Rękas: Konfederacja – i co dalej?

Kolega profesor Adam Wielomski popadł niespodzianie w przedwyborczy entuzjazm, z jednej strony wieszcząc świetlaną przyszłość projektowi Konfederacji, z drugiej strony zaś strony kreśląc apokaliptyczne scenariusze związane z nadchodzącymi głosowaniami. Odpowiadam – spokojnie. To tylko demokracja.

Czekając na Kaczyńskiego

Po pierwsze – każde wybory, jeśli się tylko popadnie w emocjonalne podekscytowanie, nagle okazują się być “ostatnie“, “najważniejsze“, “rozstrzygające” i “ostateczne“. A potem są wybory kolejne. Po drugie – różnych formuł kombinowania współpracy narodowców i liberałów było już w III RP sporo: Liga Prawicy Rzeczypospolitej, SN-owcy na listach UPR w ’93 (nb. z Romanem Giertychem włącznie). Zresztą, ugrupowania neo-endeckie długo nie miały innego programu gospodarczego niż korwinowski, a sam JKM od dłuższego już czasu (co najmniej od powstania KNP) chciał mieć własnych nacjonalistów. Nic więc nowego i oryginalnego. Po trzecie – wyniki KNP właśnie z 2014 i 2015 r. pokazują, że jednak rezultat eurowyborczy nie przekłada się bezpośrednio na inne elekcje, oczywiście przede wszystkim ze względu na odmienną frekwencję. Po czwarte zaś – choć przekazywanie pałeczki Mateuszowi Morawieckiemu postępuje, to jednak nadal zwornikiem PiS-u pozostaje Jarosław Kaczyński i sytuacja centroprawicy ulegnie zmianom DOPIERO po jego śmierci, tak jak znaczącym faktem będzie odejście JKM, które też przecież kiedyś będzie musiało nastąpić. Cóż, śmierć jednego Kaczyńskiego zmroziła nam politykę w III RP – śmierć drugiego powinna ją odmrozić.

A po piąte wreszcie – zagłosować na Konfederację, a jakże, można – bo w sumie czemu nie, jeśli w danym okręgu startuje akurat ktoś fajny. Ale ostatniej bitwy o Polskę bym z tego nie czynił. W dodatku też, warto się choćby pobieżnie zastanowić co dalej stanie się z ukochanym obecnie przez kol. Adama skonfederowanym katechonem, choćby przy okazji i po jesiennych wyborach do Sejmu.

Kto kogo oswoił

Z prawdopodobnego rozkładu mandatów do Parlamentu Europejskiego, które mogłyby w razie przekroczenia progu przypaść Konfederacji wynika, że zapewne objęliby je kandydaci Wolności i ew p. Kaia Godek. Niech! Nie mam też nic przeciwko temu, żeby Konfederacja, jeśli przetrwa – dostała się do Sejmu. Przeciwnie, znam parę osób, którym być z jej list mogłoby to się udać z pewnym pożytkiem i dla nich, i nawet dla wyborców. Żeby jednak być zupełnie ścisłym – losy ewentualnego przyszłego klubu parlamentarnego Konfederacji wydają się dość oczywiste. W pierwszej kolejności znowu – składać się on będzie z korwinistów i korwiniątek, zainteresowanych wyłącznie „napierdalaniem o podatkach”. Pożytek z ich obecności w Sejmie sprowadzać się będzie do uciechy w części internetu i utrwalania przekonania, że co rząd w Polsce – to socjalistyczny!

Wieszczona dziś niekiedy trwała fuzja „narodowo-konserwatywno-liberalna” (cokolwiek by miała znaczyć) nie wygląda bowiem wcale ani trwale, ani głęboko, ani realnie. Przeciwnie, być może gdyby np. taki Robert Gwiazdowski czy ktoś w jego guście utrwalił się w polityce i nastąpiłby przepływ do niego klasycznego kucyzmu, wówczas z reszty coś by ewentualnie faktycznie mogło ewoluować poza horyzonty klasyków neo-liberalizmu. Na razie jedak to nie Wolność się unarodowiła i ukonserwatywniła (jak marzyłby np. prof. Adam Wielomski), tylko RN z p. Grzegorzem Braunem jeszcze bardziej zliberalizowali. To zaś będzie mieć zapewne określone implikacje na przyszłość – tak jeśli chodzi o dialog z elektoratem, jak i ewentualne występy parlamentarne tego środowiska.

Porządni i ci, co zwykle…

Dalej – jeśli w ogóle do Sejmu wejdą i jeśli powstałby jeden klub Konfederacji, mielibyśmy w nim zapewne także jakichś przyzwoitych współczesnych narodowców. Wygłaszaliby oni uczciwe oświadczenia, dawali świadectwo niepokojów i sprzeciwów a to w sprawach poważnych (roszczeń żydowskich, banderyzmu), a to nieco przesadzonych (imigracja), a to wymyślonych (antykomunizm i wyklętyzm). Taki zmultiplikowany Robert Winnicki – w sumie, czemu nie?

No i wreszcie siłą rzeczy do Sejmu via Konfederacja trafiliby nieuchronnie kolejni posłowie dietetyczni, jedni zainteresowani od razu i z góry dogadaniem się z partią rządzącą po prostu dla kariery, inni nie widząc poważniejszych różnic między swoimi wyborcami, a takim PiS-em. Zwłaszcza, że jakąś część takowych wyborców (jeśli się pojawią) mogą stanowić rozczarowani „odejściem od pierwotnego programu”, niesprowadzeniem Wraku, nieopublikowaniem wiadomego Aneksu itd. Czy Konfederacja ma w ogóle pomysł nie tylko na pozyskania, ale także na dalszą pracę z takim elektoratem, czy tak jak wcześniej LPR da mu się raczej samemu zdominować i zakazić?

Do końca kadencji, klub Konfederacji (jeśli powstanie itd.) o ile przetrwa – będzie mniejszy niż na początku (choć mogą go też zasilać ją jacyś wyrzucani i odchodzący z PiS-u). Być może uda się nawet z tym szyldem walczyć w wyborach kolejnych, a przy odrobinie szczęścia w jakiś sposób odnieść się nawet do sytuacji politycznej III RP bez Kaczyńskiego (i JKM). Potem zaś, zapewne – Konfederacja zostanie zastąpiona przez podmiot kolejny. Tak to się jakoś dotąd w polityce III RP odbywało i odbywa, a nie bardzo widzę powody i przyczyny, dla których to, co spotkało dotąd KPN, BBWR, Samoobronę, LPR, Ruch Palikota i właśnie spotyka KUKIZ’15 – miałoby ominąć akurat Konfederację. Tak, wiem, „idzie nowe”, „idee”, program. Jasne. Ale nadal rozmawiamy poważnie?

Co oczywiście nie znaczy, że nie należy głosować, angażować się, protestować. „Protestujcie, cieszy mnie nie to” – jak mówił generał Haller. Tylko potem bez nadmiernych zdziwień i rozpaczy, przecież wszystko już było…

Konrad Rękas

[Głosów:18    Średnia:2.9/5]
Facebook

4 thoughts on “Rękas: Konfederacja – i co dalej?”

  1. Świetny tekst. Popieram, poza stwierdzeniem, że “zagłosować na Konfederację, a jakże, można – bo w sumie czemu nie”, ponieważ uważam, że po prostu nie warto.

    1. No to idac Twoim tokiem trzeba na Pis glosowac?Przeciez to straszne.Warto glosowac na Konfederacje z jednej prostej przyczyny.Konfederacja to jedyna obecnie prawicowa formacja ktora reprezentuje interes Polski.Pan Rekas widze jest jednym z tych ktorzy zamiast cos robic (przynajmniej probowac) wola pisac teksty bez znaczenia.Teksty ktore maja za zadanie mieszac na prawej stronie.Wszyscy z wyjatkiem Konfederacji doprowadza ten kraj do upadku i moze dlatego warto probowac.

  2. No tak, narodowcy i tak będą wspierać PiS w sytuacji, gdy na horyzoncie pojawi wizja zwycięstwa PO. Oni psioczą na PiS tylko w sytuacji, gdy PiS jest niekwestionowanym nr 1 i gdy pozycji tej partii nic nie zagraża.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *