Rękas: Plaga plag, czyli czemu rząd nie jest od pijanych kierowców

Więc powiadacie, że znów mamy „plagę pijanych kierowców”? No, to widać faktycznie przerwa w COVIDzie, skoro media wracają do starych, sprawdzonych metod zapełniania pierwszych/głównych stron… I niech zgadnę, teraz każdy podcięty Czesiek, o którym miejscowa sierżant oddelegowana na funkcję rzecznika prasowego wydziału ruchu wyśle obowiązkową notkę, zamiast trafić do rubryki wypadków prowadzonej przez stażystę – też stanie wiadomością dnia? Oczywiście do czasu zastąpienia przez „plagę pijanych na plażach” albo „plagę parawanów”… Uff, to jakoś nam zleci do tej czwartej fali, kiedy znowu będzie można włączyć liczniki zakażeń, a całą robotę dziennikarską zrobią Niedzielski z Andrusiewiczem.

Logika się nie opłaca

Mechanizm takich „plag” i budowanych na nich „kampanii społecznych” jest zresztą banalnie prosty. Przede wszystkim ani nasi koledzy, pracownicy mediów, ani politycy nie posługują się w takich sprawach logiką – bo nie jest ona w żaden sposób premiowana czy to sprzedażą/klikalnością, czy poparciem wyborczym. Stąd właśnie trwają w najlepsze takie absurdy ludowej sprawiedliwości jak fałszywe równania:

Najlepszym lekarstwem na ścigających się po drogach kierowców, jest ograniczenie o kolejne 10 km/h prędkości dla tych, którzy się nie ścigają„.

Oraz właśnie

Gdy się ograniczy do 0,1 promila, a najlepiej całkiem zlikwiduje dopuszczalny limit alkoholu we krwi/wydychanym powietrzu – to ten, który sam wypił pół litra i teraz ma 2 promile na pewno nie wsiądzie za kółko i nikogo nie zabije”.

Niestety, obawiam się, że jeśli ktoś sam nie zauważa idiotyzmu takich poglądów, będących prostym streszczeniem naprawdę zgłaszanych w takich przypadkach postulatów – to nic się nie da poradzić. W końcu gdyby głupi wiedział, że jest głupi – to by głupi nie był…

Każdy kierowca to potencjalny zabójca?

No, ale głupich i głodnych klikalności i chwilowej popularności, jak wiadomo, nie sieją. Już więc mamy wysyp radosnej twórczości pre-legislacyjnej, odwołującej się do pseudosprawiedliwości ludowej. Pseudo – bo odruchem prawdziwej byłoby powodowane emocjami natychmiastowe zlinczowanie sprawcy przez działający w ograniczonej świadomości tłum. Natomiast rozdmuchiwanie kampanii na rzecz dalszego skretynienia przepisów karnych oraz ruchu drogowego w Polsce – to nie jest żadna sprawiedliwość, ale cyniczne domaganie się postępów w psucia państwa i prawa. Postępów skądinąd niebezpiecznych, bo zmierzających m.in. do wyposażenia państwa (poprzez jego organy, w tym te administracyjne) w uprawnienia przeciw własności prywatnej. Tak bowiem literalnie brzmi odarte z propagandy hasło „odbierania pijakom samochodów”. Bo jeśli pijanym, to czemu nie tym czytającym w czasie jazdy ten artykuł na smartfonie? Albo tym bez pasów? Przecież oni też „wiedzą, że mogą zabić, a jednak wsiadają za kółko!”. Zaraz – właściwie każdy kierowca wie, że może mu się przydarzyć wypadek ze skutkiem śmiertelnym – a mimo to prowadzi dalej, zbrodniarz jeden! A odebrać im wszystkim samochody! Absurd i niemożliwe? A założymy się?

O samym rozszerzonym interpretowaniu kodeksowego wszak czynu zabójstwa z zamiarem – już nawet nie wspominajmy. Zgłaszający takie pomysły, już pomijając ich oczywistą idiotyczność – zapominają też chyba, że miałyby być wdrażane i stosowane w III RP. Przez TĘ władzę, TĘ policję, TE prokuratury i sądy. Indywidualny dramat to jedno, ale nawet emocje nie usprawiedliwiają tak bezmyślnego przechodzenia do (nie)porządku nad tym gdzie i w jakich realiach żyjemy.

Rząd jest od NIC

A żyjemy w czasach (i w kraju) w którym nieodmiennie aktualny pozostaje bowiem skecz KMN o tworzeniu artykułu na pierwszą stronę:

– Wprowadzić element społeczny!

– Jak długo jeszcze rząd będzie tolerować […]?!

To równocześnie jedyna racjonalna odpowiedź na te kabaretowe, ale w realu równie częste pytania, rzucane radośnie w dowolnej zresztą sprawie, kiedy społeczeństwo tak przecież (słusznie!) nie lubiące i nie ufające władzy oraz politykom daje się wkręcić w:„A co rząd na TO?!”. Bo odpowiedź taka brzmieć może i musi tylko tak: Rząd na to NIC. Wyraża współczucie ofiarom i robi tylko to, co do niego należy, czyli poprawia oraz umożliwia poprawę stanu infrastruktury drogowej. I tak w kwestii każdej tego typu „plagi”. Wołajcie se na zdrowie – rząd na to NIC. Bo jego robotą jest tworzyć proste, przejrzyste, logiczne i możliwe do stosowania prawo i jak najbardziej ograniczone pilnowanie jego przestrzegania, a reszta jest już w rękach samych, najlepiej w miarę umiejętności myślących obywateli.

Tylko skąd wziąć taki rząd? Bo obywatele, acz pewnie w mniejszości – to jeszcze może by się znaleźli…

Konrad Rękas

Facebook

7 thoughts on “Rękas: Plaga plag, czyli czemu rząd nie jest od pijanych kierowców”

  1. Autor niesłusznie kpi z konfiskaty samochodów, która jest rozwiązaniem nad wyraz skutecznym. Przede wszystkim dlatego, że skłania do wielokrotnego zastanowienia się, czy ryzyko utraty pojazdu (zwłaszcza drogiego) jest warte alkoholu, nadmiernej prędkości lub rażącego łamania przepisów. Ze swojej strony konfiskatę rozszerzyłbym także o rowerzystów i hulajnogistów, którzy za cichą aprobatą władzy, policji i straży miejskiej, bezprawnie poruszają po chodnikach. Obecne mandaty w śmiesznej (także dla niezamożnych) wysokości maksymalnie 500 zł są całkowicie pozbawione jakiegokolwiek wymiaru wychowawczego. Jeszcze większą demoralizacją jest ulgowe traktowanie sprawców wypadków w sądach.

    1. Tylko że konfiskata dotknie tych których obecne kary też dotykają, znaczy biednych. Synek bogacza czy polityka i tak się wybroni za pomocą układów i dobrego papugi, więc to nie w wysokości kar jest problem a w ich wymierzaniu.

      1. @anonim

        Chodzi o to, by konfiskata odbywała się natychmiast po zatrzymaniu sprawcy, bez niekończącej się telenoweli w sądach. Mówiąc wprost – podjeżdża wezwana przez policję laweta i od razu zabiera auto, które trafia na licytację. Dochód ze sprzedaży zasila oczywiście budżet państwa.

      1. @ds

        Konfiskata jest dużo lepszym rozwiązaniem ze względu na swoją prostotę i skuteczność. W Polsce naprawdę nie brakuje osób oficjalnie bez grosza, które wożą się luksusowymi autami zarejestrowanymi na rodziców, krewnych, żonę, męża… Dochodzenie należności od takiej osoby graniczny z cudem. Ponadto trudno wyobrazić sobie wprowadzenie naprawdę wychowawczych stawek mandatów. Nie staniemy się drugą Finlandią, w której pewien hokeista za przekroczenie prędkości o 40 km/h dostał ponad 120 tysięcy euro (!) mandatu.

  2. Autor nie kpi z pomysłu odbieranie samochodów za przestępstwa drogowe. Autor uważa pomysł ten za absurdalne bezprawie.

  3. Kary takie, jakie są – są aż nadto wystarczające, byle je racjonalnie orzekać. Sam problem jest zaś marginalny: w 2020 r. z, udziałem nietrzeźwych było 1.656 wypadków z ogólnej liczby 23.540, zgonów zaś było w nich 216 na ogólną liczbę 2.491 ofiar. Nie są to liczby społecznie znaczące, z całym szacunkiem dla tragedii poszkodowanych, a zatem w żaden sposób nie usprawiedliwiają kolejnych wyskoków legislacyjnych.

    Pamiętajmy – zawsze w takich przypadkach warto się zastanowić czy rządu nie dałoby się uprosić, by jednak nie robił dla nas tego, co znowu obiecuje…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *