Tradycja polskiego romantyzmu nadal żyje i nadal jest groźna!

Niestety, obydwie te partie dowodzą w ten sposób, że pochodzą z tego samego zatrutego pnia rewolucyjno-insurekcyjnego, ponieważ żadna z nich nie jest zdolna dokonać refleksji nad sensownością samego Powstania.

W sumie ich spór dotyczy tylko tego, która z tych partii jest lepszym spadkobiercą tej tradycji politycznej. Konflikt ten przypomina mi jako żywo spór „czerwonych” (rebelianci radykalni, z socjalnym podtekstem) z „białymi” (rebelianci umiarkowani), gdzie spadkobiercami „czerwonych” jest PiS, a „białych” PO. Tak, wbrew utartym schematom historycznym – odziedziczonym po nauce historii powstałej w PRL – „biali” nie byli żadnymi konserwatystami, a jedynie bardziej zamożnymi insurekcjonistami.

Wywołane przez „czerwonych” Powstanie nie było niczym innym jak ruchawką, która niechybnie szybko by padła, gdyby zachowawcze grupy społeczne opowiedziały się przeciwko niej i wsparły rządowe wojska i administrację w oczyszczeniu kraju z elementów – jakby to powiedziano w neokońskiej nowomowie – „terrorystycznych”. Największym nieszczęściem było to, że „biali” ostatecznie do Powstania się przyłączyli, dali mu świeżą krew i uczynili zeń autentyczny bunt, którego nie mogły uśmierzyć tak łatwo i szybko rządowe oddziały. Dało to rosyjskim władzom – niechętnym Polakom i polskości – znakomity pretekst do rozprawienia się z rodzącymi się polskimi uprawnieniami autonomicznymi (efekt reform margrabiego Wielopolskiego) i z polskim ziemiaństwem na ziemiach na wschód od Bugu.

Prawda jest taka, że jedynym – dosłownie samotnym politycznie i towarzysko – polskim konserwatystą tego okresu był margrabia Aleksander Wielopolski. Był to polityk powszechnie nielubiany, znienawidzony, ponieważ chciał pracować, a nie walczyć. Nie wierzył w jakąkolwiek zbrojną rebelię i pokonanie gigantycznej armii rosyjskiej za pomocą samopałów i kos na sztorc.

Miał oczywiście rację. Nie wierzył także, że Austria, a szczególnie Prusy zgodzą się na odbudowę Polski, gdyż poczułyby się natychmiast zagrożone. Dlatego walczył mózgiem o to, co wtenczas jako jedyne wydawało się realne: autonomię Królestwa Polskiego. Walczył o polskie szkoły i polską administrację. Nic więcej w tamtych warunkach nie było możliwe.

Nie był i nie mógł być rozumiany w narodzie, który wyłącznie chciał walczyć i zachwycał się własnymi porażkami, widząc w nich jakieś urojone „zwycięstwa moralne” (gloria victis).

Fakt, że politycy PiS i PO spierają się dzisiaj nie o postać Aleksandra Wielopolskiego, lecz o to, kto jest lepszym „patriotą” i lepiej uczci Powstanie Styczniowe, jest symptomatyczny. Pokazuje bowiem, że żadna z tych partii nie odwołuje się do autentycznej tradycji konserwatywnej. Obydwie partie „centroprawicowe” spierają się o dziedzictwo polskich karbonariuszy, którzy głosili rewolucję socjalną, zabór prywatnego mienia bez odszkodowania (uwłaszczenie) i niezwykle chętnie posługiwali się retoryką patriotyczną i religijną dla osiągnięcia swoich celów.

Osobiście mam duże wątpliwości, czy nienawiść polskich powstańców do cara i Rosji miała przyczyny wyłącznie narodowe. Proste pytanie: czy na ziemiach polskich insurekcjoniści i cała tradycja romantyczna nienawidzili cara jako Rosjanina – który odebrał Rzeczypospolitej niepodległość – czy jako rosyjskiego reakcjonisty?

Polska tradycja rewolucyjna (podobnie jak i zachodnia) widziała w caracie symbol wstecznictwa i reakcjonizmu, odporu ideałom Oświecenia, demokracji, przyrodzonych uprawnień człowieka i tolerancji religijnej, obrony własności grup posiadających. Wydawał się im prawdziwym katechonem powstrzymującym w Europie demokratyczno-socjalną i antyklerykalną rewolucję. Przecież „czerwoni” byli silnie powiązani z zachodnią masonerią. Właściwie stanowili część wielkiego rewolucyjnego paneuropejskiego spisku.

Od takiej tradycji politycznej każdy konserwatysta winien natychmiast się odciąć i bronić polityki margrabiego Wielopolskiego. Tak, wiemy, że tradycyjnie będziemy szantażowani moralnie grobami powstańców i widokami Syberii. Tak, wiemy, że tradycyjnie oskarży się nas o brak patriotyzmu, narodowe szkodnictwo, agenturalność, zaprzaństwo i to wszystko, co rewolucyjni patrioci mają w swoim pijarowskim arsenale. Jeśli jednak damy się sterroryzować propagandzie „czerwonych”, to będziemy jak ci „biali” z Powstania Styczniowego.

Romuald Traugutt dobrze wiedział, że powstanie nie ma – z perspektywy militarnej – jakichkolwiek szans. Jednak dowodził nim do ostatka, gdyż przecież nie wypadało, aby Polak nie walczył, gdy cała Polska walczy. Sterroryzowany moralnie przez ówczesnych „prawdziwych patriotów” stanął na czele sprawy beznadziejnej, przeciwstawnej oczywistym interesom jego własnej grupy społecznej, rewolucyjnej i antykatolickiej. No bo nie umiał inaczej, bojąc się zarzutu o narodową apostazję i dołączenia do jednej grupy z „zaprzańcem” Wielopolskim. A przecież wiedział, że to ten ostatni ma rację!

Dziś podobnie jest z PiS i PO przy sporze o Powstanie Styczniowe. PiS szarżuje „patriotyzmem” – niczym „czerwoni” – w wyniku czego nowi „biali”, czyli PO, cofają się, bojąc się zarzutów o brak patriotycznego uniesienia. W związku z tym prezydent i partia rządząca włączają się w uroczyste obchodzenie i promowanie samobójczej tradycji politycznej.

To nie jest tylko historia. Ta tradycja polskiego romantyzmu nadal żyje i nadal jest groźna. Nadal jest rewolucyjna i zdolna pchnąć w przyszłości Polskę do jakiegoś irracjonalnego ruchu politycznego w imię walki „o wolność naszą i waszą” lub posłać polską młodzież z kosami na armaty. Dlaczego nikt nie stawia pomników Aleksandrowi Wielopolskiemu?

Adam Wielomski

Tekst ukazał się w tygodniku „Najwyższy Czas!” i na nczas.com

aw

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Tradycja polskiego romantyzmu nadal żyje i nadal jest groźna!”

  1. Z krytyki romantyzmu słynął Adolf Nowaczyński. Jego współcześni przyjmowali to jako atak na uświęconą, już ustaloną tradycję narodową. A satyrycy… mieli o czy pisać: Napad na Parnas Zbrojny w groźne gęsie pióro, W Mauzera i nóż fiński, Raz na Parnas wpadł z brawurą Imć pan Adolf Nowaczyński. Jak wawelski smok, okrutny, Wzrokiem łypiąc, niby zbójca, Wpadł i pyta, grożny, butny: „Gdzie tu wieszczów polskich trójca? Gdzie jest Juliusz, gdzie jest Adam I gdzie Zygmunt hrabia rodem? Ja im wojnę wypowiadam, Dysząc wściekłym głodem. Na poezję romantyczną Gwiżdżąc, cenię ją niewiele; Klęsk przynieśli pakę liczną Owi czynu truciciele. Za budzenie wzlotów ducha Trzej ci wieszcze warci rózgi; Trzeba dłoń mieć do obucha, Silne mięśnie, trzeźwe mózgi. Niech siąść do poezji stołów Nie śmie młode pokolenie; Ja Polaków – nie w aniołów, Lecz w zjadaczy chleba zmienię. Trójco wieszcza, precz z Parnasu, Ja obetnę wam dziś skrzydła, Bo już nazbyt wiele czasu Naród palił wam kadzidła. Przy realnym, trzeźwym prądzie Wiele pojęć się przerabia Tu „Poeta czynu” siądzie, Jeden, trzech was wart – Margrabia”. Adam spojrzał na Juliusza, Zygmunt podniósł w górę palec, Ramionami każdy wzrusza: „Czego drze się tak ten malec?” Nowaczyński, gdy to słyszy, Dumnie głowę w górę wzbija, Pióro chwyci, zemstą dyszy I w powietrzu nim wywija. Tnie na lewo, tnie na prawo Z góry, z dołu, bokiem – różnie I nie widzi za kurzawą, Że przebija ciągle próżnię. Mina groźna, gest ponury, Lecz wtem brakło sił zapasu I ze szczytu wieszczej góry Stoczył się do stóp Parnasu Lecz choć upadł rycerz młody, Krzyczy, prężąc się swym ciałem: „Nikomum nie zrobił szkody, A com huczek miał – to miałem”.

  2. PiS nie tylko program, ale i korzenie ma lewicowe. Nawet skrajnie lewicowe. W czasach Rewolucji Francuskiej siedzieliby zdecydowanie po lewej stronie.

  3. Powstania. Ciężko mi zrozumieć, jak ktoś uważający się za katolika i konserwatystę może się tym zachwycać? Bo, że wszelkiej maści lewica, demokraci, liberałowie et cetera – to by mnie wcale nie dziwiło. Rzeczywiście, któryś z Kaczyńskich w jakimś wywiadzie na pytanie o rewolucję francuską wypowiedział się o niej bardzo pozytywnie, jako o istotnej zmianie. Można żartobliwie powiedzieć, że jakby nagle polskie dywizje wojskowe chciały zrobić zamach stanu i wprowadzić kogoś na tron, to PiS zapewne wyszedłby na barykady w obronie demokracji i innych zdobyczy rewolucji francuskiej. Ot, takie środowisko co to niektórzy nazywają „prawicowym”.

  4. PiS powinno się tyrać za zawłaszczenie sobie miana prawicy tak długo, aż skamląc uciekną prosić o pomoc Niesiołowskiego. Bardzo dobry tekst panie profesorze. Jak dla mnie to powinno być więcej takich historycznych rozważań.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.