Trzej panowie M.

Prawe to i sprawiedliwe

To paradoks, ale tylko pozorny. Tłumacząc od końca – skład nowego rządu, exposé pani premier, wystąpienia prezydenta – wszystko to gwarantuje, że w żadnej istotnej dla przyszłości Polski kwestii: przynależności do struktur europejskich i NATO, uległości wobec polityki amerykańskiej, zasadniczych zrębów struktury kapitałowej polskiej (?) gospodarki, interesów międzynarodowej finansjery (poważniejszych niż te parę groszy z podatku bankowego, czy marketowego) – zostanie nad Wisłą zachowane status quo. W tym sensie trzej Panowie M. – Macierewicz, Mariusz Kamiński i Michnik na dodatek – chcą przecież tego samego.

Z kolei elektorat PiS wreszcie może wygrzać się w słoneczku nie tylko samej zmianie, ale i nasycać się błogim mruczeniem: „polityka historyczna”, „godność narodowa”, „dobre imię Polski”, „nasze interesy”. Przede wszystkim zaś wyborcy mogą czuć się usatysfakcjonowani w swym poczuciu sprawiedliwości społecznej, znacznie ważniejszej, bo subiektywnej, niż „zwykła” praworządność.

Zrozumienie co jest „sprawiedliwe” z punktu widzenia wyborcy PiS-u – jest kluczowe dla wychwycenia prawidłowości propagandowych zagrań tej partii. Otóż sam Jarosław Kaczyński wygrał przecież wybory – bo było to właśnie sprawiedliwe, skoro „brata mu zabili”. Pojęcie subiektywnej słuszności łączy się w tym zakresie z potrzebą zadośćuczynienia za prawdziwe czy wyimaginowane krzywdy. W tym też kontekście można widzieć ułaskawienie M. Kamińskiego, odbierane przez elektorat jako „sprawiedliwa naprawa krzywd za prześladowania, jakich ten patriota doświadczył z rąk układu”. Odwołując się do procedur zgłaszający zastrzeżenia do aktu łaski naprawdę nie potrafią się wczuć w tych Polaków, którzy bez żadnej wątpliwości uważają każdy wyrok za możliwy do kupienia lub podyktowania przez władzę, każdy przetarg za ustawiony, każdy konkurs za rozstrzygnięty przez rozpisaniem. Co ciekawe zresztą w co najmniej wielu przypadkach to ten wiecznie sceptyczny ogół ma rację, a wątpiący popadają w grzech naiwności lub umyślnej ślepoty…

Paradoksem prawdziwym jest natomiast, że padło akurat na M. Kamińskiego, który z J. Kaczyńskim dzieli przekonanie, że to, co czyni – jest z definicji dobre, służy bowiem wyższemu celowi, czyli własnej władzy – bo ta z kolei jest najlepsza dla Polski. Zachodzi tu zresztą interesujący dysonans między deklaracjami tego segmentu elektoratu, który głośno domaga się jakieś hiper-praworządności wyższego rzędu, a z drugiej strony akceptuje, że akurat J. Kaczyński mógłby bez wahania podpisać się pod upoważnieniem wręczonym w „Trzech Muszkieterach” Milady przez kardynała Richelieu: „z mojego rozkazu i dla dobra państwa właściciel tego dokumentu uczynił to, co uczynił”. W tym sensie J. Kaczyński mianował A. Macierewicza i kazał A. Dudzie ułaskawić M. Kamińskiemu bo mógł i ujrzał to pożytecznym, a lud PiS-owski zgodnie uznał, że to godne i sprawiedliwe (żartem już na innym poziomie, że zaspokojeniem „patriotycznych” i „prawicowych” potrzeb było akurat powołanie do rządu KOR-owca i ułaskawienie socjal-lewackiego, ateistycznego bojówkarza…).

Dlaczego teraz

Czemu jednak działania takie, wywołując wszak falę krytyki ze strony głównonurtowych mediów i nie mniejszy wysyp memów – są w istocie po myśli wymieniającej się z PiS-em części establishmentu? Zastanówmy się chwilę, A. Macierewicz i M. Kamiński nie przestraszą przecież własnego twardego elektoratu. Straszyć nimi można natomiast tę dziwną w swych motywach grupę, która chcąc tylko, żeby było lepiej (a w sumie – trochę inaczej) miota się między głównymi partiami nie rozumiejąc, że ciągle powtarza te same błędy. To oni (czy ich starsi odpowiednicy) dali zwycięstwo PO uznając Kaczyńskich za „kartofle”, by po 8 latach uznać nagle za obciachowych Bronka i cwaną babę z Radomia. W obu przypadkach zresztą wyborcy ci mieli rację, szkoda tylko, że nie zachowali obu wniosków jednocześnie… Tę właśnie grupę z czasem będzie można przekonać (bo to w sumie też nie trudne…), że szef MON i koordynator służb to osoby niezrównoważone i na dłuższą metę niebezpieczne dla równowagi państwa. A to właśnie to bagno przerzucające swe poparcie – daje establishmentowi niezmienną od 26 lat władzę w naszym kraju.

Przy okazji zaś mamy odpowiedź na pytanie dlaczego A. Macierewicz został ministrem, a M. Kamińskim niewinnym człowiekiem już teraz, a nie np. w połowie kadencji. Na razie bowiem nie tylko „wierzący”, ale także ogół wyborców PiS, choćby dla utwierdzenia się w słuszności dokonanego wyboru – jest na etapie „dajcie im szansę… jak możecie krytykować już teraz! dajcie się wykazać…” itd. Przełknie więc wiele, podczas gdy z czasem zaczną kolejno odpadać, a w każdym razie słabnąć kolejni niecierpliwi, zawiedzeni, oszukani. Co więcej, na tym etapie i B. Szydło, i A. Duda wykonają każdy rozkaz Prezesa. Z czasem może pojawić się u nich refleksja nad indywidualnymi kosztami, na zasadzie „a co ja z tego będę miał/a? mam jeszcze w miarę niezłe notowania, po co mi tamci?” I wreszcie: „Prezes nie jest wieczny, nie wychylajmy się, ale kto wie, za jakiś czas…”.

Na razie rząd, partia i prezydent rozpisali sobie robotę na mniej więcej rok, tyle bowiem zajmie dojście do realizacji zapowiedzi z exposé i co głośniejszych deklaracji kampanijnych. W międzyczasie zapewne dojdzie też do wyborów samorządowych i rozwalenia Prokuratury Generalnej, no i na pewno – do szczytu NATO w Warszawie. Co będzie dalej – nie wiadomo, perspektywa dłuższa niż rok to zresztą i tak rzadkość we współczesnej polityce w Polsce. Zresztą, przecież zawsze może wybuchnąć wojna i w ogóle nie trzeba się będzie zastanawiać nad przyszłością.

Konrad Rękas

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *