Ryszard Bugaj nie dorósł do demokracji?

Nie będę ukrywał, że bardzo mnie rozbawiła przedwyborcza wypowiedź prof. Ryszarda Bugaja w TVN24, iż nie zamierza iść na wybory, ponieważ nie ma zamiaru brać udziału w medialnym cyrku zwanym „kampanią wyborczą”, gdzie trwa pojedynek na hasła i spoty, a nie toczy się żadna merytoryczna debata. Dlaczego tak bardzo mnie ta wypowiedź rozbawiła? Dlatego, że wyszła z ust człowieka, który był jednym z budowniczych polskiej demokracji, czyli systemu obioru władzy opartego wyłącznie na demagogii.

Każde demokratyczne wybory z natury rzeczy były, są i muszą być oszustwem. Wynika to z prostego faktu, że pochopnie dano prawa wyborcze ponad 30 milionom ludzi, z których przygniatająca większość kompletnie nie rozumie o co chodzi w polityce. Z wykształcenia jest politologiem, więc czuję się merytorycznie kompetentny aby politykę analizować i się na jej temat wypowiadać. Wyobraźmy sobie jednak sytuację, gdyby nakazano mi się wypowiadać i głosować nad problemami fizyki jądrowej lub biologii molekularnej!

Albo weźmy przykład astronomii: dopiero co nagrodę Nobla otrzymało trzech astronomów, którzy udowodnili, że świat się powiększa, a jego wzrost coraz bardziej przyśpiesza. Wyobraźmy sobie teraz, że te 30 milionów wyborców miałoby zagłosować nad pytaniem następującym: „Czy wszechświat powiększa się?”. Jako politolog mam prostą odpowiedź: nie mam zielonego pojęcia! Gdyby kazano nad tym głosować 30 milionom wyborców, to jestem pewien, że część by powiedziała, że się powiększa; część, że się pomniejsza; a reszta, że zawsze był, jest i będzie taki sam. Poza garstką kilku setek astronomów i fizyków pozostali wyborcy nie mieliby na ten temat zielonego pojęcia. Głosowaliby wedle własnego „widzimisię”, chyba, że spierające się grupy naukowców zatrudniłyby firmy pijarowskie do tego głosowania. Astronomowie z Krakowa puściliby nam w telewizji spot z „Aniołkami Profesora”, które w krótkich spódniczkach przekonywałyby nas, że kosmos rośnie jak na drożdżach. Tymczasem w innym spocie inny profesor o odmiennym poglądzie przekonywałby jakąś starszą panią, że kosmos się kurczy tak jak jej portfel pod koniec miesiąca. Ta zaś, przekonana, złapałaby go za rękę. W innym spocie mielibyśmy dzieci na huśtawce krzyczące „Kosmos był i będzie taki sam!”.

Wynik głosowania nad wielkością wszechświata zależałby więc wyłącznie od technik pijarowskich, ponieważ nikt z nas nie jest kompetentny aby się w tej kwestii wypowiedzieć. Podobnie jest ze sztuką rządzenia państwem, gdzie trzydziesto milionowy tłum ludzi patrzy na debatę polityków i nic kompletnie z tego nie rozumie. Większość ludzi nie łączy podatków z wydatkami, nie rozumie na czym polega konstruowanie budżetu, nie ma zielonego pojęcia skąd się wziął kryzys finansów publicznych. Lud chce tylko tego, „aby było lepiej” i zadaje prostackie pytanie: „Jak żyć?”. W tej sytuacji akt wyborczy musi być kompletnie irracjonalny. Wyborca kieruje się wyłącznie wizerunkami i najbardziej prostymi hasłami, wyglądem kandydata, logo partii, uśmiechniętą buzią, estetyką bilbordów itd., itp. Niektóre badania pokazują, że ok. 10% głosujących wychodząc z domu na głosowanie nie jest jeszcze pewnych na kogo zagłosuje.
Politycy coraz lepiej rozumieją te mechanizmy. Dlatego nikt już nie próbuje przedstawiać programów, nikt ich nie czyta, nikt nie próbuje pojąć rozumowo mechanizmu preferencji wyborczych. Nie ma bardziej irracjonalnej tezy niźli ta, że do wyborców trzeba docierać za pomocą racjonalnych argumentów. Tłumom trzeba przedstawić wizję, za pomocą kilku prymitywnych haseł, wywołać emocje i poprowadzić je do urn wyborczych. Jeden będzie mobilizował tłum hasłem „Pomścimy Smoleńsk”, drugi hasłem „Zatrzymać pułki smoleńskie!”. Zrozumiał to świetnie Janusz Palikot, umieszczając na swoich listach najbardziej groteskowe postacie i mobilizując swój elektorat ideą głosowania przeciwko wszelkim ustalonym normom społecznym i etycznym. Nawiasem mówiąc, to jest zresztą moment, którego nigdy nie rozumiał JKM, który wiecznie chce ludziom coś wytłumaczyć, przekonać ich, wykazać racje. To poważny błąd antropologiczny: do ludzi nie docierają argumenty, lecz emocje. Czym prymitywniejsze hasła, tym większe emocje i tym większe poparcie wyborcze.

Prof. Ryszard Bugaj, podobnie jak JKM, jest dinozaurem z innej epoki. Jakkolwiek jest socjalistą, to jest człowiekiem ideowym. On wierzy w socjalizm jako racjonalny system zarządzania wynikły z racjonalnej debaty, w wyniku której kierujący się racjonalnymi przesłankami wyborcy wyniosą do władzy lewicę. Bugaj nie rozumie, że godzinna prezentacja wskaźników produkcji, tabelek i wykresów nie pozwoli mu pozyskać wyborców. Tutaj trzeba przeprowadzić totalną mobilizację wyborczą opartą na prostych hasłach: „odebrać bogatym”, „wszystkim równo”, „dość biedy”. Kiedy piszę te słowa to nie wiem czy PiS wygra te wybory, ale nie mam wątpliwości, że Jarosław Kaczyński znakomicie dokonuje tej mobilizacji politycznej, odwołując się jedynie do uczuć poniżenia narodowego, patriotyzmu, socjalizmu pod biało-czerwonymi sztandarami. W jednej z reklamówek PiS jest taka wypowiedź: „Nie ma krajów biednych, są tylko źle rządzone”. Czyli wystarczy kilka decyzji politycznych i bieda zniknie! Bogactwo nie musi być wypracowane, można je wyczarować!

W tegorocznej kampanii wyborczej nie było już nawet pozorów racjonalnej debaty. Jakkolwiek starcie liderów zawsze było gigantycznym pokazem demagogii i wyrazem sprawności w stosowaniu sztuczek marketingowych, to tym razem politycy postanowili, że nie będą nawet udawać, iż taka „racjonalna” debata ma miejsce. Zamiast tego zasypano nas najprymitywniejszymi hasłami, najgłupszymi z możliwych spotami wyborczymi, plakatami i bilboardami. I słusznie: gdyby astronomowie przeprowadzili godzinny wykład dowodzący, że wszechświat się rozszerza, to 99,9999% widzów nie zrozumiałoby z tego nic. Co innego jak zobaczyliby wszechświat rozszerzający się w spocie wyborczym, z długonogą blondynką latającą na komecie…

Adam Wielomski

Tekst ukazał się w tygodniku “Najwyższy Czas!”

Facebook
[Głosów:0    Średnia:0/5]

0 thoughts on “Ryszard Bugaj nie dorósł do demokracji?”

  1. Ja bardzo przepraszam, ale sformułowanie “ideowy socjalista” może być jedynie uznane za synonim jednego z dwóch: albo “kompletny idiota” albo “cyniczny łajdak”. Ten pierwszy wciąż wierzy w socjalizm wbrew wszelkim dotychczasowym doświadczeniom a ten drugi chce się szybko dorobić (czytaj: nakraść) wykorzystując ludzką naiwność. Tertium non datur – przynajmniej dla mnie.

  2. Pierwszy akapit przywodzi mi na myśl wypowiedź Lenina “The state does not function as we desired. The car does not obey. A man is at the wheel and he seems to lead it, but the car does not drive in the desired direction. It moves as another force wishes.” (cytat z “A Fate Worse Than Debt”, Susan George, 1988 r.). Co prawda Bolszewia funkcjonowała inaczej niż Lenin to sobie wykoncypował z nieco innych powodów niż – odpowiednio – Polska i Bugaj, ale to już inna bajka. Nie zgadzam się też co do twierdzenia, że mas nie da się przekonać racjonalnymi argumentami. Weźmy takiego Rona Paula w Stanach. Nie ucieka się on do prymitywnej demagogii, tylko rzeczowo przedstawia swoje argumenty w debatach telewizyjnych z innymi kandydatami Republikanów, na tle których wyróżnia się jak mędrzec pośród wariatów. Tyle że w odróżnieniu do JKM-a ma dobrą dykcję, nie ponoszą go nerwy i nie hajluje, dzięki czemu nie udało się żadnemu merdium przypiąć mu etykietki oszołoma. Efekt? Wygrywa w większości sondaży i prawyborów w danym stanie, a jak nie wygrywa, to zajmuje 2 albo 3 miejsce. Niektóre co bardziej wredne merdia starają się go więc “totschweigen”, ale z miernym skutkiem. Coraz więcej ludzi ma już dość panującej sytuacji. Czuć, że coś wisi w powietrzu. Jeszcze niedawno w USA ktoś występujący z hasłem “End the FED” spotykał się ponoć ze spojrzeniem mówiącym “świr, czy jak?”. To samo u nas, gdyby ktoś powiedział, że na marsz niepodległości przyjdzie 30 tys. chętnych. Uważam, że po latach wyczekiwania w końcu nadchodzi era Korwina. No bo kto inny jest w stanie godnie reprezentować Prawicę? Kaczyński? Ziobro? Jurek? Tępi łysole udzielający się w ONR-ze czy na stadionie Legiuni? Nie rozśmieszajcie mnie.

  3. Zgodzę się, że demokracja ma te wady o których Pan pisze, ale i tak jakoś lepszego ustroju obecnie nie widzę. Z tego co Pan pisze, to można by wysnuć wniosek, że chcąc mieć jakiś choć minimalny wpływ na rządzących to trzeba by studiować politologię. Może jeszcze kilka kierunków. Czy inżynier mógłby ów wpływ mieć, czy nie? A jeśli ktoś nie ma wykształcenia, ale się interesuje i czyta na własną ręke? Kto miałby decydować kto może a kto nie mieć wpływ na dobór rządzących? Nie ma żadnej dobrej reguły ta która obowiązuje – że jedyne kryterium to wiek, obywatelstwo, poczytalność,to jednak najbardziej sprawiedliwa reguła. A że jest wśród nich pełno głąbów? Cóż zrobić, nie żyjemy w idealnym świecie. Co Pan proponuje, może konkret, kto miałby decydować? Korwin o ile kojarzę często mówił, że profesora głos tyle samo warty co jakiegoś menela. Cóż z tym zrobić, mimo wszystko w ogólności lepszego sposobu niż obecny nie widzę. A profesorowie tak samo jak i politologowie reprezentują całe spektrum poglądów ad skrajnego lewactwa, liberałów, centrum po różne prawice. Więc niewiele by to zmieniło a było gorzej, bo bardziej niesprawiedliwie i właściwie nie widzę powodu by jakiś pierdoła politolog co nic właściwie nie umie miał być ważniejszy od jakiegoś dobrego pracownika fizycznego po zawodówce. Panu się wydaje, że Pan myśli racjonalnie w przeciwieństwie do szarych mas. Ale ja już mam nieco inne poglądy (np. nie tak skrajnie liberalne gospodarczo) i uważam, że Pan nie zna życia z punktu widzenia zwykłych ludzi i nie jest Pan racjonalny w tymże całkowitym liberalizmie gospodarczym. Generalnie nie ma jakichś prostych rozwiązań ani mniejszościowej grupy wybranych którzy dożywotnio wiedzą najlepiej za wszystkich. Pozostaje to co jest, czyli ścieranie się różnych poglądów i walka różnymi sposobami o przeforsowanie swoich i taki stan rzeczy nie jest najgorszy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *