Przegląd relacji z Rzymem

Drodzy Wierni!

Chciałbym przedstawić Wam obecną sytuację tak, jak powinna być ona widziana, na tyle obiektywnie, na ile da się to uczynić.

Zacznę od krótkiego rysu historycznego, abyście dokładnie zrozumieli, co faktycznie zaszło w relacjach pomiędzy Bractwem Św. Piusa X a Stolicą Apostolską, a co jest tylko czyimś komentarzem, zasłyszaną plotką czy wreszcie zwykłym przeinaczeniem.

Pamiętacie, że miały miejsce dyskusje doktrynalne i że właściwie zostały one przerwane, ponieważ nie wszystkie tematy, które należało omówić, zostały poruszone. Widocznie reprezentanci Stolicy Apostolskiej nie widzieli sensu dalszego ich prowadzenia.

Podczas tych rozmów nasza delegacja, której przewodniczył bp Alfons de Galarreta, przedstawiła wszystkie nasze istotne zastrzeżenia do tych punktów współczesnego nauczania, w których upatrujemy źródła kryzysu. Daliśmy wyraz nie tylko naszym niepokojom, ale również przedstawiliśmy argumenty pokazujące, że rzeczywiście w konkretnych przypadkach doszło do zerwania z Magisterium Kościoła katolickiego, że tu i tam II Sobór Watykański wprowadził do wnętrza Kościoła niekatolickie treści dotyczące głównie — jak sami wiecie — wolności religijnej, ekumenizmu, nowego rytu Mszy, wreszcie nowej orientacji Kościoła, która skutkuje jego zeświecczeniem. Tradycja ma odtąd stać się „żywą Tradycją” — jest to pojęcie, które wymyślili moderniści, aby włączyć katolicką Tradycję w nurt światowości. Nie zamierzamy negować potrzeby słusznych reform, ale nastawienie wobec świata, które towarzyszy Kościołowi od czasów II Soboru Watykańskiego, nie przygotowuje człowieka ani do walki w tej dolinie łez, ani do wieczności. Kwestie zbawienia i zagrożenia wiecznym zatraceniem schodzą na dalszy plan, spychane tam przez to, co światowe.

Te główne punkty zostały przestawione tak wyraźnie, jak nigdy dotąd nie było to możliwe, a następnie wraz z teologicznym uzasadnieniem — bardzo obszernym, wielosetstronicowym — przekazane Ojcu Świętemu. Papież Benedykt XVI został bardzo dobrze poinformowany i znakomicie orientuje się w każdym punkcie sporu — i nie jest to opinia bp. Fellaya, lecz przedstawicieli Stolicy Apostolskiej. To bardzo istotne, byście zdawali sobie sprawę z wagi kwestii doktrynalnych.

Rzymskie negocjacje nie zakończyły się jednak pomyślnie. Biskup Fellay stwierdził nawet, że wywołały w nim wiele frustracji, bo w żadnym punkcie nie doszło do zgody. Przedstawiciele Stolicy Świętej mówili, że wszystkie opinie delegacji Bractwa są zgodne z nauką katolicką (przynajmniej tego nam nie odmówiono!), nie stawiali przeciwko nim żadnych konkretnych zarzutów, ale pod koniec debaty nad każdą z nich mówili, że jednak Bractwo musi zaakceptować także ich — tzn. rzymski — pogląd. Jednak z naszej strony jest to niemożliwe jako sprzeczne z zasadami logiki. Logicznie myślący człowiek może przyjąć albo jedno, albo drugie. I na tym skończyły się rozmowy. Całość dokumentacji przedstawiono Ojcu Świętemu. Wówczas bp Bernard Fellay, przełożony generalny naszego Bractwa, został zaproszony do Watykanu. 14 września ubiegłego roku przedstawiono mu tzw. preambułę doktrynalną — tekst doktrynalny, o podpisanie którego zostaliśmy poproszeni. Preambuła ta jest o wiele bardziej konserwatywna, bardziej tradycyjna od wcześniejszych rzymskich propozycji przedstawianych różnym zgromadzeniom, które w końcu weszły pod kuratelę komisji Ecclesia Dei.

Preambuła doktrynalna ma jednak bardzo poważne wady, ponieważ nie bierze pod uwagę naszych zastrzeżeń i wymaga pozytywnego podejścia do tego, co jest dla nas absolutnie nie do przyjęcia, choć jednocześnie stwierdza, że wszystko to musi być odczytywane w świetle niezmiennej, wielowiekowej Tradycji Kościoła. Przełożony generalny odebrał ten dokument i następnie zwołał na 7 października 2011 r. do Albano spotkanie wyższych przełożonych FSSPX. Po naradzie w tym gronie wystosował odpowiedź, w której odmówił przyjęcia proponowanego tekstu i przedstawił inny tekst doktrynalny, który Bractwo byłoby gotowe podpisać. Kilka tygodni później, na początku grudnia, Rzym poprosił o pisemny komentarz. Biskup Fellay odpowiedział listem z 18 stycznia 2012 r., wyjaśniając nasze stanowisko i tłumacząc, że zawiera on wszystko to, co Bractwo zawsze głosiło, że przyjmuje całą katolicką Tradycję bez wyjątku, ale również że odrzuca to, co dotąd uznawało za groźne błędy, które przedostały się do Kościoła za sprawą II Soboru Watykańskiego.

List bp Fellaya był dyskutowany w Kongregacji Nauki Wiary i 15 marca br. otrzymaliśmy odpowiedź z Rzymu, która wprawiła przełożonego generalnego w pewne zakłopotanie. Przyczyną było to, że Stolica Apostolska wyciągnęła ze styczniowego listu mylne wnioski, przypisując nam poglądy, których nigdy nie wyrażaliśmy, na przykład — choć nie w tak kategorycznych słowach — że odrzucamy wszystko, co wydarzyło się w Kościele po 1962 r. Nie miało to oczywiście nic wspólnego z rzeczywistością i szło niemal w kierunku stawiania zarzutów o sedewakantyzm. Biskup Fellay został poproszony, by w ciągu miesiąca sformułował odpowiedź. To wówczas Stolica Apostolska wydała pamiętny komunikat prasowy, mówiący o chęci uniknięcia rozłamu i jego konsekwencji. W odpowiedzi, którą przekazano w połowie kwietnia, bp Fellay wyjaśnił, jak rzeczywiście brzmi stanowisko FSSPX, a kongregacja określiła te wyjaśnienia mianem „bardziej satysfakcjonujących” i zapowiedziała przestawienie ich Ojcu Świętemu, co też się stało.

Zatem bp Fellay nie podpisał żadnej przedstawionej mu deklaracji doktrynalnej ani też sam nie wydał żadnej nowej deklaracji; jedyne, co zrobił, to odpowiedział na zarzuty ze strony Kongregacji Nauki Wiary, prostując błędnie przypisywane nam poglądy i dokonując wyjaśnień — to i to Bractwo uważa na temat II Soboru Watykańskiego, a tamto w kwestii posoborowego Magisterium — i sprostował pogląd, jakoby abp Lefebvre wszystko to zupełnie odrzucił. Jeśli uznajemy zwierzchnictwo papieża, to także przyjmujemy całe jego nauczanie, które jest zgodne z Tradycją. Zawsze tak twierdziliśmy. Nieprawdziwe są więc formułowane anonimowo zarzuty, że bp Fellay cokolwiek podpisał, że zmieniliśmy nasz stosunek wobec Rzymu, że porzuciliśmy jakieś punkty naszego stanowiska w dziedzinie głoszenia czy też obrony naszej wiary. Nic takiego nie miało miejsca, to nieprawda, w tej materii nic się nie zmieniło! A teraz czekamy na decyzję papieża.

Istnieją dwie możliwości. Ojciec Święty stwierdzi, że nasza odpowiedź jest niewystarczająca — i wrócimy do rozmów doktrynalnych. Co to konkretnie znaczy, tego nikt z nas nie wie. Nie wiemy, czy będziemy znów rozmawiać z przedstawicielami Kongregacji Nauki Wiary, kontynuując przerwaną dyskusję. Nie mamy pojęcia. Jeśli tak, to nic się nie zmieni, nasz status będzie wówczas dokładnie taki sam, jak był w ostatnich latach. Będziemy czekać i kontynuować naszą pracę w obronie wiary katolickiej. Druga możliwość jest taka, że papież stwierdzi, iż nasza odpowiedź jest wystarczająca, że przyjmuje nas — zgodnie ze słowami bp. Fellaya — takimi, jakimi jesteśmy, bez żadnych zmian, ze wszystkim, czym jesteśmy i co przedstawiamy. Gdyby tak się stało, gdyby papież przyjął wyjaśnienia bp. Fellaya, to kwestia doktrynalna byłaby pod tym względem rozwiązana. Ale musi to jeszcze znaleźć swoje odzwierciedlenie w praktyce. Bo jeśli papież da swój placet na to, co głosimy, wówczas nastąpi kolejny etap bardzo ciężkiej pracy, a mianowicie stworzenie instrumentów prawnych, nadanie nam właściwego statusu, np. światowej diecezji czy czegoś podobnego. W tej sprawie przygotowano już pewne propozycje, ale — jak Wam zapewne świetnie wiadomo, a szczególnie prawnikom — wszystko to wymaga dopracowania nawet najdrobniejszych szczegółów. Widzicie zatem, że wymaga to dużej ostrożności, że nie można dopuścić, żeby teoretyczna deklaracja „przyjmujemy was” w praktyce okazała się swym własnym zaprzeczeniem poprzez zastosowanie niekorzystnej dla Bractwa formy prawnej. Wówczas sprawa porozumienia z Rzymem musiałaby znów zostać odłożona.

W lipcu Bractwo Św. Piusa X czeka kapituła generalna. Gdyby była już wówczas znana decyzja papieża, to uczestnicy kapituły musieliby pochylić się nad propozycjami zmian statutów i dopasowania ich do propozycji Stolicy Apostolskiej. Propozycji, która musiałaby uwzględniać wszystkie nasze wymogi, polegające m.in. na pełnej niezależności od miejscowych biskupów — co bp Fellay wyraźnie zaznaczył. Uzależnienie od episkopatów oznaczałoby dla Bractwa śmierć. To każdy doskonale rozumie. Musimy więc mieć dobrze opracowaną, prawną gwarancję dalszego, swobodnego prowadzenia naszego apostolatu. To będzie bardzo skomplikowane, ponieważ sytuacja nie ma precedensu w Kościele łacińskim. W dziedzinie prawa będzie tu zachodzić pewne podobieństwo do Kościołów wschodnich — nie chciałbym jednak teraz roztrząsać tego problemu. Tak czy inaczej, macie ogląd sytuacji i widzicie, że z naszej strony nic się nie zmieniło, na co zresztą możecie znaleźć potwierdzenie w niedawno opublikowanym wywiadzie bp. Fellaya dla portalu DICI.

Przy okazji o jeszcze jednej ważnej sprawie. Zapewne do każdego z Was dotarła informacja o wymianie listów pomiędzy bp. Fellayem a trzema pozostałymi biskupami Bractwa, którzy ostrzegali przełożonego generalnego, że porozumienie z Rzymem może okazać się niebezpieczną pułapką. Trzej biskupi pisali, iż chcąc zachować linię Bractwa, należy najpierw uzyskać porozumienie doktrynalne, bo inaczej narazimy się na wielkie niebezpieczeństwo. Na ten list przełożony generalny odpowiedział swoim listem; oba zostały opublikowane. Listy te miały pozostać tajne, tak jak to bywa z wewnętrzną korespondencją w każdej instytucji. Niestety, zostały ujawnione, stając się tematem spekulacji i „uczonych analiz” ludzi, którzy o całej sprawie mają nikłe pojęcie.

W tej sytuacji jest ważne, by wiedzieć, że w Bractwie od samego początku, jeszcze od czasów abp. Lefebvre’a, aż po dzień dzisiejszy istnieją dwa ugrupowania różniące się w postrzeganiu problemów związanych z kryzysem w Kościele — i to, że tak jest, z pewnością stanowi wyraz woli Bożej. Pierwsza grupa podchodzi do problemów, można rzec, „matematycznie”. Jej członkowie starają się spoglądać na kwestię zachowania naszej katolickiej wiary w sposób obiektywny i przypominać nam o jej zachowywaniu. Powiedziałbym, że jest to w pewnym sensie abstrakcyjne — analizują jakiś tekst, jakąś encyklikę, jakieś wydarzenie i komentują je, stwierdzając, że ten, ten i ten punkt są przeciwne wierze, że to jest modernizm, a to inna fałszywa filozofia itd. To ujęcie „matematycznie” jest jak najbardziej obiektywne, bo musimy te dokumenty i wydarzenia analizować, wiedzieć, jakie są rzeczywiste poglądy ich twórców. Tutaj kładzie się nacisk na porównywanie twierdzeń tego czy innego dostojnika Kościoła z wielowiekową Tradycją, z wiarą katolicką. I gdy dostrzega się niezgodność, to nasze stanowisko umacnia się — w tym sensie, że tym bardziej mamy obowiązek pouczać wiernych, aby zachowali wiarę, aby nie popadli w błędy kryjące się za podobnymi sofizmatami, za tą fałszywą argumentacją. I takie podejście jest słuszne i ogromnie ważne. Często prezentują je teologowie i wykładowcy seminariów duchownych, którzy mają niewiele styczności ze światem, lecz których głównym polem aktywności — nie twierdzę, że jedynym i wyłącznym — jest analiza tekstów, analiza tego, co zostało powiedziane i napisane. I ten aspekt jest absolutnie ważny, lecz nie jest jedyny.

Drugą grupą w Bractwie są misjonarze — ci, którzy zostali posłani w świat i mają przede wszystkim troszczyć się o zbawienie dusz, o to, jak dotrzeć do ludzi i ich spraw. Oni zastanawiają się, w jaki sposób ów skarb katolickiej Tradycji nie tylko zachować nienaruszony, ale także przekazać wszelkimi możliwymi metodami — to tacy jak ten, który teraz przed Wami stoi i zastanawia się nad tym problemem codziennie, mając do czynienia z wieloma ludźmi. Jego ogląd sytuacji jest nieco inny. On zajmuje się przede wszystkim przekazywaniem prawdy innym, zastosowaniem teorii w praktyce. Ma do czynienia z ludźmi i może obserwować, jak reagują, jak zmieniają się ich postawy, jak człowiek, który wcześniej był wrogiem, powoli staje się przyjacielem.

Tutaj właśnie tkwi ta wielka różnica, że księża biskupi Tissier de Mallerais i de Galarreta są właściwie typami kontemplacyjnymi — w tym sensie, że zachowują minimum kontaktu ze światem. Znamienne jest to, że oni nigdy nie mieli ani komputerów, ani dostępu do łączy internetowych, ani telefonów komórkowych, a całą swoją wiedzę czerpią z książek i osobistych relacji. Podobnie ich apostolat zawsze był zwrócony do wnętrza Bractwa, co oznacza, że w praktyce znają tylko tych ludzi, którzy ich otaczają, tylko nasze środowiska.

Nasz przełożony generalny, który na mocy naszych statutów i z woli abp. Lefebvre’a ma utrzymywać kontakty ze Stolicą Apostolską, oczywiście styka się z ludźmi z nią związanymi. Uważnie obserwuje to, co się tam dzieje, dostrzegając zachodzące zmiany — co tak naprawdę wydarzyło się od 2000 r., od czasu pierwszych kontaktów Bractwa ze Stolicą Apostolską po święceniach biskupich z końca lat 80. XX wieku. I właśnie do tego w swoich wypowiedziach bp Fellay nieustannie się odnosi. Zmiana, która nastąpiła po stronie Stolicy Apostolskiej, jest czymś realnym i negowanie tego oznacza zaprzeczanie rzeczywistości.

Oczywiście, między reprezentantami tych dwóch sposobów patrzenia na problem dochodzi do tarć. I tak dzieje się również teraz, gdy w rzymskich propozycjach dostrzega się pewne niebezpieczeństwa, rozważa się, czy nadszedł odpowiedni moment, by je przyjąć. W tym momencie głos i jednych, i drugich jest ogromnie ważny. Z tego właśnie powodu ja sam wcale nie zżymam się na tych, którzy przypominają nam o tym, byśmy byli ostrożni, że nasza wiara jest w niebezpieczeństwie, że nie możemy wystawiać jej na niebezpieczeństwo.

I tu dochodzimy do najważniejszej kwestii: czy działania przełożonego generalnego narażają naszą wiarę, czy nie? Moja wiara mogłaby być narażona na dwa sposoby: pozytywnie, gdyby mnie zmuszano, żebym czynił albo głosił coś, co jest z nią sprzeczne — albo negatywnie, gdyby zabraniano mi mówienia o niebezpieczeństwach, które wierze zagrażają. Nie mogąc ostrzegać owiec przed wilkami, byłbym jak lekarz, któremu wolno mówić pacjentowi jedynie o tym, w jaki sposób polepszyć jego zdrowie, ale nie wolno mu postawić diagnozy: „oto w tym miejscu rozwija się nowotwór” ani wskazać lekarstwa. To oczywiście zagrażałoby wierze. I Ojciec Święty wie doskonale, że warunkiem sine qua non stawianym przez bp. Fellaya i nieustannie przezeń przypominanym jest to, żebyśmy nie znaleźli się w takiej sytuacji. Musimy mieć gwarancje swobodnego głoszenia wiary i swobodnego działania. Scenariuszy dalszych wydarzeń może być bardzo wiele. Najkorzystniejszy zakłada, że Rzym przyzna nam we wszystkim rację i odrzuci soborowe błędy — oczywiście tylko człowiek nierozsądny łudziłby się, że może się tak stać bez cudownej interwencji Bożej. W innym, najczarniejszym scenariuszu widzimy same pułapki, które czyhają, żeby się zatrzasnąć — z nami w środku. Prawdopodobnie rzeczywistość znajduje się gdzieś w pośrodku. I dlatego przełożony generalny ma prawo podjąć próbę, jeśli uważa, że sytuacja przesila się na korzyść Tradycji.

5 maja 1988 r. abp Lefebvre również sądził, że może podpisać ugodę, ale gdy zobaczył, co się dzieje, już następnego dnia wycofał swój podpis. Czyniono mu z tego powodu wyrzuty — ale to było wszystko, co Rzym mógł zrobić. I podobnie my, jeśli watykańska propozycja okazałaby się pułapką, możemy się po prostu wycofać. To jest dla mnie absolutnie oczywiste. Natomiast nie dopuszczam w ogóle możliwości, by którykolwiek z wyższych przełożonych był gotów zdradzić wiarę i porzucić skarb, jaki otrzymaliśmy i od 40 lat chronimy, i podpisać jakiekolwiek tekst sprzeczny z wiarą — choćby o wolności religijnej. Doktor Paweł Milcarek jest świadkiem naszej determinacji. Przed paroma dniami debatowałem z nim w Krakowie, w auli św. Tomasza w klasztorze OO. Dominikanów, nad zagadnieniem wolności religijnej. I pan doktor stwierdził, że po uzyskaniu statusu kanonicznego Bractwo Św. Piusa X będzie musiało zaakceptować Dignitatis humanae. Odpowiedziałem, że nie może być o tym mowy! Nie możemy zaakceptować czegoś, co uznaliśmy — solidnie nasze stanowisko uzasadniając — za perfidne i szkodliwe dla Kościoła. Byłby to nie tylko akt zdrady, ale także głupoty.

Wszystko inne, poza tym, co dziś Wam powiedziałem, to zwykłe plotki. Ci, którzy cierpią na pewnego rodzaju uzależnienie od sensacji publikowanych w portalach internetowych, szybko wpadają w pewną pułapkę. Widzą, że bp Fellay powiedział to, inny biskup powiedział co innego, i od razu muszą to komentować i roztrząsać. Niestety, nikt — ani świeccy, ani księża, ani nawet biskupi — kto zaufa internetowym sensacjom, nie będzie wolny od złych skutków tej wiary. Widać zresztą znakomicie, że za tym szumem informacyjnym stoją dwie grupy ludzi, którzy są nam nieprzychylni. Od pierwszych słyszałem w maju tego roku: „W tej chwili bp Fellay przebywa w Rzymie, aby ustalić konkrety porozumienia”. Zwykłe kłamstwo. Byłem wówczas w Rzymie i wiem. Po prostu kłamstwo. Drugą stroną, nie mniej niebezpieczną, są sedewakantyści, którzy nie mając zbyt wielu wiernych, starają się ich pozyskać wśród katolików związanych z Bractwem Św. Piusa X. Przyjmują oni zresztą bardzo podobną strategię, przekłamując, wyrywając z kontekstu wypowiedzi bp. Fellaya i starając się ukazać go jako zdrajcę katolickiej Tradycji. Atak ten ma na celu zdestabilizowanie Bractwa i dlatego nie można bagatelizować jego znaczenia.

Nie mam wglądu w zamiary naszego przełożonego generalnego i nie będę snuł — jak różni internetowi „eksperci” — kolejnych scenariuszy wydarzeń. Jednego jestem pewien: jeśli zachowamy skarb, który przekazał nam abp Lefebvre, jeśli tylko zachowamy naszą wiarę, to wówczas przyjęcie rzymskiej propozycji będzie mogło mieć bardzo dobre skutki. Zapowiedź tego widziałem na własne oczy, uczestnicząc w światowym Kongresie Fatimskim zorganizowanym przez ks. Mikołaja Grunera — pisałem o tym w artykule wstępnym najnowszego numeru „Zawsze wierni”. To właśnie wówczas stało się dla mnie jasne, że bp Fellay nie jest marzycielem, że nie daje się zwieść rzymskim uśmiechom — co niektórzy mu zarzucają. Widziałem ludzi, którzy rzeczywiście poszukują prawdy, którzy tylko czekają, żebyśmy zaakceptowali status kanoniczny i naprawdę chcą poznawać katolicką Tradycję. Mają pragnienie prawdy, bo tak niewiele jej otrzymali; widzą upadek życia duchowego w diecezjach i klasztorach i poszukują środków zaradczych. Bardzo ich pragną, ale jeszcze mało o nich wiedzą.

Wobec tej grupy ludzi zainteresowanych Tradycją moglibyśmy działać z większą swobodą, przysparzając Kościołowi wielkiego dobra. Jeśli w naszym przeoracie w Bajerzu, w rekolekcjach ignacjańskich, które są wspaniałym darem Pana Jezusa, weźmie udział pięciu mężczyzn, to będę zadowolony i będę się bardzo cieszył. Zobaczcie jednak, że o wiele obficiej wierni mogliby czerpać ze skarbca Tradycji, gdyby można było te same rekolekcje głosić również klerykom w seminariach, duchowieństwu diecezjalnemu i zakonnemu. I właśnie ten misyjny aspekt zagadnienia, ta wielka troska o działanie dla dobra całego Kościoła są obecne we wszystkich wypowiedziach naszego przełożonego generalnego.

Musimy oczywiście dostrzegać możliwe pułapki, żeby nasza chęć pomocy Kościołowi nie została wykorzystana przeciwko nam, żebyśmy nie zostali zmuszeni do przemilczeń, do sygnowania swoim podpisem nieprawdy, bo to byłaby zdrada. Z drugiej strony nie możemy — powołując się na chęć zachowania czystości wiary — nie wychodzić na zewnątrz z obawy o zabrudzenie rąk, ze strachu przed modernistami, bo wówczas stracimy misyjnego ducha, którego otrzymaliśmy od abp. Lefebvre’a. A to właśnie w tym duchu mamy przekazywać skarb katolickiej Tradycji nie tylko naszym małym środowiskom, ale wszystkim wiernym na całym świecie! I jeśli jest taka możliwość, jeśli będziemy mieć swobodę działania bez szkody dla wiary, to nie widzę powodu, dla którego mielibyśmy ją odrzucać.

Tak więc widzicie, że pułapki czyhają na nas i z jednej, i z drugiej strony. I stąd nasza modlitwa, poświęcenie Bractwa Najświętszemu Sercu Pana Jezusa i błaganie o potężne wsparcie Matki Bożej, aby te dwa ważne spojrzenia — „matematyczne” i misyjne — były ze sobą ściśle połączone, co jest również moją osobistą troską. Zatem módlmy się, aby to, co tak znakomicie głoszą biskupi Tissier de Mallerais i de Galarreta oraz wielu innych kapłanów i profesorów seminariów, uzupełniało się, zazębiało się z poglądem prezentowanym przez naszego przełożonego generalnego i wielu kapłanów i misjonarzy — tak, jak to było zawsze, od chwili powstania Bractwa Św. Piusa X, które dzięki temu może wyjść z tych trudności wzmocnione i w pełni gotowe, by w nowej sytuacji pomagać Kościołowi w jego misji. Jeśli jednak miałoby się to odbyć kosztem naszej wiary i jakiegokolwiek kompromisu w jej dziedzinie, to przecież nasza wiara jest najważniejsza. Wówczas będziemy musieli powiedzieć non possumus i wciąż czekać. A co się dalej stanie, to jest już w rękach Pana Boga. Musimy jednak zachować spokój ducha. Jeśli jakiś biskup czy kapłan będą widzieli tylko ciemne strony obecnej sytuacji — a tak się czasem, niestety, dzieje — to, cóż, będziemy musieli się za nich modlić. Rzecz bowiem w tym, aby zachować trzeźwość umysłu, aby te dwa sposoby spojrzenia na problem kryzysu znakomicie się uzupełniały, a nie prowadziły do tarć. I jestem pewien, że Matka Najświętsza nam w tym pomoże.

Oczywiście można wieszczyć koniec Bractwa, można powtarzać, że „Bractwo idzie w rozsypkę”, że za kilka tygodni nic z niego nie pozostanie — ale można też spojrzeć na to z innej perspektywy: skoro nastąpił tak wielki atak, to znaczy, że diabeł się mocno irytuje, a skoro diabeł się mocno irytuje, to znaczy, że przygotowano dla nas bardzo wielkie łaski. I o te łaski wytrwale prośmy.

bg

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Przegląd relacji z Rzymem”

  1. Podzielam opinię ks. Stehlina. To jest mądry i świątobliwy kapłan. Oby Dobry Bóg dał nam więcej takich kapłanów. Do powyższego warto dodać pewien szczególik. W opisanej powyżej sytuacji widzę dużą szansę na połączenie Bractwa z IDP. Już mi się marzy jak dwaj polscy księża z IDP zasilają polskie struktury Bractwa, z wielka korzyścią dla nas. A i pewnie kilku diecezjalnych kapłanów nie zawahało by się przed przejściem. Pod kierownictwem księdza Stehlina wszyscy oni mogliby zebrać piękne żniwo. Co daj Panie Boże. Amen.

  2. …No i nie podpisali. http://www.bibula.com/?p=58207 W ostatniej chwili „któś” zmienił „cóś” w uprzednio zaakceptowanym dokumencie. Czy to aby nie podobne do sytuacji z 1988 roku? Zaiste, wielkie są pokłady dobrej woli w Wiecznym Mieście. A jaka szczerość intencji. Ach, zaiste warto było mieć nadzieję na triumf tej dobrej woli i szlachetnych intencji. Oczywiście nikt nie planował i nie planuje pułapki. Ewentualnie, odbyło się to „bez wiedzy i zgody”, a „któś” co zmienił „cóś” wyleci z hukiem. Oczywiscie, trzeba w to wierzyć, tak, na pewno „bez wiedzy i zgody”, a nawet jesli, to „palono, ale nie zaciagano sie”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *