Rękas: Panowie z Meereen

„Czarne manifestacje” dlatego wypadają tak humorystycznie, że – podobnie jak wiece KOD-u – opierają się na nieporozumieniu: upieraniu się, że człowiek syty i co najwyżej wybity z pełnej zadowolenia stazy – może stanowić siłę rewolucyjną.

W obronie czekolady

Tymczasem poza przejściową „zadymką”, środowiska takie nie mają w sobie żadnego potencjału zmian. Pewnie, że dla pańci w botkach za tysiaka to fascynujące, że można spotkać w jednym miejscu trochę więcej ludzi, niż przychodzi na lunch w Sheratonie. To super świetne, że można wymyślić takie coś jak mem czy demot, ale na płótnie i to się nosi, chyba się transponent nazywa (albo jakoś podobnie) i że można coś (jak się okazało – nieważne co!) poskandować, bo to normalnie taki kop, jak trzy amfy, dwie sesje odchudzające, jedna lewatywa i pół wizyty u psychoanalityka!

Tyle tylko, pańciu, że gdyby to było prawdziwe życie, a tobie chodziło o coś naprawdę ważnego – i prawdziwie niebezpiecznego dla systemu władzy, którego istotę popierasz, bo dzięki niemu masz na te botki – to by cię spałowano, wybito oko, wjechałoby ci domu ABW, a pracodawca wypieprzył z roboty za jedną nieprawomyśl, zamiast dawać urlopik, żebyś w jakichś ludzkich warunkach mogła sobie powalczyć o wolność i demokrację w kraju, w którym ludzie wciąż nie mają co do garnków włożyć!

KOD-y, feminazistki i inne postępowe barachło lubią porównywać się do „pierwszej Solidarności”, że niby też tacy szlachetni i o tak górne wartości walczą, oczywiście dla wspólnego dobra. W rzeczywistości jednak wszystkim tym parodiom ruchów społecznych bliżej do innej tradycji, zresztą też jawnie przywoływanej. Bo ci wszyscy „czarni protestujący” i inni „obrońcy demokracji” rzeczywiście trochę przypominają wierchuszkę marca ’68, czyli miglanców, których rozpędzał zdrowy aktyw robotniczy dogadując, że PRL przestał się im podobać dopiero, gdy już całą czekoladę wyjedli.

Dokładnie z tego samego powodu pańcie i KOD-ziarze sarkają teraz na swoją umiłowaną III RP, która – niestety – pod obecnymi rządami ma się równie dobrze (czyli fatalnie dla zwykłych Polaków), jak i pod poprzednimi. I żadne kabarety i mikro-burdki o aborcję, „wolność słowa”, czy „trybunały” tego nie zmieniają.

Problemy pierwszego świata

Polska w coraz głębszy sposób dzieli się na „pierwszy świat” (dla którego głównym problemem, poza oczywiście publikacją orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego oraz aborcją – jest jakaś taka nietego czcionka w nowym widżecie) oraz całą resztę. Pierwszoświatowców ostatnio nagle szczególnie poraziła inwazja partyjna na posady i wszystkie te Misiewicze. Strasznie mierzi ich też rządowa telewizja oraz przeraza poczucie wykluczenia i widmo bezrobocia.

Cóż, Drodzy Pierwszoświatowcy….Witajcie w naszym świecie. Tak wygląda od 1989 roku.

Wracając do tematu: PiS-owcy, pseudo-narodowcy itp – są przede wszystkim głupi i w tej głupocie przede wszystkim żałośni i śmieszni. Natomiast Pierwszoświatowcy są nie tylko głupi, ale i często zakłamani i to najgorzej jak się da – czyli przed samymi sobą (i w tym poniekąd obrzydliwi). W dodatku dotąd Pierwszoświatowcy rządzili częściej i dłużej – byli więc szkodliwsi. PiS ich przebije dopiero, kiedy rzeczywiście wywoła wojnę…

Jasne, cała masa przesympatycznych ludzi podpiera ten trujący system, znany jako III RP. Skoro jednak są tak mili i inteligentni, to czemu to robią? Część z głupoty, większość dla korzyści osobistych, co oczywiście można bez trudu zrozumieć, ale czemuż w związku z tym się nad nimi rozczulać? OK, mają czekoladę. Niech więc ją sobie jedzą, póki jeszcze mają na to czas – i póki dla nich wystarcza. Wszystkim zaś zbyt łatwo rozliczającym tego typu fałsz i zakłamanie trzeba przypomnieć, że każdy głos na partię trzecio-RP-owskie – jest już wystarczającym udziałem w układzie. I dowodem albo skrajnej głupoty, albo zupełnego egoizmu, a więc cech tak czy siak nie skłaniających do dopuszczania do debaty publicznej. – Zaraz, zaraz! – zawoła jednak któryś Pierwszoświatowiec – ale ja sam nie kradłem! – chwała ci więc, ale przecież powinieneś wiedzieć, jeśli chociaż w połowie jesteś tak wykształcony i bystry, jak ci się wydaje, że wyciąganie wniosków ogólnych z indywidualnego, w dodatku własnego doświadczenia – to nadużycie logiczne. Kiedy zaś takie opowieści odnoszą się do osób, które się zna osobiście to przypomina to sytuację tych antysemitów, którzy „tak poza tym” zapewniają, że znani im Mosze czy Abram to przeuroczy i cholernie porządni ludzie! Ewentualnie nasuwa skojarzenie z dialogiem z „Młodych Wilków”, w którym amerykańska córka polskiego aferzysty z przekonaniem „wyjaśnia” swojemu chłopakowi, że jej ojciec dorobił się majątku bo „był pracowity i miał ajdia!”. A jak to było naprawdę z tą pracowitością i pomysłowością – nieźle wyjaśnił na konwencji PO Lech Wałęsa, przyznając, że liczono tylko, że nachapawszy się na transformacji jej beneficjenci „troszkę się podzielą”. Ale ponieważ tu jest Polska – więc co miało pójść źle, to poszło… Zresztą nie oszukujmy się – obecny kształt III RP nie jest żadnym wypadkiem przy pracy,nic nie poszło nie tak. Właśnie tak miało być, jak jest. Kto miał ukraść – ukradł, nikt wcale naprawdę nie liczył w dzielenie się aferałów zresztą i tylko Pierwszoświatowcy pozostają nadspodziewanie trwałym elementem systemu, nadal karnie zgłaszając się do roli chłopców do bicia, niczym ci studenci wpychani pod pałki w marcu 1968 r. Sami zaś (także we własnym pewnie przekonaniu) przypominają nieco „Wielkich Panów z Meereen” z serialowej „Gry o tron” – bardzo dumnych ze swoich osiągnięć i „stylu życia”, za to bardzo zdziwionych i oburzonych, że ktoś ich ukrzyżował na murach miasta za okrucieństwo wobec niewolników.

Ogień, którym wszystko zwykliśmy kończyć”

W Polsce jednak pierwszoświatowi Wielcy Panowie mogą być spokojni. To nie serialowa kraina buntów niewolników. Polska to tylko kraj niewolników, którzy śnią, że są Kmicicami… Czy więc nic już się tu nie zmieni? Nie, raczej nie. Jak dotąd Polacy znieśli przecież Balcerowicza, nie mówiąc o Hausnerze, Belce czy Rostowskim – czemu więc akurat Morawiecki miałby się im jakoś wyjątkowo nie podobać?. Nie są zresztą zdolni zrobić literalnie nic. To przerażające, ale jedynym czynnikiem zmiany w Polsce może być… wojna. Wstrząs zewnętrzny – i albo naruszenie ładu w tej jego drobnej części, w której znajduje się Polska. Albo ostateczny krach systemu korporacji. I tak może samobójstwo, do którego uparcie pcha nas obecne kierownictwo III RP – w ostatniej chwili zamieni się w odrodzenie narodowe. Choć szanse na to wydają się bardziej nikłe, niż kiedykolwiek.

Konrad Rękas

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.