Polemika na temat katechonicznego charakteru Żołnierzy Wyklętych

Merytorycznie nie jest prawdą, że zbrojne podziemie niepodległościowe stanowiło jakąś „wysuniętą szpicę” legalnej opozycji, bo zarówno wewnątrzsystemowa demoliberalna opozycja antykomunistyczna (PSL, SP, PPS) jak i działający wewnątrz legalnego systemu politycznego Kościół katolicki, wielokrotnie odcinały się i potępiały opozycję pozasystemową (np. na łamach swojej prasy), a ich wizje polityczne były po prostu całkowicie inne niż podziemia niepodległościowego (akceptowały przemiany ustrojowe, demokratyczne i własnościowe, przeciwstawiając się jedynie monopolizacji władzy przez komunistów i marksizmowi).

Politycznie, ten tekst wpisuje się w manierę usprawiedliwiania polskich powstań narodowych argumentem, że „przecież gdyby nie powstania, to bylibyśmy dziś miejscową wersją Prowansalczyków”. Ciąg logiczny jest taki sam, tyle że w argumentacji apologetów powstań narodowych, zamiast „komunistów” i „Sowietów” występują „zaborcy” i „rusyfikacja”/„germanizacja”.

Prawda jest zaś taka, że wiele ludów i narodów nie wykrwawiających się periodycznie w kolejnych narodowych rewolucjach ma własne państwa i często prosperuje lepiej niż Polacy (rusyfikowani Finowie, germanizowani Czesi, madziaryzowani i czechizowani Słowacy), narody o silnej tradycji insurekcyjnej i irredentystycznej (Serbowie, Grecy, Francuzi) mają zaś tożsamość zatruwaną przez ciągle odnawiane spory „kolaboracja-zdrada”, przez towarzyszące im wewnątrznarodowe spory ideowe, do tego zaś historycznie wciąż przegrywają. Wojna bowiem ma sens wówczas, gdy prowadzi do wzmocnienia wspólnoty politycznej, najlepszą zaś wojną jest taka, jak pisał chiński klasyk, którą wygrywa się bez jej rozpoczynania.

Dodać by należało, że nieprawdą jest też, jakoby podziemie zbrojne opóźniło w jakikolwiek sposób sowietyzację Polski. Po pierwsze, dlatego że z powodu niewielkiej liczebności i znaczenia strategicznego, nie stanowiło istotnej siły militarnej. Dziś, z symbolicznych manifestacji zbrojnych podziemia antykomunistycznego, robi się niemal powstanie narodowe, jego faktyczna ranga niewiele jednak wykraczała poza istniejące w tym samym mniej więcej czasie podziemie kryminalne (grasujące po wojnie bandy szabrowników, które też zabijały funkcjonariuszy publicznych i niekiedy wdawały się w starcia z drobnymi oddziałami sił państwowych). Po drugie, dlatego że było w dużym stopniu wykorzenione społecznie i nie cieszyło się poparciem ludności, stale malejącym na dodatek z upływem kolejnych miesięcy i lat. Po trzecie, dowodem na to jest, że analogiczne procesy sowietyzacyjne w krajach gdzie podziemia nie było lub prawie nie było (Węgry, Czechosłowacja, późniejsza NRD) zachodziły w tym samym tempie i wszystkie zwieńczone zostały w latach 1948-1949, co było po prostu wyrazem ogólnych koncepcji politycznych Kremla, nie efektem napotykanego oporu zbrojnego. Znaczenie podziemia było tak małe jak było, gdyż po wojnie „faszyści” (tzn. nacjonaliści i prawica) zostali praktycznie wykluczeni z systemu politycznego (i to nie tylko w Europie Wschodniej), zdelegitymizowani i zdelegalizowani, ludność zaś, w zasadzie, uznała tego słuszność. Realna rozgrywka polityczna toczyła się wówczas pomiędzy centrum (chadecy, agraryści), lewicą (socjaliści) i integralną lewicą (komuniści). Tym wyżej należy oceniać geniusz Piaseckiego, jedynego bodaj w krajach opanowanych przez Sowiety, który z rewolucji demokratycznej i komunistycznej chciał wykuć rewolucję chrześcijańską, przenosząc w nią zasadę platonizmu politycznego.

Ronald Lasecki

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

0 thoughts on “Polemika na temat katechonicznego charakteru Żołnierzy Wyklętych”

  1. Dodać by należało, że nieprawdą jest też, jakoby podziemie zbrojne opóźniło w jakikolwiek sposób sowietyzację Polski. Po pierwsze, dlatego że z powodu niewielkiej liczebności i znaczenia strategicznego, nie stanowiło istotnej siły militarnej. Dziś, z symbolicznych manifestacji zbrojnych podziemia antykomunistycznego, robi się niemal powstanie narodowe, jego faktyczna ranga niewiele jednak wykraczała poza istniejące w tym samym mniej więcej czasie podziemie kryminalne (grasujące po wojnie bandy szabrowników, które też zabijały funkcjonariuszy publicznych i niekiedy wdawały się w starcia z drobnymi oddziałami sił państwowych). Po drugie, dlatego że było w dużym stopniu wykorzenione społecznie i nie cieszyło się poparciem ludności, stale malejącym na dodatek z upływem kolejnych miesięcy i lat. Po trzecie, dowodem na to jest, że analogiczne procesy sowietyzacyjne w krajach gdzie podziemia nie było lub prawie nie było (Węgry, Czechosłowacja, późniejsza NRD) zachodziły w tym samym tempie i wszystkie zwieńczone zostały w latach 1948-1949, co było po prostu wyrazem ogólnych koncepcji politycznych Kremla, nie efektem napotykanego oporu zbrojnego. Znaczenie podziemia było tak małe jak było, gdyż po wojnie „faszyści” (tzn. nacjonaliści i prawica) zostali praktycznie wykluczeni z systemu politycznego (i to nie tylko w Europie Wschodniej), zdelegitymizowani i zdelegalizowani, ludność zaś, w zasadzie, uznała tego słuszność. Realna rozgrywka polityczna toczyła się wówczas pomiędzy centrum (chadecy, agraryści), lewicą (socjaliści) i skrajną lewicą (komuniści). Tym wyżej należy oceniać geniusz Piaseckiego, jedynego bodaj w krajach opanowanych przez Sowiety, który z rewolucji demokratycznej i socjalistycznej chciał wykuć rewolucję chrześcijańską, przenosząc w nią zasadę platonizmu politycznego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *