Spór Giertycha z Winnickim z Porębą w tle

10 czerwca na antenie Radia ZET Roman Giertych w następujący sposób skomentował pierwszy kongres Ruchu Narodowego:

„To ma niewiele wspólnego z tradycją ruchu narodowego, który był formacją środka sceny politycznej. Roman Dmowski nie był marginalnym liderem radykałów, który wykrzykiwał jakieś hasła, tylko poważnym politykiem, który zasiadał najpierw w Dumie, a potem sprawował funkcje rządowe jako lider większościowego obozu politycznego (…) Ten człowiek zbudował sposób myślenia politycznego, który jest dokładną odwrotnością tego, co dziś prezentują ci, którzy się na niego powołują”.

Na forach internetowych związanych z Ruchem Narodowym zawrzało, na portalu „narodowcy.net” internauta ukrywający się pod pseudonimem „DeseRt” napisał: „Po prostu nie może znieść myśli, że on tyle nie osiągnął co dzisiejsi liderzy RN. Robi to z zazdrości, paxowiec.” (pisownia oryginalna).

Nie odnosząc się do rzekomych osiągnięć liderów RN, przywołany komentarz dobrze oddaje nastroje wśród mas członkowskich Ruchu. Giertych jest dla nich symbolem „zdrajcy”, pachołka PO i „paxowca” (nomenklatura ukuta przez R. Ziemkiewicza). Działacze RN atakują go bez żadnego pardonu, nic to, że jeszcze parę lat temu uważany był przez wielu z nich za bożyszcze. Wszak Ruch Narodowy to przynajmniej w połowie dawna Młodzież Wszechpolska, w której szeregach funkcjonuje jeszcze wielu wychowanków Giertycha.

Nie chcąc wchodzić w rolę „adwokata diabła”, trudno mi jednak nie wyrazić swojego zdania, co czynię tym chętniej, im bardziej buńczuczne hasła podnoszą liderzy Ruchu. Zarówno kadry, jak i sposób przygotowania projektu politycznego pod nazwą „Liga Polskich Rodzin”, były w zestawieniu z Ruchem Narodowym, przywodzącym na myśl formowanie się młodzieżowej „partii powstańczej” z okresu powstania styczniowego, nad wyraz poważne i profesjonalne.

Andrzej Szlęzak określił w jednej z wypowiedzi RN mianem „ruchu młodych mężczyzn” i miał w tym wiele racji. Nie chodzi o to, aby młodzież nie głosiła haseł narodowych i nacjonalistycznych, niech głosi, niech jednak robi to z rozmysłem. Cała inicjatywa przywodzi mi tym czasem na myśl pośpieszne formowanie komitetu wyborczego przez wyborami do Parlamentu Europejskiego. Czy trzeba było do tego angażować nazwę służącą określeniu całego nurtu, dużo przecież szerszego niż dwie części składowe RN? Po co gromkie hasła o obaleniu okrągłostołowej republiki? Podobne od ponad dekady głoszą marginalne formacje nurtu narodowego w rodzaju NOP-u i jak dotąd niewiele z tego wyszło. Czy liderzy RN wierzą, że dysponując grupą ideowej młodzieży oraz czasowym wsparciem środowisk kibicowskich, są w stanie coś realnie zmienić? O ile stopień przygotowania LPR-u, w zestawieniu z wcześniejszym o ponad dziesięć lat ZChN-em, był zły, o tyle Ruchu Narodowego w zestawieniu z LPR-em jest o stokroć gorszy. Przykro mi to pisać, bo w szeregach Ruchu mam wielu przyjaciół i kolegów, a z wieloma hasłami w oczywisty sposób się utożsamiam (a któż ze środowiska narodowego nie?), ale nie wróżę mu wielkiej przyszłości. Przewiduję rychły powrót do macierzystych środowisk (MW i ONR) po spektakularnej klęsce w najbliższych wyborach.

Tym, co zdecydowanie odżegnuje mnie od Ruchu, jest też jego ostentacyjny antykomunizm, który współcześnie przybiera formę walki z wiatrakami, wskazując przy tym tradycję, do której odwołuje się cała formacja. I nie piszę tu tego jako żaden „komuch”, jak chcą niektórzy internetowi komentatorzy, ale jako ktoś, kto patrzy na powojenną historię także, a może i przede wszystkim, z perspektywy osiągnięć i zdobyczy, a nie wyłącznie martyrologii i nieziszczalnych, księżycowych postulatów. Zabawnego charakteru z tej perspektywy nabiera internetowy spór przedstawiciela Ruchu Narodowego z „Gazetą Polską” o… Bohdana Porębę. Nieformalny lider Ruchu Narodowego Robert Winnicki w odpowiedzi powiązanemu z „GP” portalowi „niezależna.pl”, który relacjonując zjazd Ruchu Narodowego za najważniejszą informację uznał obecność „aparatczyka PZPR” w charakterze „gościa honorowego”, napisał m.in.:

„Bohdan Poręba nie był żadnym «gościem» a tym bardziej «gościem honorowym» Kongresu. Jest to kłamstwo (…) Poręba ze względu na swoje prl-owskie zaangażowanie jest oczywiście postacią kontrowersyjną i z tego tytułu nigdy nie będzie dla Ruchu Narodowego autorytetem”.

Winnicki chcąc jeszcze mocniej zdystansować się od „komucha” z „Grunwaldu”, podkreślił, że: „Kongres otwierał i jako pierwszy przemawiał Pan Zygmunt Goławski, żołnierz Narodowych Sił Zbrojnych, zesłaniec syberyjski, opozycjonista przez cały okres PRL-u, wielokrotnie aresztowany i więziony, działacz „Solidarności” i KPN”. Jednym z doradców Ruchu ma być też m.in. Romuald Szeremietiew (jak wiadomo „paxowiec”). Widać więc wyraźnie, jaka tradycja bliższa jest liderom RN. Nie jest nią trudna, nierzadko karkołomna praca na rzecz ówczesnej Polski, w łonie organizacji takich jak Towarzystwo Rozwoju Ziem Zachodnich, Stowarzyszenie PAX czy Polski Związek Katolicko-Społeczny, ale właśnie radykalni niepodległościowcy spod znaku KPN-u, PPN-u oraz „żołnierze wyklęci”. Domyka się tym samym klamra w formowaniu się współczesnego środowiska młodoendeckiego, obawiam się jednak, że w obecnej złożonej sytuacji politycznej Polski oznacza ona dobrowolne skazanie się na ideową niszę.

Maciej Motas

www.myslpolska.pl

aw

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *