Rękas: Polska potrzebuje Białorusi

Na wyniki wyborów na Białorusi oczekiwano z zainteresowaniem przede wszystkim ze względu na dwie zmiany w życiu społeczno-politycznym republiki. Zachodni obserwatorzy (w tym ci kreujący rzeczywistość medialną w Polsce) liczyli po pierwsze, że tzw. opozycji uda się skorzystać ze zmiany ordynacji wyborczej do Izby Reprezentantów. Po drugie zaś – że niepowodzeniem zakończy się lipcowa operacja wymiany pieniędzy, co wywoła wreszcie napięcia społeczne w najspokojniejszym państwie b. ZSSR. Nadzieje (jak zwykle) okazały się płonne, władze w Mińsku wyszły z kolejnej elekcji znów wzmocnione, Białoruś ma stabilny system polityczny – ale faktycznie, 11 września okazał się znaczącą datą dla naszego wschodniego sąsiada.

Najuczciwsze wybory w Europie

Dokonaną w 2013 r. zmianę ordynacji wyborczej i przejście z systemu turowego na FPTP przeciwnicy białoruskich władz chętnie przedstawiali jako dowód rzekomego osłabienia prezydenckiego ośrodka władzy, celowo ignorując, że w prezydenckim i mocno odpartyjnionym systemie władzy na Białorusi, stawianie znaku równości między osobą i urzędem prezydenta republiki, a najbardziej nawet zadeklarowanymi jego zwolennikami ze składu parlamentu – jest poważnym nadużyciem. Ponadto to przecież w realiach obowiązującego jeszcze cztery lata temu prawa wyborczego – teoretycznie „zjednoczona opozycja”, prezentująca się chętnie zachodniej opinii publicznej jako realna alternatywa dla prezydenta Aleksandra Łukaszenki powinna zmiażdżyć w II turze kandydatów bezpartyjnych, w tym zwłaszcza tych rekomendowanych przez ruch „Biała Ruś” – a tymczasem nie potrafiła wyjść poza tradycyjny już poziom skłócenia, braku organizacji i oderwania od realnych spraw białoruskiego społeczeństwa. W systemie większości względnej, gdyby „opozycja” przedstawiała jakąkolwiek siłę – jej zwycięstwo również powinno być formalnością. I oczywiście, jak zwykle – nie było. Przed kolejną żałosną próbą choćby zapozorowania protestów powyborczych w Mińsku, stanowiących wygodny pretekst do zgłoszenia się po kolejne dolarowe wypłaty – stanowi fakt, że przez sito wyborcze przeszło dwoje kandydatów jawnie antyrządowych. W dodatku nikt, włącznie z obserwatorami zewnętrznymi, OBWE, czy nawet liderami pseudo-partii nie czuje się chyba na siłach, by zakwestionować bodaj najbardziej przejrzystą procedurę wyborczą w Europie! Białoruskie zasady rejestracji, tryb głosowania, liczenie głosów i prace komisji wyborczych – są po prostu modelowe i zawstydzające dla fałszywych demokracji zaprowadzonych w Polsce, na Litwie, nie mówiąc już o Ukrainie. Mówiąc krótko – największy wróg Baćki nie miałby się czego czepić. Zwłaszcza, że społeczeństwo białoruskie ewidentnie wybiera tak jak chce, jeśli chce i kogo chce, co zaowocowało nieco większym niż dotąd upartyjnieniem Izby (acz nie przekraczającym 11 proc. składu), co można tłumaczyć większym niż dotąd zainteresowaniem programami stricte politycznymi, w tym tymi ukierunkowanymi na zacieśnianie współpracy eurazjatyckiej i białorusko-rosyjskiej (na co wskazują wyniki Komunistycznej Partii Białorusi i Białoruskiej Partii Patriotycznej). Jest to więc kolejny dowód dużej dojrzałości białoruskiej polityki – i całego narodu.

Rubel lepszy niż euro

Białorusini równie racjonalnie, jak do kwestii politycznych – podchodzą do kwestii ekonomicznych. Nie mając doświadczeń polskich, ani nie mając powodów, by tak jak Polacy nie ufać władzy – podeszli do denominacji rubla spokojnie. Porównując doświadczenia białoruskie z tym, czego doświadczyły republiki bałtyckie (oraz Słowacja) przy wprowadzaniu euro – widać wyraźnie jak ważne jest utrzymanie własnej waluty, opartej o zrównoważony rozwój wielosektorowej gospodarki. Jej spowolnienie w ubiegłym roku jest mniejsze niż w Rosji, nie mówiąc o Ukrainie, koszty społeczne rozkładają się równomiernie, a restrukturyzacja przemysłu oraz dywersyfikacja handlu zagranicznego postępują planowo. Białoruś to coraz lepiej funkcjonujący mechanizm społeczno-ekonomiczny, stanowiący wyrzut sumienia dla wszystkich swoich sąsiadów, dla których na różnych etapach historii najnowszej wybierano, niestety, inne scenariusze.

Oczywiście, w mediach w Polsce trudno spotkać się z przekazem choćby zbliżonym do dziennikarskiej rzetelności na temat sytuacji na Białorusi. Prawdy polski czytelnik musi szukać sam, jeśli nie włada np. językiem rosyjskim – to u niezależnych blogerów ze Wschodu. „Porównywalnym jest bowiem jak najbardziej obraz życia przeciętnego Białorusina na Białorusi z życiem przeciętnego Polaka w Polsce. I prawdę mówią ci, którzy twierdzą iż mniej się na Białorusi płaci za media, mieszkanie, prąd etc. (…) Tak jakby u nas dbano, a emerytury waloryzowano nie o śmieszne 2, 3, 5 zł , czy jak w zapowiedziach po kilkadziesiąt groszy. Tu jeszcze wspomnieć należy o opiece zdrowotnej, zupełnie dostępniejszej niż u nas. By o samotnych emerytach na naszym podwórku nie wspominać” – rozsądnie porównywała w swoich refleksjach przedwyborczych mieszkająca na Białorusi Polka, Bożena Gaworska-Aleksandrowicz. Takich głosów nieskrzywionej ideologicznie prawdy w kraju, w którym w ciąż finansowane są antyrządowe media nadające po białorusku – nie jest wiele, ale są i przebijają się do świadomości społecznej wraz z oczywistą prawdą: Polska rozpaczliwie potrzebuje stabilnej, silnej Białorusi.

Białoruś = pokój i bezpieczeństwo

Fatalny okres wojny ekonomicznej z Rosją, w której Polska uczestniczy na polecenie Waszyngtonu i w ramach polityki realizowanej przez Brukselę – udowodnił jak wielką szansą dla naszej ekonomii mogłyby być np. joint-venture realizowane na rynku białoruskim w sektorach rolnym, spożywczym, czy mechanicznym z udziałem polskiego kapitału, know how i zaplecza surowcowego. Nie tylko jednak tłumaczy ostateczną wstrzemięźliwość mediów w Polsce, a nawet zawodowych „anty-łukaszystów”, którzy z ociąganiem, ale musieli przyznać i że wybory odbyły się rzetelnie, i że Białoruś jest krajem stabilnym. Otóż przede wszystkim bez Mińska, bez prezydenta A. Łukaszenki prawdopodobnie nie mielibyśmy wciąż kruchego, ale jednak utrzymywanego pokoju w Europie Środkowo-Wschodniej. Białoruski wkład w utrzymywanie ładu międzynarodowego zaburzonego Euromajdanem i ukraińską agresją na Donbas – jest bezcenny. Nawet obecne władze w Polsce, idące w awangardzie wojennej – muszą czasem to dostrzegać.

Wszystko to tłumaczy, czemu neokonserwatywne jastrzębie wojny, które najchętniej wybrałyby od razu Hillary Clinton na papieża, sekretarza generalnego ONZ i cesarzową Wszechświata – musiały pokornie schylić głowy i przyznać: Baćka znowu wygrał. A dążenie do zdestabilizowania Białorusi może okazać i skazane na niepowodzenie, i zbyt kosztowne. I z tego właśnie powodu, a nie dla dwójki opozycjonistów – wyniki białoruskich wyborów zostaną zapewne tym razem przez Zachód (i nieodmiennie wysługującą mu się Polskę) gładko przełknięte. Bo świat po prostu potrzebuje Białorusi – takiej, jaką ona jest.

Konrad Rękas

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *