Piwar: 10 lat temu wybuchła wojna w Syrii

 

Brak mi słów, by wyrazić ogrom POGARDY jaką darzę DZIENNIKARZY. Mój wstręt i obrzydzenie do “kolegów” po fachu zaczął narastać, kiedy na przestrzeni lat czytałam w mediach tzw. “relacje” nt. wydarzeń w Syrii.

Dzisiaj mija dokładnie 10 lat od wybuchu wojny w Syrii. 15 marca 2011 roku dla Syryjczyków zaczął się niekończący dramat. Katastrofa humanitarna w tym kraju jest największa na świecie od czasów II wojny światowej. Tymczasem potok kłamstw powtarzanych przez dziennikarzy (i polityków) woła o pomstę do Nieba. Zrezygnowana pytam Boga – dlaczego nie karze za te podłe kłamstwa?

Celem kłamców jest demonizowanie prezydenta Syrii Baszszara Al-Asada, opisywanie go jako zbrodniarza i zwalenie na niego winy za wojnę, którą rozpętał KTOŚ INNY.

Często powtarzanymi kłamstwami o syryjskim przywódcy, są oskarżenia o rzekome ataki chemiczne wymierzone w obywateli Syrii. DEGENERACI dziennikarze bezmyślnie (albo celowo?) powtórzą każde kłamstwo i nawet nie ruszą mózgownicą (o sumieniu nie wspominając), by zweryfikować powielane przez siebie łgarstwa.

Jako przykład wystarczy wspomnieć wydarzenia do jakich miało dość 4 kwietnia 2017 roku w syryjskim mieście Chan Szajchun, w kontrolowanej wówczas przez rebeliantów prowincji Idlib na północnym zachodzie kraju. Media głównego nurtu, jak jeden mąż, rozpowszechniały wtedy nagrania przedstawiające dziesiątki ofiar – głównie dzieci. I ogłoszono, że są to ofiary chemicznego ataku syryjskiej armii. Materiały wideo, które obiegły świat, udostępniła organizacja Białe Hełmy (formacja obrony cywilnej, działająca od 2013 roku w kontrolowanej przez rebeliantów części Syrii). Bez stawiania oczywistych pytań (typu: po co Asad miałby zabijać dzieci własnego narodu? jaki miałby mieć w tym interes?) światowa opinia publiczna przyjęła jedyną słuszną wersję wydarzeń. W ten oto sposób Pentagon miał gotowy pretekst do zrzucenia bomb na bazę syryjskich sił powietrznych Szajrat (skąd – według Amerykanów – Syryjczycy mieli dokonać ataku). Operację militarną przeprowadzoną przez amerykańskie siły zbrojne w Syrii natychmiast poprał polski rząd oraz prezydent Andrzej Duda, który – choć z wykształcenia jest prawnikiem – uznał Asada za winnego, nie przedstawiając jednego dowodu na jego winę.

Tymczasem, jak na ironię, dowód na kłamstwo znajduje się na wspomnianych nagraniach, które obiegły świat [oto jedno z nich: https://www.youtube.com/watch?v=v6rqgSGclUw]. Niestety, nie zauważyłam, aby dziennikarze, komentatorzy i politycy włączyli myślenie po ich obejrzeniu. Gdyby tak było, to w mgnieniu oka zauważyliby, że na nagraniach mamy do czynienia z prymitywną mistyfikacją. A wystarczyło zajrzeć do podręcznika/encyklopedii i przeczytać podstawowe informacje na temat działania sarinu – gazu, którego miały rzekomo użyć siły Asada.

Zatrucie sarinem powoduje następujące objawy: konwulsje, spazmy, niekontrolowaną defekację, ślinotok, nadmierne pocenie się, ciężkie bóle i nasilające się poczucie strachu. Tymczasem symptomy jakie możemy zaobserwować u ofiar rzekomego ataku chemicznego w mieście Chan Szajchun, kompletnie temu zaprzeczają. Ofiary leżą w naturalnych pozach, nie są zgięte w pół z bólu; dzieci (które jeszcze żyją) mają ciężki oddech, lecz zachowują się spokojnie, nie krzyczą i nie płaczą. Ich ubrania i bielizna są czyste. Co znamienne, zdaniem przedstawicieli towarzystwa badawczego “Szwedzcy Lekarze za Prawami Człowieka” (ang. Swedish Doctors for Human Rights, SWEDHR) dzieci obecne w materiale filmowym wyglądają na będące pod wpływem środków narkotykowych, nie zaś broni chemicznej.

Oczywiście wątpliwości do co autentyczności nagrań jest znacznie więcej. Wystarczy wspomnieć, że po ataku przy użyciu sarinu śmierć następuje w ciągu 15 minut. Dzieci pod wpływem chemicznych środków rażenia umierają szybciej z uwagi na swoją niewielką wagę. Tymczasem jeden z filmów ukazuje coś zupełnie odwrotnego – dorośli mężczyźni są już martwi, a małe dzieci wciąż żyją. Co więcej, śmiertelne stężenie sarinu utrzymuje się w miejscu użycia gazu przez cały dzień. Tymczasem obecni na nagraniach “ratownicy medyczni” pracują przy ofiarach bez jakichkolwiek środków zabezpieczających [link: https://www.youtube.com/watch?v=mXZkiaW9R3I]; widoczny na jednym z ujęć operator ma odsłonięte dłonie, tj. nie założył nawet rękawiczek ochronnych; widać też dziennikarzy, którzy używają zaledwie prymitywnych masek. Wspomniane towarzystwo było widoczne na późniejszych nagraniach – bez najmniejszych symptomów otrucia gazem.

Chciało by się napisać do propagatorów tych wszystkich kłamstw: WSTYDŹCIE SIĘ!!! Ale oni i tak nie poczują wstydu, bo nie mają sumienia. Mam już tylko nadzieję, że po prostu dopadnie ich sprawiedliwość.

P.s. Kiedy kilka lat temu, w jednym z artykułów opisałam na czym polegało medialne kłamstwo z sarinem, przeczytałam potem o sobie, że powielam rosyjską propagandę (no cóż, nic nowego). Oto jak nisko upadła debata publiczna.

Agnieszka Piwar

za: https://myslpolska.info/2021/03/15/10-lat-temu-wybuchla-wojna-w-syrii/

Facebook

6 thoughts on “Piwar: 10 lat temu wybuchła wojna w Syrii”

  1. Asad, w pełni analogicznie do Kaddafiego, również nie zorientował się w porę, że Syria wraz z rozpadem ZSRR straciła de facto jedynego gwaranta niepodległości. Nasuwa się więc dokładnie ten sam wniosek. Gdyby Asad podjął politykę obronną na wzór KRLD, żadnemu Syryjczykowi nie spadłby włos z głowy. Groźba ataku jądrowego na Tel Awiw byłaby wystarczającym straszakiem.

    1. Kaddafi nigdy nie był wprost wspierany przez ZSRR. Płacił dolarami, więc ZSRR(i inne kraje socjalistyczne) sprzedawały mu broń, zazwyczaj w zubożonych wersjach, zresztą sprzedawała mu też np. Francja. Nikt Kadafiemu nigdy nic nie gwarantował, a co więcej on sam działał w czymś takim co się nazywało “Ruch Państw Niezaangażowanych”. Syria to zupełnie co innego, Asad sam doprowadził do powstania niepokojów społecznych poprzez sprywatyzowanie przedsiębiorstw państwowych i wprowadzenie kapitalizmu, co doprowadziło do wzbogacenia się wielkomiejskiej burżuazji kosztem miejskiej biedoty. I to wśród mas zubożałych robotników oraz niemających perspektyw na sensowną pracę młodzieży z przedmieść islamiści znaleźli bazę rekrutacyjną.

  2. @anonim

    Zielona Libia, ani pozostałe wolne państwa arabskie, nie musiały być w żaden sposób wspierane przez ZSRR, aby ten był gwarantem ich niepodległości. Nasuwa się analogia do Jugosławii, rozwiedzionej z Moskwą jeszcze w czasach stalinowskich, która skończyła tragicznie tuż po rozpadzie ZSRR i błyskawicznej degradacji jej następczyni Rosji. To była niezależność od państwa, które… de facto zapewniało jej byt. Po prostu każdemu państwu o określonym potencjale polityczno-militarnym zależy na utrzymaniu przynajmniej życzliwej neutralności w strategicznie położonych miejscach. Dlatego trudno było wykluczyć bezczynność wciąż jeszcze potężnego ZSRR w sytuacji hipotetycznego ataku na Syrię lub Libię. Sytuacja zmieniła się o 180 stopni, gdy w Europie i bliskim sąsiedztwie zabrakło równowagi dla wpływów USA.

    1. Libia została raz zaatakowana przez USA, i ZSRR nawet nie kiwnął palcem: Kadafi był dla nich jedynie nabywcą broni. Syria to co innego, w Syrii znajdowała się baza radzieckiej marynarki, a partia Baas pod wodzą Asada-ojca była ideologicznie bliska marksizmowi-leninizmowi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *