Prawda jest nienawiścią dla nienawidzących prawdy

Ciekawe gdzie wówczas znaleźlibyśmy medialnych Szymonów, Małownie i Hojewskiego. Ten pierwszy okopał się po właściwej stronie, więc zamiast wysyłać ks. Jacka Międlara na rok odosobnienia, mógłby przyjąć na rąsię kamyczek, jak przyjmuje Pana Jezusa, i zrobić dla Sanhedrynu dobry uczynek. Na razie jednak może tylko wysługiwać się mu odpowiednio wskazując i etykietując głoszących nienawiść, a także chłostając i kamienując ich werbalnie, bo to jeszcze nie ten etap. Społeczeństwo do wariantu bliskowschodniego jeszcze nie dojrzało i ku boleści sił postępu, wydaje się w Polsce wyjątkowo oporne. Wprawdzie (z obfitości serca) Małownia, jako czołowy przedstawiciel sił postępu, przebąkiwał już coś o hospicjach, ale (na razie) akcent zdaje się pozostawać na skromnej propozycji kwarantanny dla nienawistników i wsteczników.

Trudniej byłoby przewidzieć ewentualną postawę Hojewskiego, do niedawna naczelnego błazna telewizyjnej ekspozytury Łodzi Adamowej, z której przez próbę emancypacji został wyrzucony. Jak wszystkim rozbitkom, tudzież tonącym aspirantom do nowych ról, pozostaje mu chwycić się brzytwy internetowej. Próbuje się zatem youtubersko lansować, sięgając nawet do arcynikczemnej praw… tfu, nienawiści o Bolku, z uśmiechem przez łzy kwitując w innej odsłonie, że TVN i tak go już nie zatrudni. Czyżby puszczał oko do Jacka Kurskiego, autora „Lewego czerwcowego” i „Nocnej zmiany”? Kto jednak wie, gdyby tak wariant bliskowschodni się ziścił i ktoś z załogantów wytknął by mu nienawiść, czy nie rzuciłby się kraulem w stronę starej burty z błaganiem o miejsce, przynajmniej w jakiejś przybocznej szalupie? Takie nawrócenia się zdarzają: popatrzmy na wściekłego Stefana, skaczącego Romana (pamiętamy „Giertych do wora, wór do jeziora”?), czy Ludwika – trzeciego bliźniaka. Wtedy może nawet by żałował, że w TVN-ie nic nie podpisywał, że to tak na gębę było i mu odbiło. Jeszcze (ładna ironia!) by Bolkowi pozazdrościł, że ten współpracował za starej komuny, która pilnuje dozgonnej wierności, choćby zatrudniając szofera-suflera, żeby przypadkiem nikomu nie przyszła do głowy żadna samodzielność. Obserwujmy zatem dla rozrywki, jakie to jeszcze hołubce wytknie spuszczony ze smyczy Hojewski: czy po Bolku przyjdzie kolej na Jurka? Takie świętokradztwo chyba jeszcze mu się nawet nie śniło, ale czego człowiek nie zrobi, żeby znów wypłynąć!

Tymczasem wspomniany ks. Jacek, misjonarz zgromadzenia Św. Wincentego a Paulo, został właśnie odwołany niczym Jacek Wincenty, który obrabował Polaków z OFE. Ten drugi przemawiał z miłością na festynach Polonii w Londynie (którą szczęśliwie rabunek emerytalny częściowo ominął), a ten pierwszy przepowiadał prawdę, czyli nienawiść, obrabowanym Polakom w kraju tak, że Sanhedrynowi z Łodzi Adamowej zawrzały gniewem serca i zgrzytali zębami. Zagalopował się bowiem młody kapłan w swej ortodoksji! Wziął sobie zbytnio do serca misję Kościoła. Chciał być jak apostołowie, jak pierwsi kapłani. Chciał przepowiadać na dachach! I choć siły postępu w Łodzi Piotrowej głoszą, że msza posoborowa jest wyrazem „powrotu do tego, jak było na początku”, a nie żadnym modernizmem, to kapłanom niech się nawet nie marzy inspirować pierwszymi kapłanami! Wara od wychodzenia i nauczania narodów! Cicho siedzieć i się nie wychylać, bo choć faryzeusze nie zawsze wystają na rogach ulic ze swoją dobroczynnością, to nie znaczy, że śpią. Wszystkie ekspozytury Łodzi Adamowej bacznie obserwują ruchy Łodzi Piotrowej, by w razie potrzeby szybko wpłynąć na zmianę jej kursu. Czas na hucpy dobroczynne jest tylko między interwencjami, bo dlaczego nie wyciągnąć od ludzi trochę niegodziwej mamony na Wielkie Orkiestry, hospicja i studnie w Afryce i nie ofiarować tego w glorii swego imienia? W końcu można się pięknie wylansować i uwiarygodnić, a może nawet utrzymać i pozyskać przyjaciół? Renta wizerunkowa z dobroczynności jeszcze żadnemu hucpiarzowi w Polsce nie zaszkodziła.

Natomiast Sanhedryn jest gotów procedować o każdej porze dnia i nocy, jeśli ktoś się tylko odważy przepowiadać prawdę publicznie, o czym wiemy już od początku naszej ery. Tylko lud już trochę inny, mniej jednorodny. Po dwóch tysiącach lat chrześcijaństwa (mimo kilkuset lat rewolucji) trochę bardziej świadomy, trudniejszy do całkowitego podporządkowania. Dziś nie w synagogach jerozolimskich, ale na ulicach polskich miast, niby w awangardzie postępu, choć w rzeczywistości zmurszała i chyląca się ku mogile grupa szKODników podnosi swój wielki krzyk i zatyka sobie uszy. Nie mogą znaleźć wytchnienia, gdyż mimo wzywania niemieckich pretorian i nasilonej agitacji na rzecz ubogacenia kulturowego, ciągle nie wolno im wyrzucać poza miasto i kamienować; mogą jedynie wrzeszczeć pod domami wykreowanych nienawistników. Sanhedryn też już wie, patrząc na Marsz Niepodległości i wiece Korwina, do kogo należy przyszłość Polski, lecz to go nie zniechęci, tak jak demony nie rezygnują, choć wiedzą, że są przegrane. Jedynie prawda może wyzwolić, tylko trzeba ją najpierw pokochać; a zabawa na Łodzi Adamowej będzie trwać jak na Titanicu, dopóki nie zatonie.

Szymon W. Mańka

Felieton ukazał się pierwotnie na portalu prawy.pl

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *