Sanicki: Hugues-Félicité-Robert de Lamennais – tradycjonalistyczny reakcjonista

 

         Urodził się w 1782 r. w St. Malo. W młodości był zwolennikiem Rousseau, ale rychło powrócił do wiary chrześcijańskiej. Duży wpływ na jego formację intelektualną wywarły prace innego reakcjonisty Bonalda. W 1809 r. Lamennais opublikował „Rozważania o stanie Kościoła we Francji w osiemnastym stuleciu oraz o jego obecnym położeniu”, gdzie sugerował odnowę Kościoła. Wyświęcony na kapłana w Vannes w 1816 r, w roku następnym opublikował pierwszy tom „Dociekania nad obojętnością w sprawach wiary”, dzieło, które przyniosło mu natychmiastową sławę apologety religii chrześcijańskiej.

         W pierwszy tomie tego dzieła Lamennais podkreśla, że w religii, moralności i polityce nie ma doktryn obojętnych. Napisał: „Obojętność, rozumiana jako stały stan duszy, sprzeciwia się naturze człowieka i niszczy jego jestestwo”. Teza ta opiera się na przesłankach głoszących, że człowiek nie może rozwijać się jako człowiek bez religii, że religia jest konieczna dla społeczeństwa, jako że składa się na podstawy moralności, oraz że bez niej społeczeństwo wyradza się w grupę osób, z których każda dąży do umacniania własnych jednostkowych interesów. Innymi słowy, Lamennais kładzie nacisk na społeczną konieczność religii i odrzuca rozpowszechnione w osiemnastym stuleciu przekonania, że etyka może stać na własnych nogach, niezależnie od religii, oraz że może istnieć należyte społeczeństwo ludzkie bez religii. Na podstawie wyłożonego punktu widzenia Lamennais przekonuje, że obojętność wobec religii jest zgubna dla człowieka. Można oczywiście utrzymywać, że jeśli nawet obojętność w ogóle jest niepożądana, nie wynika stąd koniecznie, że wszystkie składniki tradycyjnej wiary religijnej posiadają społeczną doniosłość i wagę. Lamennais zauważa, że herezja przygotowuje drogę deizmowi, deizm ateizmowi, a ateizm pełnej obojętności. Jest to zatem przypadek ryczałtowatego potraktowania sprawy.

Może się wydawać, że Lamennais przypisuje wyłącznie pragmatyczną wartość religii, jakby jedynym usprawiedliwieniem wiary religijnej była jej społeczna użyteczność. Nie jest to jednak właściwe ujęcie jego postawy. Jawnie odrzuca on punkt widzenia tych, którzy upatrują w religii jedynie społecznie i politycznie użyteczną instytucję i dochodzą do wniosku, że jest ona konieczna dla zwykłych ludzi. W jego przekonaniu doktryny chrześcijańskie są nie tylko użyteczne, lecz prawdziwe. W istocie, są użyteczne, ponieważ są prawdziwe. Stanowi to, według tego myśliciela, powód, dla którego nie ma usprawiedliwienia dla grymasów i wybrzydzania, to znaczy dla herezji. Trudno zrozumieć, jak Lamennais zamierza pokazać, że doktryny chrześcijańskie są prawdziwe w sensie słowa prawdziwy, wykraczającym poza czysto pragmatyczne rozumienie tego terminu. W jego przekonaniu nasze rozumowanie jest poddane takiej rozmaitości wpływów, które mogą działać nawet bez naszej wiedzy, że nie może dostarczać pewności. Z powodzeniem można twierdzić, że możemy dedukować wnioski z prawdziwych aksjomatów, które są oczywiście same przez się, lub z podstawowych zasad. Rzecz w tym, że to, co jawi się jako oczywiście prawdziwe jednemu, może się tak jawić drugiemu. W tym przypadku w pełni możemy zrozumieć odrzucanie przez Lamennais’go każdej próby sprowadzenia religii naturalnej czy filozoficznej. Pozostaje jednak pytanie jak ukazać prawdę o religii objawionej. Lekarstwem na sceptycyzm, utrzymuje myśliciel, jest zawierzenie nie własnemu, prywatnemu rozumowaniu, lecz powszechnej zgodzie ludzkości. Podstawą pewności jest ta powszechna zgoda czy powszechne poczucie. Ateizm to owoc fałszywej filozofii i polegania na prywatnym sądzie. Przypatrując się dziejom ludzkości znajdujemy spontaniczną wiarę w Boga, wspólną wszystkim narodom.

         Pomijając pytanie, czy fakty historyczne są takie, jak utrzymuje Lamennais, możemy zauważyć, że uwikłałby się on w niespójność, jeśli mówiłby, iż większość istot ludzkich, każda dzięki własnemu rozumowaniu, dochodzi do wniosku, że istnieje Bóg. To znaczy, jeśli rzekoma zgoda powszechna byłaby równoważna zbiorowi wniosków, do których doszły jednostki, można by domagać się od Lamennais’go by pokazał, że posiada ona jakiś większy stopień pewności, niż stopień przypisywany wynikowi procesu wnioskowania jednostki. W rzeczywistości jednak Lamennais odwołuje się do teorii tradycjonalistycznej. Znaczenia słowa „Bóg”, na przykład, znamy, ponieważ należy ono do języka, którego uczyliśmy się, a język ten pochodzi ostatecznie od Boga. Lamennais napisał: „Musi więc być tak, że pierwszy człowiek, który nam je przekazał, sam otrzymał je z ust Stwórcy. W nieomylnym słowie Boga znajdujemy zatem źródło religii oraz zachowującej ją tradycji. Takie stwierdzenie jest w rezultacie stwierdzeniem, że prawdę wiary religijnej znamy na podstawie autorytetu, oraz że w rzeczywistości istnieje tylko religia objawiona. Religia naturalna jest w rzeczywistości religią objawioną, a zostało ono powszechnie uznane, ponieważ istoty ludzkie, jeśli nie są poddane zepsuciu i nie zwodzi ich fałszywe rozumowanie, rozumieją, że obowiązkiem człowieka jest zawsze posłuszeństwo największemu autorytetowi, jaki człowiek może poznać. Powszechna zgoda na istnienie Boga wyraża uznanie pierwotnego objawienia, a wiara w nauczanie Kościoła katolickiego wyraża uznanie dalszego objawienia Boga, które dokonało się w Chrystusie i przez Chrystusa”.

         Obok rozważań dotyczących religii i Kościoła katolickiego wspomnieć należy o postawie politycznej Lamennais’go. Biorąc pod uwagę, że kładzie on nacisk na autorytet w dziedzinie religii, można by oczekiwać, iż będzie podkreślał rolę monarchii. Nie jest tak jednak w rzeczywistości. Lamennais jest ciągle monarchistą, ale przejawia postawę realistyczną. Podkreśla on, że przywrócona monarchia jest „czcigodną pamiątką przeszłości”, natomiast Francja jest w rzeczywistości demokracją. Lamennais pisze dalej: „ demokracja naszych czasów opiera się na ateistycznym dogmacie o pierwotnej i absolutnej zwierzchności ludu” to jednak skłania się on do ultramontanizmu w ramach Kościoła, niż ku tęsknocie za absolutną monarchią. We współczesnej Francji Kościół toleruje się, a nawet wspiera finansowo, ale ten patronat państwa stanowi wielkie niebezpieczeństwo dla Kościoła, zamierza do uczynienia z niego instytucji państwowej oraz do skrępowania jego wolności, z jaką ma przenikać i chrystianizować życie narodu. Mówienie z naciskiem o najwyższym autorytecie papieża może zapobiec podporządkowaniu Kościoła państwu i pokazać jasno, że Kościół ma uniwersalną misję. Co do monarchii, Lamennais ma wątpliwości. Zauważa, że pod koniec monarchii władza ludzka stała się dzięki gallikanizmowi, przedmiotem prawdziwego bałwochwalstwa. Lamennais sądzi o rewolucji, że rozkłada porządek społeczny i jest wrogiem chrześcijaństwa, ale przechodzi on do przekonania, że kłopoty rozpoczęły się wraz z powstaniem monarchii absolutnej. To Ludwik XIV uczynił z despotyzmu fundamentalne prawo państwa. Monarchia francuska podkopywała życie Kościoła podporządkowując go państwu.

         Mimo stałego sprzeciwu wobec politycznego liberalizmu, Lamennais doszedł do wniosku, że liberalizm zawierał coś wartościowego. Pisał: „liberalizm zawiera niepokonane pragnienie wolności, tkwiące w narodach chrześcijańskich, które nie może się godzić z władzą arbitralną i czysto ludzką.” Rewolucja 1830 r. przekonała go, że wcale nie można polegać na monarchach, jeśli chodzi o odrodzenie społeczeństwa. Koniecznością było uznanie demokratycznego państwa, takiego, jakie jest, zapewnienie zupełnego rozdziału Kościoła od państwa, a w ramach Kościoła nacisk na najwyższy autorytet nieomylnego papieża. Lamennais łączył uznanie idei demokratycznego i nie związanego z żadną religią państwa z naciskiem na ultramontanizm wewnątrz Kościoła. Miał oczywiście nadzieję, że Kościołowi powiedzie się chrystianizacja społeczeństwa, ale doszedł do przekonania, że cel ten nie może być osiągnięty, o ile Kościół nie wyrzeknie się wszelkiego patronatu państwowego i wszystkich przywilejów.

         W 1830 r. Lamennais założył pismo „Avenir” (Przyszłość), opowiadające się za autorytetem i nieomylnością papieża, za uznaniem ówczesnego systemu politycznego Francji oraz rozdziałem Kościoła i państwa. Pismo to cieszył się poparciem pewnych wybitnych ludzi, ale przedstawiane tam poglądy nie były do przyjęcia dla wszystkich katolików. Lamennais usiłował zapewnić sobie aprobatę papieża Grzegorza XVI, ale w 1832 r. papież ogłosił encyklikę, w której zganił indyferentyzm, wolność sumienia i doktrynę według której Kościół i państwo powinny być rozdzielone. W 1834 r. Lamennais opublikował „Słowa wierzącego”, gdzie udzielił poparcia wszystkim uciśnionym i cierpiącym jednostkom i grupom i bronił zupełnej wolności sumienia dla wszystkich. Faktycznie pochwalał ideały Rewolucji- wolność, równość i braterstwo-pojmowane w religijnym kontekście. Książka ta została potępiona przez papieża Grzegorza XVI w liście skierowanym  do biskupów francuskich, ale wówczas Lamennais był już całkiem oddalony od Kościoła.

         W późniejszych pismach Lamennais wywodził, że chrześcijaństwo, w swoich zorganizowanych formach, przestało być użyteczne, ale nadal podtrzymywał myśl o wartości religii, rozumianej jako rozwijanie w człowieku Boskiego pierwiastka, który go łączy z Bogiem i z bliźnimi. W 1840 r. opublikował broszurę wymierzoną w rząd i w policję, w wyniku czego został uwięziony na rok. Po 1848 r. został wybrany deputowanym z departamentu Sekwany, ale gdy Napoleon III przejął władzę, Lamennais wycofał się z polityki. Umarł w 1854 r. niepogodzony formalnie z Kościołem.

Mateusz Sanicki

[Głosów: 5   Average: 5/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *