Lewicki: Smutni Ukraińcy patrzą na wyniki wyborów w Polsce

Ukraińcy nie maja powodów do zadowolenia po ogłoszeniu wyników ostatnich wyborów w Polsce. Przede wszystkim, nie wszedł do Sejmu żaden z kandydatów promowanych przez Piotra Tymę, szefa Związku Ukraińców w Polsce. Nie było to zaskoczeniem i o dużym prawdopodobieństwie takiego rezultatu pisałem już przed wyborami. Rzuca się w oczy klęska Mirona Sycza, najbardziej z nich zaprawionego w polityce. Liczył na wejście z ostatniego miejsca w Elblągu. Jednak nie tylko nie wszedł, ale ostatecznie zajął dopiero piąte miejsce w rywalizacji na swojej liście, przy tylko dwóch miejscach biorących. Stracił zatem kompletnie dystans i jego kariera polityczna może być skończona.

Ale to nie koniec złych wieści. Także PiS i Jarosław Kaczyński otrzymali mocny sygnał, że forowanie Ukrainy kosztem polskich interesów jest bardzo źle widziane przez jego własny elektorat. Wojewoda lubelski Przemysław Czarnek jest mocno nie lubiany przez ukraińskie środowiska, a to z tego powodu, że ostro zareagował na prowokacyjną wypowiedź znanego aktywisty tego środowiska podczas uroczystości w Sahryniu. Wojewoda zdecydowanie bronił pamięci pomordowanych w wyniku zbrodni OUN-UPA. Tenże wojewoda Czarnek, startujący z drugiego miejsca na liście, otrzymał bardzo dobry rezultat, dziewiąty wśród wszystkich kandydatów PiS w kraju. Zdecydowanie przebił także jedynkę w swoim okręgu, co jest bardzo trudne, gdyż na wynik lidera pracuje cała partia i promuje go także Prezes. Wyborcy PiS pokazali, że podoba im się jego zdecydowanie w obronie polskich racji historycznych w relacjach z Ukraina, czego u innych polityków PiS nie widać.

Można to porównać z wynikiem niejakiego Adama Borowskiego, z Klubów Gazety Polskiej, który startował z list PiS w Warszawie. Jest on znany z mocno proukraińskich wypowiedzi, łącznie z tą, gdzie deklarował popieranie Ukrainy nawet wtedy gdyby żądała ona polskiego Przemyśla. Borowski uzyskał tylko niecałe 2,7 tys. głosów, gdy tymczasem Czarnek, w dwukrotnie mniejszym okręgu, uzyskał ich ponad 87 tys. Procentowo, na Borowskiego głosowało 0,19 proc. wyborców, a na Przemysława Czarnka az 15,4 proc., czyli relatywnie aż 81 razy więcej. Kaczyński powinien zapamiętać tę lekcję. Także inni kandydaci PiS znani z popierania Ukrainy uzyskali słabe rezultaty i ledwo weszli do Sejmu. Dotyczy to Małgorzaty Gosiewskiej, która uzyskała w Warszawie najsłabszy wynik spośród tych kandydatów PiS, którzy uzyskali mandat, zaś wejście do Sejmu Ryszarda Terleckiego nie było do końca nawet pewne.

Nad tym, że żaden Ukrainiec nie wszedł do polskiego Sejmu, oraz nad rekordowym wynikiem wojewody Czarnka, ubolewa Igor Isajew, piszący w mediach na Ukrainie, a także w Naszym Słowie, którego właścicielem jest Związek Ukraińców w Polsce. Trochę się pociesza, że weszło za to do Sejmu kilku „przyjaciół Ukrainy”. Zalicza do nich, startujących z KO: Adama Szłapkę, Tomasza Siemoniaka, Pawła Kowala, Jacka Protasa i Michała Szczerbę.  Dostrzega on także bardzo słaby rezultat Małgorzaty Gosiewskiej, co, jak sądzi, może jej przeszkodzić w ponownym objęciu funkcji wicemarszałka Sejmu. A dodatkowo słabe notowania opcji proukraińskiej w PiS mogą spowodować, że ulegnie ona opcji antyukraińskiej.

Z kolei Jurij Panczenko, piszący dla ukraińskiego portalu Jewropiejska Prawda wylicza, że „przyjaciele Putina” do których zalicza on Konfederację i PSL, wprowadzili do Sejmu ponad 40 posłów. Szczególnie przeraża go Konfederacja. Już sama obecność tej opcji w Sejmie może sprawić, że polityka polskiego rządu stanie się bardziej wymagająca, wręcz ultymatywna, wobec Ukrainy, choćby dlatego, żeby PiS, postrzegany dotąd jako proukraiński, nie tracił elektoratu na rzecz Konfederacji. Z tego też powodu obawia się on, że interesy Ukrainy mogą doznać uszczerbku, albowiem Polska zmniejszy wsparcie dla Ukrainy jako jej „adwokat” w Unii i jednocześnie podniesie rachunek za taką pomoc.

Myślę, że i tak jego spojrzenie jest zbyt optymistyczne. Nie zauważył, widać nie czytał, że w materiałach programowych PiS nie ma już zapisu o tym, że Ukraina jest jakimś strategicznym partnerem Polski, a to wskazuje, że Polska może w ogóle zrezygnować z tej funkcji „adwokata” Ukrainy. Ogólnie, Ukraińcy nie mają żadnych powodów do satysfakcji po wyborach w Polsce.

Stanisław Lewicki

[Głosów:21    Średnia:4.8/5]
Facebook

5 thoughts on “Lewicki: Smutni Ukraińcy patrzą na wyniki wyborów w Polsce”

  1. Bracia ze wschodu powstali na majdanie w celu pójścia do UE (takie było odczucie przeciętnego obywatela). Nie wiedzą jednak, że nawet jeżeli spełniliby warunki członkostwa w Unii Europejskiej to nie będzie już do czego wstępować. Cały wysiłek i starty narodu oraz państwa zmarnują się.

      1. Ukraina nie ma nic, ponieważ w UE jej nie chcą. To Stany Zjednoczone i Polska forsują jej członkostwo w organizacji. Wystarczy wspomnieć o postawie Holandii, gdzie w referendum wypowiedziano się przeciwko umowie stowarzyszeniowej a potem zastrzeżono, że ta umowa nie może być traktowana jako wstęp do członkostwa w UE. Spełnienie kryteriów członkostwa przy wyjściu z obecnego poziomu Ukrainy jest niemożliwe, ponieważ szybciej UE zostanie rozwiązana.

  2. Patrząc realistycznie, dla Ukraińców dobra rzecz się stała. Mniejsze poparcie dla polityków ,,pro ukraińskich” jest lepsze, bowiem owi politycy najpewniej popierali politykę współczesnej Ukrainy, która przecież nie służy Ukraińcom.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *