Refleksja w rok po Katastrofie smoleńskiej…

Mija rok od tragicznej katastrofy samolotu rządowego pod Smoleńskiem. 10 kwietnia 2010 roku cała Polska wstrzymała oddech, każdy z  niedowierzaniem oglądał relacje telewizyjne i zadawał sobie pytanie dlaczego? Każdy z nas ma swoje osobiste wspomnienia związane z tym tragicznym dniem. W pierwszych momentach byliśmy zjednoczeni, w modlitwie i zadumie. Ale żałoba trwała krótko, przynajmniej ta narodowa, bo prywatna dla wielu Polaków,szczególnie dla Rodzin, tych którzy zginęli będzie trwała jeszcze bardzo długo,prawdopodobnie do końca ich ziemskiego życia. Katastrofa będzie jeszcze przez dziesiątki lat opisywana w wielu wymiarach: technicznym, politycznym,socjologicznym, psychologicznym, itd.  Po części będą to opinie obiektywne, po części subiektywne, wpisane w jakiś program społeczno – polityczny.

Z perspektywy roku, z perspektywy osoby, która nie straciła tam nikogo bliskiego i z perspektywy osoby, która jest apolityczna, niezwiązana i nie sympatyzująca  z żadną opcją polityczną chcę podzielić się pewnymi przemyśleniami związanymi z tą niebywałą tragedią.

Po pierwsze jest mi niezwykle smutno i wstyd, że rozbił się samolot z Prezydentem RP. To pokazuje kondycję Państwa. Katastrofy z udziałem głowy państwa zdarzały się w krajach, przy całym szacunku dla tych państw, ale jednak „trzeciego świata”. A tu, prawie 40 milionowy kraj, członek Unii Europejskiej i NATO, aspirujący do roli lidera regionu, uczestniczący w wojskowych misjach zagranicznych, wozi przywódców swojego państwa starymi,sowieckim gratami.  Mówiło się kiedyś, że księżnę Dianę zabiły czytelniczki pism brukowych, bo kupowały te pisma, żeby zobaczyć zdjęcia zrobione przez paparazzich… Absolutnie nie jestem w stanie wskazać, że ktoś zabił prezydenta, ale zastanówmy się, jaki jest często nasz stosunek do władzy, do ludzi, których w demokratycznych wyborach wybieramy jako swoich przedstawicieli. Jakie padają wtedy słowa? Mniej więcej takie:  „Do koryta się pchają! Limuzynami i samolotami się wożą!” Spiralę braku szacunku dla władzy, czyli de facto dla Państwa, nakręcają poczytne tabloidy. Już widzę na pierwszej stronie takiego kolorowego dziennika  tekst po zakupie nowych samolotów – „W takich luksusach będzie latać prezydent”… Wszystko okraszone zdjęciami odpowiednio podpisanymi. Czyż nie jest tak, że kolejne rządy bały się opinii publicznej, że zamawiają samoloty, które umówmy się, tanie nie są.Premier Miller mówił, żeby kupić samoloty, bo spotkamy się na pogrzebie jakiegoś przedstawiciela władzy. Pogrzebów było 95… Trzeba oddać sprawiedliwość, że to nie tylko obecny rząd odwlekał zakup dobrych, nowych samolotów. To minister obrony w poprzednim rządzie też wstrzymał przetarg na nowe samoloty dla VIPów. Minister ten także niestety zginął 10 kwietnia… A więc mnie jako obywatela po prostu bulwersuje fakt, że organy władzy na przestrzeni lat nie zrobiły nic w kierunku poprawy bezpieczeństwa lotów moich przedstawicieli.  Państwo, aby liczyć się na arenie międzynarodowej, musi  między innymi w należyty sposób zabezpieczyć przedstawicieli władzy, a nie dziadować.Śmierć prezydenta, czy premiera to podkopanie autorytetu Państwa, w oczach obywateli, ale także na arenie międzynarodowej.

Druga myśl jaka mi się nasuwa, to że katastrofa wymaga bezwzględnego wyjaśnienia i tu niestety pojawia się wiele kontrowersji, bo jest to już sprawa polityczna, a wszystko co związane z polityką, nie jest już w100% klarowne. Wydaje mi się, że z oczywistych powodów, należy mieć ograniczone zaufanie do rosyjskich organów ścigania. Nie jestem rusofobem, uważam, że sami zwykli Rosjanie są nam Polakom bardzo życzliwi i bliscy, uważam, że z tym krajem musimy budować poprawne relacje, natomiast do władz tego państwa nie można mieć pełnego zaufania i  trzeba patrzeć im na ręce. Najlepszym orężem w prowadzeniu polityki międzynarodowej, szczególnie w ręku mniejszych krajów, jest Prawo międzynarodowe publiczne. O tym czasem niestety widzę nie pamiętamy. Natomiast osobiście mam zaufanie do polskich instytucji i organów ścigania. Brak zaufania do tych instytucji to brak zaufania do Państwa polskiego. Jeśli do nich nie mamy zaufania, to pozostaje tylko zrzeczenie się obywatelstwa i wewnętrzna emigracja pod szałas w Bieszczady…  Prywatne śledztwa i analizy, szczególnie prowadzone przez ekspertów od spraw lotnictwa, nie są oczywiście czymś nagannym, ale pod warunkiem, że wnioski płynące z tych prywatnych „śledztw”  zostaną przedstawione polskiej komisji kierowanej przez MSWiA Jerzego Millera. Jeśli komisja nie będzie chciała ustosunkować się do takich wniosków, albo w obliczu jakiegoś irracjonalnego bojkotowania organów państwowych, osoby posiadające jakieś dowody nie podzielą się tą wiedzą z komisją, no to wtedy w grę wchodzą uczucia i zachowania polityczne i to oddala nas od poznania prawdy.  Nie wiem, czy nie należałoby umiędzynarodowić jednak tego śledztwa. Na skrzydłach Tu-154 była szachownica, to znaczy, że samolot był wojskowy – Sił Powietrznych RP, czyli był samolotem NATO. Nie znam procedur, ani prawa w tym zakresie, czy był to lot cywilny, czy nie. Nie wiele osób tak naprawdę zna, a wiele się mądrzy, ale poproszenie NATO o pomoc w badaniu przyczyn katastrofy byłoby jak najbardziej wskazane i to z punktu widzenia technicznego, jaki i geopolitycznego. Państwo to tak delikatny i skomplikowany organizm, że nie da się tu operować prostymi hasłami, obrazować, że coś jest czarne lub białe. Każda decyzja wymaga wiedzy, przemyśleń i konsultacji wielu osób. Często w interesie państwa, a więc nas, bywa tak, że z pewnymi informacjami opinia publiczna nie może być zapoznana. Dlatego niezwykle ważne jest zaufanie do organów Państwa, które ja, jako państwowiec mam.

Trzeci aspekt katastrofy to kwestia żałoby. Strata kogoś bliskiego, tak nagle, tak niespodziewanie, to niebywały dramat wielu rodzin. Ludzie przeżywają to na swój sposób, tak jak potrafią. Każde zachowanie, każdego, kto stracił kogoś bliskiego w tej katastrofie musi być uszanowane i tolerowane,nawet, jeśli komuś się to nie podoba. Praktycznie każdy z nas przeżył śmierć osoby bliskiej. Wiemy jaki jest to ból. Z podziwem obserwuję jak niesamowicie godnie przeżywają żałobę wdowy po oficerach Sił Zbrojnych i Biura Ochrony Rządu. Pamiętajmy, że to są żony mężów, którzy w tym czasie byli na służbie. Jestem naprawdę pod ogromnym wrażeniem dzielności wielu, naprawdę wielu osób ,których 10 kwietnia obrócił życie w ruinę. Niestety, gdy tylko w żałobę wkracza polityka, wtedy robi się drugi dramat, który dzieli społeczeństwo i nie służy to ani pamięci o ofiarach katastrofy, ani ustaleniu jej przyczyn.

Czwarta sprawa, która mnie trochę irytuje, a o której ostatnio wypowiadała się także Pani Saryusz-Skąpska, która straciła w Katyniu dziadka, a pod Smoleńskiem ojca, to porównywanie Katastrofy samolotu pod Smoleńskiem do Zbrodni katyńskiej. Prezydent Kaczyński przez wiele lat swojej działalności walczył o prawdę historyczną, także w kwestii Zbrodni katyńskiej.Ta tragiczna katastrofa była swego rodzaju mistycznym przypieczętowaniem jego działalności publicznej. Jakby się tak zastanowić, to coś niebywałego, że w tym miejscu, w takich okolicznościach, zginął człowiek, który naprawdę wiele zrobił dla nagłośnienia tej wielkiej zbrodni na polskim narodzie, jaką była ludobójcza Zbrodnia katyńska. Ta katastrofa w ogóle pokazała Światu, że coś takiego jak Katyń miało miejsce i przyznam się szczerze, że nie wiem, czy samemu Prezydentowi i Rodzinom katyńskim, które przez lata walczyły o tę prawdę o Katyniu podobałby się to, żeby porównywać katastrofę samolotu, do bestialskiego,zaplanowanego strzału w tył głowy. O tym właśnie mówiła Pani Saryusz Skąpska i kto jak kto, ale osoba, której Ziemia smoleńska w odstępie 70 lat pochłonęła 2 najbliższe osoby, ma pełne prawo do sprostowania tego słownego nadużycia.

Ostatnia sprawa, nad którą myślałem, to ten sztuczny w moim przekonaniu szum, że katastrofa nas połączyła, ale bardzo szybko podzieliła.Nie można mieć złudzeń, lepiej nie będzie. Taki to niestety „urok” polityki,zawsze znajdą się osoby, wykorzystujące to wydarzenie do akcji politycznej i będzie to rodziło konflikt. To dlatego, że politycy w Polsce kierują się uczuciami, a nie rozumem. Dlatego, że nie ma i nie było przed katastrofą zdefiniowanej polskiej Racji Stanu. Co dobre, a co niekorzystne dla Polski,jakie są nasze cele na 10, 20, 50 lat powinno być omówione i ustalone poprzez dialog wszystkich uczestników sceny politycznej. Środki i metody dojścia do celu mogą się różnić, na tym polega ustrój demokratyczny i wielopartyjność.Natomiast jałowe kłótnie i dyskusje do niczego absolutnie nie prowadzą. Albo prowadzą, właśnie do tego, co się stało 10 kwietnia rok temu i do tego, co się działo przez ostatni rok.  „Polak mądry po szkodzie” mówi stare przysłowie, czasem jednak widzę, że bliższa prawdy jest parafraza tego przysłowia, że jednak „Polak jest głupi zarówno przed, jak i po szkodzie”. Mam nadzieję, że nie jest za późno jednak, by funkcja myślenia została aktywowana wśród naszych elit politycznych.

Katastrofa smoleńska w jednym momencie pochłonęła 96 istnień ludzkich. W obliczu śmierci wszyscy byli równi. Przed oczami mamy obraz i Pary prezydenckiej i Prezydenta Kaczorowskiego, ministrów, parlamentarzystów, ale także oficerów BOR, pracowników obsługi Kancelarii Prezydenta,  załogi… Ja osobiście nie znałem nikogo, a każda, bez wyjątku osoba w tych dniach jest mi niezwykle bliska.  Pamięć o tej największej w powojennych dziejach Polski tragedii na pewno nie zaginie, a spokój i refleksja nad tym, co się stało rok temu może sprawić, że śmierć 96 naszych rodaków na tej smoleńskiej ziemi będzie ofiarą, która rozpocznie nowy, lepszy etap w dziejach naszego Państwa.

Jerzy F. Chrzanowski

(radny i Przewodniczący Rady Gminy Jedlnia – Letnisko,działacz społeczny)

http://jerzychrzanowski.blog.onet.pl

[aw]

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Refleksja w rok po Katastrofie smoleńskiej…”

  1. Dostrzegam w tekście pewną sprzeczność wewnętrzną. Mianowicie Autor – całkiem słusznie – uważa, że zagraniczny ośrodek (rosyjski) może celowo wpływać na przebieg śledztwa mając tu swoje polityczne interesy. Dlatego, jak sam pisze, ufa jedynie polskiej prokuraturze i instytucjom dochodzeniowym. Ale zaraz potem chce aby sprawą zajęło się NATO. Czy ono będzie obiektywne? Czy NATO nie ma swoich celów politycznych i jego dochodzenie będzie obiektywne? Zobaczcie Libię i „obiektywną” ochronę ludności cywilnej przez legalnym rządem. W poliarchii – a ta cechuje stosunki międzynarodowe – nie istnieją ośrodki „obiektywne”, ponieważ nie ma suwerena ponad narodami, a każdy ośrodek realizuje własne interesy. W stosunkach międzynarodowych istnieją tylko „prawdy narodowe”.

  2. Panie Przewodniczący, rozpoczynając „swoje gospodarzenie” w Jedlni-Letnisko trzeba było dbać o Naszego Wójta i nie obniżać jego uposażenia do minimum. Tak jak żyje wójt tak żyje cała gmina.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.