Soska: Niemieckie absurdy politycznej poprawności

Jeśli propaganda ideologiczna nie wystarcza, to potrzebne są normy prawne, zakazy i nakazy. Te pierwsze dotyczą całego „zaścianka” i „faszyzmu” (czyli obrazu normalnej rodziny z ojcem i matką, czy też chrześcijańskich określeń świąt Bożego Narodzenia, Wielkanocy czy Wszystkich Świętych). Te drugie z kolei – „postępu”. Czyli całej postępowo-liberalno-nihilistycznej ideologii antycywilizacji, z wszystkimi jej patologiami, zboczeniami i wynaturzeniami. I jest ich, czyli nakazów EPP, niestety coraz więcej. Feministki, kosmopolici i wszelcy degeneraci zacierają ręce z radości.

Niemcy: przykład na równi błahy i komiczny, co absurdalny i przerażający. W nowym, obowiązującym od 1 kwietnia 2013 kodeksie ruchu drogowego wyeliminowano wszystkie sformułowania, które choćby teoretycznie mogłyby wskazywać na płeć podmiotu zdania, przy czym dla każdego przynajmniej ćwierćinteligentnego człowieka jest oczywiste, że przez słowo „kierowca” rozumiana jest kobieta kierująca pojazdem w takim samym stopniu, jak kierujący mężczyzna. Oczywiście, co zrozumiałe jest dla każdego ćwierćinteligenta, nie musi zrozumiałym być także dla feministek, które agresywnie propagując swą genderowską pseudofilozofię od lat domagały się „równouprawnienia” kobiet i mężczyzn w sferze lingwistycznej. Szkoda tylko, że do obecnych absurdalnych zmian w kodeksie przyczynił się federalny minister transportu, piastujący swój urząd od prawie czterech lat z ramienia bawarskiej, konserwatywno-katolickiej chadecji. Przykład ten pokazuje nam za to, że likwidatorzy tożsamości i tradycji siedzą nie tylko w szeregach ekologów, euro-socjalistów, liberałów czy feministek.

Kodeks ruchu drogowego, który wejdzie w życie punktualnie z dniem 1 kwietnia 2013, brzmi jak primaaprilisowy żart. Żartem niestety jednak nie jest. Kodeks został „dopasowany do wymogów językowego równouprawnienia mężczyzn i kobiet”. Po raz pierwszy w powojennej historii Republiki Federalnej ruch drogowy potoczy się w sposób „neutralny płciowo”. Z kodeksu zniknął „pieszy”, „rowerzysta”, czy nawet „uczestnik ruchu drogowego”. Ekonomię językową, oszczędność papieru i farby drukarskiej licho wzięło (ciekawe, co na to ekolodzy? Ile niewinnych drzew tropikalnych polegnie z powodu konieczności produkcji coraz większej ilości papieru do druku nowych kodeksów?). Teraz proste, krótkie rzeczowniki trzeba będzie tłumaczyć w sposób opisowy: „osoba, poruszająca się pieszo”, „osoba, poruszająca się rowerem”. Na ile te zmiany sprzyjać będą większemu bezpieczeństwu w ruchu drogowym, pozostaje wątpliwe. Zdaniem feministek i propagatorów EPP jednak w znacznym stopniu sprzyjać będą emancypacji kobiet, uciskanych i dyskryminowanych dotąd lingwistycznie.

Na kodeksie jednak nie koniec absurdów EPP w Niemczech. W pięknym mieście Hannoverze wiceprzewodnicząca zielonych w radzie miejskiej domaga się zniesienia terminu Fußgängerzone (strefa ruchu pieszego). Dlaczego? Bo rzeczownik Fußgänger jest rodzaju męskiego – czyli dyskryminuje żeńskie piesze/pieszynie (?). Co gorsze, rzeczownik Zone (strefa) kojarzy się… militarnie, wręcz faszystowsko! W zamian pani wice- proponuje określenie Flaniermeile (od flanieren – spacerować, Meile – mila). Brzmi wprawdzie komicznie i… (faszystowscy oszołomi użyliby w tym miejscu zapewne  przymiotnik na „p”, wyrażający ich homofobię) – ale za to jest zgodnie z EPP.

Trzeba jednak odważnie zadać pytanie: a co będzie, jeśli te feministyczno-genderowe nowinki się nie przyjmą w praktyce? Co, jeśli zacofani ciemni obywatele nie zechcą mówić „osoba poruszająca się za pomocą roweru”, i dalej będą używać seksistowskiego słowa „rowerzysta”? Co więcej, mamy też przecież inne seksistowskie wyrażenia dyskryminujące płeć piękną poza samym kodeksem ruchu drogowego! Mamy „kozła ofiarnego” – powinna być i kozica! Mają Niemcy słowo Mannschaft (drużyna), którego rdzeniem jest Mann (mężczyzna)! Mają Niemcy przymiotnik herrlich (wspanianiły), którego rdzeniem jest Herr (pan)! To wszystko czeka zmiany „zgodne z wymogami EPP”! A jeśli ciemny lud tego nie kupi, potrzebna będzie nowa tajna służba, wlepiająca mandaty za nieprawomyślność – Europejska Policja Politycznej Poprawności w Sferze Lingwistycznej, w skrócie (uff, dobrze, że „policja” jest żeńska!): EuroLingPolitPoprPol!

Michał Soska

Myśl Polska

Nr 15-16 (14-21.04.2013)

aw

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *