Po Tusku

.

Wybór Donalda Tuska na „prezydenta” Unii Europejskiej jest zadziwiający tylko na pierwszy rzut oka. Dziwić może tylko wtedy, gdy nie pamięta się jak nieznaczące praktycznie jest to stanowisko oraz na fakt, że elekcja ta potwierdza zasadę, że na stanowisko to wybiera się osoby, których znaczenie polityczne jest minimalne (patrz poprzednik Herman Van Rompuy, o którym w momencie wyboru nie wiedziano nawet jak należy wymawiać jego nazwisko).

Zastanawiające w tym wyborze jest zupełnie coś innego: przez ostatnich siedem lat Donald Tusk zapewniał w Polsce coś, co w podupadającym ZSRR nazywano mianem „małej stabilizacji”, czyli cherlawy porządek, ale bez politycznych fajerwerków (symboliczna „woda w kranie”). Utrzymaniem panującego obecnie polskiego status quo zainteresowana być powinna szczególnie Angela Merkel, słusznie widząca w polskim premierze realizatora polityki niemieckiej w procesach integracji europejskiej i kolonizacji gospodarki przez niemieckie koncerny. Dlaczego więc kanclerz z Berlina zdecydowała się wyeksportować Donalda Tuska na nie wiele znaczące – choć prestiżowe i znakomicie opłacane – stanowisko w strukturach unijnych i doprowadzić do prawdopodobnego przetasowania na autochtonicznej scenie politycznej?

Wydaje się, że Niemcy od kilku miesięcy są wyraźnie niezadowolone z prowadzonej przez Warszawę polityki wschodniej, werbalnie infantylnej a w treści neokońskiej, polegającej na totalnej konfrontacji z Rosją i wspieraniu banderowskiej rewolucji na Ukrainie. Berlin wspierał i finansował tzw. demokratyczną opozycję w Kijowie, jednak chwilowo został wyeliminowany z gry wraz z odsunięciem na bok Witalija Kliczki przez polityków i ugrupowania wykonujące amerykańskie polecenia. Stąd też wyraźne wycofanie się Niemiec z wspierania Banderlandu i szukanie kompromisu z Rosją. Tymczasem Tusk, pozwalając działać i wypowiadać się Radosławowi Sikorskiemu – którego epizod w PiS mocno odcisnął się na psychice Pana Ministra – realizował faktycznie neokońską linię Jarosława Kaczyńskiego. Wydaje się, że Angela Merkel sama – lub pod naciskiem amerykańskim – zdecydowała się wycofać Tuska do instytucji unijnych i oddać pełnię władzy PiS-owi w następnych wyborach.

Czy Angela Merkel liczy, że bez swojego lidera PO nie ma szans na zwycięstwo i utrzymanie władzy w Polsce. Co Niemcy mogą na tym ugrać? Jarosław Kaczyński realizując szaleńczą politykę antyrosyjską – opracowaną chyba przez planistów z Waszyngtonu, a nie z Warszawy – doprowadzi do kompromitacji Polski na arenie międzynarodowej. Na tym tle Niemcy będą mogły pokazać się jako regionalne mocarstwo o charakterze „racjonalnym”, które odetnie się od polskiego szaleństwa. Gdy rząd Kaczyńskiego będzie mnożył incydenty z Rosją, wtenczas rząd w Berlinie będzie podpisywał lukratywne kontrakty w Moskwie. Z punktu widzenia biznesowego wariant taki może okazać się dla Niemiec bardzo korzystny. W kwestiach europejskich rządu PiS-u będzie przecież kontynuował politykę pro-europejską, posługując się antyunijną retoryką wyłącznie na korzyść wyborczego populizmu w kraju, tak jak to czynił za rządów Kaczyńskich. W praktyce pisowscy ministrowie będą wydeptywać brukselskie korytarze tak samo jak wydeptują dziś ministrowie z PO.

Zakładamy przy tym, że nastąpi dekompozycja PO i dojdzie do zwycięstwa PiS. Tak jednak stać się nie musi. PO jest partią zmierzchającą, gdzie nie ma nikogo, kto może zastąpić Donalda Tuska. Wszyscy ewentualni kandydaci na prezesa zostali już z tej partii dawno usunięci (podobnie jak w PiS). Dlatego Tusk jest nie do zastąpienia. Na fali „sukcesu europejskiego” da jeszcze partii zwycięstwo w wyborach samorządowych, ale wyborów parlamentarnych PO już nie wygra. Bez Tuska-katechona PO straci setki tysięcy, a może i miliony wyborców i zacznie pikować w sondażach. Nie musi to jednak wcale – jak planuje rząd niemiecki – dać zwycięstwa PiS-owi. Badania ankietowe pokazują, że ok. 1/2 elektoratu PiS-u nie tyle popiera tę partię, co nienawidzi Tuska. Dlatego bez seansów nienawiści do obecnego premiera, może się okazać, że Kaczyński straci podstawowy czynnik mobilizujący własny elektorat. Przeciwko Kopacz czy Grasiowi trudno będzie zmobilizować miliony ich przeciwników, gdyż żaden pozostały polityk PO (może poza Stefanem Niesiołowskim) nie wzbudza żywiołowej antypatii w pisowskim elektoracie.

Być może stajemy dziś przed historyczną szansą na rozklinczowanie sceny politycznej. Gdy Donald Tusk pojedzie do „Europy”, a Jarosław Kaczyński nie będzie miał przeciwko komu mobilizować swój elektorat, zaniknie nieformalny „związek partnerski” obydwu tych polityków, w wyniku którego scena polityczna została na tyle lat sprofilowana wedle sporu Tusk-Kaczyński. Demobilizacja elektoratów tych partii stworzy szansę na przejęcie sporej części wyborców przez SLD po lewej, a KNP po prawej stronie sceny politycznej. Jeśli pojawia się taka szansa, to należy jak najszybciej pogratulować Donaldowi Tuskowi wyboru na dobrze płatną unijną posadę i życzyć podobnej politycznej emerytury Jarosławowi Kaczyńskiemu.

Niestety, istnieje i ten wariant, że PiS wygra następne wybory i poprowadzi nasz kraj do rodzaju kolejnego romantycznego powstania przeciwko „Moskalom”, nie zauważając, że zabory skończyły się prawie sto lat temu. Rząd Kaczyńskiego byłby nieszczęściem, wydatnie osłabiając naszą pozycję geopolityczną. W imię mirażu sojuszu z „bratnią” Ukrainą najprawdopodobniej dojdzie do nieprawdopodobnej eskalacji napięcia z Rosją i szeregu irracjonalnych posunięć mających na celu znieważenie Władmira Putina. O „karcie smoleńskiej”, mgle i wielkim magnesie już nawet nie wspominam. Retoryka antyniemiecka, jakże w PiS częsta, spowoduje, że kraj nasz stanie sam naprzeciwko wrogiej nam Rosji i zdystansowanych wobec nas Niemiec. W tej sytuacji jedynym rozwiązaniem będzie lizanie klamki w amerykańskiej ambasadzie, licząc na dobry humor Białego Domu i wzmocnienie amerykańskiego kontyngentu wojskowego ze 150 do – powiedzmy – 190 żołnierzy. Jeśli PiS dojdzie do władzy, to ratunek Polski może wymagać interwencji nadprzyrodzonej…

Adam Wielomski

Tekst ukazał się w tygodniku Najwyższy Czas!

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Po Tusku”

  1. „…Jeśli PiS dojdzie do władzy, to ratunek Polski może wymagać interwencji nadprzyrodzonej…” -możliwe. Po wyparciu USA z rozmów na temat przyszłości Ukrainy, możemy mieć do czynienia z próbą dalszej minimalizacji wpływów USA w Europie Środkowej. Naparzanki PiSu z Rosją/Putinem mogą spowodować jakąś niemiecką akcje pacyfikacyjną, po to by „wreszcie w Europie zapanował cywilizowany spokój”. Awanturnictwo PiSu może być z wielką korzyścią dla Niemiec. Nie jest dla mnie oczywistym, w jakim stopniu PiS jest agenturą USraelską, a w jakim – niemiecką.

  2. O elektoracie PiS Marcin Palae na podstawie badań twierdzi ponadto, że jest on znacznie mniej skłonny do wojny z Rosją, niż kierownictwo i część zaplecza partii.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.