Spór o amnestię

Prezydentowi nie spodobało się m.in. określenie w ustawie, iż amnestia obejmie 190 więźniów politycznych. – To jest twierdzenie ośmieszające nasz kraj na arenie międzynarodowej i sprowadzania Gruzji do roli Korei Północnej, Birmy, Białoruś i dyktatury w rodzaju tej wprowadzonej w latach 70-tych w Afryce przez Idi Amina – obruszył się Saakaszwili. Zapowiadana jeszcze w kampanii wyborczej Gruzińskiego Marzenia amnestia ma objąć osoby represjonowane pod rządami Zjednoczonego Ruchu Narodowego za poglądy i działalność opozycyjną.

Prezydent zakwestionował też zapis ustawy pozwalający na zmniejszenie o 1/4 wyroków dla skazanych za najcięższe przestępstwa. Zdaniem Saakaszwilego umożliwi to bowiem „zwalnianie z więzień pedofilów i rosyjskich szpiegów”.

Saakaszwili poszedł na konfrontację z parlamentem, jednak zabiegł ten póki co mu się nie opłacił. Do przełamania veta rząd potrzebował 3/5 składu izby (a więc 89 głosów), tymczasem przeciw zastrzeżeniom prezydenta zagłosowało 91 deputowanych (poparło go jedynie 24, reszta posłów ZRN nie wzięła udziału w głosowaniu). Gruzińskie Marzenie wygrało bitwę, choć Saakaszwili stawia sobie za cel zapewne realizację scenariusza podtrzymywania napięcia i permanentnego krytykowania posłów i rząd, w nadziej na rozpad koalicji wspierającej premiera Iwaniszwilego. Pewne nadzieje na rozdźwięki w jej szeregach dał krytykując zbyt szeroką (jego zdaniem) amnestię minister spraw wewnętrznych Irakli Garibaszwili. Zdaniem niektórych obserwatorów jego wstrzemięźliwość może mieć jednak charakter PR-owski i kontrolowany, a służyć jedynie zabezpieczeniu obozu rządowego przed propagandą ZRN podnoszącego rzekomego zasługi prezydenta w walce z przestępczością, które to wysiłki miałby teraz niweczyć premier.

Z kolei Iwaniszwili starcia nie unika i wprost zaproponował zmiany konstytucji pozwalające na rozwiązanie parlamentu i przeprowadzenie przedterminowych wyborów nie po sześciu, ale już po 3 miesiącach. – Dostalibyśmy jeszcze więcej głosów niż ostatnio – podkreślił Iwaniszwili. – Martwić powinien się zaś ZRN, który miałby kłopot z przekroczeniem 5-procentowego progu – wtórowała swemu szefowi minister spraw zagranicznych Maja Pandżikidze. I choć nowa elekcja nie wydaje się póki co realna, a i premier już zapowiedział, że nie weźmie udziału w tegorocznych wyborach prezydenckich – to i tak napięcie polityczne w Gruzji rośnie.

Konrad Rękas

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *