Śladewska: OUN – Giedroyć – Michnik

2 marca 1993 r. wytłuszczonym drukiem zamieścił hasło: „UPA to cześć i duma Ukrainy”. Trzeba być niezwykle zuchwałym aby porażający slogan, wymyślony przez ounowską ekstremę, nagłaśniać w Polsce. Powszechnie znany jest stosunek OUN-UPA do Polaków, wiadomo z kim wojowała tzw. UPA, ocena tej zbrodniczej formacji, dokonana przez A. Michnika budziła także zdziwienie niejednego światłego Ukraińca. Propagandowa twórczość OUN-owskich sprzymierzeńców manipulujących historią nie słabnie, antykresowa krucjata przybiera na sile, w związku z tym należy przypomnieć zapomnianą rolę „autorytetów”, obrońców ducha OUN, na których z okazji 70-tej rocznicy zbrodni powołał się redaktor naczelny  (GW, 23-24 marca 2013 r.). Niewątpliwie wybitne zasługi w obudzeniu upiorów przeszłości w Polsce i na Ukrainie ma sam A. Michnik.

GW od początku powstania oswajała niezorientowanych czytelników z duchem banderowszczyzny poprzez zamieszczanie zmanipulowanych tekstów pseudohistoryków mieszkających w Polsce, a także na Ukrainie. Przykładowo w lipcu 1995 r. ukazała się skrócona wersja referatu Iwana Kyczija wygłoszonego w Podkowie Leśnej na konferencji zorganizowanej w 1994 r. przez Ośrodek Karta. Ten artykuł to szczyt hipokryzji, twierdzenia profesora historii Uniwersytetu Wołyńskiego nie mają nic wspólnego z nauką, należą do sfery socjotechniki. Kyczij mówi, że do wypadków wołyńskich doprowadziła polityka II RP, nienawiść była tak wielka, że zemsty nie mógł powstrzymać sam Kłym Sawur (kat Wołynia, członek kierownictwa OUN).

Innym absurdalnym wywodem profesora było to, że winne tragedii jest polityczne kierownictwo ZSRR i Niemiec. Według niego „trudno dziś ustalić kto napadał na polskie wsie, nie ma bowiem dokumentów, sądzę, że dokonali tego enkawudziści… przebrani w mundury UPA”. Powszechnie wiadomo, że mundury tzw. UPA zaprojektowano po wojnie, w czasie jej trwania chodzili w cywilnych ubraniach lub przebrani w zdobyte mundury polskie, sowieckie i niemieckie. Dla Kyczija mordowanie bezbronnych było walką a rozpaczliwa obrona to także walka więc ocena moralna obu stron jest jednakowa „ludzie ginęli po obu stronach”.

Wniosek jest taki, że gdyby broniący życia dali się wyrżnąć, byliby bez winy. Historyk Kyczij dosłownie powielił mity M. Łebeda, organizatora rzezi Polaków, szefa banderowskiej  „Służby Bezpeky”. Łebed jak każdy zbrodniarz bronił się kłamstwem. Po wojnie ukrywał się w klasztorze bazylianów w Rzymie, gdzie wydał książkę pt. „UPA”. Wybielił banderowców i siebie, pisał o historycznej nienawiści Polaków do narodu ukraińskiego, o nabrzmiałych przez wieki krzywdach, wymyślił nawet walki tzw. UPA na frontach z Niemcami, Sowietami, Polakami i inne niedorzeczności, przykładowo podszywanie się Niemców i Sowietów pod oddziały UPA. Na publikację o charakterze czysto propagandowym, powołują się ukraińscy nacjonalistyczni historycy.

Redaktor Michnik pisze:  „Polacy i Ukraińcy zapamiętali inaczej”, „My Polacy mamy obowiązek rozumieć ukraiński punkt widzenia. I najlepsi z nas – np. J. Giedroyć z uporem nam ten obowiązek uświadamiali”. W imieniu jakich Polaków i jakich Ukraińców wypowiada się pan Michnik? Polacy mają rozumieć ounowsko-banderowski punkt widzenia, natomiast mordercy bezbronnych nie muszą rozumieć niedoszłych ofiar, do dziś borykających się z traumatyczną pamięcią. Wielu nie złożyło relacji, nie byli w  stanie wracać pamięcią do tamtych dni i nocy spędzonych w krzakach, zbożach i innych kryjówkach.

Podczas pielgrzymek do Maisons-Laffite Jerzy Giedroyć-polityk uczył nie tylko Michnika historii i manipulowania pamięcią. Giedroyć nie miał mandatu od narodu polskiego, nie reprezentował stanowiska polskiego rządu emigracyjnego, proponował własną koncepcję odnośnie obszaru Ukraina-Litwa-Białoruś. Giedroyć na łamach „Kultury” rozpoczął budowanie nowego wizerunku OUN-UPA i  „mostów przyjaźni między Polakami i Ukraińcami” de facto między ukraińskimi faszystami.  O „konfliktach” nakazał zapomnieć, wzywał do przeprowadzenia rachunku sumienia przez obydwie strony, bo jak mówił  „winy były wzajemne i prosić należy o wzajemne wybaczenie”. Doktryna Giedroycia odeszła w niepamięć, zbrodnia dokonana przez OUN-UPA została udokumentowana i potwierdzona przez prokuratorów pionu śledczego IPN, a obrońcy ukraińskiego nacjonalizmu nadal  nie są w stanie wyjść poza kanon argumentów jakimi operował wyszkolony przez Niemców M. Łebed. Rozkaz tego zbrodniarza był krótki:  „Natychmiast i jak najprędzej zakończyć akcję totalnego oczyszczania ukraińskich terytoriów z ludności polskiej” („Taras Bulba” – Borowiec, wspomnienia).

A. Michnik polecając orędzie Synodu Biskupów Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego napisał, że: „Pojednanie Polski z sąsiadami to z pewnością największy sukces polityki zagranicznej III RP”, przytoczył formułę eseju J. Mieroszewskiego i dodał, że „pojednanie dotyczy zwłaszcza relacji polsko-ukraińskich”. Faktem jest, że po denazyfikacji, z Niemcami ułożyły się poprawne stosunki sąsiedzkie, natomiast nie było cudu pojednania z Ukrainą, farsa jaka dotąd miała miejsce nie przełożyła się na poziom społeczeństwa. Nie sprzyja temu ukraiński etos nacjonalistyczny, marsze pod faszystowską symboliką, przenoszenie tych akcji na poziom państwowej polityki historycznej oraz modły greckokatolickiego abp Igora Woźniaka pod pomnikiem Bandery i głoszenie, że jest on skarbem narodowym. Złudzeniem jest, że elity polityczne „przełamały logikę fatalnej przeszłości”. Prawdy nie przesłoni tajemniczy kod pt. „partnerstwo strategiczne”.

Nie pisałabym tego tekstu, gdyby A. Michnik nie przypomniał o uderzeniu się w polską pierś przez polskiego pisarza Józefa Łobodowskiego, w jego artykule pt. „Przeciw upiorom przeszłości” zamieszczonym w „Kulturze” paryskiej w 1952 r. Łobodowski pisał: „rzezie Polaków przez Ukraińców nie wyczerpują dziejów sporu” i „ten medal miał odwrotną stronę, gdyż rzezie były wzajemne”.  Łobodowski przestrzegał przed tymi, „którzy dmą w miechy przy ogniu polsko-ukraińskiej nienawiści, będą współodpowiedzialni za tą krew, która się jeszcze w przyszłości poleje”. W jakim celu te straszne słowa cytował pan Michnik właśnie teraz? I dlaczego sam mówi o „nienawiści między naszymi narodami”!? Te odkrywcze poglądy redaktora nie powinny być narzucane opinii publicznej.

Dyspozycyjni publicyści „GW” piszą o możliwości wzniecenia wojny z Ukraińcami. Biskupi greckokatoliccy w orędziu też ostrzegają, że manipulowanie okolicznościami tych wydarzeń „na zamówienie polityczne mogą tylko rozdmuchać przygasły ogień narodowej wrogości” To lęk przed prawdą, przed krzykiem ofiar skłania eksponentów OUN-UPA do szantażu, straszenia, podszywania się pod naród, unikania słowa „ludobójstwo” i uciekania się do… eufemizmów typu „tragedia”, „bratobójstwo”.

Sylwetkę Łobodowskiego, prekursora historycznego przekłamania przedstawił Wiktor Poliszczuk w „Gorzkiej Prawdzie” (Toronto 2000, s. 36). Łobodowski pochodził z Wołynia, rozumiał kulturę ukraińską, mówił, że jego przodkowie pochodzili od Kozaka Łobody. Był współpracownikiem Giedroycia i działaczem polonijnym nie mając wiedzy o tym co za sprawą OUN-UPA stało się na Kresach. Uległ wpływom ukraińskiej nacjonalistycznej diaspory. Dla Łobodowskiego Ukraina sięgała tylko do granicznej rzeki Zbrucz, nie przyjmował do wiadomości, że USRR należała do koalicji antyhitlerowskiej. Pisał: „Ukraina w czasie II Wojny Światowej dała potężny ruch narodowy i armię powstańczą”. Zafałszowany materiał do napisania złowieszczego artykułu dostarczył Łobodowskiemu banderowiec Jewhen Wreciona. Łobodowski fałsz przyjął za prawdę i zbudował konstrukcję o polskiej winie.

Giedroyć banderowskie kłamstwa podparł swoim autorytetem i zaopatrzył notką, że pogląd autora w tej sprawie pokrywa się z opinią Zespołu „Kultury”. Stanowisko Giedroycia odnośnie problemu ounowsko-banderowskiego kształtowało się pod wpływem nie tylko Wreciony  także stypendysty hitlerowskiego – Bohdana Osadczuka, kolaboranta Wołodymyra Kubijowycza i samego Dmytro Doncowa. Giedroyć pisał, że robiąc „Kulturę” często jeździł do Monachium, gdzie po wojnie mieścił się ośrodek ukraińskiego nacjonalizmu tam mieszkał Bandera, Stećko i inni.

O tym jak splatała się polityka z rzeczywistością i paryską „Kulturą” przedstawił czołowy działacz OUN – Jewhen Stachiw w wywiadzie dla „Naszego Słowa” (11 czerwca 2000). Wywiad nosił tytuł „Nie ma w historii odwiecznych wrogów, teraz Ukrainie potrzeba, żeby Polska była jej sprzymierzeńcem”. Stachiw w 1941 r. w „grupach pochodnych” dotarł do Krzywego Rogu. W 1942 r. w Donbasie rozpoczął nacjonalistyczną działalność propagandową, bez powodzenia, tam powiedziano mu, że hasło „Ukraina dla Ukraińców” i „filozofia” Doncowa nie przejdzie.

W 1944 r. Stachiw organizował szlak kurierski, łączący ukraińskich nacjonalistów z aliantami we Włoszech. Po utworzeniu na emigracji Ukraińskiej Głównej Wyzwoleńczej Rady (UHWR) został przewodniczącym Prezydium Środowiska tej Rady. Pierwszymi przedstawicielami UHWR, mówi Stachiw, byli J. Wreciona i M. Prokop, którzy przybyli do Szwajcarii. Gdy skończyła się wojna J. Wreciona skontaktował się z przedstawicielami polskiego rządu emigracyjnego i z ludźmi  piszącymi w „Kulturze”. Będąc w Austrii związał się z J. Wrecioną, który miał już kontakty z Józefem Czapskim z „Kultury” i innymi politykami. Od tego spotkania zaczęło się „wielkie zbliżenie” Polaków i Ukraińców de facto banderowców. Z wywiadu Stachiwa dowiedzieliśmy się o szlaku kurierskim z Nowego Jorku do mieszkania Jacka Kuronia, o wysyłaniu sprzętu poligraficznego i funduszy dla „Solidarności”.

A. Michnik w nawiązaniu do orędzia greckokatolickich biskupów napisał, że ich głos warto przeanalizować, „budowa polsko-ukraińskiego pojednania jest trudna ale niezbędna, wbrew tym którzy pielęgnują nienawiść między naszymi narodami”. To jest obsesja pana Michnika, nie ma nienawiści między narodami istnieje dotąd nierozwiązany problem OUN-UPA. Upominanie się o godne uczczenie ofiar jest chrześcijańskim obowiązkiem, a domaganie się potępienia ludobójców OUN-UPA przestrogą dla potomnych. Greckokatolickim biskupom zabrakło odwagi, nie wskazali inspiratorów i wykonawców doktrynalnej, jednostronnej, planowo prowadzonej rzezi Polaków, wzywanie biskupów do wzajemnego wybaczania jest nieporozumieniem.

Drogę do pojednania wskazuje ewangeliczna nauka o wybaczaniu, o czym biskupi wiedzą, a jednak podpisali dokument o charakterze czysto politycznym. W wymiarze religijnym winowajca uznaje winę, wyraża żal i prosi o wybaczenie. Nie osiągnie się pojednania z pominięciem etyki i prawdy historycznej.

Monika Śladewska

Myśl Polska. Nr 31-32 (4-11.08.2013)

http://sol.myslpolska.pl/

[Głosów:0    Średnia:0/5]

Facebook

0 thoughts on “Śladewska: OUN – Giedroyć – Michnik”

  1. Żydo-pedało-masoneria buduje, za USraelski szmal, polsko-ukraiński sojusz przeciwko Rosji? No cóż, czyżby Ukraińcy tęsknili do masowej kuracji odchudzającej, a Polacy do “strzału w tył głowy … zdradzonym o świcie”? Ale co tam, róbta-co-chceta, dostanieta co siem należy … 🙂 . Ważne, żeby mąciciele nie zdążyli, tym razem, zwiać z Polski przez jakieś neo-Zaleszczyki …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *