Smolarek! Sam na sam! Gol! Gol! Proszę Państwa! Wreszcie!

W środę, w wieku 54 lat, zmarł Włodzimierz Smolarek. . Dziś będzie jego pogrzeb. Legenda polskiej piłki lat 80tych. Wszyscy, którzy w tym czasie świadomie interesowali się kopaną – także i ja – wspominają Smolarka z jak najcieplejszymi uczuciami. Bo przecież, obok Zbigniewa Bońka i Grzegorza Laty, nasze największe ówczesne sportowe sukcesy to właśnie on. Młody cukiernik z łódzkiego Aleksandrowa.

Kiedy zostawał prawdziwą gwiazdą miałem 10 -11 lat. I znakomicie pamiętam jak wielu moich ówczesnych kolegów chciało być Smolarkiem. Tym z Lipska z meczu z NRD z roku 1981. Tym z hiszpańskiego Mundialu, z meczu z ZSRR, kiedy przy boiskowej chorągiewce zdobywał dla nas cenne sekundy. Ale także, tym walczącym w meczu łódzkiego Widzewa ze słynnym Liverpoolem rok później

Ja jednak najbardziej zapamiętałem go z innego meczu. Z meczu z Peru na hiszpańskich Mistrzostwach Świata. To był wtedy nasz ostatni, grupowy mecz. Ostatnia szansa. Ciągle bez bramki. Miałem jedenaście lat i oglądałem ten mecz w Londynie – na drugim piętrze Ogniska Polskiego przy Exhibition Road. Wokół mnie kilkunastu starszych panów, powojennych emigrantów. Podekscytowanych do przysłowiowej czerwoności. Oczekujących upragnionej bramki. I nikt z nich nie mówił wtedy o PRL –u, którego szczerz nienawidzili. To grała po prostu drużyna Polska. A oni wszyscy przechodzili stan przedzawałowy. Stan zamieniony w euforię po brawurowej akcji, szybkiego jak błyskawica łódzkiego napastnika. Pamiętam też jak jeden z nich niemal wyprosił mnie z pokoju gdy z dziecięcą naiwnością, tuż po smolarkowym triumfie, zacząłem się głośno obawiać czy aby nie dojdzie do remisu. Wówczas ów gentelman zakomunikował mi gładko, że sportowa transmisja jest dostępna tylko dla członków klubu. I że skoro nim nie jestem to zaraz mogę przestać ją obserwować. Dlaczego tak się obruszył, pomimo że byłem dzieckiem? Bo zwyczajnie – wszyscy marzyli o smolarkowej bramce. I doczekali się. Wreszcie!

I chodź wtedy komentator był angielski, to gdy wróciłem do kraju i usłyszałem towarzyszący tej bramce słynny komentarz Jana Ciszewskiego: Smolarek! Sam na sam! gol! Gol! Proszę Państwa! Wreszcie! – to wydał mi się on absolutnie ponadczasowy. Dlaczego? Chodźmy dlatego, że znakomicie oddawał atmosferę narodowego wyczekiwania, jaka panowała wówczas wśród wszystkich Polaków. Także w słynnym, londyńskim, polskim Ognisku.

I w pewnym sensie komentarz Ciszewskiego wciąż jest ponadczasowy. Bo oto Włodzimierz Smolarek stoi dziś sam na sam z Bogiem. I jak każdy wierzący człowiek, stając po tej lepszej stronie życia, mimo żalu tych wszystkich, których tu zostawił, może sobie z ulgą powiedzieć: Wreszcie!

A słynny gol z meczu z Peru można zobaczyć tutaj:

http://www.youtube.com/watch?v=E72bD5TiJiw

Jan Filip Libicki
www.facebook.com/flibicki

aw

Facebook
[Głosów:0    Średnia:0/5]

0 thoughts on “Smolarek! Sam na sam! Gol! Gol! Proszę Państwa! Wreszcie!”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *