Przełom(iec) niedyplomatyczny

Wizyta ministra kultury Federacji Rosyjskiej była kolejnym etapem realizowanej przez Rosjan próby resetu w stosunkach z Polską. Ważna była osoba gościa – w realiach polityki rosyjskiej jednoznacznie „Białego”, monarchisty, zwolennika czytelnych ocen zbrodni okresu bolszewickiego/sowieckiego – słowem min. Miediński został dobrany jako emisariusz dobrej woli bardzo starannie tak, by nie prowokować wyczulonych antykomunistycznych polskich honorków. Niestety, był to zbytek subtelności ze strony Rosjan, propaganda po stronie III RP jest bowiem tak sprymityzowana, że pan minister został potraktowany jako archetypiczny „Ruski” – a więc siłą rzeczy komuch i morderca.

Znaczący Sobibór

Druga kwestia istotna w tej wizycie – to wybór miejsca odwiedzin. Jak przyznał min. Miediński w swym wystąpieniu w Sobiborze – było to miejsce słabo, albo wcale nie obecne w świadomości historycznej ZSSR, a obecnie Rosji – przede wszystkim ze względu na pewne dość istotne niuanse. Opowiadając o martyrologii więźniów Sobiboru – zarazem Żydów i Sowietów, trzeba by przyznać, że pilnowali ich m.in. ukraińscy strażnicy, a to by kłóciło się z dominującą w „wielkiej radzieckiej rodzinie narodów” linią propagandową „grubej kreski”. Niezręczne byłoby też zbyt dokładne wgłębianie się w losy uczestników buntu więźniów – z których niektórzy bywali wydawani przez Polaków, a inni- złapani przez Niemców, wydawali Polaków niosącym im pomoc. Słowem – trochę za dużo byłoby do tłumaczenia. Dziś sytuacja uległa zmianie w sposób o tyle irytujący część polityki i propagandy III RP – że to co było skomplikowane, nagle stało się czytelne i proste. A skoro strona ukraińska jawnie już przyznała się do dziedzictwa tylko i wyłącznie pro-nazistowskiego, to nic już nie stoi na przeszkodzie by oddawać (wspólnie, Polacy i Rosjanie) część ofiarom tej zbrodniczej kolaboracji.

Sęk w tym, że tak jak historia uprościła się dla Rosjan, tak skomplikowała dla politycznej części Polski. Teraz to część propagandystów warszawskich zrobiłaby wszystko, by ukryć bądź usprawiedliwić udział Ukraińców w zbrodniach hitlerowskich – no i aby zerwać, zniszczyć i uniemożliwić cień szansy na reset polsko-rosyjski. Stąd też min. Miedińskiego należało za wszelką cenę zakrzyczeć, przesłaniając wszystkie potencjalnie pozytywne aspekty jego wizyty, nawet posługując się kłamstwem, czy robiąc z rozmawiającego skończonego idiot(k)ę.

Obrazić za wszelką cenę

Stwierdzić, że rozmowa z min. Miedińskim nie wyszła pani Przełomiec – to nazwać szambo perfumerią. Od strony czysto branżowej, profesjonalnej – była to oczywista kompromitacja prezenterki. Brak backgroundu, nieprzygotowania, kuriozalny błąd i pomylenie Rokossowskiego z Rolą-Żymierskim kwalifikują p. Przełomiec do odebrania matury i wydawać by się mogło, że wobec takiego wstydu (w dodatku podwójnego – bo „przed Ruskim”) najbardziej nawet zaciekli rusofobi raczej wyciszą całą historię i spuszczą zasłonę milczenia nad tak nieudanym występem. Nic bardziej błędnego. Wychodząc ze słusznego założenia, że współcześnie właściwie nie czyta się, a nawet nie ogląda niemal niczego, zatem wystarczy odpowiedni tytuł, stanowiący jednocześnie komentarz i wykładnię danego zdarzenia – wywiad rozlał się po prawicowej blogosferze w jednoznacznym formacie: „Przełomiec zaorała ministra!”, „Tak trzeba rozmawiać z Ruskimi!”.

Paradoks polega na tym, że zachwyt wyrażają te same środowiska, które wcześniej nie kryły oburzenia, gdy w analogicznej sytuacji red. Lewicka wdała się pyskówkę z min. Glińskim. Skądinąd niegłupi, ale tępo zaślepieni ludzie zaczęli z uporem maniaków twierdzić, że rozmowa z Miedińskim wyszła świetnie, że opowieść o skazaniu Rokossowskiego przez polski przedwojenny sąd to „drobna wpadka”, że nie ma znaczenia, czy rzeczywiście ktoś zabił dziadka pani Przełomiec, bo przecież na pewno „jakiś Ruski kiedyś zabił komuś jakiegoś dziadka”, więc był to w pełni uzasadniony skrót myślowy… Innymi słowy wyłożono wprost, że nieważne są ani prawda historyczna, ani warsztat dziennikarski, ani elementarne dobre wychowanie i formy – bo „Ruskiego” można i należy po zaproszeniu dotkliwie zelżyć, okłamać i w najlepszym przypadku zapewne kilkoma celnymi kopniakami wygnać ze studia. Zwolennicy takiego podejścia nawet nie usiłują się kamuflować, uznając swoją postawę zapewne za dowód pryncypialnego patriotyzmu, a nie skrajnej głupoty i chamstwa.

Dłoń wciąż wyciągnięta

Szur zawsze będzie szurem – tym ważniejsza była reakcja strony rosyjskiej. Sam min. Miedyński podczas programu zachował nadspodziewany spokój, co było tym bardziej znaczące, że polityk znany jest w Rosji raczej jako fighter, lubiący wchodzić w ostre nawet interakcje słowne i niecofający przed konfrontacją. Tym się jednak różni zawodowiec od amatorów – że działa w sposób przemyślany, racjonalny i uzgodniony z celami polityki swojego rządu. Reakcja przyszła więc z pewnym opóźnieniem, ale konsekwentna. Jak podała Agencja TASS – wydarzenia w Polsce zostały uznane za element „wojny informacyjnej” toczonej przeciw Rosji. Jednak osoby i środowiska, które mogłyby założyć, że jedna pani Przełomiec skutecznie zerwie rozmowy z Moskwą – przeliczyli się, min. Mediński bowiem podtrzymał wolę uzgodnienia wszystkich, także historycznych kwestii z Warszawą, podtrzymując wolę skupiania się na tym, co łączy – jak np. wspólna walka Polaków u boku Rosjan w bitwie pod Borodino.

Rosjanie są więc – na nasze szczęście – uparci podtrzymując dłoń wyciąganą do Polaków. Niestety, wydaje się, że być może w sposób niezorganizowany – niemniej podobny upór występuje po stronie III RP, by te dążenia rosyjskie ignorować, czy wręcz niweczyć. Zaraz po rozmowach moskiewskich – min. Macierewicz pozwolił sobie na groteskową demonstrację militarnej kooperacji z upadłą Ukrainą, do zapowiadania interwencji zbrojnej w Donbasie włącznie. Kolejny etap resetu – miała przesłonić i zepsuć jedna krzykliwa baba robiąca kwaśne miny na wizji. Wydaje się, że nisko ceni się w Warszawie dyplomację rosyjską sądząc, że da się ona wciągnąć w taką dziecinadę. Nie sposób jednak tych zjawisk i wydarzeń lekceważyć. Oto bowiem okazuje się na ich przykładzie niski poziom umiejętności dyplomatycznych po stronie polskiej (tzn. jako polska występującej), a ponadto silna tendencja, by wbrew wszelkim okolicznościom nigdy, przenigdy nie dopuścić do nawet najogólniejszego porozumienia polsko-rosyjskiego. Ci ludzie rzeczywiście prędzej wywołają wojnę – niż pozwolą nam zmądrzeć. Jedyna nadzieja więc, że Rosjanie wciąż jakoś nie chcą się dać ostatecznie obrazić wszelkim Przełomcom i Macierewiczom. I to może być prawdziwy przełom – że wreszcie ktoś ma do nas taką cierpliwość.

Konrad Rękas

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *