Powrót „Ojczyzny”

Rosyjski Marsz, acz sprawnie zorganizowany – nie zyskał jednak większego poparcia. W tej sytuacji, jak się wydaje – kolejny ruch organizacyjny należy do formacji socjal-patriotycznej, jednocześnie umiejętnie otwartej na wywoływanie nacisku na obóz władzy. Za element tego procesu należy uznać postępujący rozpad partii Sprawiedliwa Rosja.

Pochodzili sobie

Inicjatywa Marszu czasowo połączyła tradycyjnie skłócone ze sobą kręgi nacjonalistyczne. Podczas niedzielnego pochodu w Moskwie przemawiali m.in. Dymitr Diomuszkin (niegdyś wódz Związku Słowiańskiego a obecnie organizacji „Rosjanie”), Aleksander Biełow (b. przywódca Ruchu Przeciw Nielegalnej Imigracji), Iwan Mironow (członek władz Kongresu Wspólnot Rosyjskich, wiceprzewodniczący Rosyjskiego Związku Wszechnarodowego), Władysław Karabanow i Władymir Jermolajew. Wysłuchało ich jednak tylko ok. 25 tys. skrajnych nacjonalistów, a więc może i nie mniej zaangażowanych aktywistów, niż gromadziła opozycja na placu Błotnym, jednak z pewnością nie tylu, by wywrzeć oczekiwane wrażenie polityczne na władzy. Rosyjskie Marsze odbyły się jednak w kilkudziesięciu miastach i miejscowościach Federacji, maszerowało w nich od 150 do ok. 1.500 ludzi, co przynajmniej pokazuje, iż inicjatywa nie jest ograniczona tylko do stolicy, co jest podstawową słabością zapadników i demokratów. Ci – jeśli chcą wyjść poza Moskwę (albo choćby zmobilizować się w samej stolicy) – zmuszeni są wszak sięgać po aktyw nac-bolski i AKM-owski.

Kierunek – zapad!

Z kolei sami maszerujący odkryli dokąd prowadzą ich liderzy pochodów – kierunkiem tym zaś ma być właśnie „oficjalna” opozycja. Do jej Rady Koordynacyjnej, mającej stanowić quasi-parlament, w de facto zaplecze kreowanego na anty-Putina Aleksego Nawalnego weszli m.in. Konstantin Kryłow, Daniła Konstantinow i Władimir Tor. W „wyborach” do Rady nie powiodło się natomiast Diomuszkinowi i Biełowowi. Tym samym Nawalnemu – który sam niekiedy odwołuje się do patriotycznej retoryki – udała się rzadka sztuka. Z jednej strony dodatkowo uwiarygodnił się w oczach części narodowców pokazując się przy ich liderach, z drugiej podbił swe znaczenie wobec reszty opozycji pokazując jak głęboko może sięgać po poparcie, z trzeciej wreszcie odstrzelił potencjalnie najbardziej obciążających hipotekę przywódców nacjonalistycznych, którzy i tak stracili polityczną cnotę angażując się w te szopki. Czyż nie jest to oczywiste, a pouczające memento dla Marszu w Polsce? Wszak i jego organizatorzy (a w każdym razie ich część) nie umieją opierać się skutecznie syrenim śpiewom oficjalnych oponentów rządu. Skutek kolaborowania z Kaczyńskim i Sakiewiczem może zaś być jeszcze bardziej kompromitujący, niż współpraca rosyjskich nacjonalistów z ewidentnie sterowanym z Zachodu Nawalnym.

Powrót do korzeni

Jak więc się okazuje – polityczny ekstremizm (czy jak kto woli – ideowy puryzm) nie budzą szerszego zainteresowania i wsparcia wśród Rosjan. Atrakcyjniejsze dla obywateli Federacji mogą natomiast okazać się ruchy polityczne ruchy dokonujące się na styku władzy i opozycji. Tam bowiem dekompozycji ulega Sprawiedliwa Rosja. Formację tę – zorganizowaną przed 6 laty na bazie większej części bloku „Ojczyzna” – opuściła właśnie grupa odwołująca się do dawnego ojczyźnianego dorobku. Jeszcze 29 września odbył się w Moskwie zjazd odnowionej partii „Ojczyzna” na czele z deputowanym SR Aleksym Żurawlewem. Nie jest jednak tajemnicą, że odbudowa formacji, która odnotowywała największe sukcesy w latach 2003-04 to kolejny krok mający na celu poszerzenie zaplecza najaktywniejszego od blisko roku polityka Federacji – wicepremiera Dymitra Rogozina. W 2006 r. przegrał on walkę o „Ojczyznę”, a jej wchłonięcie przez SR miało pozwolić na budowę szerokiej, ale zunifikowanej opcji socjal-patriotycznej. Eserzy spełniali wprawdzie tę rolę, jednak w ciągu ostatnich miesięcy poparcie dla nich zaczęło spadać. „Ojczyźniacy” zaś, podobnie jak i byli członkowie Partii Emerytów Rosji (a wcześniej „Zieloni”) – postanowili wrócić na samodzielną drogę. Wpływ na ich decyzję miały zapewne spory we frakcji parlamentarnej SR, w której dali o sobie znać wybrani z list Sprawiedliwej Rosji zwolennicy bliższej współpracy z komunistami – ale także z „błotnym” Frontem Lewicy.

Lider SR Siergiej Mironow przez ponad miesiąc robił dobre miny do złej gry przekonując, że o rozłamie wśród eserów nie ma mowy. Żurawlew i przywódca „emerytów”, Igor Zotow ucięli to krygowanie, nazywając Sprawiedliwą Rosję „politycznym Frankensteinem”, jej lidera zaś oskarżając o zerwanie pierwotnych umów zjednoczeniowych, despotyzm i marnowanie partyjnych funduszy. Jak podano – odnowiona „Ojczyzna” ma już ok. 50 tys. członków.

Rosyjski Lepper?

Rogozin konsekwentnie zwiększa swoje wpływy – choć w Rosji takie kariery bywają niekiedy gwałtownie przerywane. Obecny wicepremier już jednak przeżył taką odstawkę, spędzoną jako przedstawiciel Federacji przy NATO. Tam wykazał się niezłomnością w krytykowaniu działań i planów Paktu, zaś przed ostatnimi wyborami prezydenckimi udowodnił także swoją przydatność wewnętrzną, skutecznie organizując socjal-patriotów po stronie Putina. Dla tej części sceny politycznej Rogozin zachowuje wiarygodność nie tylko ze względu na swój anty-atlantyzm, ale także pamiętny anty-korupcyjny populizm i determinację w zwalczaniu zapadnickiej prawicy Niemcowa i Czubajsa, przeciw którym nie stronił od akcji i zachowań w Rosji kojarzących się niegdyś z Żyrynowskim, a w Polsce z Lepperem. W rządzie odpowiadając za sektor zbrojeniowy Rogozin rozbudowuje także swe zaplecze społeczne i polityczne. Obok zawsze sobie wiernego Kongresu Wspólnot Rosyjskich – Rogozin wszedł do prezydenckiej Rady ds. Kozactwa, stymulował także powołanie Ochotniczego Ruchu Front Narodowy na rzecz Armii, Floty i Przemysłu Zbrojeniowego. Wicepremier jest także tym rosyjskim politykiem, który jest najbardziej zaangażowany w ochronę rosyjskiej ludności Naddniestrza.

Odebrać konserwatyzm liberałom!

Trudno dziś oszacować, czy „Ojczyźnie” uda się zająć miejsce Sprawiedliwej Rosji, nie mówiąc o ewentualnym zwiększeniu poparcia, jakim cieszyli się socjal-patrioci (w wyborach do Dumy w 2011 r. – 13,24 proc., jednak w tegorocznych municypalnych i regionalnych eserom poszło już wyraźnie gorzej – co opisywaliśmy). Z drugiej jednak strony charyzmatyczny Rogozin ma z pewnością większe szanse na trafienie do wyborców, niż nieco kostyczny Mironow. Sam wicepremier i część jego zaplecza przy okazji starają się też redefiniować podstawowe pojęcia rosyjskiej polityki, jak „prawica” i „konserwatyzm” wskazując, że zostały one zawłaszczone przez pro-zachodnich liberałów. W swym głośnym (przedrukowanym także na naszym Portalu) tekście „Rosyjska odpowiedź Władymirowi Putinowi”1 Rogozin wyraźnie wskazał pola styczne między obozem władzy, a opcją narodową i imperialną, dokonując istotnego przełomu w typowej dotąd postawie nieufności tych kręgów wobec Kremla.

„Ojczyzna” i jej sojusznicy dokonują także jeszcze jednego wyłomu w dotychczasowym dyskursie politycznym w Rosji, nie obawiając się określać jako formacja „prawicowa i konserwatywna” , a jednocześnie narodowa, co często dotąd uchodziło w Federacji za nierozstrzygalną sprzeczność. Co ważne jednak – rogozinowcy konserwatyzm rozumieją jednak w kategoriach paternalistycznych, solidarystycznych, de facto socjalnych, a więc bliżej definicji klasycznej, nieskażonej jeszcze dziwaczną hybrydą „konserwatywnego-liberalizmu”. To również ważna lekcja z Rosja, konieczna do implementacji na grunt polski.

Maszerować czy budować?

Reasumując – propagandowo oferta programowa „Ojczyzny” mieści się więc tak w optyce części wyborców komunistycznych, jak i zwolenników formacji nacjonalistycznych. Zdecydowane anty-zapadnictwo i wszechrosyjskość Rogozina – może mu zatem pozwolić na poszerzenie bazy i trwały już powrót do rosyjskiej pierwszej ligi politycznej. Oznaczać to może zarówno utrwalenie wpływu elementów imperialno-narodowych i socjal-konserwatywnych na politykę władz Federacji, jak i osłabiebienie tendencji ekskluzywistycznych wśród dotychczasowej narodowej opozycji, które to skłonności częstokroć słabo tylko maskowały chęć wśliźnięcia się w szeregi oponentów koncesjonowanych, hołubionych przez Zachód i stanowiących realnie amerykańską agenturę w Rosji, opłacaną przez oligarchów „pochodzenia ekonomicznego”, jak to się określa na Wschodzie. Jak wiadomo – droga pozorowanie fundamentalnej opozycyjności znana jest też w Polsce, służyć też może podobnemu jak w Rosji zmanipulowaniu szczerych narodowców do zejścia na manowce zapadnicta i neo-konskiej agentury. Problem polega zaś na tym, że nie ma natomiast w RP ośrodka, który spełniałby podobną rolę organizacyjną dla narodowców i konserwatystów, jaka w Federacji przypadła zapleczu wicepremiera Rogozina. Konstatacja ta jednak powinna być nie tyle smutna, co stymulująca dla polskich środowisk narodowo-konserwatywnych.

Konrad Rękas

Krótsza wersja tego tekstu ukazała się na Geopolityka.org

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.