Prawica – liberałowie i socjaliści? Droga ku zjednoczeniu prawicy.

Ostatnio znowu wraca sprawa pobożnych, narodowych i innych socjalistów, którzy rzekomo udają prawicę podważając hegemonię jedynej, słusznej, prawicowej koncepcji gospodarki. A ja z kolei od dawna noszę się z zamiarem napisania tego tekstu, korzystam więc z nadarzającej się okazji. Nie mam żadnych wątpliwości – opisane w pierwszym zdaniu nurty ideowe oczywiście istnieją i wielu jest takich, którzy nawet nie tyle podszywają się pod prawicę, co zwyczajnie nie zdają sobie sprawy, że do takowej się nie zaliczają. Nie wierzę w spiskową teorię, jakoby wszyscy oni celowo podszywali się pod prawą stronę sceny politycznej – co najmniej znaczna część z nich z pewnością posługuje się wypaczonym rozumieniem tego terminu, co też powoduje, że klasyfikowanie tradycyjnej prawicy do tego zbioru traci sens (do czego swego czasu nawiązywałem w tekście „Czy jesteśmy jeszcze prawicą?”).

Kwestią sporną nie jest jednak to, czy taka „prawica” istnieje, czy nie, ale to, gdzie jest ta granica, która stanowi o podziale. Polska polityka, od lat zdominowana na swojej prawej stronie przez nurt konserwatywno-liberalny, co warto dodać, o znacznym wpływie „korwinizmu” [1], wychowała nowe pokolenie, które niezwykle często powiela schemat klasyfikowania poglądów metodą zero-jedynkową, tj. „wolny rynek lub socjalizm.” Jest to według mojego osądu całkowicie błędne, a co więcej niezwykle szkodliwe. Pomijając już pierwszeństwo materii gospodarczej przy klasyfikowanie danej idei.

Nie da się ukryć, że koncepcja liberalizmu gospodarczego nie jest tradycyjnie prawicową ideą, a znacznie wcześniej istniało wiele poglądów na kwestie ekonomiczne, które mają nie tylko równe, ale znacznie większe prawo do tego, by pozostać w obrębie prawicy. Natomiast socjalizm, to idea o bardzo konkretnych założeniach, nie termin o szerokim znaczeniu, co nie ulega wątpliwości.

Istotą problemu jest więc to, że pewne środowiska uzurpują sobie prawo do decydowania o tym, co prawicą jest, a co nie jest. Zatem termin „socjalista” stał się na prawicy niczym więcej, jak inwektywą niczym nie różniącą się od „faszysty” i podobnie jak w tym przypadku widzenie socjalistów tam gdzie ich nie ma powinno kwalifikować się do leczenia.

Wracając do głównego wątku – wspomniałem, że uznaję takie arbitralne ocenianie na podstawie tego, co się komuś wydaje, za szkodliwe dla prawicy. To zjawisko jest nieporządne głównie dlatego, że zjednoczenie prawicy dochodzi do skutku nie z tego powodu, że wszyscy zaczynają myśleć jednakowo, ale dlatego, że wszyscy są w stanie dogadać się co do wspólnych pryncypiów.

Nie należy do nich z pewnością postulat liberalizmu gospodarczego. Do prawicy mogą się również zaliczać korporacjoniści, dystrybucjoniści czy zwolennicy wielu innych koncepcji ekonomicznych. Nie ma żadnego dogmatu o prawicowym ustroju gospodarczym, choć owszem, poszanowanie własności prywatnej powinno się zawierać w fundamentach państwa.

Tym na co najbardziej chciałbym w tym tekście zwrócić uwagę, co wskazałem w drugiej części tytułu, jest droga ku zjednoczeniu prawicy. I po raz kolejny zaznaczę, że drogą tą nie będzie wolny rynek, tak samo, jak nie będzie nią żaden inny liberalizm, ograniczający demokrację republikanizm czy państwo narodowe. Tym, co prawicę może i powinno jednoczyć, jest to co dla każdego prawdziwie prawicowego nurtu jest wspólne – czyli Wiara i Tradycja. To tradycyjne wartości i wiara katolicka jest tym, co wszyscy po tej stronie sceny politycznej wyznajemy i to one muszą być wyznacznikiem możliwości stanięcia w jednym szeregu.

Naszym celem jest odbudowa państwa katolickiego, reakcyjnego oraz autorytarnego, co powinno stać się pierwszym krokiem do odbudowy katolickiej monarchii i Starego Ładu. Żaden z tych celów nie wymaga liberalizmu gospodarczego, co więcej, stawianie go zbyt wysoko w hierarchii może prowadzić do nadmiernego przywiązania do materializmu, zatem czegoś zdecydowanie sprzecznego z tym, co chcielibyśmy osiągnąć, wszakże kondycja moralna chociażby Stanów Zjednoczonych pozostawia wiele do życzenia. Oczywistym jest, że należy doprowadzić do zwiększenia swobody gospodarczej, odciążenia obywateli z nadmiaru danin ściąganych przez państwo oraz likwidacji rozbudowanego i nieefektywnego systemu socjalnego – to jest chyba wspólne stanowisko prawicy i nie powinno być źródłem konfliktów, przynajmniej dla tych, którzy rozumieją, że podstawą prawicy nie jest żaden liberalizm czy antykomunizm, ale pewien zbiór zasad i wartości, które dawały Starej Europie stabilność.

Wolny rynek może dać dobrobyt materialny, ale w żaden sposób nie przyczyni się do odbudowy dawnego porządku. Jego podstawą były katolickie państwa i to właśnie w celu ich restauracji prawica ma się zjednoczyć, odnowić system, które przez setki lat bronił się przed rewolucjonizmem. Ważniejszego celu tej walki nie ma.

Sebastian Bachmura

[1] Tutaj chciałbym zaznaczyć, że nie stosuję tu tego określenia jako popularną nieraz inwektywę. W mojej opinii Janusz Korwin-Mikke wytworzył pewien osobliwy punkt spojrzenia na samą ideę konserwatywnego liberalizmu (warto tu zaznaczyć choćby bardzo silny akcent antydemokratyczny w stosunku do „zwykłego” konserwatywnego liberalizmu), co uprawnia do posługiwania się tym terminem dla uściślenia wypowiedzi.

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Prawica – liberałowie i socjaliści? Droga ku zjednoczeniu prawicy.”

  1. Ludzi rzadko jednoczy idea lub wiara. Tak bywa, ale częściej spoiwem jest widok konfitur. Dlatego kompletnie nie rozumiem sensu tzw. „podziałów na Prawicy”.

  2. Sens podziałów jest prosty choć mało rozsądny – każdy ślepo patrzy w swoją ideologię i jej realizację, zamiast skupiać się na elementach wspólnych i najczęściej najbardziej istotnych. A, co widać szczególnie ostatnio, im kto silniejszy tym pewniej się czuje. Zachowanie w zasadzie logiczne, ale kiedy w skali kraju tą siłę łatwiej mierzyć w promilach niż procentach poparcia, to jest to wręcz nieco śmieszne.

  3. Autor z niesmakiem zauważa, „że pewne środowiska uzurpują sobie prawo do decydowania o tym, co prawicą jest, a co nie jest” po czym stwierdza, ze Wiara i Tradycja „muszą być wyznacznikiem możliwości stanięcia w jednym szeregu”. Autor więc uzurpuje sobie prawo do decydowania…:-) A tak na poważnie – nie życzyłbym sobie prawicy w ramach której określenie „socjalista” nie jest obelgą, ani takiej, gdzie za obelge robi słowo „liberał”, w odniesieniu do gospodarki. W sumie to z prawica w Polsce wszystko jest w porzadku, tylko bardzo nas mało:-)

  4. Jeszcze jedno. „Pobozni socjaliści” naprawdę istnieją. Zastanawiam sie nawet, czy to nie najliczniejsza grupa wśród pobożnych. Socjaliści w znaczeniu – zabrać bogatym i dać biednym, nie znam innej definicji.

  5. @Zar: Tylko ja wyznaczając „sztandar” wokół którego należałoby się gromadzić nie stwierdzam jednocześnie, że reszta to socjaliści czy inni masoni i nie wykluczam ich z prawicy. A fakt, że istnieje spora grupa na prawicy, która autorytatywnie osądza zwolenników innej opcji niż wolny rynek jako socjalistów i wyklucza z grona prawicy (często samemu ideologicznie wywodząc się z obozu rewolucyjnego) jest niezaprzeczalny. /// Cóż, lewica rzuca „faszystą” na prawo i lewo, na prawdę chcemy się zniżać do tego poziomu intelektualnego? Nie żebym nie doceniał wymiaru propagandowego takiego działania, ale osobiście zauważam, że podobnie jak na lewicy z „faszystą”, tak u nas wielu naprawdę zdaje się nabierać przekonania, że wszystko poza wolnym rynkiem to socjalizm. /// Tzw. „pobożni socjaliści” istnieją, to nie ulega wątpliwości, co też napisałem. Ich główna reprezentacja znajduje się najwyraźniej w naszym parlamencie. Choć i z tą pobożnością różnie bywa 🙂

  6. Konserwatyści są w tym wypadku raczej na uboczu, jak mi się wydaje. Główny konflikt jest na linii koliberałowie – narodowcy (w tym rzekomi narodowi i inni socjaliści) – zatem pomiędzy dwoma obecnie najsilniejszymi ruchami polskiej prawicy. A o co pan dokładnie pyta w sprawie tych konserwatystów?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.