Siabadaba…

Jak pamiętamy, w filmie tym zorganizowano przegląd piosenki zaangażowanej. Jeden z uczestników wykonuje więc znany szlagier „Morza szum, ptaków śpiew…”. Zdezorientowany KO-wiec próbuje protestować: „Ale zaraz zaraz… Ale ta piosenka… ładnie ładnie, ale zaangażowaną piosenkę mieliśmy… pan miał śpiewać, a ja tu się dałem wciągnąć w takie… wie pan.” Po czym wywiązuje się następujący dialog:

GRUBAS:
No jak to? To jest zaangażowana piosenka. No tak.

INSTRUKTOR KO:

Jak to?


GRUBAS:

No bo tą piosenkę trzeba poprzeć jakimś wstępem… No, że dzieje się w Grecji czy to w Portugalii…

INSTRUKTOR KO:

Tak?

GRUBAS:

Gdzie, niestety nie ma mowy o miłości.

INSTRUKTOR KO:

Ano tak. Nie. Nie. Nie…

GRUBAS:
Tam nie ma teraz miejsca na miłość

INSTRUKTOR KO:

Nie. Nie. Nie. To ja wiem. Nie. Nie. Oczywiście. Nie to w porządku. Przy tym wstępie tak. Tak. Tylko trzeba ten wstęp. W porządku.

GRUBAS:
No tak.

INSTRUKTOR KO:

Tak. Tak. Oczywiście. Bardzo dobrze. Bardzo dobrze.

GRUBAS, INSTRUKTOR KO:

Siabadaba…

Morza szum, ptaków śpiew…”

Otóż każde niemal wystąpienie liderów Marszu Niepodległości tłumaczące czemu w istocie manifestują akurat 13 grudnia – musiało być poprzedzone takim wstępem. Bez niego bowiem równie dobrze mogli wykonywać piosenkę o „złotej plaży pośród drzew”.

A może w „święto Wedla”?

Wywód jest znany choćby z wywiadu Artura Zawiszy dla „Frondy”. Lider RN tłumaczy tam niby ów Grubas z „Rejsu”: „Rama interpretacyjna dla wszystkich tych wieców w całej Polsce jest następująca: rzucamy interpretacyjny pomost pomiędzy starą a nową komuną. „Stara” to 13 grudnia 1981 i związane z tym wydarzenia historyczne, zaś „nowa” to dzisiejsze ekscesy i prześladowania wobec organizacji narodowych, młodzieżowych, patriotycznych”. Tylko przy takim łamańcu interpretacyjnym, w którym „komuna” staje się po prostu epitetem, synonimem nielubianego rządu – można bowiem chociaż próbować uzasadniać czemu grupki młodzieży chodzą po mrozie i śpiewają „a na drzewach zamiast liści…!” Oczywiście nijak to nie wyjaśnia czemu nie krzyczą po prostu „precz z Tuskiem”, ale w końcu Grubas w „Rejsie” też wolał śpiewać przebój „Czerwonych Gitar” niż „Międzynarodówkę”. Idąc tym tropem, z powodów czysto marketingowych – może lepiej by było zaanektować dawne „Święto Odrodzenia Polski”, wytłumaczyć, że chodzi o „odrodzenie Polski po rządach Tuska” – i też sobie pochodzić, a w lipcu byłoby przynajmniej cieplej?

Taktyką w płot

Oczywiście, kol. Zawisza zapewne wyjaśniłby nam, że chodziło o szczwany plan taktyczny: zwabienie wyborców centroprawicowych i podłożenie im swojej narracji, np. o zdradzie, jaką stanowił Traktat Lizboński (czyli jak najbardziej słusznej i prawidłowej). Sęk w tym, że ten szatański plan okazał się nie tylko objawem naiwności, ale wręcz pomyłką. Można to było zaobserwować z bliska choćby w Lublinie, który osobą własną zaszczycił przywódca RN. Na kilkaset manifestujących osób – miażdżącą większość stanowili młodzi narodowcy, którzy zjechali się z całego województwa. Dopiero w połowie marszu dołączyła do nich grupka emerytów i poczty sztandarowe „Solidarności”, które jednak zwinęły się zanim kol. Zawisza wygłosił swoje przemówienie tłumaczące paralelę między Jaruzelskim, a Tuskiem, zgrabnie przy tym wplatając potępienie „europejskiej zdrady” popełnionej przez centroprawicę. Wódz RN przemawiał więc do swoich – a zatem nic nie tłumaczyło czemu nie mówił otwartym tekstem i czemu akurat tego dnia, skoro i tak elektorat PiS-u chłonął w bezpośrednich transmisjach warszawskie przemówienie Jarosława Kaczyńskiego. Zamiast rzekomego pozyskania wyborców centroprawicowych – mącono zatem tylko w głowie własnej młodzieży.

Powtórzymy wyraźnie: jeśli plan polityczny Ruchu Narodowego polega na udawaniu antykomunistycznej centroprawicy po to, by tym sprawniej wyrwać sympatyków PiS-owi – to szkoda zachodu. Trzeba opracować własne święta, własny kod językowy, własne hasła do skandowania, a nie kopiować pomysły sprzed trzech dekad. Oszczędzi to konieczności tłumaczenia czemu akurat ta śpiewka jest zaangażowana. Ponadto zaś może w końcu odwróci tendencję, że „Traktat Lizboński – zdrada Polski!” skanduje się po cichu, a „Raz sierpem, raz młotem…!” na całe gardło, choć akurat właśnie to pierwsze hasło ma teraz więcej sensu i aktualności.

Test na inteligencję

Tym bardziej, że aktywność wkładaną w rozróżnianie „starej i nowej komuny” można by spożytkować znacznie lepiej. Wielokrotnie w stosunku do autorów Konserwatyzm.pl kierowane jest pytanie: „no co wy tak z tym stanem wojennym, z tym Generałem, no dalibyście już spokój…” Pomińmy już litościwie, że to przecież „młodo-endecki” i na wskroś nowoczesny Ruch Narodowy odkurzył zmurszałą tradycję manifestowania w rocznicę SW (zmuszając do aktywności także Prawo i Sprawiedliwość). Przede wszystkim jednak problem stosunku do stanu wojennego i całokształtu wydarzeń lat 80-tych w Polsce jest wciąż ważnym testem na myślenie. Czy osoby wypowiadające się i działające w tym kontekście są w stanie oderwać się od blokad umysłowych, czy nie? Czy będą ulegać emocjonalnym porywom, czy zachowają zdolność racjonalnego, zdroworozsądkowego myślenia? A nade wszystko – czy w polskiej debacie politycznej dominować będzie empiryzm, twarde trzymanie się związków przyczynowych, czy idealizm i doktrynerstwo, wiara, że „chcieć to móc” i że najważniejsze, to mieć jakąś wykoncypowaną „słuszność”?

W dyskursie o stanie wojennym uderza bowiem przede wszystkim zawstydzający brak logiki. Abstrahując już od wszystkich detali historycznych („weszliby – nie weszliby” itd.) – narracja używana podczas obchodów rocznicy SW jest niemal we wszystkich środowiskach taka sama i sprowadza się do dwóch konstatacji: 1. „Solidarność” miała rację i dawała narodowi nadzieję. 2. Generał Jaruzelski powinien był natychmiast wprowadzić demokrację, oddać władzę „Solidarności”, wyjść z bloku wschodniego i wprowadzić reformy rynkowe. Jak to wszystko miało się dokonać, jakie były realne szanse realizacji takiego „programu” – to już oceniających nie obchodzi.

Oczywiście, pojawiają się wariacje na powyższe tematy. A to „Solidarność” już, już miała sama przejąć władzę i powiesić Jaruzelskiego (jak przekonująco dowodził na manifestacji w Lublinie kol. Marian Kowalski), a to Generał nie powinien był oddawać władzy, ale przeciwnie, wziąć za mordę i zostać Pinochetem (jak od lat twierdzi JKM). Wszystko to są jednak warianty tego samego, ahistorycznego, anachronicznego, a przede wszystkim wyzutego z elementarnej teleologii podejścia do rzeczywistości. „Coś ma się stać, bo ja tak chcę!” – głoszą zwolennicy łatwych ocen historycznych. Jasne, „chcą, bo coś jest słuszne!”, ale zasada jest właśnie taka – empiryczna rzeczywistość ma się dostosować do ich woli. Dokładnie tak rozumuje trzylatek depczący i podskakujący na swojej czapeczce i żądający, żeby teraz, natychmiast były jego urodziny, bo on chce dostać prezent!

Chcieć to nie móc

Czy trzeba tłumaczyć jak duże niebezpieczeństwo bieżące i przyszłe wynika z takiego stosunku do historii i teraźniejszości? Jeśli „Solidarność” była dobra, bo dobrze chciała, a Jaruzelski zły, bo jej w tym nie pomógł – to przecież teraz też wystarczy głosić hasła uznawane za słuszne, a rzeczywistość się sama odmieni. A jeśli nie i ohydny Tusk wprowadzi stan wojenny – to trudno, za 30 lat nasze wnuki też będą manifestować 13 grudnia. Bez urazy, ale czy tylko Konserwatyzmowi.pl taki „program polityczny” wydaje się nieco szalony i mocno niepoważny?

Jakakolwiek forma analiza realności czy to żądań „Solidarności” z roku 1980 (osławione „21 Punktów” do dziś może budzić rozbawienie swoją naiwnością, gospodarczą ignorancją i chciejstwem), czy możliwości realizacji alternatywnych planów politycznych 13 grudnia 1981 r. i później – rozbija się o mur ignorowania społeczno-ekonomicznych realiów, międzynarodowych zależności i uwarunkowań i szeregu innych czynników składających się na historyczną i polityczną złożoność sytuacji danego państwa i narodu. Tymczasem nie chodzi tylko o dyskusję historyczną.

Jeśli będziemy uczyć współczesnych nie tylko fałszywej historii, ale także fałszywego sposobu myślenia o historii i polityce – to utrwalimy w nich przekonanie, że stanie na mrozie 13 grudnia jest jedyną możliwą, dopuszczalną i „słuszną” formą walki o realizację własnych postulatów. Że zyskają na tym ci nieco operatywniejsi, realizujący własne plany, niekonieczne dobre dla Polski i Polaków – jest oczywistością.

Parę słów prawdy

Co więcej – na parę słów prawdy zasługują też sami uczestnicy wydarzeń sprzed lat trzydziestu. 13. grudnia niemal na każdej z imprez można było takich samych ludzi o zmęczonych twarzach, w szarych paletkach. W ’81 strajkowali na mrozie, a dziś nie mają emerytur, bo ZUS nie uznaje im pracy w zlikwidowanych już za „Solidarności” zakładach. Nie zostali ministrami, prezesami ani dyrektorami. Dziś łażą po tych manifestacjach, konferencjach i rekonstrukcjach, patrzą młodym w oczy i proszą samymi spojrzeniami: „powiedzcie, że było warto…”, „prawda, że mieliśmy rację?”

Jarosław Kaczyński, ale niestety na swój sposób także Artur Zawisza, czy Robert Winnicki oszukują tych ludzi. Mówią im: „tak, wszystko ok, dobrze chcieliście, tylko wykonanie nie wyszło, jeszcze trochę wysiłku, jeszcze raz się sprężcie i wyjdzie”. Oszustwo, oszustwo, oszustwo.

Trzeba tym ludziom powiedzieć prawdę: NIE, NIE MIELIŚCIE RACJI. NIE, NIE STALIŚCIE PO WŁAŚCIWEJ STRONIE. WSZYSTKO, CO SIĘ ZDARZYŁO POTEM – Z POLSKĄ, Z WAMI, Z WASZYMI ZAKŁADAMI PRACY – TO TAKŻE WASZA WINA. DALIŚCIE SIĘ WYKORZYSTAĆ, WYKONALIŚCIE ZADANIE, JAK TO SZABESGOJE. A JAK BĘDZIECIE POPIERAĆ KOLEJNYCH OSZUSTÓW, OD PONAD 30 LAT OPOWIADAJĄCYCH TE SAME GŁODNE KAWAŁKI – TO WY W KOŃCU ZDECHNIECIE Z GŁODU, WASZE WNUKI NIE BĘDĄ MIAŁY ŻADNEJ PRZYSZŁOŚCI, A URATOWAĆ POLSKĘ BĘDZIE CORAZ TRUDNIEJ. I to akurat były bardzo dobre dni, żebyście to sobie uzmysłowili.

Takie otrząśnięcie również jest niezbędne, bo inaczej wyrosną nam kolejne pokolenia w szarych paletkach, tak samo przekonane, że wystarczy mieć rację, a potem pomstujące na złego generała czy premiera, że racji tej nie uznał i nie zaspokoił marzeń. Najwyższy czas bowiem te marzenia zacząć realizować samemu.

Konrad Rękas

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Siabadaba…”

  1. Najbardziej przykra jest jałowość tych sporów, której samo spostrzeżenie już rzuca na taką osobę podejrzenie, że jest sympatykiem komuny i coś z nim nie tak. Współczesność rzuca nowe i ważne wyzwania, a niektórzy biorą w tym czasie udział w jakichś marszach antykomunistycznych…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.