Tintagel broni się jeszcze

Tradycja kontra wojny kolonialne

Roczne dotacje na podtrzymanie języka Celtów kornwalijskich wynosiły dotąd £ 150.000, jednak Departament Wspólnot i Samorządu zapowiedział właśnie Radzie Kornwalijskiej wstrzymanie finansowania. Regionaliści (separatyści) kornijscy odpowiedzieli powszechną petycją do rządu oraz wezwali do akcji nacisków na sześciu konserwatywnych członków Izby Gmin wybranych z Kornwalii w celu powrotu do poprzedniego poziomu finansowania, a nawet zwiększenia wysiłków na rzecz „ochrony kornijskiego dziedzictwa”. – Jeden rajd „Tornado” RAF-u nad Syrią kosztuje £508.000, torysowski minister Eric Pickles w trzy lata wydał £ 536.000 na dojazdy limuzyną do i ze swojego biura, a te same 150 tysięcy kosztuje jeden zestaw lotek do pocisku TRIDENT. A teraz zabierają nam pieniądze z naszych podatków, których obiecywali nie ruszać przez co najmniej 5 lat, oczywiście kiedy szli po nasze głosy! – atakują członkowie ruchu „Kernow matters to us”. – Może nie jest nas wielu, ale jesteśmy dumni i uparci. I powstaniemy, jeśli ktoś zechce nas wypchnąć z Europy! – grożą nacjonaliści.

Ostatnie błędy torysów?

Oczywiście ich apele są pełne groźnych sformułowań w rodzaju „Bitwa o Kernow zaczyna się dziś!”, sceptycy zaś podkpiwają, że niektórych zagniewanych denerwuje bardziej oddalająca się perspektywa uszczknięcia swojej działki z publicznych funduszy, do których wydawania Londyn zobowiązał się ratyfikując European Charter for Regional or Minority Languages, a także uznając w 2014 r. Kornwalijczyków za mniejszość w rozumieniu Konwencji Ramowej o Ochronie Mniejszości Narodowych. Z kolei torysi stosunkowo tanim kosztem mrugają zapewne i do swych wyborców zainteresowanych redukcją wydatków publicznych, i tych wciąż wierzących w Zjednoczone Królestwo jako zintegrowaną całość, a przynajmniej wierzących, że kiedyś zatrzyma się rozpad chociaż jego części uznawanej przez większość za angielską. I przeciwnie, opozycja – nie tylko kornijska (zorganizowana głównie w ramach Mebyon Kernow), ale i liberalno-demokratyczna korzysta z okazji do punktowania hipokryzji rządu Davida Camerona, bynajmniej nie należącego najoszczędniejszych (ani dbałych o dochody budżetu) zwłaszcza tam, gdzie w grę wchodzą potrzeby finansowego zaplecza konserwatystów, czy amerykańskie interesy geopolityczne. Premier D. Cameron jeśli jednak w czymkolwiek jest autentycznie zachowawczy – to w konsekwencji z jaką próbuje „bronić interesów brytyjskich” – oczywiście kosztem samej Brytanii i nacji dotąd się na nią składających. A rachunek za ten uparty błąd torysów będzie wystawiony między innymi i w Kornwalii – i może być znacznie wyższy niż głupie £ 150.000 rocznie…

Konrad Rękas

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *