To Niemcy są źródłem kryzysu

Najpierw oglądaliśmy relacje, gdy lewica kwiatami (dosłownie) witała przybywających do Niemiec islamskich uchodźców, stanowiących forpocztę „społeczeństwa multi-kulti”. Potem Angela Merkel „rozdawała” uchodźców wszystkim krajom Europy (także i Polsce), następnie były newsy o islamistach gwałcących Niemki w krótkich spódniczkach. Teraz mamy obraz Niemiec płaczących na „niewdzięczną” Europę, która nie chce wziąć na swoje utrzymanie imigrantów, których Merkel wpuściła.

W ton tej narracji wpisuje się tekst Piotra Burasa „Polska wobec Niemiec – błędne kalkulacje” (kulturaliberalna.pl), w którym czytamy: „Kryzys uchodźczy spowodował, że Niemcy skazane zostały na wsparcie Europejczyków. Napływ miliona uchodźców (błędnie przypisywany polityce „zapraszania” ich przez Angelę Merkel; w rzeczywistości będący rezultatem preferencji samych migrantów i załamania się systemu azylowego w UE) przycisnął kraj do ściany. Zaś brak solidarności ze strony partnerów, niezależnie od tego, z jakich powodów, spowodował, że po raz pierwszy w historii Niemcy odnoszą wrażenie, że Unia Europejska okazuje się dla nich bezużyteczna z punktu widzenia rozwiązania bodaj najpoważniejszego w ostatnich dekadach problemu. Polska ma w utrwalaniu się tej percepcji istotny udział. (…) Koniec Merkel byłby spektakularnym rozczarowaniem, które zmieniłoby politykę Niemiec w bardziej nastawioną na narodowe interesy, nieufną wobec instytucji UE i z pewnością dużo bardziej niechętną krajom takim jak Polska. Owszem, niemieccy krytycy polityki w sprawie uchodźców obecnej kanclerz posługują się często argumentami podobnymi do PiS. Ale ich jedyną receptą jest zamykanie granic, które uderzyłoby w całą Europę, w tym w Polskę. Postawa Polski ma niemały, choć rzecz jasna niedecydujący wpływ na to, w jakim kierunku zmierzać będą Niemcy w nadchodzących latach. Dzisiaj Merkel, wbrew opiniom krytyków zarzucających jej łamanie prawa europejskiego (konwencji dublińskej o azylu) i politykę opartą tylko na przekonaniach moralnych, próbuje za wszelką cenę bronić zarówno proeuropejskiego kursu polityki niemieckiej (obrona Schengen), jak i spójności UE. W polskim interesie jest, by – w miarę możliwości – ten kurs wspierać”.

Zgadzam się z Autorem tych słów do opisu faktów i nijak nie zgadzam się w ich wartościowaniu. Piotr Buras obawia się, że doszło do koincydencji katastrofy imigracyjnej w Niemczech i dojścia do władzy populistycznego PiS-u, który doprowadzi do trwałego pogorszenia się stosunków niemiecko-polskich i do wzmocnienia w Berlinie tendencji izolacjonistycznych. Prawdę mówiąc niczego tak bardzo sobie nie życzę, jak tylko wzrostu tego izolacjonizmu w kraju, który autor tego tekstu uważa za „bodaj najdoskonalszy (bo największy, najlepiej znany, najbliższy geograficznie i niemal książkowy) przykład demokracji liberalnej oraz modelu społeczeństwa indywidualistycznego i wielokulturowego”. Zacznijmy od końca:

1. Trudno mi się zgodzić z tezą, że Niemcy są jakimś wzorcowym społeczeństwem liberalno-demokratycznym. Niemcy w ogóle takiej idei nie rozumieją, gdyż są kolektywistami i nie patrzą na świat w kategoriach indywidualistycznych. Przez stulecia byli formowani przez luterańsko-pruskie „państwo autorytarne” (Obrigkeitstaat), co zaowocowało ich historyczną skłonnością do militaryzmu i totalitaryzmu. Po 1945 roku ideologia uległa zmianie, ale mentalność nie. Są dziś wyznawcami demoliberalizmu tak samo posłusznymi i bezrefleksyjnymi jak nie dawno byli czcicielami Kaizera i z równą nietolerancją – w imię „tolerancji”, „wolności” i „demokracji” – podchodzą do myślących inaczej, czyli z mentalnością jaka cechowała ich w poprzednich, czyli „militarystycznych” stuleciach. Tworzą więc rodzaj radykalnego kolektywizmu, gdzie ideologią tegoż kolektywizmu stał się… liberalny indywidualizm. Jest to nowy dogmat wobec którego nie istnieje autonomia intelektualna. Państwo uczyniło z demokracji liberalnej ideologiczny dogmat, tworząc – w celu masowej indoktrynacji swoich obywateli za gigantyczne pieniądze – podporządkowaną MSW Centralę Federalną dla Kształcenia Politycznego (Bundeszentrale für politische Bildung). Jest to niezwykle sprawnie działająca struktura indoktrynacyjna, której nie powstydziłoby się żadne państwo totalitarne. Głoszona ideologia jest tylko odmienna.

2. Z punktu widzenia europejskiego, a więc i polskiego, największym problemem kolektywizmu niemieckiego jest jego wymiar europejski. W okresie militaryzmu i nazizmu Niemcy dążyli do podboju kontynentu i zorganizowania go na swój sposób tak, aby Europa myślała w ich kolektywistyczny sposób, gdy oni będą nią rządzić, zasiedlać ją i „porządkować na nowo” (idea tzw. Neuordnung). To zaś powodowało naturalną reakcję w postaci złożonej z wielu państw koalicji przeciwnej tej dominacji i „uporządkowaniu świata” na niemiecką modłę. Militaryzm niemiecki był wtenczas groźny. Dziś już nie jest, gdyż Niemcy posiadają siły zbrojne na poziomie bardzo przeciętnym, a po dwóch wywołanych przez siebie wojnach światowych społeczeństwo to jest na wskroś pacyfistyczne, wręcz chore na pacyfizm. W tej sytuacji Niemcy prowadzą dzieło Neuordnung za pomocą integracji europejskiej. Prawo europejskie jest zdominowane przez prawników niemieckich, którzy sączą swoje doktryny do całej Europy za pomocą unijnych dyrektyw. Niemców nie interesują prawa, obyczaje i instytucje innych narodów. Wszystko winno zostać ujednolicone na ich modłę. Tak buta militarna przekształciła się w butę jurystyczną. Właśnie dlatego wzrost tendencji izolacjonistycznych nad Sprewą i Renem oceniłbym pozytywnie. Zamiast, wyrażającego się w prawie europejskim, Neuordnung na skalę kontynentalną, Niemcy poprzestaliby na budowaniu samym sobie swojej „wzorcowej demokracji” (musterhafte Demokratie), uwalniając Europę od tego wzorca.

Czy Angela Merkel pytała nas czy wzorzec niemiecki nam się podoba i czy chcemy go przyjąć? Mnie nikt nie pytał i jestem daleki od zachwytu (może dlatego lepiej mnie było nie pytać?).

Adam Wielomski

Tekst ukazał się w tygodniku Najwyższy Czas!

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

0 thoughts on “To Niemcy są źródłem kryzysu”

  1. Niech się odgrodzą murem, przyjmą 10 mln azylantów i 100 mln kóz/owiec. Etnicznych Niemców niech skomasują w mieszkaniowych kołchozach, aby nadmiarowe pokoje w mieszkaniach i domkach przeznaczyć dla imigrantów i ich kóz/owiec. Kto nie chce udostępnić “nadmetrażu” – sztraf albo odebranie bachorów takim faszysto-rasistom.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *