Smuniewski: Nie wpuszczać imigrantów, deportować liberałów

 

Tekst stanowi polemikę z prezesem Instytutu Misesa, który wydał proimigracyjną broszurę pod tytułem “Otwarte granice. Co nauka i etyka mówią nam o imigracji”. Sam tekst jednak odnosi się do jego wpisu w serwisie Facebook. Recenzja broszury powstanie wkrótce.

Jeśli przyjąć, że jedyną wartością w życiu jest wzrost PKB, to prawdopodobnie — na krótką metę — byłby to sensowny argument za imigracją. Jednak, gdy przeanalizujemy kwestię z perspektywy dekad, to nawet przy takim założeniu zjawisko masowej imigracji będzie pociągało za sobą konkretne koszta materialne. Sama w sobie masowa imigracja hamuje wzrost płac, a także rozwój technologiczny. Dlaczego przedsiębiorca miałby inwestować — ze względu na zapotrzebowanie rąk do pracy — skoro nowa lewica i liberałowie (klasyczni, czy też nie) przychodzą z pomysłem otwarcia granic na oścież. Tania siła robocza jest dla dużych firm jak narkotyk. Uzależnia, daje chwilowe odprężenie, szkodzi długofalowo. Nigdy nie chcą przestać same z siebie.

My, w przeciwieństwie do liberałów z Instytutu Misesa, patrzymy na człowieka, naród i państwo realistycznie, uwzględniając całość złożonych powiązań, w których one funkcjonują. Tożsamość wspólnoty, bezpieczeństwo publiczne, zdrowie, zaufanie społeczne, religia – to realne zjawiska, których nie można pomijać. Dla liberałów to jednostka jest jedynym podmiotem polityki i tylko jej ma służyć polityka, a raczej jej zanik na rzecz praw rynku. Dla nas podstawowym podmiotem jest naród, którego interes staramy się definiować i realizować. Jednocześnie rozumiemy, że wewnątrz narodu funkcjonują jednostki, rodziny i inne wspólnoty, od rodziców dzieci z tej samej szkoły po pracowników tego samego przedsiębiorstwa. Człowiek wyabstrahowany ze wspólnot istnieje tylko na papierze, to liberalny miraż.

USA jako jedyny i niepodważalny argument…

Największym błędem Pisarskiego jest to, że powołuje się na Stany Zjednoczone, gdy mówi o Europie i samej Polsce. USA to specyficzny kraj, cudowne dziecko Oświecenia. Można przekonywać, że w Ameryce każdy jest imigrantem. W praktyce jednak do lat 60. USA otwarte były jedynie na imigrację europejską. Mieszkali w nim potomkowie Europejczyków i potomkowie czarnych niewolników. Były państwem jednoznacznie chrześcijańskim o europejskiej kulturze. USA zostały założone przez Europejczyków dla Europejczyków. Dopiero ostatnie lata przyniosły gigantyczną zmianę w tej materii dziś biali chrześcijanie są już mniejszością w Ameryce, którą zasiedlali i budowali przez wcześniejsze 300 lat (od przybycia pierwszych osadników). Warto też zauważyć, że różnice pomiędzy państwami lądu i morza są olbrzymie, więc ich porównywanie jest  — na wielu płaszczyznach  — bezcelowe. Specyficzne położenie geograficzne jest także sporym ułatwieniem dla USA w weryfikacji legalnych lub nielegalnych imigrantów z państw muzułmańskich. Kwestia zupełnie innego modelu prawnego też nie ułatwia możliwego przeniesienia argumentacji. Inna jest też kwestia pojmowania rzeczywistości przez Amerykanów. Tych ludzi łączy — o ile łączy — zbiór innych wartości, niż tych typowo europejskich. Amerykanie nie znają też pojęcia państwa narodowego. Wszak sami od początku żyją jako imperium, które ma umowne granice, lecz mierzy na cały świat. Polityka zagraniczna tego państwa to zeświecczony mesjanizm — przeniesienie z Żydów dziedzictwa (protestanckie doktryny) na Amerykanów, którzy muszą szerzyć demoliberalizm na całym świecie. Rozumujemy w zupełnie inny sposób, mamy różne tradycje, jesteśmy inną cywilizacją i porównywanie jeden do jednego Polski (czy państw europejskich) mija się z celem. Są jednak płaszczyzny, które są wspólne, niezmienne jeśli chodzi o podział na my i oni, na przyjaciela i obcego.

Rasa lub pochodzenie etniczne mieszkańców USA i osoby aresztowane za przestępstwa z użyciem przemocy bez skutku śmiertelnego w 2018:

Biali stanowili 60.4% a odpowiadali za 38,7% napaści.

Czarni stanowili 12,5% a odpowiadali za 36,1% napaści.

Latynosi stanowili 18,3%, a odpowiadali za 21,4% napaści.

Weźmy też pod uwagę przestępstwa, które kończyły się śmiercią.

Morderstwa:

Wszystkie 7964

Biali 3650 (45,83%)

Czarni 4078 (51,2%)

Latynosi 1341 (16,83%)

W 2019 roku poszczególne grupy etniczne stanowiły:

Biali 60.3%

Czarni 13,4%

Latynosi 18,5%

Sprzeciw wobec imigracji jako forma zdobywania popularności 

Poglądy antyimigracyjne pojawiają się u osób mających pewien zbiór wartości przed pojawieniem się problemu masowej imigracji. Niektórzy nie mają wyrobionej opinii, ponieważ nie doświadczyli efektów tejże.  Jesteśmy przeciwko imigracji nie dlatego, że ona się pojawiła, ale dlatego, że na podstawie doświadczeń innych państw widzimy, że to zjawisko szkodliwe. Bez względu na rodzaj imigracji.

Głosowanie Polaków

To nie jest prawda — tak jak pisze Mikołaj Pisarski — że Polacy nie głosują w większości na partie odwołujące się do istotnej roli autochtonów. Retoryka Prawa i Sprawiedliwości czy Konfederacji wpasowuje się idealnie z hasło, które przywołałem: „partie akcentujące istotną rolę autochtonów”. Pokusiłbym się nawet o próbę rozszerzenia tego na inne ugrupowania, które starają się grać polską kartą, ale przyjmijmy, że liczy się autentyczna retoryka służenia jedynie Polakom. Nie anonimowemu społeczeństwu, lecz narodowi. To, czy te partie to realizują w praktyce, to już kwestia oceny, ale nie da się zanegować, że oba ugrupowania korzystają z haseł odwołujących się do nadrzędnej roli narodu i chęci realizacji jego interesu. Chyba, że prezes Instytutu Misesa miał na myśli, że PiS+Konfederacja nie mają razem więcej niż 50% +1 uprawnionych do głosowania, ale to argument rodem z manifestacji KODu, który nieudolnie próbował na świecie przedstawiać pierwszy rząd Prawa i Sprawiedliwości jako nieposiadający pełnej legitymacji. Tyle że ze świecą szukać jakiegokolwiek państwa z takim rządem, czy w ogóle frekwencją sięgającą 100%.

W Polsce na szczęście nie ma jeszcze aż tyle mniejszości, żeby miały znaczny wpływ na wybory, ale przed tym próbuję ostrzegać. Nie przeszkadza to Pisarskiemu, który uważa, że nisko wykwalifikowani imigranci mają bardziej konserwatywne poglądy. Jednak jest to fałszywy argument, ponieważ imigranci — z zasady — wspierają i głosują na partie od centrum na lewo. Zjawisko takie możemy obserwować w krajach Europy Zachodniej oraz w będących dla Pisarskiego głównym punktem odniesienia Stanach Zjednoczonych. Latynosi z konserwatywnych, katolickich krajów w USA masowo się wykorzeniają, porzucają katolicyzm i głosują na lewicę. Podobnie będzie również w Polsce, jeśli nie daj Boże stanie się ona krajem wielonarodowym. Nie bez powodu na Strajkach Kobiet często było słychać język białoruski, rosyjski, czy ukraiński.

Imigranci i głosowanie

 

Znowu możemy przywołać USA, żeby zobrazować ten klasyczny problem na linii interes własny a poglądy deklarowane (grafika nr 1).

Według sondażu exit poll w wyborach prezydenckich w 2020 r. w Stanach Zjednoczonych, 87 procent ankietowanych czarnoskórych wyborców zadeklarowało głosowanie na byłego wiceprezydenta Joe Bidena. W wyścigu o zostanie kolejnym prezydentem Stanów Zjednoczonych 57 procent białych wyborców zadeklarowało zaś, że głosowało na urzędującego prezydenta Donalda Trumpa.

Także sondaż zlecony przez liberalną grupę J Street wykazał, że aż 77% Żydów głosowało na Bidena, a tylko 21% na Trumpa, Wszystko to pomimo skrajnie proizraelskich rządów i narracji wyborczej Trumpa.

Tego typu badania pokazują również  sami Żydzi. Jewish Virtual Library udostępnia dane na temat głosowań amerykańskich Żydów Od wielu dekad. Skrajnie niskie wyniki Republikanów pokazują jasno, że amerykańscy Żydzi głosują wyraźnie inaczej niż reszta Amerykanów.

Po lewej głosowania Żydów, po prawej ogólnonarodowy wynik (grafika nr 2):

To że ktoś prywatnie jest konserwatywnym Murzynem, Żydem, Latynosem, czy innym przedstawicielem mniejszości w znikomym stopniu przekłada się na jego wybory polityczne. Motywacja wynika z interesu grupy etnicznej, a nie personalnych przekonań. Trump nieco poprawił swoje notowania pośród niebiałej ludności USA, ponieważ wciąż pokazywał się z mniejszościami i przekonywał je, że korzystają na jego rządach tak jak wszyscy Amerykanie. Co z tego, skoro Partia Demokratyczna oferuje mniejszościom przywileje? Kto by wybrał równość, skoro można wybrać korzyści? I to niekoniecznie ekonomiczne.

Wróćmy jednak do Europy, gdzie możemy zaobserwować to samo zjawisko.

Niemcy:

W 2013 roku w Niemczech, w wyborach do Bundestagu, lewicowa partia SPD dostała łącznie 25,75%. Dla porównania w 2013 roku na SPD głosowało 62,2% tureckiej społeczności w Niemczech. Olbrzymia różnica głosowania wynika z tego samego powodu, dla którego inne mniejszości również głosują na lewicę, która oferuje ich grupie konkretne korzyści. Nie są to jedynie przywileje ekonomiczne, ale także możliwość wpuszczania ich (imigrantów) bez limitu do danego kraju. Takie postulaty konsolidują mniejszości, które współpracują ze sobą w ramach lewicowych ugrupowań.

Szwecja:

Niestety w tym kraju nie wolno robić takich badać, jak w USA czy Niemczech. Oczywiście z paragrafu “rasizmu”.

Jednak można pewne zachowania opisać bazując na danych dostępnych publicznie. Np. Leila Ali Elmi została parlamentarzystką z ramienia Partii Zielonych, dzięki dużej liczbie głosów mniejszości. Startowała z 21 miejsca na liście, ale przeskoczyła jedynkę. Dla partii był to szok, ale nic dziwnego – Elmi całą kampanię prowadziła po somalijsku. Głosowali na nią Somalijczycy. Pokazuje to jeszcze inny czynnik. Etnocentryzm jest różny dla każdego ludu lub plemienia (w wielu kulturach naród jest pojęciem obcym). Wysoki współczynnik etnocentryzmu ludów napływowych do Europy powoduje wypieranie autochtonów z rynku, a jak widać na przykładzie również z parlamentu.

Lewica a mniejszość większościowa

Skoro partie lewicowe tak bardzo starają się pozyskać mniejszości , to dlaczego nie interesuje ich np. problem Polaków na Litwie? To bardzo proste. Ponieważ ci ostatni nie są w stanie zostać podmiotem rewolucyjnym, który chciałby realizować postulaty lewicy. Polacy na Litwie są konsekwentnie prawicowi. Prywatnie są konserwatywni i głosują głównie na konserwatywną partię AWPL. Dlaczego? Ponieważ też nie są ludnością napływową i są zakorzenieni na terytorium, które w tej chwili jest pod panowaniem Republiki Litewskiej. Nie są atrakcyjni dla lewicy, więc ta nie walczy o ich prawa. Tak samo nie interesuje wielkiego biznesu, żeby sprowadzać repatriantów np. z Kazachstanu. Oni nie byliby tak podatni na łamanie ich praw pracowniczych i szybko by się całkowicie zasymilowali. A przecież interesem wielkich korporacji nie jest osiadły tryb życia pracownika, a możliwość przenoszenia go z miejsca na miejsce.

Antifa wspiera mniejszości, więc te wspierają Antifę.

Nie ma danych statystycznych dotyczących “członkostwa” w Antifie na Zachodzie, ale bardzo łatwo zaobserwować, że Antifa wręcz karmi się mniejszościami. Wystarczy obejrzeć w internecie czy zobaczyć na żywo demonstracje tzw. “antyfaszystów” i podobnych tworów— na praktycznie każdym wydarzeniu zauważymy znaczącą nadreprezentację mniejszości narodowych i etnicznych.

Interesujący jest też fakt, że żeby prowadzić walkę ze znienawidzoną Cywilizacją Europejską, członkowie Antify we Francji potrafią przejść na islam lub pochwalać bojowniczki z burkach i hidżabach. Odsyłam do publicznych nagrań ich demonstracji.

>Jeszcze mniej polskich obywateli podziela etniczną definicję narodu, którą zdaje się przyjmować kolega Smuniewski. Traktowanie jako pozycji domyślnej poglądu, który nawet w ramach jego własnej „wspólnoty narodowej” uchodzi za polityczną i intelektualną egzotykę i czynienie z jego niepopierania zarzutu przeciwko migracji jest podwójnie absurdalne.<<

Ten argument nie jest nawet argumentem, ponieważ nie odnosi się do problemu imigracji. Równie dobrze mogę napisać w drugą stronę, że poglądy libertariańskie w Polsce to margines marginesu, więc  — dopóki nie osiągniecie 50% + 1 poparcia  — nie odzywajcie się na żaden temat. W ogóle absurdalnym założeniem jest wymaganie od większości ludzi posiadanie dogłębnie przemyślanego problemu definicji narodu. Równie dobrze mógłbym zarzucić prezesowi Instytutu Misesa, że wspomnianego Misesa nie przeczytało więcej, niż ułamek procenta Polaków. Albo że większość Polaków nie posiada swojego własnego programu imigracyjnego, który opiewałby na założenia wybiegające na dekady w przyszłość. Wizja mas posiadających głęboko przemyślane tożsamości wspólnoty, w której funkcjonują,   to utopia godna niektórzy komunistów, którzy wierzyli, że po zniesieniu własności prywatnej ludzie będą kładli się pod drzewem i czytali Platona.

Rzeczywiście ciężko o jakiekolwiek poglądy większości Polaków na temat polskości, gdy nie ma się doświadczenia ciągłej dyskusji na temat tego, kim jest Polak. Do pobudzenia takiej debaty potrzebni byliby obcy. Niezagrożona świadomość narodowa usypia się, ponieważ nie ma wobec kogo formułować własnej świadomej tożsamości. Naturalnie tkwi jednak w człowieku. Polityka opiera się na definiowaniu przyjaciela i wroga, swojego i obcego. To samo z tożsamością narodową.

W innych kulturach w ogóle może nie występować rozumowanie w kategorii narodu. Ludy spoza naszej cywilizacji mogą rozumować w kategoriach plemiennych, klanowych, czy kastowych. Problem z imigracją to nie tylko zagrożenia wynikające z wykluczających się tożsamości narodowych, ale wielu poglądów  — z naszej perspektywy  — mniejszościowych. Anglicy doświadczyli np. planowanej imigracji hinduskiej, która przyczyniła się do wielu lat zamieszek, mordów, bijatyk itd. W tej chwili całe przedmieścia są opanowane jedynie przez ludność pochodzącą z Indii, co wypacza charakter Londynu. Wielu z przybyszów żyje poza społeczeństwem, ponieważ ma swoje getta (Southall). Sami się alienują, ponieważ dobrze żyje im się w swojej wspólnocie. Czy celem imigracji ma być tworzenie świata w pigułce, gdzie każdy siedzi w swoim getcie? Czy ma być tak, że biali ludzie boją się chodzić wieczorem po wschodnim Londynie, ponieważ dookoła chodzą sami Murzyni, u których współczynnik przestępstw jest większy? A już zdecydowanie na tle etnicznym czarny —> biały.

Rzekomy strach przed imigrantami 

Prezes IM sugeruje, że sprzeciw wobec imigracji wynika jedynie z nieuzasadnionego strachu. Jest to argument z serii ad Hitlerum lub ukrytych skłonnościach homoseksualnych wszystkich przeciwników lobby LGBT. Proponuję więc Pisarskiemu przeprowadzkę np. na północ Paryża, gdzie będzie mógł doświadczyć nieuzasadnionego strachu na własnej skórze. Dowie się także, że nie jest u siebie, co powinien wyczuć już ze spojrzeń tych “nowych Francuzów”. Policja wyjaśni też entuzjaście imigracji, że ta tam się nie zapędza z byle powodu typu stłuczka. Również doświadczyłem na własnej skórze, że w Paryżu — jako biały —nie jestem u siebie. Chodzi o dzielnice imigranckie, w których poruszanie się wieczorem bywa ryzykowne. Są to miejsca  takie jak przestrzeń pomiędzy 19 a 18 dzielnicą. Powiem szczerze, że nigdy nie odczuwałem tak “nieuzasadnionego strachu”, jak przechadzając się za dnia z 19. dzielnicy do Bazyliki Sacré-Cœur. Za dnia rośli Murzyni potrafili pokazywać na mnie palcem i wykonywać gesty w moją stronę — zapewne chcieli podziękować przeze mnie Instytutowi Misesa za to, że chce też ich zaprosić do Polski.

Gwałty w Szwecji

Pracownicy naukowi z uniwersytetu w Lund sprawdzili pochodzenie sprawców gwałtów w Szwecji. Większość z nich dokonują imigranci. Naukowcy sprawdzili informacje na temat 3039 osób skazanych za gwałty. Okazało się, że większość z nich – 59,3% – to imigranci lub dzieci imigrantów. 47,8% gwałcicieli urodziła się poza Szwecją. Z tej liczby 34,5% przybyła do tego kraju z północnej Afryki lub Bliskiego Wschodu a 19,1% z Afryki subsaharyjskiej.

Według Rady Zapobiegania Przestępczości (Brå) w 2011 roku  zaledwie 1,4% padło ofiarami przemocy seksualnej. W 2014 liczba ofiar wynosiła już 2%, a do 2018 potroiła się i wynosi ok. 6% populacji. W 2013 do Szwecji sprowadziło się 115 845 imigrantów, co nawet bez podania pochodzenia przestępców, powinno dać do myślenia.

Ofiarami przemocy seksualnej w 2018 roku było aż 482 tysiące Szwedów — w większości kobiet. Co dziesiąta kobieta doświadczyła takiej przemocy. W 2020 roku znacznie, bo aż o 16% w porównaniu z rokiem poprzednim, wzrosła liczba gwałtów na osobach nieletnich. Obecnie co czwarty mieszkaniec Szwecji albo jest imigrantem albo potomkiem imigrantów.

Badań dokonali także pracownicy uniwersytetu w Malmo. Sprawdzili, jak wygląda to w ich mieście. Wyszło, że między 2013 i 2018 rokiem aż 71% skazanych za gwałty miało pochodzenie imigranckie, tj. oboje rodziców o pochodzeniu pozaeuropejskim.

Dlaczego każda imigracja jest szkodliwa?

Imigracja jest szkodliwa również ze względu na wymieniony już potencjał rewolucyjny zbuntowanych mniejszości, jak również wpływ na wyniki wyborów, co pokazałem przykładami. Są też inne powody.

Szpiegostwo

Imigracja to idealna szansa dla obcych wywiadów. Jest oczywiste, że pośród milionów przybyszów zza wschodniej granicy przybyli do nas m.in. rosyjscy i białoruscy agenci, którym łatwo było się zalegendować.

Działalność zorganizowanych grup przestępczych (mafia)

Masowa imigracja pomaga przenieść grupy przestępcze na nowy rynek

Warto zauważyć, jak rozwijała się w Polsce działalność przestępcza Czeczenów, którzy zostali ściągnięci do Polski przez rząd Prawa i Sprawiedliwości.

Wykorzystywanie konfliktów przez media.

Każda osoba, która śledzi życie polityczne wie, że zdecydowanie bardziej są nagłaśniane konflikty pomiędzy różnymi grupami etnicznymi. Jak Polak Polakowi da po mordzie, to nikogo to nie zdziwi. Jak tylko problem staje się multietniczny, to jest to bardziej atrakcyjne i kontrowersyjne. Tworzą się dwie strony sporu, który prowadzi do antagonizacji społeczeństwa, na czym zależy np. Lewicy.

Obce konflikty rasowe i narodowe

Dobrym przykładem do zobrazowania sporu są Pakistańczycy i Hindusi, którzy przenoszą swoje narodowe konflikty do innych państw, np. Wielkiej Brytanii. Potrafią organizować liczne manifestacje w swoich językach, co utrudnia zrozumienie sporów. Nie działają zespoły antykonfliktowe, w których nie ma etatów na rozwiązywanie skomplikowanych sporów.

Rosną wydatki na tłumaczy, którzy muszą zapewniać równe prawa w sądach dla osób, które nie potrafią lub nie godzą się na zeznawanie w swoim języku.

Wydatki na służby skaczą, ponieważ muszą rozumieć, co planują podejrzani przyjezdni. Spory są często skomplikowane, jak ten wymieniony przed chwilą, co utrudnia pracę policji, a także służbom specjalnym. Rosną wydatki na wywiad i kontrwywiad.

Gettoizacja

Przyjezdni z państw, w których wartością jest etnocentryzm, osiedlają się w podobnej lokalizacji, co prowadzi do nieuchronnej gettoizacji. To samo działo się z Polakami w Chicago, czy Nowym Jorku, gdzie nie mieli nawet potrzeby uczenia się języka. Powstaje zamknięta przestrzeń, w której inni nie są mile widziani – ten argument tyczy się głównie terenów zamieszkanych przez plemiona afrykańskie i muzułmanów w Europie, ponieważ ci często używają przemocy, żeby to wyperswadować. “Nie jesteś u siebie” słyszą biali w Europie, gdzie powstały getta przybyszów z państw muzułmańskich.

Spadek zaufania społecznego

Naturalna ksenofobia każdego narodu tworzy konieczne bariery, które powodują, że w multikulturalnych państwach spada zaufanie społeczne. Nie tylko przekłada się to na statystyki kryminalne, podwyższone ryzyko konfliktów, ale także np. opłacalność kredytów bankowych.

Reakcją na naturalną ksenofobię jest absurdalna ksenofilia, która prowadzi do wielu tragedii. Przekonało się o tym wiele kobiet, które zostały ofiarami zakażenia HIV lub straciły życie. Idealnym przykładem jest imigrant Simon Mol, który szantażował, że seks w prezerwatywie to rasizm, więc głupie kobiety decydowały się na “antyrasistowski” seks, który zakończył się dla nich tragicznie. Także warto zwrócić uwagę na to, że środowiska lewicowe kryją przestępców o innym kolorze skóry. Ma to związek z tym, że “nie chcą utrwalać stereotypów”. Szkoda, że przez to ciężej odnaleźć sprawców morderstw i gwałtów, np. w Szwecji.

Przenoszenie chorób

Wspomnianym problemem jest także przenoszenie chorób. Już wspomnieliśmy o ksenofilli i antyrasizmie, które sprzyjają rozprzestrzenianiu się HIV. Warto odwrócić sytuację, by przedstawić problem epidemiologiczny, który ma wiele wspólnego z migracją. Wielu Murzynów zmarło na choroby nieznane w Afryce, a znane w Europie, gdy tam zaczęli osiedlać się imigranci. W drugą stronę wygląda to lepiej, ale dalej mamy w Europie przypadki śmierci na choroby typowo afrykańskie.

Spadek całościowej identyfikacji większościowej

Imigracja sprzyja zanikowi tożsamości. Dzieci z mieszanych par często nie wiedzą, kim rzeczywiście są. Takie osoby mają tendencje mniejszościowe, co prowadzi do zwiększania się poparcia dla partii antynacjonalistycznych – czyli lewicowych bądź liberalnych, co jest naturalne. Jest to szkodliwe, ponieważ prowadzi to do większego poparcia dla lewicowego progresywizmu.

Łamanie praw pracowniczych

Nisko wykwalifikowana imigracja sprzyja rozwojowi patologii na rynku pracy. Imigranci są zatrudniani na umowy, które nie odpowiadają faktycznie wykonywanej pracy. Nie są ubezpieczeni. Wielu z nich pracuje po godzinach, za co nie dostaje wynagrodzenia. Nie są spełniane standardy sanitarne i wiele, wiele innych problemów. A jak jeden się postawi, to na jego miejsce jest kolejny do wyzyskiwania. Odsyłam m.in. do “Praca w Polsce: naruszenie praw pracowniczych imigrantów z Ukrainy zatrudnionych w budownictwie i sektorze usług“

Brak bodźców prorozwojowych

W tej kwestii nie będziemy się powtarzać, ponieważ na łamach “Nowego Ładu” powstał już tekst omawiających problemy związane z zastojem w wydatkach na rozwój i innowacje: “Ekonomiczny sen o imigracji – polemika z dr. Piątkowskim”

Cięższe egzekwowanie prawa

Imigranci, także Polacy, uciekają przed wymiarem sprawiedliwości. Każdego roku w Polsce wzrasta liczba przestępstw, które kończą się, gdy np. złodziej samochodu ulatnia się za wschodnią granicą. To samo tyczy się innych przestępstw. Wydawanie pozwolenia każdemu wiąże się właśnie z takimi problemami. Nikt nie sprawdza kryminalnej przeszłości przyjezdnych.

Kradzież tożsamości 

Od wielu lat Azjaci na Zachodzie praktykują kradzież tożsamości jako podstawę do ściągania swoich koleżków do państw europejskich. We Francji ten proceder był niegdyś częstym zjawiskiem. Gdy ktoś umierać z chińskiej społeczności, to na jego dokumenty sprowadzano kogoś zupełnie innego, a zwłokami zajmowali się sami…

Lobbing

Ważnym problemem jest także kwestia lobbingu za konkretnymi ustawami i sposobem traktowania konkretnych grup społecznych. Bardzo dobrze zorganizowani Hindusi w Anglii dostają wiele przywilejów, ponieważ o nie walczą. Polacy tego nie robią, więc nie dysponujemy radnymi i wpływowymi parlamentarzystami. Zorganizowane grupy społeczne to domena plemion i narodów spoza naszej cywilizacji i kultury. Tam gdzie nie dotarł liberalizm, tam działa wspólnota, która wygra z autochtonami w każdej rywalizacji.

Podsumowując, każda imigracja niesie za sobą szkody, a już tym bardziej niekontrolowana. Nie jest istotne, czy w państwie będzie socjal, czy go nie będzie – szody i tak powstaną. Jedynie skrajny materialista, który myśli “tu i teraz” dpstrzega plusy migracji ludności. Ludzie myślący o wspólnocie, o jej przyszłości, nie patrzą tak przychylnie na masowy napływ obcych do ojczyzny.

Konrad Smuniewski

Click to rate this post!
[Total: 17 Average: 4.8]
Facebook

13 thoughts on “Smuniewski: Nie wpuszczać imigrantów, deportować liberałów”

  1. Bardzo ciekawy i wartościowy tekst, jednak razi w oczy duża liczba błędów (tzw. literówek)

  2. Nie da się zaprzeczyć, że z punktu widzenia przedsiębiorcy niekontrolowana imigracja jest prawdziwym błogosławieństwem. Jednak interes prywatny nie tylko nie pokrywa się z interesem ogółu społeczeństwa, ale jest nawet przeciwny wobec niego. Wbrew „antyimigranckim”, specjalnie w cudzysłowie, mitom, imigracji nie da się sprowadzić do turystyki socjalnej. To jedynie odwracanie uwagi od rzeczywistych szkód wyrządzanych imigracją, w których przedsiębiorcy oczywiście nie partycypują. Imigranci jadą za pracą, bo albo są przekonani, że nawet najniższe stanowisko zapewni wysoki standard życia, albo wiedzą, że przemęczą się kilka miesięcy i następnie będą cieszyć się zarobkiem w swoim znacznie tańszym kraju. W ten sposób powiększa się rezerwowa armia desperatów gotowych pracować za najniższe możliwe pieniądze. To sprawia, że pewne stanowiska wypadają z zasięgu ludności miejscowej, która przecież nie porzuci rodziny, by w okresie pracy dać się stłoczyć w jednym pokoju z pięcioma innymi obcymi, bo tylko na takie warunki pozwalają oferowane pieniądze. I właśnie w tym miejscu zaczynamy mieć do czynienia z głównymi szkodami niekontrolowanej imigracji. Libertariańscy ekstremiści, których politykę imigracyjną realizuje PiS, zgodnie z klasistowską solidarnością, oczywiście nie wypełniają realnych wakatów (np. lekarskich, de facto zamkniętych przed cudzoziemcami spoza UE – dlaczego Misesy nie płaczą nad „ksenofobią” lekarzy?!), lecz dążą do obniżenia płac w najłatwiej dostępnych zawodach. Oznacza to, że wśród imigrantów dominują niziny społeczne, co przekłada się na dostrzegalny wzrost przestępczości, która wzrasta w następnych pokoleniach w obliczu rozczarowania zastaną rzeczywistością (tzw. syndrom drugiego pokolenia). Zaś spadek płac wyhamowuje całą gospodarkę, gdyż ilość miejsc pracy w znacznej mierze wynika z siły nabywczej społeczeństwa. Potrzeba podejścia skrajnie materialistycznego w dyskusji nad imigracją, zamiast idealistycznej papki „za” lub „przeciw”.

    1. To niech Polacy zasuwają za najniższą krajową, a potem niech przeprowadzają się na Ukrainę, po tam te ich nędzne pieniądze mają wartość w parytecie siły nabywczej. Osobiście znam emerytów z Polski, którzy na starość wyemigrowali do Indii i żyją jak pączki.

      1. W temacie płac warto pamiętać, że wbrew pozorom, lwia część gospodarki na charakter wybitnie lokalny, czyli poziom wynagrodzeń powinien być ustalany oczekiwaniami lokalnej ludności. Produkcja i usługi, o których decydują wyłącznie koszty pracy, odeszły z Europy bezpowrotnie, a cała reszta jest ściśle przywiązana do lokalizacji. Fabryki i magazyny obsługujące rynek niemiecki nie tylko nie wyniosą się z polskiej ściany zachodniej do najtańszej we wspólnocie Bułgarii, ale równiez do naszego fatalnie skomunikowanego Hrubieszowa czy Gołdapi. Analogicznie – polski rolnik nie weźmie gospodarstwa na plecy i nie przeniesie się na Ukrainię, bo tam mógłby oferować niższe wynagrodzenia. W ten sam sposób właścicielka salonu fryzjerskiego nie wyemigruje do śmiesznie taniej Mołdawii, gdzie siła nabywcza jest bardzo niska.

    2. „Oznacza to, że wśród imigrantów dominują niziny społeczne, co przekłada się na dostrzegalny wzrost przestępczości…”

      Jakoś na polsko-białoruskiej granicy nie widać profesorów mechaniki kwantowej z Uniwersytetu w Kabulu.

    3. Ponadto w temacie imigracji należy zwrócić uwagę na otwarcie wobec obywateli państw b. ZSRR i coraz dalszych zakątków Azji, gdy Polska, z racji członkostwa w UE, i tak musi zapewniać swobodny dostęp do pobytu i pracy obywatelom pozostałych 26 państw członkowskich oraz Norwegii, Islandii i Lichtensteinu.

        1. Równie dobrze można sięgać po tańszych Bułgarów, Rumunów, Węgrów albo Bałtów, z którymi dzielimy wspólny rynek. We wrześniu u związkowców z państwowej linii lotniczej wybiło szambo klasistowskiej „ksenofobii” z powodu zatrudnienia pilotów i stewardess z Węgier. I to pomimo tego, że Węgrzy mają otwarty dostęp do polskiego rynku pracy z racji członkostwa w UE, któremu nie sprzeciwiają się w żaden sposób. Jaka byłaby reakcja, gdyby zamiast Węgrów zatrudniono Ukraińców albo Bengalczyków? Można się domyślać. Tak więc entuzjazm wobec imigracji kończy się tam, gdzie na własnej skórze odczuwa się wyrządzane nią szkody.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.