Rękas: Jak „Bury” szkodzi polskiej niepodległości

 

Przede wszystkim nie ma najmniejszych wątpliwości, że Romuald Rajs był zbrodniarzem wojennym. Kolejne dochodzenia przeprowadzone przez polską prokuraturę ostatecznie to potwierdziły. Wina „Burego” jest bezsporna i straszna, a dokonane przez niego morderstwa – niegodne żołnierza polskiego, Polaka i w ogóle człowieka. Jeszcze kilka lat temu panowała pod tym względem całkowita zgoda wśród polskich historyków.

Pochwała zbrodni

Od kilku lat mamy jednak do czynienia z celową prowokacją, realizowaną przez III RP, jej organy takie jak Instytut Pamięci Narodowej, a teraz także przedstawicielstwa konsularne i dyplomatyczne. Tymczasem publiczny kult „Burego” jest skandalem i kompromitacją Polski na skalę międzynarodową. Wśród polskich bohaterów narodowych nie może być miejsca dla mordercy kobiet i dzieci. Miejsca dla bandyty próbującego dokonać ludobójstwa naszych braci Białorusinów na ich własnej ziemi. Osoby publicznie chwalące zbrodnie Rajsa powinny być ścigane, zgodnie zresztą także z polskim prawem karnym.

Szczególnie obrzydliwym przejawem tego kultu zbrodniarzy – jest tak zwany „marsz przez Hajnówkę”, czyli coroczna próba zastraszania ludności białoruskiej w Polsce. Akcja tolerowana, a nawet inspirowana przez polskie władze. Nie może być zgody na próby manipulowania historią Polski w duchu szowinizmu – naszą prawdziwą historią jest braterstwo broni także z sowiecką Białorusią przeciw niemieckiemu nazizmowi.

Zachodnie macki prowokacji

Jest to też jednak kwestia polityczna. Polska ma pełno prawo protestować przeciw takim przejawom neonazimu, jak banderyzm na Ukrainie, czy budowanie tożsamości współczesnej Auksztoty na kulcie „leśnych braci”, szaulisów i Plechavičiusa. Ale jak możemy to robić wiarygodnie, jeśli sami czcimy zbrodniarzy? Nie ma zgody na nazizm na Ukrainie i na Litwie, więc tym bardziej musimy pozbyć się z Polski szowinizmu inspirowanego przez naszych zachodnich okupantów. W istocie mamy bowiem do czynienia z podobieństwem bynajmniej nieprzypadkowym. Cokolwiek by się nie wydawało otumanionej, choć patriotycznej polskiej młodzieży – to Zachód stoi tak za propagandą. niesłusznie nazywaną „polską polityką historyczną”, jak i patologicznymi przejawami kształtowania świadomości Ukraińców, Auksztotów, Bałtów – a także tej części Białorusinów, która mediach III RP chodzi za „opozycję demokratyczną”. Oczywiście, motywy tej operacji są przejrzyste: po pierwsze wychowanie janczarów do rzucenia w pierwszej linii na Rosję. Po drugie – zabezpieczenie zachodnich interesów w krajach Europy Wschodniej tak, by nie miały żadnej alternatywy geopolitycznej dla amerykańskiej dominacji. Po trzecie wreszcie narzucenie nader wybiórczego historyzmu skutecznie odwraca uwagę od problemu najważniejszego – że nie toczymy dziś wojny o niepodległość sprzed lat 75, ale zupełnie współczesną, decydującą dziś i jutrze naszego narodu. I co gorsza – wojnę tę znów przegrywamy…

Melodyjka fałszywego patriotyzmu

W tym właśnie kontekście należy widzieć kolejne próby skłócenia Polaków i Białorusinów. To prawda, że konkretne działania władz białoruskich wobec łamiących prawo obywateli białoruskich narodowości polskiej budzą odruch sprzeciwu i gesty solidarności narodowej. To w pełni zrozumiałe i wręcz uzasadnione. Znowu jednak – wszak aż bije prowokacyjność kolejnych zajść, które doprowadziły do ponownej eskalacji napięć dyplomatycznych między Warszawą a Mińskiem! Tyle tylko, że jak w ubiegłym jeszcze roku zaczęto bić w bębenek „demokracji” i „praw człowieka” – tak teraz słyszymy głośniej melodyjkę fałszywego patriotyzmu, bardziej pasującą do repertuaru obecnych namiestników III RP. Skutek i cel są jednak przecież te same. To nie Białoruś stara się obalić władze w Polsce, to nie Białorusini chodzą przez polskie miasteczka domagając powtórzenia genocydu, to nie Białoruś wreszcie dała sobie zapuścić z gruntu nieprawdziwą, a szkodliwą wersję historii, prowadzącej do ogłupienia własnego narodu i skłócenia go z sąsiadami. To wszystko są dzieła III RP – skoro więc boli nas, że jakaś Polka znalazła się w białoruskim areszcie, to miejmy u licha pełną świadomość, że odpowiada za to polityka rządu w Warszawie, a nie tego w Mińsku!

I nie, nie jest też prawdziwy argument, że „nie będą nam sąsiedzi wybierać kogo mamy czcić!” – bo to z polskiego, narodowego punktu widzenia ślepy kult Żołnierzy Wyklętych w obecnej po raz kolejny pokazuje swą szkodliwość. I im szybciej się go z Polski pozbędziemy – tym większy zrobimy krok w stronę naszej prawdziwej niepodległości w XXI wieku.

Konrad Rękas

[Głosów: 47   Average: 3.8/5]
Facebook

15 thoughts on “Rękas: Jak „Bury” szkodzi polskiej niepodległości”

  1. Ależ błąd, nasz szowinizm jest dobry, obcy zły, tak myśli cały świat, nie powinniśmy inaczej bo przegramy.

  2. Oczywiście całkowicie zgadzam się z Konradem. Kult Burego, który nie miał absolutnie nic wspólnego z ruchem narodowym, jest świadectwem głębokiej patologii toczącej niektóre środowiska uważające się za narodowe dzisiaj. Pełnią one rolę piesków na posyłki PiS (gdzie PiS nie może albo mu nie wypada, tam pośle krzykacza “narodowego”). Trzeba postawić jasno jedną rzecz – odrzucenie romantyzmu jest warunkiem sine qua non polskiej myśli narodowej linii Dmowskiego. Czy to znaczy, że nie ma romantycznego nacjonalizmu? Jest, ale nie ma on nic wspólnego z polską myślą narodową. Nie ogłaszam tego z wysokości mojej prywatnej katedry, ale czynię to w oparciu o szczegółowa analizę źródeł i wypowiedzi twórców polskiej myśli endeckiej. To prawda, że w latach 30-tych wpełzł nieszczęśliwie do ruchu neo-romantyzm, mocarstwowość pozbawiona podstaw itd. Końcowym efektem tego byli “narodowi” wyklęci z lat powojennych. Dzisiejsi “narodowcy” odwołujący się do nich są tak samo daleko od istoty polskiego ruchu narodowego, jak tamci. Uwielbienie dla skazanej na klęskę walki, usprawiedliwianie zbrodni, stawianie na piedestał watażków-sobiepanów, którzy sami przyznali sobie prawo do “wymiaru sprawiedliwości” i mordowania kogo popadnie, bo tak im się podobało. Szczególnym skandalem jest, jak słusznie napisał Konrad, marsz w Hajnówce i jemu podobne. Atakowanie Białorusinów, gloryfikowanie zbrodniarzy na ich oczach i na ziemi, na której mieszkają od stuleci – to wszystko pokazuje w jakim kraju żyjemy. Marsze te powinny być bezwzględnie zakazane, a nielegalne, rozpędzane bez pardonu. Niczym nie różnią się one od marszów na cześć UPA i są zresztą tak samo uzasadniane przy użyciu “etyki relatywnej”. Obserwując do jakiej degeneracji doszedł dzisiaj kult wyklętych, Burych i innych, coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że jak najbardziej słusznym działaniem po 1945 r. było takie jakie podjął choćby gen. Gustaw Paszkiewicz będąc dowódcą 18 Dywizji Piechoty Wojska Polskiego w Białymstoku w 1946 r.

      1. Po pierwsze, nie IPN, a sąd przed którym pan Rajs wysypał się bez żadnych tortur, usiłując zwalić winę za dokonane przez jego oddział zbrodnie na swoich zastępców. IPN pierwotnie jedynie musiał ze smutkiem potwierdzić fakty, ale nowe pokolenie “historyków” stwierdziło za tow. Stalinem, że jeśli fakty nie odpowiadają teorii, to tym gorzej dla faktów. Podobnie jest ze sprawą niejakiego “Ognia”, którego pomnik w Nowym Targu musi być pod stałym monitoringiem ze względu na uporczywe wandalizowanie go przez miejscowych, którym sympatię dla Władzy Ludowej znacznie trudniej zarzucić niż Białorusinom z Hajnówki…

        1. No z pewnością, “pomnik niejakiego “Ognia”, którego w Nowym Targu NIE MA! “musi być pod stałym monitoringiem ze względu na uporczywe wandalizowanie” itd. Tak jest, bo jak słusznie Sz.P. anonim “stwierdził za tow. Stalinem, że jeśli fakty nie odpowiadają teorii, to tym gorzej dla faktów”… Tak jeszcze – zastanawiam się, czy jegomość anonim, to tylko ino jakieś złogi po Radiu Erewań, czy może należy też szerokiego frontu realnych polityków tudzież jedynych prawdziwych endeków, co to prawidłowo rozgryźli “myśl narodową linii Romana Dmowskiego” z obozu-kanapy p. Adama Śmiecha?…

    1. I znowu ta mantra, którą p. Śmiech wygłasza ze swojej prywatnej katedry, tj. swojej kanapy “realnego polityka”, na podstawie bliżej niesprecywanej “szczegółowej analizy źródeł i wypowiedzi twórców polskiej myśli endeckiej”… Aż zastanawia mnie czy p. Śmiech ma coś innego w repertuarze… Dalej staje odważnie okoniem przeciw “romantycznemu nacjonalizmowi”, ale uwaga – “oczywiście całkowicie zgadza się z Konradem.” – którego tekst roi się od egzaltacji zataczającej o histerię. Oto kilka cytatów: “Wśród polskich bohaterów narodowych nie może być miejsca dla mordercy kobiet i dzieci. Miejsca dla bandyty próbującego dokonać ludobójstwa naszych braci Białorusinów na ich własnej ziemi.” ; “Szczególnie obrzydliwym przejawem tego kultu zbrodniarzy – jest tak zwany „marsz przez Hajnówkę”, czyli coroczna próba zastraszania ludności białoruskiej w Polsce.” ; “to nie Białoruś wreszcie dała sobie zapuścić z gruntu nieprawdziwą, a szkodliwą wersję historii, prowadzącej do ogłupienia własnego narodu i skłócenia go z sąsiadami.”. Co do ostatniego cytatu. Białoruska wersja historii najnowszej, to świętowanie rocznicy 17 września 1939 r., hołubienie komnistycznych zbrodniarzy nazwami ulic czy placów oraz zajadła krytyka walki Polaków o granice II Rzeczpospolitej. Czyżby to na takim podejściu do naszej historii polegał, dla pp. Śmiecha i Rękasa, ten mityczny “interes narodowy”, o którym tyle rozprawiają?… Na zakończenie samozwańczy dziedzic myśli Dmowskiego uracza nas passusem: “Obserwując do jakiej degeneracji doszedł dzisiaj kult wyklętych, Burych i innych, coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że jak najbardziej słusznym działaniem po 1945 r. było takie jakie podjął choćby gen. Gustaw Paszkiewicz będąc dowódcą 18 Dywizji Piechoty Wojska Polskiego w Białymstoku w 1946 r.” Zbędna minoderia, do “utwierdzenia w przekonaniu o słusznym działaniu” generale Ludowego (piszmy ściśle!) Wojska Polskiego p. Adamowi nie potrzeba było niczego…

      1. Pierwsze, zasadnicze pytanie: dlaczego Białorusini mają czcić naszą historię, a nie swoją? Dlaczego mają czcić walkę Polaków, a nie Białorusinów? Dlaczego mają nie wspominać czasów radzieckich, które były okresem największego rozwoju Białorusi? I dlaczego interesem narodowym Polski ma akurat być zwalczanie wewnętrznej wizji historii Białorusi, obcego państwa niemającego wobec Polski żadnych zobowiązań? W tym samym czasie, kiedy taka Ukraina państwową cześć oddaje ludziom którzy przeprowadzili ludobójstwo na Polakach(na Białorusi nikogo takiego się nie czci, bo białoruscy nacjonaliści kolaborujący z Hitlerem są na cenzurowanym), jakoś wielkiego oburzenia w kręgach tak zaciekle krytykujących Białoruś nie słychać. I tak na koniec, nie było czegoś takiego jak “Ludowe Wojsko Polskie”. Było Wojsko Polskie, a ludowe to był dodawany przymiotnik, z małej litery. Może niektórzy czytelnicy tego portalu składali przysięgę, i brzmiała ona “Ja, obywatel Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, stając w szeregach Wojska Polskiego…”. I między innymi dzięki daninie krwi tego “złego” Wojska Polskiego, twoi przodkowie nie wyemigrowali z Polski przez komin Oświęcimia.

        1. Czy to ten sam Sz.P. anonim od “pomnika Ognia w Nowym Targu”?… A poza tym to “pierwsze zasadnicze pytanie” wcale nie brzmi “dlaczego Białorusini mają czcić naszą historię, a nie swoją? Dlaczego mają czcić walkę Polaków, a nie Białorusinów?”, lecz jak my, w Polsce mamy postrzegać, wg naszego interesu narodowego (wyrażenie fetysz na tym portalu…) ichnią politykę historyczną?
          Białoruskie państwo tak samo oddaje cześć ludziom, którzy przeprowadzili ludobójstwo (w tym na Polakach), bo zbrodniarze, przypominam, to nie tylko “nacjonaliści kolaborujący z Hitlerem”… Natomiast ostatni passus: “I między innymi dzięki daninie krwi tego “złego” Wojska Polskiego, twoi przodkowie nie wyemigrowali z Polski przez komin Oświęcimia.” to czysta aberracja. Może wynika to stąd, że Sz.P. anonim zabrał się za monitorowanie nieistniejącego pomnika Ognia i w efekcie rozproszył swoją uwagę?…

        2. Pytanie zasadnicze: dlaczego Polacy mają czcić bolszewicką historię (bo bandy NKWD z Dzierżyńskim nie mają nic z białoruską historią wspólnego), a nie swoją? Dlaczego czcić walkę bolszewii na usługach Żydów, a nie walkę Polaków? Dlaczego mają nie wspominać swoich bohaterów, którzy faktycznie walczyli w ich (Polaków) interesie, tylko mają wspominać bandy NKWD? I dlaczego akurat interesem Białorusi ma być zwalczanie wewnętrznej wizji historii Polski zamiast zajęcia się swoimi problemami? I przypominam, że gdyby nie sowiecka agresja na Polskę wespół z hitlerowską to nie byłoby potrzeby tworzenia kolaborującej armii Berlinga.

        3. Jeszcze drobna uwaga. Akurat większość białoruskich formacji na służbie niemieckiej nie dokonywała masowych zbrodni na Polakach – ba, Polacy sami się zaciągali do nich, w tym AKowcy prowadzący działalność wywiadowczą w stosunku do Niemców. Za to ten twój ukochany Łukaszenka czci “bohaterów”, bardzo “białoruskich”, którzy m in uczestniczyli w Operacji Polskiej, w której zginęło ponad 100 tyś naszych rodaków.

  3. Nic dodać, nic ująć. Jest to jeden z bardziej istotnych elementów polskiej rusofobii. Liczni publicyści autorstwo przypisują USA, ale prawa autorskie, moim zdaniem, należa do kilku podmiotów politycznych.

  4. Z reguły nie czytuję Kresy.pl, natomiast zdarzyło mi się z p. Marcinem rozmawiać na ten temat. Zasadniczy problem z nim polega na tym, że nie przyjmuje do wiadomości, że kult ŻW w obecnej formie jest szkodliwy DLA POLSKI i z punktu widzenia polskiego interesu narodowego. I tylko pochodną tego generalnego spostrzeżenia jest, że nie ma sensu go też utrzymywać poza obecnymi granicami kraju.

    Natomiast p. Marcin uparcie tylko powtarza, że “nie będą nam Białorusini dyktować…” – nie słuchając, że to powinien być polski dyktat. A zdanie Mińska jest w tym zakresie nam obojętne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *