyrzucicie dra Napierałę, to będzie pisywał już tylko na racjonalista.pl. Dziś jest prawicowym ateistą, a wtedy zostanie lewakiem”. Nasze cele okazały się przeciwstawne: myśmy chcieli przywrócić Pana na łono Kościoła, Pan chciał nas nawrócić na (bez)religię Antychrysta.

2.Wbrew Pańskim wielokrotnym deklaracjom nie jest Pan "prawicowym wolterianinem" czy też przedstawicielem "prawicy laickiej". Autentyczny prawicowy wolterianin szanowałby religię, nawet gdyby nie wierzył w Boga. Dla prawicowego wolterianina – takiego jak np. Edmund Burke czy Charles Maurras – religia jest niezwykle cenna jako źródło porządku i stabilizacji społecznej, tradycji, autorytetu, stratyfikacji społecznej, legitymizuje własność itd. Prawicowy wolterianin zachowuje więc dla siebie swoje agnostyczne problemy i nie próbuje ich rozpowszechniać pośród ludzi, ma bowiem świadomość, że poglądy tego typu są szkodliwe dla związków społecznych i wywołują nastroje emancypacyjne i rewolucyjne. Skoro fascynuje się Pan „prawicowym” Oświeceniem, to proszę poczytać klasycznego prawicowego Wolterianina, czyli Antoine’a de Rivarola. Niestety, Panie Doktorze, ale Pan tego kompletnie nie rozumie, zachowując się jak wolterianin lewicowy, który jest apostołem antyklerykalizmu. Nie przeczę, że jest Pan liberałem – w porównaniu z wieloma demo liberałami z SLD nawet w miarę konserwatywnym – ale jednak bliżej Panu do lewicy niż do prawicy.

Adieu, Panie Doktorze. Mimo wszystko będziemy się za Pana modlili. Niech Pan jedzie swoją drogą do Damaszku.

Prof. Adam Wielomski

Red. Nacz. Konserwatyzm.pl

Click to rate this post!
[Total: 2 Average: 5]
Facebook

0 thoughts on “Piotr Napierała jeszcze raz tłumaczy odejście z konserwatyzm.pl”

  1. Sądząc po tym co wypisywano w komentarz na prawica.net, kroi się wielki sojusz Napierała-Affek. Jestem ciekawy czy dr Affek już zaczyna walczyć o prawa gejów i prawo ludzkiego rozumu do bezreligijności?

  2. Po przeczytaniu tego tekstu dra Napierały przypomniała mi się sentencja wypowiedziana niegdyś przez Chestertona. „Człowiek, który nie wierzy w Boga – uwierzy we wszystko”. I oto słowo stało się ciałem.

  3. Doktor Affek powinien zacząć od walki ze swoim nadciśnieniem, które spowodowane jego wagą, jest bardzo groźne.

  4. @Andrzej Milewicz – a skąd pan wie, jakie ciśnienie ma dr Affek ? Jest pan jego lekarzem ? To obowiązuje pana tajemnica lekarska. A jeśli nie, to niech się pan zatroszczy o swoje zdrowie a nie o ciśnienie M.Affka.

  5. Ze wskazań doświadczenia życiowego. Otyłość powoduje nadciśnienie. Dziękuję za radę. Niewątpliwie o swoje zdrowie również się zatroszczę.

  6. Z tymi wolterianami i deistami bywa dziwnie. Jeden znajomy deklarował się podobnie, jako „nie-antyklerykalny deista”, po czym okazał się praktykującym satanistą, :-).

  7. „Gdy emocje opadły” – no właśnie… Jak ktoś się rzuca do klawiatury gnany emocjami pozornie nt. XVIII-wiecznej myśli politycznej, a w istocie w obronie wiary we własną nieomylność – to takie są efekty. Wiele razy już pytałem na Portalu i Forum – czym tu się u licha tak ekscytować?? Grą pozorów zwaną polityką?

  8. Pan Napierała to biedny zagubiony człowiek, miotany jak widzimy z kąta w kąt. Każdy liberał tak kończy.

  9. religia nie może być jedynym kryterium prawicowości czy lewicowości. I nie jest nim. Poza tym, moja niechęć do religii nie oznacza, że chciałbym ją wykluczyć z życia społecznego. Moje ataki na nią są spowodowane chęcią ukazania Państwu jak szkodliwe może być – wbrew pozorom – powrócenie do tomistycznego państwa bożego. Chciałbym jedynie wykluczyć tzw. „polityczną władzę religii”. Nie zamierzam zawierać sojuszu z dr Affekiem, o którego poglądach nic bliższego nie wiem:). @M. Matuszewski w zabobon może popaść i wierzący i niewierzący.

  10. pisałem przecież: „popieram religię jako kwestię tak samo prywatną jak sposób wiązania krawata”. Jeśli to nie wystarcza, to faktycznie muszę się stąd zwijać pozdrawiam PN

  11. @Piotr Napierała: napisał Pan „popieram religię jako kwestię tak samo prywatną jak sposób wiązania krawata”. Dziwi się Pan, że nie znajduje zrozumienia. Jak można o kwestii tak fundamentalnej, jak religia pisać w taki sposób. Dla wielu ludzi jest to sprawa w życiu najważniejsza, a Pan ją zestawia ze sposobem wiązania krawata.

  12. ”Postęp społeczny, rozumiany nie jako ateizm itd, ale jako materialne polepszenie jakości życia i zrzucenie przez jednostkę krępujących ją więzów (nie wszystkich oczywiście, bo to niemożliwe – K.A. von Haller miał tu częściowo rację), dokonywał się wbrew Kościołowi i podobnym mu organizacjom. ” Postęp jaki miał miejsce w cywilizacji zachodniej nie narodził się z próżni,lecz z fundamentów jakim był światopogląd biblijny. Nie wiadomo czy pojawiłaby się idea postępu, gdyby starożytne postrzeganie czasu jako cyklicznego nie zostało zastąpione przez chrześcijańską koncepcję czasu liniowego. Koncepcja indywidualnych praw i wolności mogłaby się nigdy nie pojawić bez chrz. koncepcji wolnej woli i godności indywidualnej osoby (nawet maluczcy mają swoich aniołów oglądających Boga). Własność prywatną chronią aż 2 Przykazania. Postęp techniczny wymagał też takiego podłoża jak zwiększenie szacunku dla pracy fizycznej (Chrystus osobiście pracował), koncepcji ziemi,którą trzeba czynić sobie poddaną. Nauka potrzebowała fundamentu w postaci uznania świata za harmonijny, mający stałe prawa stworzone przez Boga-Logos. Nie mówiąc już o tym,że chrześcijaństwo uznaje byt także materialny za dobry i realny-w przeciwieństwie do manicheizmu czy (przynajmniej częściowo) hinduizmu,buddyzmu.

  13. W obu swoich uzasadnieniach udały się drowi Napierale piękne laurki pod adresem portalu. Rację natomiast w komentarzu redakcji ma prof. Wielomski, dr Napierała jest lewicowy, dlań religia jest akcydentalna fanaberią. Prawicowy agnostyk to taki np. Maurras – afirmator religii i jej roli w społeczeństwie.

  14. „Ludzie religijni, podobnie jak socjaliści, w mojej ocenie nie myślą w pełni samodzielnie, co wydaje mi się czymś w rodzaju samo-kastracji umysłu.” W pełni samodzielnie to nie myśli w zasadzie nikt, bo każdy opiera się na tysiącach twierdzeń, których nie weryfikuje. Zna Pan kogoś, kto do wszystkiego doszedł od zera? Nie sprawdzamy wszystkiego, bo nie jesteśmy w stanie. Każdy ma jakiś światopogląd, który ZAWSZE jest nienaukowy. Katolicy mają tę przewagę, że na gruncie tomizmu mają świadomość tego, co to jest wiara, a co wiedza. Wielu innych swój własny światopogląd uważa naukową, obiektywną prawdę i Ci właśnie są groźni, bo uważają religijnych niemal za podludzi. Sami nie rozumieją, że też są wierzący, a ich światopogląd nie mający ostoi w miłości bliźniego ma mniej hamulców i ograniczeń. Stawianie w jednym rzędzie socjalistów z dojrzałą wiarą religijną nie ma sensu. Natomiast faktem jest, że „tutejsi konserwatyści” nie mają pomysłu na obecne czasy. Gdy opublikowałem na forum autorski zarys postulatów, liczyłem na polemikę np. Prof. Wielomskiego i dowiedzenie się do czego on chciałby dążyć, jak wyglądałby jego ultramontanizm XXI wieku. Niestety ważniejsze tu są obrony Węgrzynów i katechonów oraz deptanie PiSu.

  15. @Piotr Napierała. Dr. Napierała marnuje pan czas na konserwatystów. To ograniczeni ultrasi którym do głowy nie przychodzi, że poza kościołem też może być „zbawienie”. Dla takich ludzi nie do pomyślenia jest fakt, że kościół dawno się zmienił w korporację. Powiedzmy sobie szczerze dziś księża nie są strażnikami moralności a raczej biznesmenami żyjącymi w celibacie. SVII dla konserwatystów to zdrada jednak fakt jest faktem, że dziś mamy korporacyjny kościół posoborowy a nie przedsoborowy kościół jako strażnik moralności.

  16. Choć gdyby konserwatyści katoliccy mieliby się mierzyć z konserwatystami Islamskimi to z katolickich zostałoby wspomnienie i fizyczny niebyt. W przeciwieństwie do katolików muzułmanie nie muszą się pytać o pozwolenie z Watykanu. Już od początku wiedzą co mają robić. Podbić pokojowo Europę a potem zniewolić niewiernych (nas).

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *