Prof. B. Grott: Czy Roman Dmowski był szowinistą?

I znowu mamy kolejną książkę poświęconą osobie Romana Dmowskiego. Po kilku opracowaniach, z pośród których wyróżniają się biografie tego polityka napisane przez profesorów: Romana Wapińskiego[1] czy Krzysztofa Kawalca[2], nie mówiąc już o publicystycznej książce Andrzeja Micewskiego[3], Grzegorz Krzywiec podjął temat na nowo. Co prawda jego opracowanie nie obejmuje całości życiowych dokonań przywódcy Narodowej Demokracji ograniczając się do kilku jego aspektów i to w pierwszym okresie funkcjonowania ruchu narodowo-demokratycznego. Niemniej jednak takie ograniczenie tematu ma swoje uzasadnienie, gdyż to właśnie w tym okresie Dmowski zaznaczył się już w sposób wyrazisty, jako ideolog własnego obozu, tworząc zręby swojej filozofii politycznej. Zwykło się o niej mówić, iż pozostawała pod wpływem idei pozytywizmu[4].Innymi słowy okres wzięty pod uwagę przez Krzywca wystarcza, aby zarysować postać Dmowskiego, zastanowić się nad jego wagą gatunkową i ferować sądy oceniające. A o to, jak można sądzić, właśnie chodzi autorowi omawianej tu książki!

Już na wstępie, zaraz po zapoznaniu się z treścią Szowinizmu po polsku… nasuwa się kilka istotnych pytań. Dlaczego autor ograniczył się do pierwszych lat politycznej działalności Dmowskiego pozostawiając okres późniejszy, za którego czasową granicę można uznać ogłoszenie przez lidera endecji w roku 1927 głośnej broszury Kościół, Naród i Państwo? Dlaczego dał książce właśnie taki tytuł? Dlaczego akurat dedykuje ją nauczycielom a nie komuś ze swoich bliskich, co zazwyczaj jest praktykowane? Czy wywołani w dedykacji „nauczyciele” to szkolni pedagodzy, szczególnie historycy, którzy przy pomocy stosowanych zabiegów mogą rozbudzić w młodzieży odpowiednie zamiłowania historyczne lub tak pokierować myślami i emocjami swoich podopiecznych, aby pewne zjawiska, procesy, osoby przedstawić w świetle negatywnym, doprowadzając do ich odrzucenia. A może owi „nauczyciele” to współcześni „inżynierowie dusz”, którzy dzisiaj, już nie z woli państwa, ale z własnej indywidualnej inicjatywy, lub inicjatywy jakichś gremiów czuwają nad „prawidłowym” kształtowaniem wychowanków – również tych, którzy z czasem sami podejmą badania.

Odpowiedzi na takie pytania mają nie bagatelne znaczenie! Wydaje się, że książka w zamierzeniach autora ma być bardziej narzędziem takich właśnie planów niż wiernym odzwierciedleniem drogi życiowej swego bohatera zawartej w wyznaczonych w tytule czasowych ramach? Krzywiec traktuje działalność Dmowskiego dość wybiórczo. Nie przesadzimy wiele stwierdzając, że zacieśnia ją do sfery wartości branych pod uwagę w takim zakresie w jakim odnosiły się do sfery politycznej i to ze szczególnym wypunktowaniem tzw. kwestii żydowskiej. Profil ideowy Dmowskiego jest co prawda osadzony w szerszym strumieniu dominujących ówcześnie idei i wydarzeń, ale nie zmienia to postaci rzeczy. Wiele przemawia za tym, iż całość książki ma służyć jednemu celowi, jakim jest indoktrynacja czytelnika. Kulminuje ona w trzecim rozdziale książki pt. „Rasizm po polsku”. Problem ten jest jeszcze raz wykazany w spisie rozdziałów, gdzie figuruje jako jeden z podrozdziałów o tytule – „Wobec Żydów i kwestii żydowskiej”. Mimo takiego ograniczenia odnosi się wrażenie, że dla Krzywca jest to problem podstawowy i przysłaniający pozostałe aspekty działalności Dmowskiego. Książka ma oskarżać!

Można przypuścić, że przeciętny, nawet wykształcony czytelnik pozostanie bezbronny wobec jej tekstu. Język omawianej publikacji odbiega znacznie od języka typowych opracowań historycznych. Mamy tu do czynienia z autorem, który wydaje się nie stronić od zagadnień ocierających się o elementy filozofii czy socjologii. Robi on wrażenie erudyty, a książka tekstu interdyscyplinarnego. Ta z pozoru intelektualna jej szata jednocześnie zamazuje klarowność wykładu, który ma przemawiać nie tyle swoją jasnością i logiką, co autorytetem hermetycznego języka, w którym zawarta jest także negatywna emocja do postaci tytułowej. Ta emocja ma się udzielać czytelnikowi. Także język, którego używa Krzywiec nie jest językiem na tyle ścisłym, aby można było łatwo kontrolować wywód zawarty w jego ponad czterystustronicowym tekście. Można go uznać za pewnego rodzaju dekorację, która dodatkowo ma nadać książce odpowiednią rangę w oczach czytelnika.

Biorąc pod lupę pierwszy z nagłośnionych w książce problemów, jakim jest ów „szowinizm po polsku” musimy zapytać co właściwie autor rozumie pod tym pojęciem? Jak głosi encyklopedyczna definicja szowinizmu jest to „uczucie (choć często nieprecyzyjnie identyfikuje się je ze skrajnym nacjonalizmem B.G.) przywiązania i podziwu dla własnego kraju, grupy etnicznej, lub społecznej, albo przywódcy oraz wyolbrzymienie ich zalet, a pomniejszenie lub negowanie ich wad, idące zazwyczaj w parze z nieuzasadnionym deprecjonowaniem innych krajów, narodowości i osób oraz uznawaniem prawa do ich ujarzmiania”[5].

Należałoby więc wykazać, że Dmowski preferował takie właśnie postawy. Tego jednak Krzywiec nie zdołał zrobić. To właśnie analizowane przez niego Myśli nowoczesnego Polaka są dowodem, iż Dmowski krytykując tam ostro Polaków nie wykazywał cech szowinizmu. Zresztą podobnie było także i z innymi polskimi nacjonalistami z młodszego pokolenia, równie krytycznie nastawionymi do właściwości charakteru narodowego Polaków. Przede wszystkim należy tu wymienić Bolesława Piaseckiego i Jana Stachniuka! Jak więc widzimy autor Szowinizmu po polsku nadużywa terminów i stosuje język publicystyki politycznej a nie nauki!

Ponadto Krzywiec myli dwie różne zupełnie sprawy: konstatację panujących w świecie trendów w postaci ostrej walki o byt z ich pochwałą. Czy Dmowski coś takiego czynił? Wydaje się to nader wątpliwe. Czasokres rozważań Krzywca odnosi się do końca epoki zaborowej, kiedy to naród polski nadwerężony trwającą już ponad sto lat obcą okupacją, doznawał rozmaitych ciosów, co budziło obawy o dalsze jego losy. W takiej sytuacji trudno było mieć oczy zamknięte na mechanizmy rządzące polityką w szerokim świecie. Polityka ta dyktowała warunki. Należało więc rozpoznawać je i znaleźć środki zaradcze. Poprzestawanie na umoralniających formułach nie wystarczało!

Rasizm po polsku to następne hasło, którym bezrefleksyjnie posługuje się Krzywiec. Tu znowu mamy do czynienia z potocznym użyciem tego słowa. Autor wydaje się nieświadomy faktu, że słowo „rasa” było w końcu XIX i w XX wieku używane w różnych znaczeniach. Często oznaczało w ustach (tekstach) rozmaitych polityków i publicystów tyle co po prostu aspekt cielesny narodu występujący wraz z drugim, czyli duchowym. Nie wiązało się z jakąś, wyróżnianą przez antropologię rasą. Słowa tego używano i nadużywano co bywało przyczyną mgławicowości wielu wypowiadanych poglądów. Pozostawienie takiego problemu bez należytego komentarza ma charakter nadużycia a może nawet pomówienia. Można więc przypuszczać, że mamy tu do czynienia z nadużyciem albo z niewiedzą. A może z jednym i drugim?

Ponadto autor wydaje się nie rozróżniać pomiędzy rasizmem a antysemityzmem, który miał swoją daleko starszą metrykę, bo sięgającą co najmniej średniowiecza. Wówczas to nie mówiono o rasach, a miarodajnym czynnikiem w tym względzie był Kościół. To św. Tomasz z Akwinu[6] oraz synody kościelne narzucały odpowiedni stosunek do Żydów, który miał ich separować od chrześcijan i zamykać we własnym świecie. Taki antysemityzm miał charakter religijno-kulturowy i chociaż w praktyce przyczyniał się do uzasadniania pojawiającej się od czasu do czasu wrogości w stosunku do Żydów, to jednak teoretycznie nie przewidywał stosowania w stosunku do nich przemocy. Natomiast historia rasizmu zaczęła się dopiero w dziewiętnastym wieku osiągając swoje apogeum w latach III Rzeszy, która podejmując i rozwijając jego hasła dopuściła się dawniej niewyobrażalnych zbrodni ludobójstwa, a ofiarą padali przede wszystkim Żydzi.

Podejmując tego rodzaju zagadnienia trzeba sprostać wysokim standardom naukowym. W przeciwnym razie dany badacz zbliża się do poziomu propagandy i chcąc nie chcąc staje się „oficerem politycznym” tej czy innej opcji.

O ile w minionym okresie przed rokiem 1989 mieliśmy do czynienia ze sporą ilością tekstów podporządkowanych ideologicznym schematom, to tu mamy do czynienia z nieco inną sytuacją. Autor Szowinizmu po polsku… jest znacznie bardziej finezyjny niż jego dawni koledzy sprzed roku 1989. Jak się wydaje na podstawie sposobu formułowania swoich tez i całego zresztą wywodu, posiada on umysł bardziej giętki, robiący wrażenie, że umie sięgać w głąb poruszanych spraw. Jest to jednak głębia pozorna co za pewne nie dla wszystkich będzie uchwytne. I w tym też tkwi zagrożenie wynikające z jego książki.

Drugim wątkiem, który w odczuciu autora niniejszych uwag wypełnia omawianą tu książkę jest wątek związany z Myślami nowoczesnego Polaka, głównej pozycji Romana Dmowskiego z przełomu XIX i XX wieku. Dmowski jest tam przedstawiany jako reprezentant tzw. „filozofii życia”. I tu Krzywiec ześlizguje się po problemie i myli pojęcia. Jakby nie zauważał czy nie chciał zauważać, realnych kwestii, które zawierają kartki Myśli…, a które miały niebagatelne znaczenia dla funkcjonowania społeczeństwa polskiego na schyłku epoki zaborowej a nawet i później. W tym miejscu warto przypomnieć, że poruszane w tej książce problemy były również zauważane i przez innych ówczesnych autorów nawet reprezentujących inne niż Narodowa Demokracja obozy polityczne. Przykładem może być tu Stanisław Brzozowski z lat kiedy to powstawała jego Legenda młodej Polski i które biografista tego myśliciela prof. Suchodolski nazwał okresem „nacjonalizmu proletariackiego”. Zarówno Dmowskiemu jak i Brzozowskiemu chodziło o słabą wydajność cywilizacyjną narodu polskiego i o zagrożenia wynikające z takiego stanu rzeczy. Krzywiec w swoich interpretacjach nie tyle przedstawia Myśli nowoczesnego Polaka jako wykład ważnych dla narodu spraw, co chce możliwie jak najbardziej przybliżyć pozycje, które wówczas zajmował Dmowski do takich, które dzisiaj raczej nie cieszą się sympatią w liberalnym świecie. Widać tu pewną wyraźną dydaktykę! Można mieć wrażenie, że autor wykonuje z góry powzięty plan.

Oczywiście okres początkowy w dziejach Narodowej Demokracji, o którym jest tu właśnie mowa pod pewnymi względami spotykał się z wyrazami krytyki ze strony części duchowieństwa[7], a nawet w późniejszych latach i we własnym obozie[8] ,to jednak takie stwierdzenie nie wyczerpuje zagadnienia. U Krzywca Dmowski ma być groźnym „szowinistą” i „darwinistą”, który nie może budzić sympatii. Jest to kwestia odpowiedniego wystylizowania tekstu książki i wykreowania na jej kartkach pewnej sugestywnej atmosfery. Biorąc pod uwagę słuchy z przed kilku lat o zamiarze uczynieniu z Myśli nowoczesnego Polaka obowiązującej lektury w szkołach można rozumieć, zamieszczoną na książce Krzywca dedykację – „nauczycielom”- jako formę przyznania się, iż ma ona być ostrzeżeniem przed tym co Dmowski na przełomie wieków miał do przekazania Polakom i co dzisiaj nie straciło sensu. Wbrew twierdzeniu jednego z recenzentów Szowinizmu po polsku… – prof. Szymona Rudnickiego, iż „autor dokonał kolejnego ważnego kroku w kierunku poznania światopoglądu i poglądów politycznych Dmowskiego i jego środowiska” i że „po tej książce do niektórych twierdzeń o ruchu narodowo-demokratycznym trudno będzie wrócić” mamy tu do czynienia nie tyle z jakimś głębokim, wyważonym, interdyscyplinarnym i udokumentowanym wywodem, co z aktem „zakamuflowanej” indoktrynacji.

Nikt kto umie patrzeć prawdzie w oczy nie będzie kwitować milczeniem stosunku tak samego Dmowskiego jak i całej Narodowej Demokracji do kwestii żydowskiej. Ba – posunie się nawet dalej, uznając, że prezentowany przez to środowisko stosunek do Żydów niwelował w bardzo dużym stopniu oddziaływanie konstruktywnego krytycyzmu odnoszącego się do różnorakich polskich wad i niepowodzeń oraz znajdywał dla nich rodzaj alibi w tzw. kwestii żydowskiej. Taka konstatacja nie wyczerpuje jednak zagadnienia podjętego przez Krzywca. Jego rozumowanie i tu jest wybiórcze w stosunku do całokształtu faktów historycznych. Wszakże nie popadając w przesadę trzeba przyjąć, że kwestia żydowska w najnowszych dziejach Polski nie stanowiła przecież zagadnienia podstawowego. Skupianie się przy rozpatrywaniu doniosłych problemów właśnie na niej, prowadzi do zwichnięcia proporcji i skrzywienia obrazu. Problematyka polska schyłku epoki zaborowej przekraczała daleko ten problem i była znacznie bardziej bogata niż pisze o niej Krzywiec. Dlatego powinna być traktowana inaczej, w szerokich kontekstach z uwzględnieniem wszystkich czynników, politycznych, gospodarczych, społecznych, religijnych i innych. Tymczasem Krzywiec przesuwa akcenty w jednym kierunku i tak powstał obraz skrzywiony. Autor jak można sądzić na podstawie niektórych jego zdań, operuje stereotypami nie cofając się nawet przed oczywistym kłamstwem. Np. w swoim wywodzie dotyczącym rasizmu, jako grupę rasistowską podaje Zadrugę, która będąc formacją o charakterze nie tylko neopogańskim, ale i narodowo-bolszewickim jednak z rasizmem nic wspólnego nie miała. W dodatku, aby udokumentować taką tezę cytuje moją książkę pt. Religia, cywilizacja, rozwój – wokół idei Jana Stachniuka bez podania stron, co pozwala wnosić, iż nie zaszła tu jakaś pomyłka tylko Krzywiec wiedział, że nie znajdzie w niej nic, co by świadczyło o rasizmie Zadrugi. Zasymulował więc usterkę w postaci braku strony. Autor ten jak widać nadużywa zaufania czytelnika albo tak jest przekonany, że każda skrajna formacja nacjonalistyczna musi być rasistowska, iż pozwala sobie na taką dezinformację. Podobnych lapsusów w omawianej tu książce jest więcej! Jak można się domyślać obowiązuje w niej metoda – jeśli fakty nie pasują do schematu, to tym gorzej dla faktów.

Książka Szowinizm po polsku- przypadek Romana Dmowskiego (1886-1905) nie wniesie wiele nowego do poruszanego w niej tematu. Natomiast można powiedzieć, że przede wszystkim generuje ona odpowiednią atmosferę. Dla typowych historyków jest zbyt zawiła i wykraczająca w swoich wywodach poza przyjętą, przynajmniej u nas w tej dyscyplinie metodę. U innych, będących w stanie śledzić wywody autora, który odwołuje się do różnych wątków pozahistorycznych, wzbudzi zapewne mieszane uczucia a może nawet i złość. Jeszcze u innych pozostawi pewien emocjonalny ślad i uczucie wsparcia, ponieważ wyznają te same „artykuły wiary” co jej autor. Zapewne znajdą się i tacy, którzy zrażeni jej jednostronnością jeszcze raz podejmą temat dochodząc może do całkiem odmiennych wniosków. Ale też i nie jest wykluczone, że może u niektórych przyczyni się do reanimowania zamarłego już od dawna antysemityzmu. Bo jak wiadomo akcja często rodzi reakcję. Będzie to skutek mało chwalebny i zapewne nie leżący w planach autora.

Grzegorz Krzywiec zamyka swoją książkę takim oto stwierdzeniem: „W potocznym myśleniu ciągle pokutującym założeniem jest uznanie, że ów komponent mentalności tradycyjnej (czytaj katolickiej – B.G.) wpływał łagodząco na brutalność uprzednio przyswojonych przesłanek naturalistycznych. Jak pokazuje doświadczenie nie tylko ubiegłego wieku, takie związki miedzy nowoczesnym nacjonalizmem a tradycyjnymi ideami, w tym także religijnymi, prowadziły raczej do brutalizacji życia publicznego, a nie na odwrót”.

Trudno jest powiedzieć, jakie zjawiska ma tu na myśli Krzywiec i na jakich podstawach jest oparte takie twierdzenie? Zapewne bardziej jest to kolejna manifestacja jego przekonań niż wynik starannych analiz, które gdyby zostały przez niego dokonane musiałyby i jego doprowadzić do wniosku, że jednak to właśnie systemy zrywające z duchem cywilizacji chrześcijańskiej i bazujące na kulturach wyzutych w znacznej mierze lub w całości z pierwiastków chrześcijańskich dopuściły się niewyobrażalnych zbrodni. Uwalnianie się od wpływu chrześcijaństwa na ogół stanowiło pod tym względem rodzaj przekraczania przysłowiowego Rubikonu!

Prof. dr hab. Bogumił Grott

Grzegorz Krzywiec, Szowinizm po polsku – przypadek Romana Dmowskiego 1886-1805 (Warszawa: Neriton-IH PAN, 2009).

Tekst ukazał się w piśmie “Politeja” wydawanym przez Uniwersytet Jagielloński

——————————————————————————–

[1] R. Wapiński, Roman Dmowski (Lublin: Wyd. Lubelskie, 1989).

[2] K. Kawalec, Roman Dmowski (Wrocław: Ossolineum, 2002).

[3] A. Micewski, Roman Dmowski (Warszawa: „Verbum”, 1971).

[4] S. Kozicki, Historia Ligi Narodowej, tak charakteryzuje pierwszy etap rozwoju ideowego narodowych demokratów: „Nie wyłożyli nigdzie metody, wedle której przystąpili do poznawania praw rządzących życiem człowieka i społeczeństwa, pisma ich są jednak świadectwem, że byli empirykami, zgodnie zresztą z duchem czasu, jako wychowawcy okresu pozytywistycznego w Polsce. Nie zajmowali się oni ani badaniem początków życia społecznego na ziemi, ani jego celów ostatecznych (…). Cel był polityczny, zakresem polityka polska, zadanie na wskroś praktyczne. Było to zgodne z maksymą Comte,a: wiedzieć, aby przewidzieć celem zaradzenia”. Cyt. za: Różne oblicza nacjonalizmów – polityka, religia, etos, red. B. Grott (Kraków: Wyd. Nomos, 2010): s. 49.

[5] J. Bartyzel, „Szowinizm”, Encyklopedia Białych Plam, t. 17 (Radom: Polwen, 2006): s. 77. Podobnie pojęcie szowinizmu ujmuje Słownik języka polskiego, pod. red. M. Szymczaka, t. 3 (Warszawa: wyd. PWN 1981): s. 421.

[6] Por. A. D. Drużbacka, Moralne oblicze kwestii żydowskiej świetle nauki św. Tomasza (Katowice: wyd. Księgarnia i Drukarnia Akademicka 1937).

[7] B. Grott, „Rola katolicyzmu w ideologii obozu narodowego w świetle pism jego ideologów i krytyki katolickiej. Zarys problematyki badawczej”, Dzieje Najnowsze, 1980, z. 1, s. 63–94.

[8] J. Giertych, Nacjonalizm chrześcijański (Stuttgart: nakładem autora, 1948): s. 46.

[aw]

Facebook
[Głosów:0    Średnia:0/5]

0 thoughts on “Prof. B. Grott: Czy Roman Dmowski był szowinistą?”

  1. Krzywiec jest najwyraźniej skrzywiony. Niestety, tak się niefortunnie składa, że brakuje dziś miejsc, gdzie by go można naprostować.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *