Polski Związek Polityki Nożnej

Oczywiście, że występy reprezentantów Polski (niezależnie od dyscypliny), to w sensie socjologicznym „sprawa narodowa”. Czemu jednak wyciągać z tego wniosek, że miałaby to być także sfera zainteresowania państwa? To, że jacyś faceci umawiają się np. na kopanie szmacianki, a jacyś inni faceci chcą im za to płacić, by reszta mogła to oglądać – akurat rząd, ministrów, posłów i urzędników powinno obchodzić jak najmniej, chyba, że jako widzów. Niestety, jest dowodem ludzkiej bezradności, że widząc, jak jakiś klient nie ma siły kopnąć piłki – wołamy zaraz „niech rząd coś z tym zrobi!” Tzn. co – ma zagrać za niego? Pewnie by chciał, ale chyba nie o to chodzi…

Kopanina prywatna

Trudno znaleźć bardziej indywidualną formę aktywności, niż sport (nawet drużynowy). Mam ochotę, czas, zdrowie – to sobie uprawiam, mam talent – to może nawet wyczynowo. W wersji dla liberałów – państwu w tym wszystkim pozostaje tworzenie takich warunków prawnych, by w danym kraju ludzie mogli zarabiać tyle, żeby sobie móc amatorsko zagrać choćby w polo, a ci prowadzący jeszcze bardziej dochodową działalność – mogli zarabiać, czy chociaż reklamować się poprzez prowadzenie drużyn i sponsorowanie zawodników, począwszy od poszukiwania młodych talentów W wersji dla faszystów, komunistów i wyborców PiS-u – państwu doszłaby jeszcze rola zarządzania programami nauczania, żeby rzesze dzieciaków (w tym nawet jakiś odsetek grubawych platfusów w pinglach) miały obowiązkowy WF i wyrabiały tężyznę wskazaną przy masowych pokazach gimnastycznych. Ewentualnie w tej wersji trzeba by także utrzymywać jakąś ilość państwowego wielkiego przemysłu, żeby wg dawnych wzorców opłacał drużyny sportowe. W obu tych wariantach jednak i tak nie ma większego sensu, by władza państwowa brała się za ręczne zarządzanie sportem na każdym niemal szczeblu.

Tymczasem do tego właśnie sprowadzają się objawiane od kilkunastu lat apetyty polityków, pragnących położyć łapę przede wszystkim na pieniądzach i wpływach PZPN. Jest to paradoks. Niemal wszyscy w Polsce zgadzają się, że biurokracja to zmora, polityka to syf, a rząd (dowolny) to miernoty. Tymczasem jednocześnie te same osoby są przekonane, że gdyby państwowi urzędnicy na polityczne zlecenie rządu rozpędzili PZPN i wzięli się za administrowanie polską piłką nożną – to sięgnęłaby ona wyżyn. Piłka nożna miałaby więc okazać się bodaj jedyną dziedziną życia, której nadzór polityczny wyszedł na zdrowie.

Kopanina publiczna

Prawda zaś jest taka, że politycy i państwowa biurokracja bardzo źle znoszą istnienie sfer i organizacji od nich niezależnych. Niezależnie od tego, czy chodzi o korporację prawniczą, izbę lekarską, czy federację sportową – mamy przecież do czynienia z pozostałościami po czasach, gdy państwo pełniło jedynie rolę subsydiarną i komplementarną wobec samoorganizujących się obywateli. Skoro ich grupy miały swoje ustalenia cechowe, a nawet pewne atrybuty suwerenności – to władza się do ich spraw nie mieszała, skupiając na prowadzeniu wojen, zawieraniu małżeństwach dynastycznych, ewentualnie turniejach i innych rozrywkach zastępujących rządzącym sport. Z czasem jednak władza uległa lumpenizacji, z rozrywek zostały jej niemal tylko korupcja i nepotyzm, zaczęła więc szukać kolejnych pól, by zainteresowania te rozwijać. Żeby wszystko było jasne – korupcja, układy itp. – są też wielokrotnie opisywanymi cechami tychże korporacji. Tam jednak rozgrywają się one „wśród swoich”, wg zasady „jeśli wlazłeś między wrony…”. Jest przejawem rewolucyjnego egalitaryzmu uważanie, że czyjeś „ja” jest o tyle ważniejsze od takich wewnątrz-korporacyjnych zasad, że aż upoważnia to państwo do podjęcia interwencji i wzięcia wszystkiego za mordę.

Czyja gęba?

Zamordyzm zaś stroi się w ulubione przez Lewiatana szatki demokratyczne. Biurokracja i władza państwowa, nie mogąc znieść, że nad czymś nie mają kontroli absolutnej – sprytnie napuszczają obywateli: „zobaczcie, jak to się sami rządzą! nikogo nie uszanują! a przecież demokracja jest, to wy ludzie rządzicie!” A ludzie się niekiedy wypuszczać dają, przy czym oczywiście zakresu władzy nie przybywa im – tylko Lewiatanowi.

I czy będzie on miał oblicze ministry Muchy, posła Jakiego, prezesa Kaczyńskiego, czy innych politycznych reformatorów futbolu – nie ma to większego znaczenia. W przeszłości takie uroszczenia biurokratyczno-partyjnego molocha uosabiali już i śp. minister Dębski, i obecny europoseł Czarnecki. Nie inaczej jest dzisiaj. Może się komuś nie podobać ponura gęba prezesa Lato – ale czy to już jest argument, żeby zastąpił go jakiś partyjny urzędas, czyjś fryzjer, albo „zasłużony” kumpel z Sejmu? Zaprawdę, chociaż raz nie dajmy się politykom wpuszczać w maliny, zostawmy sobie chociaż gałę!

Konrad Rękas

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Polski Związek Polityki Nożnej”

  1. Nie do wiary, czy ten tekst naprawdę napisał p. Rękas? Albo mam zwidy, albo właśnie przeczytałem propozycję wykopania Lewiatana ze sportu. Jednak idea wolnorynkowa potrafi dotrzeć do konserwatystów.

  2. A co ma w tym spólnego wolny rynek? Państwo minimum to koncepcja bardzo konserwatywna (i bardzo endecka zarazem) 😉

  3. Ma wiele proszę Pana 😉 Państwo minimum to również postulat wolnorynkowy(minarchizm). Tak się przestraszył Pan potencjalnej łatki wolnorynkowca, że zostało zadane to pytanie? Bez nerwów, w końcu endecy mieli w swoich szeregach takich ludzi jak Roman Rybarski czy współdziałającego z nimi Adama Heydla.

  4. @ Qba – 1. Redaktorowi Rękasowi nie chodzi o ideę, tylko o grupę. Tą grupą jest SLDowsko pochodne środowisko PZPN. Pan Konrad popiera byty realne, konkretne i namacalne, a idea jest dla niego sprawą wtórną. Raz będzie bił w nuty liberalne, raz w polskie narodowe (np. celem zohydzania Ukrainy na rzecz Rosji), a raz w czysto socjalistyczne (wsparcie PPP). Za każdym razem chodzi o coś lub kogoś: o eseldowską ekipę, o Rosję, o żonę… Idee mają znaczenie wtórne. 2. Nawiasem mówiąc w ulubionej przez red. Rękasa Rosji, Włodzimierz Putin potrząsnął futbolem, co nie przeszkadza redaktorowi na gruncie polskim nawoływać: „zostawmy eseldowcom chociaż gałę!” 🙂 3. Patrząc jednak szerzej, gała przynależy do międzynarodowej mafii piłkarskiej, której odnogami są krajowe związki galowe. Żadne państwo nie czuje się odpowiedzialne za międzynarodową mafię i żadne jej nie ściga. Ludzie z mafii międzynarodowej i odnóg są wzajemnie świadomi swoich przekrętów. Prezes krajowego ZPN prawdopodobnie wie o numerach światowców i zjednoczonych europejczyków gałowych, a i oni mają profity dzięki działalności odnóg. Państwa nie tylko nie ruszają mafii międzynarodowej, ale w zasadzie nie mogą nawet ruszać ich odnóg lokalnych bez konfliktu z centralą wszechświatowej mafii futbolowej. Podobnie działają i inne związki międzynarodowe – każde państwo chce gościć ich siedziby, spotkania, turnieje. Żaden kraj woli się nie narażać wnikaniem w szczegóły przepływów pieniężnych organizacji międzynarodowych… Czy to jest kwestia autonomii? A może jest to wyrabianie gruntu pod powołanie w przyszłości kolejnych organów międzynarodowych – karnych i kontrolnych, czyli faktyczne instalowanie państwa na poziomie międzynarodowym? Przekręty w organizacjach międzynarodowych i ich filiach przekonają opinię publiczną do tego, że „coś z tym trzeba zrobić na poziomie światowym”.

  5. To jest też zgrabna manipulacja, wciśnięta nam do głów: zdaje się że, iluś set osobom – sędziom, działaczom postawiono zarzuty karne? Skoro tak, tzn. że państwo posiada wystarczające instrumenty, by pilnować zasad ogólnych, a skoro tak – to zakres jego władzy nad sportem jest zupełnie wystarczający. Podobnie rzecz się ma przekazywanymi dotacjami – skoro już je daje, to ma też uprawnienia, by kontrolować ich wykorzystanie i dochodzić roszczeń np. w przypadku nierozliczenia czy wykorzystania niezgodnie z umową. I w tym przypadku nie ma więc potrzeby zwiększania zaangażowania państwa. A nazywanie tego mafią, zakonem, czy kongregacją – jakie ma znaczenie poza PR-owskim? Mafia historyczna zresztą była właśnie taką formą samoorganizacji i samopomocy społeczeństwa w myśl tradycyjnych zasad, poza sferą zainteresowania państwa i komplementarną wobec niego – i nikomu do czasów Duce to specjalnie nie przeszkadzało…

  6. Co zaś się tyczy diagnozy p. Alka, to choć zabawna i niepozbawiona rysu słuszności – to tym razem jest chybiona. Nie będąc ani kibicem, ani działaczem, ani też nie mając żadnych interesów związanych z PZPN – pozwalam sobie snuć refleksje natury ogólnej, bez osobistego zaangażowania po żadnej ze stron 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.