Prawda jako podstawa racji stanu

Nadchodzące obchody kolejnej rocznicy Rzezi Wołyńskiej, będącej elementem wielkiego ludobójczego planu, zrodzonego w chorych umysłach Stepana Bandery i Dymitra Doncowa, a także sytuacja za naszą wschodnią granicą – czynią debatę o przeszłości i przyszłości stosunków polsko-ukraińskich nader aktualną. – Ta sama zbrodnicza ideologia, w imię której mordowano Polaków, ale także Ormian, Żydów, czy sprawiedliwych Ukraińców, znów dziś wzrasta w siły na całym zachodzie Ukrainy. Wszędzie stoją pomniki Bandery, a całe młode pokolenie zostało wychowane w tym zbrodniczym kulcie. Naszym sąsiadem już dziś jest banderowska Hałyczyna, a tymczasem władze polskie udają, że tego nie widzą – krytykował ks. Isakowicz-Zaleski. – No ale jaki jest wybór, przecież inaczej tam będzie Rosja! – kontrował red. Semka. – Tak się nie da dyskutować, mówi się, że Bandera to zbrodniarz, zostaje się „ruskim agentem”. Mówi się, że mordowano Polaków, tak samo. Pokazuje się, że fatalna myśl Giedroycia, że byle być przeciwko „Ruskim”, to już jest się przyjacielem Polski, jest absurdem który tylko sprawie polskiej zaszkodził – oczywiście „bierze się srebrniki Putina”. Takim kijem obtłukuje się wszystkie głosy niezależne i jestem bardzo rozczarowany, że robi to też ta część polskich polityków i mediów, które określają się jako prawica – polemizował ks. Tadeusz.

Jeszcze dalej szedł filozof, prof. dr hab. Bogusław Paź. – Odwołuję się do zasad racjonalizmu w myśleniu. Czym nam realnie dziś zagraża Rosja? Czy ma wobec nas roszczenia terytorialne? Czy to Rosjanie nabijali dzieci na sztachety, obcinali kobietom piersi i przecinali Polaków na pół drewnianymi piłami? Powiem rzecz niepopularną, ale Polacy, którzy z Kresów zostali wywiezieni na Sybir mieli 20-krotnie większą szansą przeżycia, niż ci, którzy zostali na miejscu i stali się celem banderowców! A dziś polski Sejm podejmuje haniebne uchwały, w których treści nie chce nazwać ludobójstwa po imieniu! Tymczasem bez prawdy nie może być dbałości o zachowanie naszej racji stanu! Straszy nas się graniczeniem z Rosją, a przecież graniczymy z nią nieprzerwanie i nie niesie to wcale dla Polski większych zagrożeń. Przeciwnie, większe problemy wynikają z naszej własnej polityki, w wyniku której np. płacimy wielokrotnie więcej za rosyjski gaz, niż Ukraina, będąca w stanie wojny z Rosją. Ta sama Ukraina, która mimo naszych umizgów mordowała już parę razy nasze rolnictwo wstrzymując eksport naszej produkcji na swe terytorium – wyliczał prof. Paź. Wtórowała mu dr Lucyna Kulińska: – Polacy z Kresów mówią jasno, gdyby nie wejście Rosjan w 1944 r. nie uszedłby stamtąd jeden żywy Polak! A współcześnie np. amerykańskie i NATO-wskie ogniwa władzy pompowały i pompują miliony dolarów w organizacje i środowiska wprost uważające się za kontynuatorów tamtych zbrodniarzy. 70 proc. Polaków nie popiera zaangażowania polskiego rządu we wspieranie jednej strony konfliktu na Ukrainie i nasi rodacy mają rację. Mówimy o wojnie cywilizacyjnej bardzo niestabilnego pod tym względem społeczeństwa, o rywalizacji wielkich mocarstw, słowem o zdarzeniach, do których należy podchodzić bez emocjonalnego zadęcia, za to z oglądaniem się na koszty – mówiła dr Kulińska.

Opcji aktywnego zaangażowania po stronie władz w Kijowie oprócz red. Semki bronił prof. dr hab. Jan Pomorski, niegdyś współinicjator niedoszłego uniwersytetu polsko-ukraińskiego w Lublinie, przekonując, że właściwie nie ma jednej prawdy w badaniach historycznych, a wojna o duszę Ukrainy powinna rozegrać się na polu edukacji i lansowania zachodniego modelu demokracji. – Przekonanie, że może istnień nauka nie znająca pojęcia prawdy jest głęboko… nienaukowe – ripostował prof. Paź i pytał prowokacyjnie, czy nie korzystniej byłoby raczej lansować powstanie polskiego uniwersytetu we Lwowie, a zamiast dofinansowywać organizacje mniejszości ukraińskiej w Polsce (które niedawno np. zorganizowały marsz podkreślający ukraińskość… Przemyśla) – pomagać Polakom na Ukrainie. I to była chyba konkluzja, która pogodziła przynajmniej liczną publiczność przysłuchującą się dyskusji.

Na razie Lublin oczekują kolejne patriotyczne obchody związane z problemem ukraińskim. 1 lipca o godz. 16 Kresowianie i ich przyjaciele spotykają się na dziedzińcu KUL by przypomnieć o ofiarach ludobójstwa i po raz kolejny poprosić władze uczelni, aby wycofały się z fatalnej decyzji honorującej przyznaniem doktoratu honoris causa Wiktorowi Juszczence – fałszywemu przyjacielowi Polski, za to gorącemu piewcy legendy Bandery. Niestety natomiast – nie uda się w lipcu odsłonić Pomnika Ofiar Ludobójstwa na Skwerze Ofiar Wołynia w Lublinie. Platforma Obywatelska od kilku miesięcy blokuje zatwierdzenie projektu monumentu przez Wojewódzki Komitet Ochrony Pamięci Walki i Męczeństwa wyraźnie udowodniając tym samym, że ani z prawdą, ani z polską racją stanu, ani nawet ze zwykłym dotrzymywaniem słowa – partia ta nie ma nic wspólnego.

Konrad Rękas

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *