Rękas: Siła PolExitu

Blisko ¼ Polaków popiera już PolExit, zaś w najbardziej aktywnej zawodowo i potencjalnie politycznie grupie wiekowej 30-49 ten odsetek rośnie do blisko 38 procent ankietowanych. Tylko patrzeć, jak coraz bardziej trzeźwe spojrzenie naszych rodaków na Unię Europejską sprowokuje podobne lamenty tzw. elit jak niedostateczna miłość okazywana przez Polaków Ukrainie czy wzrost poparcia dla ruchu Grzegorza Brauna. Cóż, widać nieodmiennie nie dorastamy do naszych światłych przywódców i pewnie dlatego chcą nas sobie wymienić na imigrantów, nie tylko zresztą tych znad Dniepru.

Mit Zachodu

Tymczasem by zrozumieć stosunek Polaków do Unii Europejskiej należy cofnąć się do wczesnych lat 90-tych, gdy cała transformacja ustrojowa dokonywała się pod hasłem „powrotu do Europy”. Potężny aparat propagandowy umiejętnie wykorzystywał polskie kompleksy, przekonanie, że Zachód zdradził Polskę w Jałcie godząc się na dominację sowiecką oraz że Polsce należy się jakaś rekompensata za nieuczestniczenie w Planie Marshalla (o którym nigdy w Polsce nie myślano jako o programie uzależnienia gospodarczego Europy Zachodniej od USA). Polacy lat 90-tych naprawdę myśleli, że coś im się od Zachodu należy i że spłatą tego długi jest przede wszystkim otwarcie granic. Po 2004 roku i wstąpieniu Polski do Unii Europejskiej ponad 3,5 miliona Polaków wyjechało na stałe do pracy na Zachodzie, co skutecznie na wiele lat rozładowało problem bezrobocia. Politycy mogli dzięki temu udawać, że polska gospodarka się rozwija, a pieniądze przysyłane przez imigrantów pozwalały pokrywać dziury w domowych budżetach. Powracający z emigracji przywozili pieniądze, które naiwnie starali się zainwestować licząc, że coś się jednak w Polsce zmieniło.

Jednak minęło ponad 20 lat. Choć przy każdej polskiej drodze stoją dziś tablice „sfinansowana ze środków Unii Europejskiej”, to jednak w nawierzchniach już pojawiają się pierwsze ubytki Na utrzymanie aquaparków, zbudowanych z pieniędzy, które Polacy najpierw wysłali do Brukseli, a potem dostali je stamtąd z powrotem pomniejszone o koszta unijnej biurokracji – po prostu nie wystarcza środków. Polska unijność dostaje zadyszki pod kątem inwestycji, a jej koszty stają się coraz bardziej oczywiste, na czele przede wszystkim z tymi związanymi z rynkiem energii, transformacją w stronę wyłącznie źródeł odnawialnych i radykalnej redukcji konsumpcji.

Koniec kompleksów

20 lat temu Polacy zachłysnęli się Europą na gruncie wieloletnich kompleksów. Obecne pokolenie im lepiej Europę zna, ty mniej kompleksów okazuje, doskonale rozumiejąc jak negatywne skutki mają zarówno unijna polityka imigracyjna, jak i klimatyczna. Pozornie piękna i wytęskniona UE pokazuje swoje prawdziwe oblicze, okazując się być starą dziwką, z której opadł puder i coraz więcej Polaków to widzi. Fakt, że większość elit politycznych III RP ignoruje tę zmianę oznacza tylko, że trzęsienie ziemi na polskiej scenie politycznej jest bliżej niż się wydaje.

Tym bardziej atrakcyjność UE spada na wielu polach. Emigracja zarobkowa w Niemczech czy Holandii wciąż może wydawać się atrakcyjna, jednak Polacy osiadli na Zachodzie coraz częściej analizują swoją sytuację na jednej szali kładąc lepsze zarobki i warunki mieszkaniowe – a na drugiej kwestie bezpieczeństwa, otoczenia, w którym dorastają ich dzieci, a także ideologicznej opresyjności państwa, wyrażanej poprzez szkolnictwo. Ci polscy imigranci, którzy decydują się wracać, poza względami rodzinnymi i sentymentalnymi w wielu przypadkach powołują się właśnie na swoje obawy ekonomiczne: „Europa się kończy!” – słyszy się często, bo też wyhamowanie dynamiki rozwoju i wzrost kosztów życia są już powszechnie odczuwalne nawet w przypadku czołowych gospodarek UE. Niemal równie częstym założeniem migracji powrotnej jest jednak chęć życia wśród swoich, a dokładniej nie życia wokół obcych, coraz bardziej obcych cywilizacyjnie i kulturowo Tę grupę powracających uderza coraz szybsze upodabnianie się polskiego otoczenia do tego, od którego uciekli z Zachodu. Wracający nie są więc bynajmniej ambasadorami europejskości w jej obecnym kształcie, a przeciwnie, wielu powraca mając ugruntowane poglądy jakich błędów zachodniej UE Polska żadną miarą nie powinna powtarzać. Oczywiście, wiele w powracających Polakach naiwności i nadmiernej wiary, że „w Polsce się poprawiło” tylko dlatego, że chodniki są nieco równiejsze niż kiedy wyjeżdżali i ponoć nawet panie w skarbówce się uśmiechają. Nie, w III RP nie jest aż tak bardzo lepiej, jak im się wydaje, ale też wracają w dużej mierze ludzie oczyszczeni z kompleksów towarzyszących „wejściu Polski do Europy” 21 lat temu. Ludziom, którzy z bliska przyjrzeli się współczesnej europejskości i znają również jej czarne strony dużo łatwiej przychodzi wstanie z kolan.

Ukraina wchodzi – Polska wychodzi

Nie chodzi jednak tylko o doświadczenie z Zachodu. Co najmniej równie istotne dla budowania polskiej siły na rzecz PolExitu jest bowiem kwestia ukraińska. Jeszcze przed formalnym przyjęciem Ukrainy do UE to właśnie do Kijowa płyną fundusze pochodzące z dotychczasowych krajów członkowskich, w tym z Polski. Cokolwiek z Ukrainy zostanie po wojnie – ma zostać wcielone do Unii, co oznacza jeszcze większe nakłady i wydatki na programy dostosowawcze i infrastrukturalne. To Ukraina stanie się głównym odbiorcą środków ponoszonych na Wspólną Politykę Rolną. Słowem nawet ci, którzy wierzą, że UE coś nam daje będą musieli dostrzec, że to my staliśmy się dawcą, wysyłając do Kijowa jeszcze więcej pieniędzy niż obecnie, tylko robiąc to w większym stopniu przez Brukselę, jako karny członek Unii Europejskiej. Właśnie zegar odmierzający czas do ukraińskiej akcesji jest najważniejszym argumentem za PolExitem. Polska musi opuścić Unię zanim resztka Ukrainy to niej przystąpi. To jest takie proste.

EFTA, czyli Polska jak Norwegia i Szwajcaria?

A co dalej? Jeśli udałoby się przełożyć narastający polski krytycyzm wobec UE na decyzję polityczną konieczne stałoby się zastosowanie mechanizmu redukcji dysonansu poznawczego. Wystarczyłoby wszak na początek, gdyby III RP znalazła się poza strefą ścisłej centralizacji Unii, organizowaną przez Niemcy i Francję. Już to wywołałoby histerię elit, wyrażaną sloganami sprzeciwów wobec „Europy drugiej prędkości” i „członkostwa drugiej kategorii”. Tymczasem wymknięcie się pułapce eurokratycznego superpaństwa niemiecko-francuskiego byłoby dobrym początkiem, po którym dalsze trwanie w UE miałoby tym mniej sensu, gdy np. mogłoby zostać zastąpione luźniejszą acz też zinstytucjonalizowaną kooperacją np. w ramach Europejskiego Stowarzyszenia Wolnego Handlu, EFTA.

Lekcja BREXITu

Poluzowanie związków z UE musiałoby więc być na tyle zdecydowane, by uniknąć problemów, których doświadczyło Zjednoczone Królestwo. Wbrew bowiem temu, co triumfalnie ogłaszają pro-eurokratyczne media to nie BREXIT okazał się pomyłką, ale fakt, że rozwód z Unią był pozorny, gospodarka brytyjska nadal jest krępowana tymi samymi regulacjami, co eurosojusz, zaś jedyną praktyczną konsekwencją w zakresie polityki migracyjnej stało się zastąpienie polskich hydraulików afrykańskimi księgowymi przyjeżdżającymi na zmywak. -EXIT by zadziałać – musi być pełny i prawdziwy, taką lekcję daje nam UK i o tyle mądrzejsze może i powinno być nasze wyjście z Unii. Wyjście, do którego przekonuje się coraz więcej Polaków i które może stać jednym z głównych haseł prawdziwej politycznej debaty, obok postulatów deukrainizacji Polski i trzymania się jak najdalej od wojny Zachód-Rosja. Politycy myślący po polsku muszą przestać bać się PolExitu, jako czegoś niewyobrażalnego, poza polską percepcją polityczną i dlatego niemożliwego.

Przeciwnie. PolExit to dziś postulat polskiego realizmu i wymóg polskiego interesu narodowego.

 

Konrad Rękas

Aniemowilem.pl

Facebook
Click to rate this post!
[Total: 14 Average: 3.6]

7 thoughts on “Rękas: Siła PolExitu”

  1. Zanim wyjdziemy UE sama się rozpadnie. Szkoda dywagować. Imperia upadają z powodu kryzysów gospodarczych, czyli niekontrolowanego wzrostu wydatków przy niedostatecznej bazie podatkowej. To samo dzieje się w UE. Przecież fundusz odbudowy po covidzie został prawie w połowie sfinansowany z pożyczek żyrowanych przez państwa członkowskie. Kasa się kończy a zatem straty zaczną przewyższać zyski z członkostwa.

  2. Proszę zwrócić uwagę, ze zdaniem PIS, kiedy UE inwestuje w coś w Polsce, to są to pieniądze wcześniej zabrane Polsce, pomniejszone o koszty unijnej biurokracji.

    Ale kiedy UE inwestuje w coś na Ukrainie, to już nie są pieniądze zabrane Ukrainie, etc… tylko to są pieniądze zabrane …Polsce. 🙂

    Poza tym, nawet PIS już, jak widać, zauważył, że Brexit, najdelikatniej stwierdzając, to nie był udany projekt biznesowy. Lepiej byłoby dla Wlk Brytanii z UE nie wychodzić.

    Przed oczywistym wnioskiem, że ewentualny polexit byłby jeszcze większą katastrofą, niż brexit, PIS jednak zażarcie się broni. Twierdzi, ze brexit, to nie był jeszcze prawdziwy brexit. Że polexit będzie znacznie prawdziwszy. Coś jak socjalizm, który nigdy, w żadnym kraju nie działał, bo, jak twierdzili socjaliści, to nie był ten „prawdziwy” socjalizm.

    Stałym motywem pisowskiej propagandy, jest też oczywiście „drastyczna redukcja konsumpcji” jaka w Polsce w trakcie członkostwa w UE miała jakoby zajść. Ciekawe czy oni sami w to wierzą?

    1. „Ale kiedy UE inwestuje w coś na Ukrainie, to już nie są pieniądze zabrane Ukrainie, etc… tylko to są pieniądze zabrane …Polsce.”
      Nie wiedziałem, że Ukraina dokłada się do budżetu unijnego. Myślałem, że do budżetu unijnego dokładają się państwa należące do instytucji unijnych.

      1. Z artykułu wynika, że chodzi o sytuację po przyjęciu Ukrainy do UE. Kiedy Polska przystąpiła do UE, unijne inwestycje w Polsce miały być, wg PIS, finansowane z polskich pieniędzy pomniejszonych o koszty unijnej biurokracji. Kiedy do UE przystąpi Ukraina, inwestycje UE na Ukrainie będą finansowane nie z ukraińskich pieniędzy pomniejszonych o koszty unijnej biurokracji, ale z …polskich.

        Tak twierdzi PIS, zatem to prawda. 🙂

        1. Tak nie twierdzi PIS. Tak podpowiada rozum, posiłkujący się prawem unijnym plus stan ukraińskiej gospodarki. A co do PIS-u: jeżeli wychodzę i widzę śnieg i Kaczyński widzi śnieg, to mam poglądy pisowskie? Chociaż nadal nie widzę zbieżności w poglądach PIS, p. Rękasa czy innych piszących na portalu.

          1. Och, dla JarekJarek na pewno te różnice pomiędzy partią Kaczyńskiego, a nim samym, są bardzo duże. Ale patrząc z politycznej oddali, tak jak to widzi pilaster, z pozycji prawicowych, wolnorynkowych, są to różnice kosmetyczne. JarekJarek nie lubi Kaczyńskiego, ale poglądy ma bardzo zbliżone. Tak samo narodowe i tak samo socjalistyczne.

            PIS to nie tylko partia polityczna o tej nazwie, ale całe środowisko ideowo-polityczne, niezależnie od wygłaszanych czasami werbalnych deklaracji, wrogie wolnemu rynkowi, własności prywatnej i praworządności.

            Z drugiej strony takie RAZEM, jest również wrogiem wolnego rynku i własności prywatnej, co w widoczny sposób przyciąga je do PIS, ale jednak opowiada się za praworządnością i działaniami legalnymi, zgodnymi z prawem, co RAZEM od PIS z kolei separuje.

            „Tak podpowiada rozum, posiłkujący się prawem unijnym plus stan ukraińskiej gospodarki.”

            W rzeczy samej. Odbudowa Ukrainy i doprowadzenie jej infrastruktury do standardów europejskich, będzie kosztować nawet więcej niż swego czasu odbudowa i doprowadzenie do europejskich standardów Polski. Tylko że wtedy, wbrew temu co twierdzi PIS, nie odbywało się to z polskich pieniędzy pomniejszonych o koszty unijnej biurokracji. Zostało sfinansowane przez bogatsze kraje UE.

        2. „Z artykułu wynika, że chodzi o sytuację po przyjęciu Ukrainy do UE. Kiedy Polska przystąpiła do UE, unijne inwestycje w Polsce miały być, wg PIS, finansowane z polskich pieniędzy pomniejszonych o koszty unijnej biurokracji. Kiedy do UE przystąpi Ukraina, inwestycje UE na Ukrainie będą finansowane nie z ukraińskich pieniędzy pomniejszonych o koszty unijnej biurokracji, ale z …polskich.”
          Bo są finansowane z polskich pieniędzy. Dokładaliśmy się finansowo od początku, poza tym sprzedano wielomiliardowe firmy za śmieszne pieniądze, a pieniądze odprowadzane do budżetu państwa przez zagraniczne firmy działające w Polsce to pożal się Boże. A z czego ten upadły finansowo kraj za linią Curzona będzie się dokładał do budżetu po dewastującej wojnie? Chociaż jedno trzeba powiedzieć na obronę Ukrainy, że co najmniej w sektorze rolnictwa biznes zachodnioeuropejski i tak już położył łapę. Ale my na tym nie skorzystaliśmy i nie skorzystamy. Ale dywagacje o wejściu Ukrainy do UE są i tak tylko teoretyczne, bo w bliższej perspektywie Ukraina i tak nie wejdzie do UE, a mogę założyć się, że nie wejdzie nigdy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *