Lewicki: Antoni Macierewicz w smoleńskim natarciu. Komentarz do komentarza Pawła Lisickiego w “Do Rzeczy”.

Już nawet Paweł Lisicki, naczelny redaktor tygodnika „Do Rzeczy”, ma dość Macierewicza i jego działań w sprawie Smoleńska. A przypomnijmy, że Lisicki odszedł z „Rzeczpospolitej”, gdyż nie mógł zgodzić się z przedstawianiem tam sprawy katastrofy smoleńskiej, która byłą zgodna z linią rządu Tuska.
Teraz zaś Lisicki pisze we wstępniaku:

”z niezrozumiałych powodów minister zamiast pokazać dowody, tylko zapowiedział, iż to zrobi. Miały to być dowody oczywiste, jasne, niewątpliwe i prawdziwe. Wynikać z nich miało, że kontrolerzy na wieży w Smoleńsku od początku chcieli doprowadzić do katastrofy Tu-154. Szef MON stwierdził także, że chociaż nie wie jeszcze, czy w samolocie doszło do wybuchu, czy też jego rozpad nastąpił wskutek usterki, w obu przypadkach musiało chodzić o działania umyślne (….) Czy można wiedzieć, że jakieś działanie było umyślne, jeśli nie wiadomo, czy ono w ogóle nastąpiło? Te i inne pytania miały znaleźć odpowiedzi podczas zeszłotygodniowej czwartkowej konferencji prasowej przewodniczącego podkomisji dr Wacława Berczyńskiego, w której wziął udział także szef MON. Miały, ale się nie znalazły. Co więcej, to co w czwartek przekazano opinii publicznej pozostaje w sprzeczności z wcześniejszymi wypowiedziami i obietnicami zarówno ministra, jak i jego współpracowników. (….) Nie mniejszy problem mam w zrozumieniu innych słów ministra Macierewicz, który w czwartek powiedział, że komisja „nie wskaże winnych, bo to nie jest jej zadaniem”, chociaż w cytowanym wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” podkreślał, że chodzi o umyślne spowodowanie katastrofy i wskazał winę rosyjskich kontrolerów”.

Lisicki w desperacji poszukuje logiki i konsekwencji w enuncjacjach ministra Macierewicza. Czyli szuka czegoś, czego tam nie ma, i w końcu poddaje się i stwierdza, że trudno nawet zrozumieć Macierewicza. Na koniec ma już tylko skromne oczekiwanie: ”w czwartek dr Berczyński zachował daleko idąca ostrożność w formułowaniu sądów. Gdyby na podobną wstrzemięźliwość potrafił zdobyć się szef MON, prace podkomisji byłyby bardziej wiarygodne”
Byłyby; ale nie będą, bo wstrzemięźliwość, to ostatnia rzecz, jakiej można się po Macierewiczu spodziewać. Według mnie, czytelne są jedynie jego polityczne motywy i cele oraz bezwzględność w ich realizowaniu; na siłę, na rympał, bez oglądania się na cokolwiek. To u każdego, normalnego człowieka musi w końcu wzbudzić niechęć i odrzucenie. Szkoda, że na tym cierpi sprawa wyjaśniania katastrofy smoleńskiej, gdzie jest przecież wiele budzących wątpliwości kwestii.

Stanisław Lewicki

za: facebook

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *