Śmiech: „Rekonstrukcje”, czyli co się z nami stało (o rekonstrukcji ataku na Sowietów przez Amerykanów i Anglików w Świnoujściu w 1945 roku)

Zawsze uważałem się za człowieka o raczej bujnej wyobraźni, a że już wiele widziałem, uznałem, że niewiele mnie może jeszcze zaskoczyć. A jednak… Rzeczywistość (czy aby na pewno nie jesteśmy po drugiej stronie lustra?) skrzeczy.

Oto starostwo powiatowe w Jarocinie zakupiło 2 tysiące biletów dla uczniów szkół ponadgimnazjalnych. Na Smoleńsk oczywiście. W Łomży miejscowa Krucjata Różańcowa: „W związku z przygotowaniami Niemiec i Rosji do wojny zapraszamy w piątki na modlitwę różańcową w kościele p.w. św. Andrzeja Boboli, po wieczornej Mszy św”. Od razu przypomniałem sobie cokolwiek smoleńskie kazanie w kościele w pewnej miejscowości, do której byłem zaproszony ok. trzy lata temu, a więc za rządów PO. Ksiądz rozwijał wizję kraju quasi-okupowanego, gdzie agentura sowiecka kontroluje wszystko, morduje, i gnębi prawdziwych patriotów. Wychodząc z kościoła mimo woli rozejrzałem się dookoła…

Wreszcie creme de la creme – w Świnoujściu odbyła się – uwaga, uwaga – rekonstrukcja bitwy, której NIE BYŁO. Zaiste obłęd antyrosyjski przybiera formy nieznane do tej pory w historii psychiatrii. Jak podali organizatorzy: „Amerykańscy i brytyjscy żołnierze zdobywający radziecki posterunek na plaży w Świnoujściu. Dzięki pracy historyków i pasjonatów udało się odwzorować planowaną na zaraz po II wojnie światowej operację, mającą na celu odbicie Polski ze strefy wpływów Związku Radzieckiego. Jak dodali: w brytyjskiej i amerykańskiej strefie zdobyczne uzbrojenie niemieckie miało być magazynowane, a nie niszczone. Natomiast żołnierze niemieccy w obozach jenieckich byli skoszarowani w toku wojskowym. Wszystko po to, żeby wykorzystać ich jako alianckich sojuszników w planowanym konflikcie”.

Chodzi oczywiście o Operację Unthinkable (Nie do pomyślenia), której przygotowanie Churchill zlecił swoim planistom w 1945 r. Marszałek Alan Brookes tak ją wspomina: „Pomysł jest oczywiście fantastyczny, a szanse na powodzenie niemal żadne”. Z kolei sztabowcy brytyjscy uznali, że: „możliwe jest wyparcie Armii Czerwonej za linię Gdańsk-Wrocław. Dalszy marsz na wschód oznaczałby niebezpieczne wydłużenie linii frontu. I dalej: Wynik tej wojny jest niemożliwy do przewidzenia. Pewne jest jednak, że odniesienie zwycięstwa zabierze nam bardzo dużo czasu”.

Co się z nami stało? Jarocin i Łomża to przecież dawne bastiony endecji. Świnoujście to ziemia, którą zdobyliśmy na Niemcach dzięki poparciu Stalina w Poczdamie, wbrew Anglosasom, a szczególnie wbrew Churchillowi, który nagle zaczął ubolewać nad losem „wypędzonych” Niemców i nad ich stratami terytorialnymi. Czy naprawdę są w Polsce ludzie, którzy wyobrażają sobie, że owi żołnierze niemieccy odbijaliby linię Gdańsk-Wrocław dla Polski?! Chyba tak, skoro jeden z widzów rozpływa się nad „rekonstrukcją”, że to „wspaniała lekcja historii…”

Ale może w zamian za odwieczne ziemie niemieckie, dostalibyśmy np. część Syberii. Zabawne? Byli tacy na emigracji (Koła Brygadowe „Pogoń”), którzy to planowali, a dzisiaj jest towarzysz Marcin Wolski, który w najnowszej Gaz. Pol. pod tytułem „Dlaczego Rosjanie nie lubią Polaków?”, snuje taką oto opowieść: „Jaka Rosja w przyszłości powinna być naszym bliskim sąsiadem? – Mniejsza! Rosja bez bezkresów Syberii i północnego Kaukazu, bez Tatarstanu, czyli ziem wokół Kazania, bez zgarniętych Prus Wschodnich i wszystkich konfliktogennych parapaństewek od Naddniestrza po Donbas i Abchazję”. Nie wiem, jak Państwo, ale ja to już gdzieś czytałem. No więc, leć bracie na te bezkresne pola! Pałasz w dłoń, na koń i jakoś to będzie!

Adam Śmiech
Myśl Polska, nr 39-40 (25.09-2.10.2016)

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *